Ogromny hołd i podziękowania dla Państwa Krauze za ten wyjątkowy obraz.

Ludu słuchaj. Do tych, którzy planują się wybrać bądź planowali, ale dotychczasowe opinie zniechęciły ich do pójscia na "Ptaki śpiewają w Kigali", kieruję te kilka słów.
Jeśli idziesz na ten film, bo to kolejny film małżeństwa Krauze, nie idź.
Jeśli idziesz na ten film, bo to polski film, a Ty lubisz nasze rodzime kino, nie idź.
Jeśli idziesz na ten film, a masz nikłe pojęcie na temat ludobójstwa w Rwandzie, wiesz że Hutu i Tutsi, ale kto kogo szlachtował maczetami już nie, nie idź.

Dlaczego? Wiele głosów krytykuje, że film jest rodem z Discovery, że długi, nieskładny, nudny, pseudoartystyczny i nie powinien zobaczyć światła dziennego.

Ten film to arcydzieło i składam ogromny hołd reżyserom i podziękowania, że powstał mimo wielu przeszkodom i tragedii. Nie mam za grosz artystycznej duszy, te "ambitne zdjęcia" są jawną metaforą ludobójstwa. Jeśli ktoś skłania się ku opinii, że ujęcie sępów żerujących na zwłokach antylopy jest nie na miejscu etc., nie ma pojęcia o tym, co miało miejsce w 1994 roku. Brak muzyki, krótkie scenki, ubogie dialogi, wszystko to buduje niesamowity portret dwóch kobiet po skrajnych stronach barykady. Ten film to niewyobrażalna trauma, naszprycowana emocjami do granic możliwości. Wbrew opinii, że brak tu ludobójstwa - jest ono wszechobecne, zwłaszcza w osobie Claudine. Dla osób, które miały okazję zapoznać się ze świadectwami ocalalych Tutsi, wiele ujęć będzie zrozumiałych bez zbędnych słów. Niewyobrażalnym jest dla nas koszmar, który przeżyli Tutsi, ten film ukazuje choć w niewielkim stopniu (niewielkim mimo, że nawet tego nie jesteśmy w stanie udźwignąć) ich życie po ludobójstwie. Próbę powrotu do normalności z prześladującymi obrazami szlachtowanych jak kapustę bliskimi.

Idźcie na film, ale pamiętajcie, to obraz hermetyczny, cholernie ciężki i po nim też będzie Wam trudno wrócić do codzienności.

19

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: