Erasmus

Każdy kto miał okazję być na Erasmusie oceni ten film na 9 lub 10.

Opowieść w 100% oddaje klimat studiowania w ramach tej wymiany, także rozterki głównego bohatera i zmiana jaka w nim następuje, to zmiana zachodząca w niemal każdej osobie, która doświadczyła pobytu na Erasmusie. Oglądając ten film czułem, że przeżyłem coś bardzo podobnego, mimo że studiowałem w innym mieście. Przyjaźnie, które zawierasz, wspólne imprezowanie, wspólne przygody - to po prostu trzeba poczuć na własnej skórze, a przede wszystkim wewnątrz... ;)

3
  • Ja też byłem na Erasmusie. Poznawałem ludzi i imprezowałem. Było też trochę nauki :) ale film oceniłem na 3 bo był... sztuczny. I nudny moim zdaniem. Ale moje zdanie to moje zdanie.

  • Byłem 9 miesięcy w Andaluzji (Hiszpanii), poznałem naprawdę dobrze życie erasmusa i uważam, że film jest bardzo powierzchowny i sztuczny. Można naprawdę zrobić genialny film o tym programie, o tej fantastycznej wymianie studenckiej, jednakże ten konkretny bardzo mnie zawiódł... To tak jak odpowiedzieć na pytanie czym jest erasmus w jednym zdaniu. Marna produkcja nie oddająca prawdziwego sedna sprawy. Do tego aktorzy nie powalają, wątki się ciągną i są bardzo naciągane. Byłem na erasmusie i na pewno nie dam 9 czy 10...

  • 1 Hiszpańscy i inni studenci z Erazmusa - w Polsce prawie zawsze zamieszkują w domach studenckich, nie muszą nic wynajmować na mieście. Na uczelni jest też specjalna komórka i specjalna osoba odpowiedzialna za opiekę nad studentami zagranicznymi oraz za organizację ich czasu wolnego. Ale być może nie wszędzie na świecie tak jest.
    2 Autorzy napisów do filmu uparcie używają formy Erazm, choć nikt tak w Polsce nie mówi - przynajmniej nie w kontekście studenckiej wymiany. Autorzy napisów nie wiedzą jak się pisze nazwisko tego guru od marketingu (dla mniej zorientowanych - Philip Kottler).
    3 Wybrane fragmenty filmu mogą zainteresować nie tylko bywałych za granicą studentów. Także turystów, którzy choć raz byli w Barcelonie.

  • a ja byłam na Erasmusie kilka lat temu, i przyznam się, ten film wycisnął ze mnie pare łez tęsknoty za wymianą... teraz erasmus jest bardziej uporządkowany i bardziej znany, ale kiedy powstawał ten film, tak na prawdę to wyglądało- jeden wielki bałagan... poza tym, w każdym kraju inaczej wygląda przyjęcie studentów zagranicznych

  • Ja po obejrzeniu tego filmu mniej wiecej rok temu, wypelnilam aplikacje na erasmusa, wczesniej jakos zastanawialam sie, jechac, nie jechac. film przekonal mnie zeby jednak zaryzykowac.;D tak wiec za miesiac jade i mam nadzieje ze bedzie fajnie..:D

  • Przyjechałam na Erasmusa dwa tygodnie temu i dzisiaj na uczelni puścili nam ten film. Nie za wiele zrozumiałam (tylko dialogi po angielsku) bo nie było napisów do niego. To co do tej pory przeżyłam, faktycznie film odzwierciedla dobrze, ale to tylko jedna strona Erasmusa, nie tylko zabawa, ale cała sterta problemów, z którymi trzeba się zmagać problemy -finansowe, językowe, cała masa papierków, jak nie podpiszesz jakiejś listy obecności to przejeb****
    Btw. ja nie chcę, żeby mój Erasmus był jedną wielką imprezą, bo przeszłam ten okres na pierwszym roku studiów, chcę się pilnie uczyć, znaleźć pracę i wykorzystać wszystkie szansę, które daje mi uczelnia :)

  • Właśnie wróciłam z erasmusa i wcale tak to nie wyglądało :P Po pierwsze, na erasmusie liczą się inne rzeczy, nie tylko zabawa i sex. Osobiście nie miałam czasu, żeby specjanie o tym myśleć, bo papierkowa robota, ganianie za wykładowcami i pisanie do wszystkich maili zdecydowanie go pochłaniało. Po drugie, nie przypominam sobie, żeby główny bohater odbywał w tym filmie jakieś wycieczki, a tych było jednak trochę, fajnie jest poznać lepiej kraj, do którego się jedzie. Nie widziałam tutaj też opinii o rodowitych mieszkańcach, a nawet, jeżeli jakoś bardzo się z nimi nie zna, to się o nich dyskutuje, to na pewno. Nauki też miałam dużo. I oczywiście kontrolowanie wydatków. Erasmus tak ukazany jak w tym filmie może wygląda podobnie w Hiszpanii, bo zdążyłam zauważyć, że Hiszpanie nie bardzo się uczą, czy pracują... ale nic nie uratuje faktu, że film raczej spłyca cały ten program.

    • "Hiszpanie nie bardzo się uczą, czy pracują"


      Miejsce: jedna z polskich uczelni ekonomicznych. Przez szereg lat, jedno/dwusemestralni studenci z Hiszpanii właśnie zdobyli sobie renomę takich, co to pokazują się na zajęciach bliżej początku semestru, może raz w środku, oraz raz pod koniec semestru. Albo wręcz po jego zamknięciu. Przede wszystkim jednak: zwiedzają Polskę oraz imprezują. Nauką języka angielskiego się nie przejmują, albowiem wystarcza im pocieszanie się, że angielski jest "taki podobny do kastylijskiego".

      Ale gdzieś tak w okolicach roku 2009 lub 2011 coś się zmieniło. Oto studenci hiszpańscy zaczęli uczęszczać na (prawie) wszystkie zajęcia. Zwłaszcza zaś naprawdę przyłożyli się do porządnej nauki angielskiego. Cóż, poziom bezrobocia wśród młodych ludzi na Półwyspie Iberyjskim wkroczył na takie poziomy, iż chyba uświadomił im, że pracy będą jednak musieli szukać poza swym krajem.

      PS Niektórzy znaleźli pracę w Hiszpanii. Na przykład w tym roku hotelu w Alicante przywitał nas młody recepcjonista. Przywitał nas... po polsku! Oczywiście, nie mówił naszym językiem płynnie, lecz kilkanaście wyrażeń znał dobrze. On dostał posadkę za te tysiąc euro (na tamtejsze warunki niewiele, ale przeżyć się da). Ale wspomnienia z Erazmusa miał bardzo miłe i wciąż żywe.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o