Szalony film! Ubawiłem się po pachy z uśmiechem rozszerzającym się coraz bardziej, im dłużej trwał seans.

użytkownik usunięty

Jeden z najlepszych "dziwolągów" (czyli po prostu filmów, których akcja toczy się inaczej niż w 99% przypadków), które
widza bawią i fascynują a nie nudzą i irytują tylko po to by potem napuszeni, samozwańczy "znawcy kina" irytowali Cię
drugi raz zarzucając Ci jakim to niewrażliwym i tępym profanem jesteś, że nie potrafiłeś zachwycić się głębią i
wspaniałością cudownego dzieła (piję tu do np. całości dorobku Tarkowskiego, czy - z ostatnich lat - do "Drzewa
życia" Malicka.) "Rękopis znaleziony w Saragossie" taki nie jest. To jest jedna, wielka surrealistyczna jazda bez
trzymanki, bez żadnego napuszenia i pretensjonalności. Jazda, która po prostu, mówiąc kolokwialnie, "cieszy michę"
widza! Bo to są po prostu jedne wielkie jaja, kompletna oniryczna zgrywa, której ofiara pada Van Worden, a wraz z nim
i widz. I to jest fantastyczne!

"Rękopis" ocierał się nawet o ocenę 10, którą ja daję naprawdę niezwykle rzadko. Ostatecznie skończył na bardzo
mocnej ósemce. Dlaczego tak a nie inaczej? O tym kilka słów:

Po pierwsze: montaż. Jak dla mnie najsłabsza część filmu. Niekiedy jest wszystko ładnie, pięknie i płynnie a w innych
fragmentach to co widzimy na ekranie rwie się i szarpie przeskakując przez jakieś kompletnie dziwaczne ujęcia.

Po drugie: Nie wiem jak jest w oryginale literackim ale raził mnie podział filmu na dwie części. Chodzi mi o to, że w
pierwszej części Van Worden ciągle wpada w jakieś tarapaty i wraca do punktu wyjścia ale, poza przerwą na historię
Pacheco, jest to zasadniczo cały czas jego historia. Tymczasem w części drugiej mamy coś w rodzaju incepcji.
Historia w historii w historii o historii w innej historii, której puenta jest jeszcze inna historia - mistrzowska
kompozycja szkatułkowa, w której van Worden niemal znika nam z pola widzenia. Jest między tymi dwoma
sposobami narracji kontrast, który mi nie przypadł do gustu. Jeżeli tak to wyglądało w książce Potockiego to w
porządku, ale jeśli nie to cóż... zarówno narracji polegającej na skupieniu się cały czas na van Wordenie (jak w części
pierwszej filmu) jak i zabawie w spiętrzające się historie przenajróżniejszych nowych bohaterów, gdzie van Worden
jest tylko kamykiem ruszającym i kończącym lawinę tych opowieści (jak w części drugiej) gotów byłbym dać ocenę o
punkt wyższą. Miks tych dwóch narracji nie do końca przypadł mi do gustu.

Po trzecie: gra aktorska. Tak! Mam wobec niej mieszane uczucia i z tego co widzę, w innych komentarzach, nie tylko
ja. To znaczy jest znakomita ale ta mocno teatralna maniera, z którą się w Polsce wtedy grało niestety w wielu
przypadkach już się (w końcu minęło pół wieku) kompletnie zestarzała. Niektóre kwestie brzmią tak sztucznie, że aż
zęby bolą. Niektóre ruchy aktorów po scenografii (prym wiedzie w tym zwłaszcza Cybulski w głównej roli) są tak
zmanierowane, że widz na chwilę przestaje się uśmiechać i krzywi się zirytowany. Ale to tylko moje odczucie. Ktoś
inny może uważać aktorstwo w tym filmie za wybitne (tu się zgodzimy) i niestarzejące się (i tu wejdzie ze mną w spór).
Aczkolwiek kilka kwestii, do których przyczepili się inni w swoich komentarzach ja uważam za fantastyczne. Na
przykład Pieczka w roli Pacheco, który najpierw jęczy i robi tiki a potem opowiada swoją historię najnormalniejszym
głosem. Niektórych to strasznie raziło, ja zacząłem się turlać ze śmiechu bo uznałem to za przekomiczny i zamierzony
efekt!

Na osobne słówko zasłużył u mnie Bogumił Kobiela jako Senior Toledo. <Śpi słodko na schodach kościoła.
Obudzony coś tam charczy i udaje, że twardo przez cały czas leżał krzyżem i pokutował. Słyszy wieści i nagle, jak ręką
odjął: "eee, no to pokuta skończona!" i idzie sobie jak gdyby nigdy nic!> - no po prostu mistrzowska scena! W ogóle
pan Kobiela to jeden z tych bardzo rzadkich przypadków bycia jednym wielkim chodzącym komizmem. Mi soobiście
wystarczy, że go zobaczę i już mam uśmiech na twarzy a jak zacznie coś mówić to już się śmieje. A jak dodatkowo
mówi rzeczy zabawne to już nie mogę przestać się śmiać.

Tak czy inaczej bardzo mocne 8 dla "Rękopisu", który śmiało mogę polecić każdemu!

4
  • A jak dla mnie montaz i zdjecia tego filmu to mistrzostwo,no i oczywiscie gra aktorska to juz mistrzostwo swiata,tu kazdy zagral idealnie.Nie zgodze sie z toba co do Cybulskiego ktorego gra w tym filmie jest genialna,a co do starzejacego sie aktorstwa?starzejace sie aktorstwo?to najlepsze aktorstwo jakie w Polskim kinie bylo!

  • Zdaje mi się że WrednySkubaniec zauważył z tego filmu zxewnętrzną warstwę. Może dlatego że niektóre rzeczy są dla wtajemniczonych :)

  • Coś podobnego! Popieram pana chociaż nie miałem siły doczytać do końca. Ale jest pan wielki!

  • Film ciekawy, ewenement w pilskim filmie, pokazać hiszpański klimat. Pozwolenie sobie ocenić aktorki, Czyżewska rewelacyjnie filuterna, super. Tyszkiewicz nijaka ładna ale gra szkaradnie.
    Z aktorów Maklakiewicz jedną z lepszych rol w dorobku w parze z Litwinkiem super. Usmiałem się do łez kiedy młody syn kupca czując zasłaniające mu oczy dłonie szlachcica wycalowywuje jego palce, sądząc że to dłonie kochanki. Za chwilę ujrzawszy twarz "przyjaciela" pluje na boki.

  • > "Nie wiem jak jest w oryginale literackim"
    Tak jest w oryginale literackim (z dokładnością do podziału na "części", bo części u Potockiego to dekamerony, czyli dziesiątki dni, a nie część pierwsza i druga).

    > "To znaczy jest znakomita ale ta mocno teatralna maniera"
    Ale też można brać poprawkę na to, że u Potockiego (i w filmie) mamy swoistą parodię powieści (i spektakli) "barokowych". Wszystkie historie są celowo przerysowane, więc i przerysowana gra aktorska pasuje do tego zamysłu.
    Swoją drogą Pacheco, [uwaga: spojler] okazuje się tylko odgrywać rolę przed van Vordenem[/spojler].

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: