"Buu, jaki ten jest głupi, nic tylko potwory i rozwałka"

Ludzie! Czy ktokolwiek po zobaczeniu plakatu, zwiastunu, albo zagraniu w grę spodziewał się poważnego dramatu zagłębiającego w psychologię postaci i poruszającego problemy współczesnego społeczeństwa? Oczywiście, że nie. Rampage powstał tylko i wyłącznie dla rozrywki. Tutaj chodzi o oglądanie wielkich potworów dokonujących spektakularnej rozwałki i The Rocka rzucającego one-linearami - tylko tyle i aż tyle.

12
  • Ale nikt nie pójdzie Ci chłopie na film gdzie się sadzi kwiatki. Proste

  • Dokładnie. A co do osób nieprzekonanych: pamiętacie chyba jak to się skończyło z Godzillą 2014? ;)

  • Hehe no dokładnie. Filmoznawcy-blogerzy-hipsterzy be like: "nie umywa się do Persony!!! 1/10" :D

    • Nie, Rampage jest po prostu trochę nieudolny, nawet jak na to, co w zamierzeniu miał oferować.

      Po co robić ekspozycję trzech postaci, które znikają po pół godziny, by więcej się nie pojawić?

      Po co robić smętne i nudne jak flaki z olejem backstory? Można się było choć trochę przy ich tworzeniu wysilić, doprawdy...

      One-linery też mogłyby być sto razy lepsze. Tak fatalnych to już w kinie nie widziałem naprawdę dawno.

      Antagoniści nudni, ta babka jeszcze ujdzie, ale ten koleś strasznie przerysowany.

  • Ale problem tego filmu jest taki, że tu praktycznie nie ma rozwałki, tylko schematyczne i oklepane watki nudnych i źle zagranych postaci.
    Do tego CGI ssie po całości - animacja postaci, ruch wody czy powiew futra na wietrze to koszmar

    • Zanim wszystkie potwory skonfrontują się ze sobą w Chicago czeka nas jeszcze: - sekwencja na stacji kosmicznej, rosnący George uciekający z Zoo, walka najemników z wilkiem w lesie, oraz wściekły George wewnątrz spadającego samolotu. Poza finalną sceną destrukcji jest wystarczająco pomniejszych i dosyć różnorodnych scen akcji (nie raz zahaczających o horror) z udziałem potworów dzięki którym seans nie nudzi (przynajmniej mnie nie nudził). Wątki ludzkie pełne są bullshitu z udziałem korporacji, ale też humoru i samoświadomości. Relacja Davisa Okoye z Georgem jest całkiem zabawna i przyjemna w oglądaniu, jednocześnie pozwala nadać pewne podłoże emocjonalne w późniejszych sekwencjach akcji. Aktorstwo tutaj nie polega na wiarygodnym odgrywaniu dramatycznych scen, tylko na charyźmie której nie brakuje The Rockowi i Jeffrey Dean Morganowi. Podchodzą do swoich ról z dystansem i lekkością, nie grają tylko się bawią, a dzięki czemu my bawimy się lepiej patrząc na nich. Co do efektów, były naprawdę dobre. Widać dokładnie każdy włos na futrze Georgea, każdą zmarszczkę na jego twarzy, wybuchy są spektakularne, oddano wiarygodnie siłę i masę potworów, w trakcie scen destrukcji przywiązano wagę do różnych detali (kurz, odłamki, zmiany na futrze, wyraźne ślady obrażeń).

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: