Zasadniczy problem to brak sensu.

Pasażerowie z tyłu nie robią nic pożytecznego oprócz żarcia, spania i planowania kolejnej rewolucji. Pasażerowie z przodu nie robią nic pożytecznego oprócz imprezowania, ćpania, siedzenia lub dbania o wygląd (być może śpią też i jedzą, ale brak tam wagonów sypialnych). Może coś pożytecznego robią rzeźnicy, przetwórcy rybni, sadownicy, kucharze, fryzjerzy, kosmetyczki i kontrolerzy w klatkach, którzy mają symbolizować klasę robotniczą.

Może film miał być metafizyczny. Jednak nikogo nie interesuje jak zasiedlić ziemię lub zmienić klimat. Ani plebs z tyłu, ani dziewiętnastowieczna burżuazja z przodu nie robią nic pożytecznego dla ich podróży donikąd. Zmierzają nigdzie, bo pociąg nie może jechać w nieskończoność, a oni nie mają planu co zrobić za 100 lat. Pociąg w każdej chwili może się wykoleić, bo nikt go nie serwisuje, ani torów po których jedzie. Z fabuły wynika, że jeżdżą w kółko, więc równie dobrze mogliby się zatrzymać. Sama koncepcja arki, która się porusza jest niepraktyczna, bo marnują energię na napęd i ograniczają przestrzeń użytkową.

Mało prawdopodobne, że są to jedyni ludzie, bo jeżeli można przetrwać jadąc pociągiem to równie dobrze ludzie mogli zamieszkać w kopalniach lub na statkach. Cały film to jakieś pomieszanie pomysłów z Orwella, Matrixa i Wall-E. Koniec nie wart jest nawet słów, to podsumowuje irracjonalność całości.

79
  • Zgadzam się w 100%. Po 15 min. filmu przeczytałem ponownie opis i komentarze. To naprawdę napisano taki scenariusz? Przeczytałem mnóstwo książek s/f, ale takich bujd na resorach to jeszcze nie czytałem i nie widziałem. Skończę film i wtedy wystawię ocenę.

  • Jeżeli chodzi o film, to arka okrążająca świat jest już sytuacją zastaną - do końca filmu niemal nic nie wiemy o tym jak to się zaczęło. Nie wiemy jednak na pewno czy nikt na całym świecie nie przetrwał. Nawet jeżeli, to dla przedstawionej historii nie ma to żadnego znaczenia.

  • To jest film którego nie należy rozumieć dosłownie. Może nie zrozumiałeś przekazu

  • Zgadzam się w 100 procentach. Dodam jeszcze, że mnie główny bohater często irytował swoim nieracjonalnym zachowaniem. Niby się przygotowywał do tej rewolucji, także psychicznie - a podczas pierwszego starcia za pomocą broni strzela na oślep. Przecież wie, że naboje to towar deficytowy - ale co tam - wywala cały magazynek strzelając w okno licząc na cud? W saunie podobnie - koleś w garniaku niczym terminator eliminuje po kolei kilka osób a sam niezabijalny podąża wciąż naprzód....bleeee.

    I jeszcze jedno, nasz główny bohater w którymś momencie podnosi broń (pistolet maszynowy) i co robi? Przeładowuje, zmienia magazynek.. i niby gdzie się tego wszystkiego nauczył?????? Na tajnych kompletach w ostatnim wagonie?

    W sumie film w porządku. Trzyma akcję i napięcie ale cała reszta - taka sobie. I te niedoróbki logiczne. To na pewno nie pomaga.

  • Mnie przyszedł jeszcze na myśl H.G. Wells ze swoimi Morlokami.

  • Na dodatek szef z przodu współpracuje ze szpiegiem z końca aby mieć nowego następcę bo szefo już jest stary. A jak się udaje to wspólnik zostaje zabity bo za daleko następca zaszedł.

  • No niby coś tam robią, np. dostarczają części zamienne do lokomotywy w postaci małych dzieci.
    Ale co bardziej zastanawia, co było "paliwem" dla tej lokomotywy ? Nawet tego nie wyjaśniono.

    • Skoro Wilford skonstruował reaktor to możemy zakładać, że był nuklearny. Dziecko ma być chyba aluzją do niewolniczej pracy dzieci w kapitalizmie, bo logicznie nic nie wnosi... zwłaszcza, że Wilford mieszka w wielkim pustym przedziale, więc nie wiem jakim problemem jest zdemontować podłogę, aby dostać się do mechanizmu.

      • czytałem, że końcówka symbolizuje ostateczne zwycięstwo człowieka z systemem. system - czyli jedyne miejsce w którym może rozwijać się życie - scena w "szkole". Mowa o ucieczce 7, którzy nie zdołali daleko zajść. Wszyscy ludzie żyli w strachu, że życie nie może rozwjijać się poza pociągiem. Dzieci były karmione od małego informacjami, że jakiekolwiek wyjście z pociągu grozi śmiercią, dlatego należy żyć w zgodzie z obowiązującym systemem - dopasować się do niego.

        Jak się okazało po wyjściu z pociągu wcale nie jest tak zimno. O tym, że śnieg się topi mieliśmy mowę jak chińczyk mówił, że przejeżdżali nad urwiskiem i był pokazany samolot który niegdyś był cały zasypany a teraz go widać w całości.

      • Dziecko tak wybierało smar "z silnika" - tyle widzieliśmy. Można się zastanawiać nad aluzjami, przesłaniami ale czego się nie chwycić to od razu jakiś błąd. Np. z tymi częściami zamiennymi, naprawdę mamy łyknąć fakt, że taki wielki wizjoner nie przygotował zapasu takowych ? Ze trzy wagony powinny na to pójść.

      • haha fakt dobe:)

  • Dałem 7/10 ale zgadzam się z recenzją. W ogóle gdyby to był jakiś surrealistyczny dramat a nie sci-fi to dałoby się to przełknąć ale jako ambitne sci-fi gdzie powinna być jakaś wiarygodność i logika w postępowaniu bohaterów to chała do kwadratu ten film. Podobnie myślę jest z Blomkampem niestety. Z każdym kolejnym filmem koleś przekracza kolejne granice lewackiego, absurdalnego sci-fi. Jednak daję Elizjum, Chappie 7/10 za audio wizualne fajerwerki. Ale jako sci-fi to jest to wszystko jedna wielka kpina.

    • W ogóle sam pomysł na ten pociąg jeżdżący w kółko jest bez sensu. Statek, schron tak, nawet jakaś kopalnia, jaskinia ale pociąg to jakiś żart. A natrętne lewactwo w sci-fi to już jakaś plaga.

      • W filmie pełno głupot, bo już nawet nie błędów zaczynając od ciągłej jazdy a kończąc na paliwie.
        Pomijam fakt zużywania się kół, łożysk i innych rzeczy niewymienialnych bez postoju pociągu w 17 lat.

        Najgorszym błędem jest jednak prędkość!
        Powiedziano w filmie, iż trasa liczy 248 tysięcy kilometrów i pociąg przejeżdża ją w rok czyli 365,25 dni.
        A to daje jakieś 665 km do przejechania dziennie, a że jadą przez 24 godziny na dobę osiągają średnią prędkość mniej niż 30 km/h!!! (dokładnie 28 km/h)
        Tymczasem przez cały film pociąg zapierdziela na oko grubo ponad setkę . . . coś tu nie tak?!
        Do jadącego z taką prędkością (30 km/h) pociągu ludzie mogą bez problemu wsiadać i wysiadać.
        Zakładając, że jeździ jednak tak szybko jak na filmie dajmy na to średnio 90 km/h, to trasę 248 tys. km zrobi w cztery (!) miesiące!
        Nawet jeżeli zasuwają z takimi prędkościami przez np. miesiąc to przez resztę roku średnia prędkość spada do 22 km/h! Bo inaczej zrobią pętlę szybciej niż w rok.
        To już nie błąd to głupota i niedopatrzenie tzw. twórców, to jakby w filmie twierdzić, że 2x2 to np. 3.
        Co z tego, że SF, jakieś podstawowe prawa obowiązują, a tu widać nie.
        Widz głupi - na pewno się nie domyśli, ba - nawet mu to do głowy nie przyjdzie!
        W Stanach pewnie tak, ale gdzie indziej już niekoniecznie.

        To jest bujda na resorach dla otłuszczonych, obżartych paczkami i hambuksami bezmózgich jankesów.
        Każdy kto ma choć trochę oleju w głowie widzi, że cała koncepcja Snowpiercera się kupy nie trzyma.
        Nawet jak na SF.

        Poza tym koła i łożyska w te 17 lat bez serwisowania zrobiły ponad 4 miliony (!) 100 tys. km w około 80-90 stopniowym mrozie? No dobra to jednak SF.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o