Swietny

Nie wiem jak część osób mogła nie docenić kunsztu z jakim przedstawiono zdarzenia w tym filmie. Fabuła przecież opiera się na tragedii ze szkoły "Columbine". A Gus pokazał to fantastycznie. Dlaczego tak uważam? Ponieważ:
1. Momenty ciszy w tym filmie i brak muzyki nadają całości wydźwięk realności i zadumy, a może nawet żałoby.
2. Zwykli ludzie rozmawiający jak co dzień na korytarzach szkolnych, zmuszają nas do zastanowienia czy pomału rzeczy tak tragiczne nie stają się dla nas oczywiste
... takich uwag mógłbym wypisać mnóstwo. Dlatego proszę oglądając film nie nastawiajcie się z góry jaki on będzie. Próbujcie oglądać krytycznie ale obiektywnie. Ja subiektywnie mogę Wam ten film z pełną odpowiedzialnością polecić.

3
  • Ludzie rozmawiający na korytarzach są nużąco płytcy, potencjału oprawców też nie wykorzystano. Podobał mi się zabieg pokazania tych samych chwil z różnych perspektyw, a długie ujęcia dodają filmowi realizmu. Niemniej jest to tylko swoista ciekawostka dla osób zainteresowanych tematem, na wikipedii jest więcej faktów, film nie wniknął w żadnego z bohaterów, nie przedstawił wszystkiego (nie zaczęło się w bibliotece, strzelanie z policjantami, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne Erica i lek zoloft, ich świetne wyniki w nauce, ale też aspołeczność Dylana, czyli filmowego Alexa, w końcu samobójstwo), zachowanie uczniów było nieadekwatne (jak można się nie śpieszyć wychodząc z budynku, w którym słychać strzelaninę?).

  • Oglądałam już wiele lat temu, bo Cannes, w ogóle nie wnikając w motywy fabularne, nie szukając o czym to, słowem: nie nastawiając się.
    Co za nędza:(

    Gus bardzo chciał zrobić film o tej konkretnej strzelaninie (spełniając przy tym fantazje morderców), no to zrobił. O tym i o szczegółach masakry w Columbine dowiedziałam się później, na początku oglądałam kompletnie neutralna, nie nastawiona przez znajomość historii. I co zobaczyłam? Film nudny i płytki, z topornymi postaciami. Jego statyczność i obrany temat narzucają z góry założenie że to głębokie psychologicznie kino. Pamiętam ZERO dialogów czy jakichś wybitnych scen. Serio wystarczyć zrobić byle co, byle na faktach i o czymś poważnym i już wystarczy żeby był to film "świetny"? Bo "przecież" opiera się na tragedii?

    To ja machnę etiudę w której bohaterowie będą gapić się w ścianę. Ale wystarczy że dodam że to film o, hmmm, jakieś nieszczęście, ale żeby kręciło, pobudzało wyobraźnię... o, na przykład o serii zamachów na tle religijnym w Europie. I czekam na palmy! Wystarczy dorobić filozofię do nudy na ekranie. Jak nędzne, bierne kino by to nie było, będzie "fantastyczne" bo "przecież" jest o zamachach:DD

    • nie zgadzam się zupełnie. właśnie to, że ten film jest taki spokojny, przedstawia jeden dzień z życia szkoły, która się niczym nie wyróżnia wśród innych. To, że uczniowie rozmawiają o głupotach albo nie rozmawiają wcale, że nic ciekawego się nie dzieje, przez to wszystko film jest taki realny. Przenikające się ze sobą losy przypadkowych uczniów, którzy pewnie nawet się nie znali a jedynie czasem mijali na korytarzach szkoły. Ofiary były wybierane przypadkowo, agresja w ich kierunku nie była ukierunkowana z jakiegoś osobistego powodu, po prostu ot tak, byli przypadkowymi ofiarami. Przez te wszystkie w/w rzeczy film jest przerażający, ma się poczucie, że to mogło spotkać każdego z nas, że nikt z nich nie był wyjątkowy, nie zasłużył sobie niczym specjalnym na śmierć. Dodam jeszcze, że tak jak zauważył recenzent filmwebu sceny nie są brutalne, tylko spokojne, gdzieś w oddali słychać strzały, pewnych rzeczy musimy się domyślić, tego czy ktoś zginął, kto oddał strzał itd.

      • Innymi słowy, musiałeś bardzo mocno napracować się wyobraźnią żeby dodać te wszystkie doznania;) Miałeś "poczucie, że to mogło spotkać każdego z nas", pewnych rzeczy musiałeś się domyślić itp. Specjalnie cytuję żeby nie było że coś sobie dopowiadam:P
        Ok, usiadłeś do seansu i nakarmiłeś umysł tym co sobie dopowiedziałeś, podziałało, wrażenia po seansie dobre, spoko. Ale imho to nie znaczy że sam film był dobry. Nadal twierdzę że to, co pozwala zrobić ze "Słonia" tak dobrą pożywkę dla emocji, to nie jest jakość samego filmu, tylko jego otoczka. Bo wielki reżyser i NA FAKTACH. Ojacie. Bierzemy te dwa elementy i już wyobraźnia przy oglądaniu może swobodnie pracować.
        Tylko że na mnie ta otoczka nie działa kompletnie, zostałam z samym filmem i nadal uważam że jest kompletnie bezpłciowy;p To takie mydło - ani nie ma wartościowych kadrów, ani nie przeszkadza w dopowiadaniu ich sobie.

        A bardzo, bardzo nie lubię oglądać bezpłciowych filmów, irytują mnie znacznie bardziej niż filmy złe. Ten jeszcze w dodatku irytuje tym że podciąga się na autentycznej tragedii i jak napisałam post wyżej, robi dość wstrętną robotę - marzenia morderców o upamiętnieniu się w kulturze zostały dzięki niemu spełnione. W chwili gdy nie kupię opcji na używanie filmu jako pożywki do wyobrażania sobie że jestem na miejscu ofiar autentycznej tragedii, Gus van Sant nie ma mi nic do zaoferowania. Muzyka, aktorstwo, inne motywy, wątki drugoplanowe? Nic, nic, nic i nic. Podtrzymuję zdanie że to film słaby;p

        • rozumiem twoje zdanie. mnie filmy bezplciowe nie irytuja :) wczesniej nie interesowałem sie tym tematem a fakt, ze po zobaczeniu rano "słonia" do konca dnia ogladalem na youtube materialy na temat strzelaniny potwierdza tylko, ze film bardzo mi sie podobal i po koncowych napisach chcialem sie dowiedziec czegos wiecej. Moze faktycznie trzeba miec wyobraznie do tego rodzaju filmow :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o