Wspaniała alegoria naszej rzeczywistości, krążący w kółko pociąg i ta jego zawartość zwana ludzkością ...

Zaraz po seansie oceniłem ten film na 8/10 ale dzień później ta produkcja nadal nie dawała mi spokoju, utkwiła na dobre w zakamarkach mózgu, wryła się w pamięć. Faktycznie pięknie została przejaskrawiona rzeczywistość ludzkości z jej podziałami kasowymi i ekonomicznymi ... Oczywiście mocno nawiązuje też do G.Orwell-owskiego 1984 i innych dzieł SF, jak np. Przestrzeni, przestrzeni! H.Harrison-a (filmowa ekranizacja pt. "Zielona pożywka")
Skoro film wywarł na mnie takie wrażenia i "dał do pomyślenia" jak dobra książka to oznacza, że jest rewelacyjny czyli ostatecznie daję mu 9/10

44
  • I aż szkoda, że te wszystkie irracjonalne i bezsensowne zachowania oraz cała masa błędów i nielogiczności zepsuły cały film. Naprawdę mógłby to być kawał dobrego kina.

    • Zwykle jestem krytyczny wobec takich rzeczy, ale nie w tym filmie. Był świetny jak dla mnie.

      • Dla mnie nie. Myślę że kolejność odegrała tu decydujące znaczenie. Błędy i wszystkie mniejsze lub większe głupoty były już od samego początku, co mnie od razu nastawiło na wyłapywanie kolejnych wpadek, zamiast skupić się na opowiadanej historii i przesłaniu, które miało we mnie pozostać. Ja zazwyczaj mam odwrotnie i sporo rzeczy uchodzi płazem, ale nie w tym filmie ;) Choć z drugiej strony to taki film, który ma mniej więcej tyle samo zwolenników, co przeciwników.

        • Myślę, że nie powinno się tego filmu odbierać dosłownie, w ramach rzeczywistości i logiki. To alegoria.

        • Szukanie logiki w filmie, który miał być z założenia surrealistyczny jest kompletnym niezrozumieniem filmu jako takiego, nawet nie konkretnie tego. Jak wspomniała przedmówczyni, szpilka, brak logiki jest tutaj bardzo zamierzony. Ktoś gdzieś indziej napisał, że sceny walki były kompletnie bez sensu. I dobrze! miały być bez sensu!

          • Przyjmując te cechy jakie wymieniłeś (tj. zamierzony brak logiki i sensu zdarzeń), czołowym przedstawicielem surrealistycznego nurtu mogłoby być "Sarnie Żniwo". Jeżeli miał być z założenia surrealistyczny, to coś od początku jest z nim nie tak, bo założenie nie jest spełnione. Świetnymi przykładami (i filmami w ogóle!) surrealizmu są moim zdaniem wielokrotnie wałkowany i bardzo często wspominany w publikacjach "Pies Andaluzyjski" Bunuela i mało znane anime "Mind Game".

            Problem ze Snowpiercerem, jaki mi bardzo doskwiera polega na tym, że ten film właśnie stara się zachować logikę i spójność, mieć jasne przesłanie pełne symboli, alegorii, odniesień. Zdaję sobie sprawę, że krążący pociąg miał być metaforą ciągłości trwania ludzkości, jedni się rodzą, inni umierają, a koło życia cały czas się toczy itp. Kolejność czy układ pasażerów też przecież był swego rodzaju rozszerzeniem na całą ludzką populację - najwięcej ludzi prostych, biednych, walczących o spełnienie najprostszych potrzeb zgromadzonych na końcu wagonu, kolejne miały w sobie coraz więcej przepychu i coraz mniej ludzi, następowała tam "elitaryzacja". Tylko że gdy zaczniemy sobie zadawać pytania na temat tej metafory, wgłębiać się w nią, to dla mnie jest to kolos na glinianych nogach. Już nawet nie chodzi o rzeczy typu "dlaczego ten pociąg się wykoleił po uderzeniu w te zaspy?", tylko o punkt wyjściowy i decyzje bohaterów - dlaczego zdecydowali się na bunt dopiero w tym momencie? W ogóle to dlaczego ci biedniejsi są tam tłoczeni? Za to, że nic nie potrafią? Przecież coś muszą umieć, być może jakieś mechaniczne rzeczy potrzebne do utrzymania pociągu w ruchu. Że są pasażerami na gapę? I co, i tak będzie do końca, aż umrą/pozabijają się sami? Jak ich nie zabijać, to czemu wszystkich więzić? Nie czuję tego.

            Inna sprawa, że też w ogóle nie pamiętam jakichkolwiek rozterek moralnych bohaterów na temat zasadności takiego postępowania, ale widziałem ten film dawno temu, więc może mnie tutaj pamięć zawodzi. I o ile jestem w stanie zrozumieć ludzi, którym film się podobał, o tyle stwierdzenie, że jest to film surrealistyczny, jest po prostu głupie.

    • Zupełnie jak "masa błędów i nielogiczności" w dzisiejszej ludzkości.

  • Mnie również bardzo się spodobał. Czytałam tu wiele negatywnych opinii, że "nielogiczny" lub "mało realny" scenariusz. Cóż, to tak jakby X-menom zarzucać że przecież rękami nie zatrzyma się rakiet i nie podniesie mostu, nie zmieni się pogody siłą woli. Albo godzimy się na przedstawione w filmie, fantastyczne realia i wchodzimy w ten świat albo możemy go w całości odrzucić po pierwszych minutach filmu.

    Film nie tylko jest ciekawą alegorią współczesnego kapitalistycznego społeczeństwa (konflikty klasowe, ograniczone zasoby, problemy ekologiczne, przeludnienie), ale też, co mnie zachwyciło, pozostaje niejednoznaczny pod względem przekazu, przekonująco pokazuje zarówno racje ludzi chcących zachować status quo jak i walczących o lepsze warunki życia buntowników.
    Może wymienię tu kilka narzucających się po seansie pytań : (spoiler!)
    1. Pytanie o zasadność rewolucji oraz o to czy ludzie z ostatniego wagonu mieli do niej prawo: z jednej strony ci bogacze w lepszych wagonach mogli być dobrani na podstawie jakichś szczególnych umiejętności (fryzjerzy, kucharze, ludzie obsługujący maszynerię pociągu, strażnicy) z drugiej strony, w większości przypadków w dostaniu się do lepszej klasy przeważało prawdopodobnie kryterium ekonomiczne (więc można się domyślić, że milionerzy na wieść o zagładzie wydali oszczędności całego swojego życia na taki bilet). Z drugiej strony "pasażerowie na gapę" przeżyli w pociągu tylko ze względu na dobrą wolę właściciela (mógł ich wszystkich pozabijać) więc czy nie powinni się cieszyć, że w ogóle pozwolono im przeżyć i dano coś do jedzenia ? Do tego dochodzi kwestia ograniczonych zasobów żywności. Czy Ci którzy słono zapłacili za swoją przyszłość w pociągu nie mają prawa do wygód? Na jakiej podstawie ci z ostatnich wagonów skarżą się na swój los? Czy, rzeczywiście są w takim samym stopniu ludźmi jak ci z przednich wagonów? To prowadzi znów do smutnych wniosków dot. życia determinowanego statusem majątkowym oraz różnej "wartości" życia bogatych i biednych (podczas gdy dzieci bogaczy kształciły się w prowizorycznej szkółce, dzieci biedoty narażano na niebezpieczną pracę przy naprawie pociągu)
    Kolejna kwestia - Jeśli o prawach jakie nam przysługują decyduje zawartość portfela (co ma miejsce we współczesnym świecie), a nie sam fakt przynależności do gatunku ludzkiego, to ci biedni z góry skazani są na porażkę i nie mają wiele do stracenia - zamieniają się w niszczącą, zbuntowaną siłę, która dąży do zemsty na gnębicielach.

    2. Czy istniały jakieś alternatywne rozwiązania sytuacji społecznego konfliktu, które zapobiegłyby końcowej katastrofie i wykolejeniu się pociągu?
    - Curtis mógł się poddać (po rozstrzelaniu większości jego ludzi), nie przejąć władzy po Wilfordzie oraz pozwolić ludziom Wilforda na zabicie Namgoonga z córką i zostawić dziecko Tanyi pracujące w trybikach lokomotywy
    - Curtis mógł przejąć władzę po Wilfordzie (mógłby go nawet zamordować) , ale i nie pomógłby Namgoongowi w wysadzeniu drzwi (zapobiegłoby to lawinie i wykolejeniu pociągu). To byłoby moim zdaniem najlepsze wyjście. Po przejęciu władzy, móglby dokonać sprawiedliwszego rozdziału porcji żywnościowych i dostępu do wygód typu sauna, prysznice, przedziały z oknami. Wszystkie dzieci uczyłyby się w szkółce, a jeśli doszłoby do jakiejś awarii to do jego naprawy wybierano by losowo jedno dziecko z pośród wszystkich w pociągu. Tak samo losowo możnaby wybierać grupę zwiadowców, która co jakiś czas wychodziłaby z pociągu na ląd i badała pokrywę śnieżną oraz szukała śladów życia.
    Być może przez pewien czas potrzebne byłyby jeszcze straże do ogarnięcia ogólnego chaosu (bogaci prawdopodobnie buntowaliby się z powodu równego rozdzielania racji żywnosciowych i przywilejów) , biedni zaś mogliby próbować przywłaszczyć sobie za dużo. Tym sposobem ludzkość mogłaby przetrwać w pociągu jeszcze kilka lat, aż życie na ziemi stałoby się znów możliwe.

    Niestety, Curtis dał się ponieść emocjom. Zamiast kalkulować i myśleć o odpowiedzialności za wszystkich pasażerów ( jak na przywódcę przystało) jemu przypomniało się, że jadł małe dzieci, zabił matkę i (co gorsza) obiecał umierającej Tanyi, że odnajdzie jej syna. Jakby tego było mało, pomógł w realizacji idiotycznego planu Namgoonga, przez co wykoleił pociąg i pozabijał niemal wszystkich pasażerów (w tym siebie). Pytanie jakie szanse na przeżycie ma ta dziewczyna z dzieckiem (która nota bene nigdy wcześniej nie była na ziemi ) - nawet jeśli kalkulacje Namgoonga się sprawdziły i okaze się że zlodowacenie ustępuje (niedźwiedź polarny) , to jednak bez pożywienia, ciepła i schronienia nie wróżę jej długiego życia. Szanse na to , że na nowo zaludni planetę są marne. Do tego dochodzą ogromne straty ekologiczne (zwierzęta morskie i rośliny z pociągu zginęły).
    Curtis, który stał się za to wszystko odpowiedzialny uratował być może jedno dziecko, ale zabił wszystkie inne (wraz z rodzicami). Czy to ma sens? Kolejna kwestia z tym związana - na ile taki przywódca, jakim bez wątpienia stał się Curtis, który odpowiada za dużą grupę ludzi (Ba! całą ludzkość pozostałą przy życiu) może myśleć o swoim sumieniu, przyjaciołach i złożonych obietnicach, a na ile kierować się powinien dobrem ogółu. Jednym słowem prywata (niekoniecznie w złym tego słowa znaczeniu) czy dobro wspólne, kosztem poświęcenia kilku/ kilkunastu jednostek.
    Wydawało mi się, że podejmując decyzję o rewolucji zdaje sobie sprawę z koniecznych poświęceń i strat w ludziach. Niestety, w momencie przejęcia władzy kompletnie się pogubił i nagle zaczął spoglądać na jednostki zapominając o masach (za które był odpowiedzialny)
    (koniec spoilerów)

    Wiem, że strasznie długi komentarz, ale film jest niezwykle prowokujący intelektualnie. Szczerze polecam!!!

    • Wątków dużych i małych "wącików" była cała masa, na pewno obejrzę ten film jeszcze nie raz i sobie bardziej przeanalizuję. Tak czy siak to nietuzinkowe dzieło.
      Co do punktu 1 i prawa ubiegłych do rewolucji to nie zapominajmy, że biedota żyła na totalnym marginesie, ale jak zaistniała potrzeba to była wykorzystywana (dzieci lub skrzypek) , a z kolei wagony najbliższe lokomotywie pogrążone były w dekadencji, rozpadzie społecznym. Bogacze mieli wszystko, mieli dóbr za dużo, nie wiedzieli już co ze sobą zrobić, totalny upadek. Ten stan rzeczy należało zmienić , a to może tylko przewrót , rewolta, obalenie starych układów.

      • dzięki za odp! Napisałam tak długi komentarz i byłam prawie pewna, ze nikt tego nie przeczyta :)
        Punkt 1 - tak, ale w filmie pokazane są dwie racje tj. bogaci patrzą na społeczeństwo hierarchicznie (ta opowieśc o butach i głowie, ekosystemie etc.) , w myśl logiki jaką rządzi się kapitalistyczne spoleczeństwo (bogaty ma większe prawa i przywileje) to ci z lepszych klas mają racje - w końcu oni wykupili sobie bilet, a tamta klasa najuboższych to darmozjady, które jadą na gapę i zyją tylko dzieki łasce Wilforda ergo Wilford wraz z najbogatszymi mogą wykorzystywać ich do prac jakich sami by się nie podjeli, dawać podłe żarcie , pozbawic okien, terroryzować, zmniejszac populacje.
        Właśnie ten film pokazuje, czasem w nieco wyolbrzymiony sposób, typowe problemy naszych społeczeństw tj. duże dysproporcje majątkowe/ wykluczenie społeczne/ nierowność wobec prawa, brak perspektyw dla biedoty etc. Pytanie czy takiego społeczeństwa chcemy i zgadzam się z tobą, że w kategoriach ogólnoludzkich, humanistycznych tego typu układ jest nie do przyjęcia a rewolta była tu jak najbardziej uzasadniona. Pozostaje jednak pytanie co potem. Dlatego wspomniałam o alternatywach - moglibyśmy mieć 1. powrót do dawnego stanu (bo większość rewolucjonistów została rozstrzelana) ,2. jakąś wizję "komunistycznego" społeczenstwa z równym rozdziałem dóbr z pociągu (o czym pisałam) ale też z przywódcą i strażnikami pilnującymi porządku (wydawało się to najlepszym wyjściem) 3. Anarchia - czyli de facto to co się stało - pociąg/więzienie zniszczono, wiekszość zginęła, a dwoje wybrańców wydostalo się na wolność. Problem w tym, że ta "wolność za wszelką cene" równała się śmierci i wybierać ją w takich okolicznościach było zwyczajną głupotą.

      • Obalanie starych układów. Z perspektywy pariasów może to wyglądać jak walka o wolność. Ale przecież ten pociąg nie mógłby inaczej funkcjonować. Żeby przeżyć musiano utrzymywać stałą prędkość, czy ilość pasażerów i zwierząt w akwarium. Najważniejsze powiedział pod koniec sam Wielki Maszynista, czy tam Strażnik Lokomotywy (w zależności od tłumaczenia), że wszystkie rewolucje były zaplanowane, a dowódcy ostatniego przewrotu wprost zaproponował władzę po swoim odejściu.

    • Także przeczytałem. Dziękuję za lekturę!

    • Dobrze napisane. Zgadzam się z większością twoich wypowiedzi. Co do decyzji Curtisa - oczywiście była nielogiczna, bezsensowna, przyniosła zagładę pociągu wraz z ludźmi i zachowanych zasobów.. Ale - była po prostu ludzka. I całkowicie zaprzepaściła przetrwanie ludzkości ;)

  • Bardzo ciekawa dyskusja :) Ja zwykłam się nie rozwodzić nad filmami, powiem tylko że mi się podobał, zapewnił mi rozrywkę, no i Ed Harris którego uwielbiam w każdej postaci :D A Kapitan Ameryka też niczego sobie ;) Mocno subiektywna ocena 8/10 (chociaż waham się czy nie zmienić na 9/10) Pozdrawiam.

  • Nie wiem jak w 2014 roku można nakręcić coś tak nieoryginalnego i jeszcze uzurpować sobie prawo do porównywania do Orwella. Metafora tak głęboka, że co inteligentniejsze dziecko w podstawówce by załapało.

  • Wizja przyszłości, więc i o absurdy, patrząc z naszego punktu widzenia, nietrudno. Jednak film jest spójny, ciekawy z dającym do myślenia zakończeniem. Wiele było filmów o walce z systemem, ale takiej abstrakcji jeszcze nie oglądałem.

  • Historyjka infantylna i naciągana, co kilka sekund robienie k..y z logiki. Alegorii świata w takim nędznym wydaniu jest na pęczki.
    Kino klasy C.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: