Dream vs. Reality

Jeśli uważacie grę w golfa za najnudniejszy sport na świecie, nie wierzycie że nie mówiąc nic można powiedzieć więcej, niż tysiąc słów oraz że pozornie typowe włamanie do mieszkanie nie kończy się ani razu kradzieżą, a wręcz stanowi pomoc dla nieobecnych jego mieszkańców, to po obejrzeniu tego nietypowego filmu jest duża szansa, że wasze zdanie całkowicie się odmieni. Dlatego zdecydowanie warto jest zgrzeszyć z tym z całą pewnością najlepszym filmem Kim Ki-Duka jaki dotąd miałam okazję obejrzeć.

3
  • Film jest rzeczywiście genialny i jak sam reżyser zauważył, nie wiadomo, kto tu kogo wyśnił, czy dziewczyna chłopaka, czy chłopak dziewczynę. To jakby słyszeć echo słów Chuang-tsy, śniącego o motylu i zastanawiającego się po przebudzeniu, czy to on śnił o motylu czy to raczej motyl śni o nim.
    Z drugiej strony rodzi się ważne pytanie, na ile uznajemy za rzeczywisty wpływ na nasze życie świata wyobrażeń, które odgrywają przecież ogromną, często nie uświadomioną rolę, odmieniając postrzeganie, wspierając radzenie sobie w trudnych sytuacjach.
    Sun-Hwa, żona majętnego mężczyzny, tkwi w bydlęcych warunkach, chociaż umieszczona jest w przysłowiowej złotej klatce. Niekonwencjonalny Tae-suk (niezależnie, czy jest wyśniony czy realny) przyczynia się do wyzwolenia dziewczyny.
    Znów reżyser, podobnie jak w Samarytance, wykorzystuje wszechobecny fenomen (tam: prostytuowanie się nastolatek, tu: maltretowanie w rodzinie) dla zademonstrowania z jednej strony kondycji ludzkiej, z drugiej natomiast jednak furtki ku znośniejszemu czy też bardziej świadomemu życiu, poprzez podsuwanie wręcz pod nos wartości, którym warto i trzeba dać dojść do głosu.
    Ani kupowanie sobie „szczęścia” u boku nastolatek, ani też wyładowywanie frustracji na życiowym partnerze, do rozwiązań żadnych nie prowadzą, nie rozwiązują zżerających nas konfliktów, nie zagajają głęboko w nas tkwiących zranień.
    To co w Bin Jip wydaje się nam takie pociągające (rozumienie się bez słów) de facto może nas też zmrozić czy porazić, bo ten brak słów występuje nie tylko na jednej linii (akurat pozytywnej), lecz również w kontaktach małżonków, co łatwo przeoczyć, przy tym niezwykłym porozumieniu między Sun-Hwa i Tae-suk. Jeszcze silniej problem komunikacji międzyludzkiej zarysowany jest właśnie w Samarytance, a nawet ta dwoistość jest w niej sklejona, bo z jednej strony ojciec i córka naprawdę nie potrzebują wielu słów, żeby się doskonale rozumieć, a z drugiej strony ten brak (czy też nieumiejętność) werbalizowania, staje się dla widza wręcz nieznośny. Ojciec znajduje się w sytuacji bardzo dramatycznej, a kiedy wręcz wkracza na ścieżkę śledzenia córki zastępującej rozmowę z nią, to już naprawdę zaczyna być źle. Wtedy już nie tylko „bad guys” są „bad”, ale również obrońca prawa staje się „bad” i wchodzi w kolizję z prawem.
    Bardzo precyzyjnie Kim Ki-duk wskazuje na te braki w nas, nad którymi ze zbytnią dezynwolturą potrafimy przejść do porządku dziennego, wcale nie przypisując im znamienia braku. Raczej wzruszymy ramieniem i powiemy, że mało nas cokolwiek obchodzi, niż uznamy nieumiejętność życia i współżycia za lukę, a luki emocjonalne za nie lada zadrę, z której trzeba się leczyć, jak z wielu innych dolegliwości. Jakże często wybieramy ucinanie kontaktów, bądź fundujemy sobie zmowę milczenia, bo już nie wiadomo, co bardziej boli: rozmowa czy brak jakiejkolwiek artykulacji.

    • Kim Ki-Duk za każdym razem szuka nowych i często szokujących tematów aby do widza dotrzeć i zestawia ze sobą skrajnie różnych od siebie bohaterów, choć wszystkich zdaje się łączyć motyw wzajemnego porozumienia, którego szczególny brak daje się odczuć zwłaszcza w ‘Samarytance’, ‘Wiośnie, lato’ oraz właśnie w ‘Bin-Jip’.

      Reżyser stara się pokazać na wszelkie możliwe sposoby jak bardzo jest potrzebne, w tym celu maksymalnie ograniczając ilość słów, a nawet zupełnie z nich rezygnując, wychodząc z założenia, że wtedy naprawdę można się usłyszeć. I rzeczywiście ten werbalny minimalizm zdecydowanie się sprawdza i działa, zresztą nie tylko na bohaterów, ale także na widzów :) Cisza bowiem jest o wiele wymowniejsza i znacząca, docierając do drugiej osoby w o wiele większym stopniu, niż wszelki nadmiar słów.

      Natomiast sam Tae-Suk to dla Sun-Hwa wyzwalający ją ‘dream guy’, będący całkowitym przeciwieństwem jej męża ‘bad guy’a. Zresztą miał też prawdziwe wyczucie jaki ‘pusty dom’ wybrać ;)

      • No, w Samarytance wystepuje również to calkiem genialne porozumienie - ze zmarłą kumpelą.
        Chociaż moim zdaniem z ojcem jednak też.

        Rzeczywiście w ciszy da sie wiecej uslyszec, moze ze wzgledu na wyciszenie umyslu, wtedy jestesmy wrazliwsi, o ile cisza nie jest wypelniona zawiscia czy nienawiscia, rozczarowaniem, chwilową złością.
        Jesli jest to cisza życzliwa ;)))

        Tak, na widzów ta cisza oddziałuje kapitalnie!
        Daje też możliwość podjęcia próby zrozumienia przekazu Kim Ki-duka. Pozwala się otworzyć na jego świat.
        I przemyslec wlasne relacje z ludzmi, a nawet - jak w przypadku Bin Jip - ze światem przedmiotów ;)

        • 'Silence is sexy' ;)



          • I tym sposobem zamknęłaś mi usta ;)

            • użytkownik usunięty

              Nie da się ukryć, że to bardzo interesujący film. Miałem wrażenie, że oglądam przedstawienie jakiegoś teatru symbolistów: niby jest "jakaś" fabuła, bohaterowie, ale gesty, słowa (ich mało!) znaczą dużo więcej niż one same, niż może zdawać się na pozór.
              Mam nadzieję, że nie odezwą się "feministki" z zarzutem, że bohaterka jest zbuy zbyt bierna i ... milcząca ;)
              Dla mnie "Pusty dom" spokrewniony jest z "Chunking" Kar-Waia, podobny motyw wchodzenie w życie innych, wkradania się "kuchennymi drzwiami", aby potem stać się dla siebie kimś bardzo, bardzo ważnym.
              Skośne kino 3ma się dobrze :)

              • Jak najbardziej kino azjatyckie obok latynoskiego i skandynawskiego ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko wszelkie ‘Klątwy’ & ‘Kręgi’. A przykład ‘Bin-Jip’ wyraźnie pokazuje, że można jeszcze znaleźć sposób, aby w niekonwencjonalny i z pewnością niebanalny sposób mówić o uczuciach, nawet z pominięciem słów :)

                Z ostatnio obejrzanych polecam Ci gorąco ‘Aoi Haru’, ‘All about Lily Chou-Chou’ oraz najnowszy, równie piękny film Kim Ki-Duka czyli ‘Hwal’, który mnie już zdążył całkowicie zauroczyć.

                • Moje pytanie do znawcó kina Ki-duka w takim razie ; dlaczego młodzi państwo pozostają w domu pana męża i odstawiają komedię ? Nie planują uciec ? Może chcą tak dalej, żeby mąż Sun-hwa ich troje utrzymywał.

                  Nie wiem o co kaman, a wręcz przestraszyłam się pod koniec, że Sun-hwa postradała zmysły i posiada urojenia, co do obecności Tae-suka

                • SPOJLER
                  nie zwróciłas baczniejszej uwagi na ostatnia scene filmu-klucz do zrozumienia zakonczenia. Radze wrócić do filmu, przewinac na koncowke i wpatrzyc sie na wage, na niej jest wszystko. Wtedy zrozumiesz ze mąż Sun-hwa nie musi ich utrzymywać:)

                • skoro dla ciebie wszystko jasne, to dlaczego mnie nie oświecisz ? :) może chcę właśnie poznać jak inni to sobie tłumaczą
                  czy chodzi o nawiązanie do buddyzmu ?

                • ja też proszę o oświecenie

                • użytkownik usunięty

                  Pewnie już nieaktualne, ale...
                  Można powiedzieć, że ponieważ oboje nic nie ważą (wskazanie wagi równie zeru), więc tak naprawdę ich...nie ma, nie istnieją w rzeczywistości. Oboje są niejako postaciami wymyślonymi na potrzeby przypowieści, jaką jest ten film, w celu ukazania przepaści jaka istnieje w kontaktach pomiędzy ludźmi. Czyż para głównych bohaterów nie rozumiała się świetnie, pomimo, że nie padło pomiędzy nimi nawet słowo? Tych dwoje jest jak spełnienie snu o wzajemnym zrozumieniu kobiety i mężczyzny pozostających w intymnym, bliskim związku. Ja raczej myślałem, że to bohaterka wyśniła swojego rycerza, ale...tak do końca nie jestem co do tego przekonany. Jak w takim razie wyjaśnić ich interakcje w rzeczywistym świecie? Chyba, że w narracji zaciera się granica pomiędzy snem a rzeczywistością - część zdarzeń może być np. tylko snem Sun-Hwy. A może wskutek traumy spowodowanej domową przemocą niemal cała opowieść jest tylko jej wymysłem? Tego jednak nie jestem również pewien, a pytań rzeczywiście jest bardzo wiele...
                  Ale pomyślałem też o innej interpretacji. Tae-Suk umiera w więzieniu w wyniku bicia przez strażnika. Tracąc powłokę cielesną staje się duchem, wolnym bytem, co symbolizują jego ręce, które w swym dziwnym 'tańcu' składa na kształt ptasich skrzydeł. Potem widzi go tylko Sun-Hwa z racji głębokich uczuć jakie do niego żywi. A na końcu być może sama staje się właśnie taką eteryczną istotą - wolną od ziemskich trosk, podążającą za swym wybrankiem w świecie, w którym już nikt nie może im zaszkodzić.
                  Myślę, że Pusty Dom lepiej zrozumie osoba zaznajomiona z kulturą i obyczajowością Korei. Wydaje mi się, że również imiona głównych bohaterów nie pozostają bez znaczenia. Niestety jestem ignorantem jeśli chodzi o ten kraj, choć mam takie dziwne skojarzenie - Sun-Hwa brzmi dla mnie podobnie do Jahwe. Być może chodzi o Boginię Słońca. Idąc tym tropem znaczyło by to, że główni bohaterowie to bogowie w ludzkich postaciach, którzy jakimś cudem zeszli na ziemię otrzymując cielesne powłoki. Być może sami tego chcieli, być może za karę mieli doświadczyć ludzkich cierpień. Wiem, że to pewnie nadinterpretacja, ale tak to już jest jak się intensywnie myśli o czymś, co nie daje spokoju;)
                  Mam nadzieję, że choć trochę pomogłem (choć równie dobrze mogłem namotać jeszcze bardziej;P). Wiem, że temat już niemłody, ale dopiero co obejrzałem film i jestem pod jego ogromnym wrażeniem...

                • dzięki że podzieliłeś sie swoimi, przemyśleniami, ale myślę że to duża nadinterpretacja, myślę że chodzi po prosti o to że zero oznacza nieskończoność i rownowagę idealną

                • dzięki że podzieliłeś sie swoimi, przemyśleniami, ale myślę że to duża nadinterpretacja, myślę że chodzi po prosti o to że zero oznacza nieskończoność i rownowagę idealną

                • użytkownik usunięty

                  Ooo ciekawe spostrzeżenie:)
                  Tylko...co to tak naprawdę oznacza w kontekście tej pary jak i całego filmu? Równowaga między ying i yang, między męskim a żeńskim pierwiastkiem? Kim w takim razie są bohaterowie? Symbolami, duchami, wymysłami czy rzeczywistymi postaciami (albo w którym momencie tracą swoją prawdziwą formę)? Intryguje mnie ten film jak cholera, jego symbolika, eteryczność i zwiewność. Dawno nie widziałem podobnego obrazu i nadal zastanawiam się o co kaman. Wiem, że dojrzały twórca/reżyser/scenarzysta zostawia pole do popisu wyobraźni widza, często twierdząc, że interpretacja zależy (i należy) do odbiorcy. Mimo wszystko jestem ciekaw opinii innych osób.

                • Pamiętaj że Azjaci są znacznie bardziej uduchowieni, myślę że należałoby najpierw zapoznać się z buddyzmem, pojęciem transtendecji, itd. ciekawe linki są na imbd

                • użytkownik usunięty

                  Ok dzięki. Z imdb korzystam regularnie.
                  Zapewne masz rację - człowiek 'zanurzony' w tej kulturze zrozumie go pełniej i lepiej. Poszukam i poczytam. Zaznaczam przy tym, że mnie znacznie bardziej interesują opinie zwykłych-niezwykłych osób niż rozprawki i traktaty pisane przez krytyków czy tzw. 'specjalistów'. Pamiętam, że po kolejnym seansie Donniego Darko (za każdym razem ten film zwala mnie z nóg..) trochę poczytałem na jego temat. I powiem szczerze, że 'jedyne prawidłowe' wyjaśnienie obrzydziło mi chęć na seans wersji Director's Cut. Przestałem też czytać elaboraty tyczące się amerykańskiej produkcji. Dobrze jest wiedzieć więcej, ale wydaje mi się, że jestem na tyle dojrzałym człowiekiem, żeby zaufać sobie samemu i temu, co czuję oraz jak odbieram dany obraz (zaznaczam przy tym, że nie uważam się za wszechwiedzącego; po prostu uważam, że należy zachować złoty środek).
                  Pozdrowienia.

                • kolejna bardzo ciekawa opinia, oczywiście masz rację po to mamy własny mózg, poczucie estetyki czy żeby formować własne sądy. Ja jednak uważam, że potraktowanie bohaterów jako duchów jest tutaj bardo powierzchowne, wrecz płytkim pójsciem po najmnijszej linii oporu. Jestem pewna, że zrozumienie czym jest w tamtej kulturze transcendencja otworzy umysł na zupełnie nowe interpretacje. A Donnie Darko jest na mojej watch-list. Widziałeś "Stay"?

                • użytkownik usunięty

                  No właśnie jeszcze nie, ale tkwi w 'naznaczonych';-) Razem z kilkoma tysiącami innych tytułów (choć Stay akurat ma najwyższy priorytet;)...
                  Zdaję sobie sprawę, że potraktowanie głównych bohaterów Pustego Domu jako duchów to spore uproszczenie. Kluczowy dla choćby częściowego rozszyfrowania sensu z pewnością jest ostatni wers odnoszący się do snu i rzeczywistości. Ale nawet jeśli pewne rzeczy traktuję zbyt opatrznie lub błędnie (bądź gubię się w domysłach) ten film na długo zostanie we mnie. I takie filmy chcę oglądać. Kiedyś po Zagubionej Autostradzie przez dobrych kilka dni snułem przypuszczenia (większości z nich obecnie nawet nie kojarzę;). Albo pamiętam opad szczęki po Labiryncie Fauna (niektóre mamy złapały się na reklamę i poszły, o zgrozo!, na film do kina z 3-4 letnimi pociechami..). Lub 3-dniową deprechę po Requiem Dla Snu (bardzo sugestywna muzyka)..Było 'kilka' takich obrazów, które wywarły na mnie ogromne wrażenie i Pusty Dom z pewnością zalicza się do nich.

                • no i jak? Widziałeś "Stay"?

                • użytkownik usunięty

                  No niestety jeszcze nie...
                  Ostatnio byłem na etapie produkcji z Korei i muszę przyznać, że już mnie nie zaskakuje wysoki poziom filmów z tego kraju. No i zaczynam rozróżniać aktorów i kojarzyć twarze;) A Stay...chyba muszę mieć dzień na taki film. Tzn. potrzeba odpowiednich warunków jak ciszy i spokoju. Chyba zabiorę się za ten film niedługo, ale z pewnością będzie się to wiązało z zarwaniem nocy dla lepszego odbioru. Dam znać jak coś.

                • Jeśli mogę się wtrącić to imię Tae Suk po przetłumaczeniu nie oznacza niczego, ale już imię Sun Hwa znaczy 'oczyszczenie', więc może komuś pomoże to na wysunięcie jakieś teorii ;)

    • użytkownik usunięty

      Wow! Po lekturze tekstu jestem pod takim samym wrażeniem jak po seansie filmu;)

  • powiedz o golfie tym którzy widzieli Funny Games ;))))) hehhhh może zmienią zdanie ;D

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o