Czy tylko mnie denerwują osoby...

... które poleciały na luźny film o miłości z muzyką w tle i wyszły z kina zawiedzione bo nie wiedziały że idą na Malicka? :/
Żałosne to trochę.

64
  • Nie tylko ciebie -.-

  • Żałosne, ale przynajmniej dowiedzieli się, że istnieje coś poza komedyjkami romantycznymi i lateksiarzami :)

  • Nie ma w tym nic żałosnego. Kiedyś te osoby Malicka muszą poznać, poznały teraz. Nie spodobał się, następnym razem na Malicka już nie pójdą.

  • Znałam Malicka tylko że słyszenia, nigdy nie widziałam żadnego jego filmu, poszłam do kina licząc na coś innego (ach, te zwiastuny!) i mi nie podeszło. Czy to jest żałosne? :) Prawda jest taka, że mało kto wiedział na co się pisze, a kampania reklamowa filmu również wskazywała na coś bardziej mainstreamowego... wniosek z tego taki, że czasem warto zrobić research zanim pójdzie się do kina :)

  • Nie ma potrzeby oglądania każdego filmu reżysera, obsada kusiła bo ma czym kusić, zwiastun fajny bo taki był :) To ,że reżyserem był jakiś "Malick" nie wyklucza tego, że jednym może się podobać a drugim nie ^^ Podobał się ci? Super! Innym nie? Trudno :> Osobiście dla mnie to było tak
    - 80% filmu był to wewnętrzny monolog głównej postaci na poziomie 15-latki
    - Poszedłem głównie dla Natalie , Cate i Michaela , ale Natalie i Cate były chyba 5 minut na planie :> Michael więcej ale jego postać była denna.
    - To wyglądało jak wielkie przeskoki czasowe, nie było w tym jakiejś logiki.
    I nie spodziewałem się komedii romantycznej, bardziej dramatu muzycznego :> coś w stylu serialu "Vinyl"

  • Jeśli mam być szczera, to kupiła mnie obsada, a żadnego wcześniejszego filmu Malicka nie widziałam i spodziewałam się "zwykłego" dramatu. Przez pierwsze pół godziny siedziałam i nie do końca wiedziałam na co patrzę. Tak na prawdę nie umiem nawet ocenić tego filmu, ale wiem, że muszę nadrobić zaległości w postaci wcześniejszych filmów tego pana.

  • Ale ten film trochę tak był reklamowany (gwiazdy na plakacie + coś tam o muzyce), więc trudno się dziwić, że widzowie mieli takie oczekiwania. Nie każdy zna Malicka (a pewnie sporo z tych co znają bynajmniej nie pójdzie na ten film), a trzeba sprzedać chociaż kilka-kilkanaście tysięcy biletów. Ostatnio multipleksy (szczególnie CC) wprowadzają trochę ambitniejszego kina, ale przyzwyczajenia widzów, że w tego typu kinach lecą "normalne" filmy z fabułą i dialogami, są nadal mocne (i w 95% zgodne z prawdą).

    • Dokładnie, dystrybutor wprowadził ten film reklamując go jako jakiś typowy film romantyczny ze świetną obsadą i trochę na czasie, w końcu dopiero co Gosling był muzykiem w La La Land - choć ten film był kręcony z 5-6 lat temu i tyle lat spędził w postprodukcji. Takie nazwiska i temat musiał się sprzedać, choć dziwię się że wylądował w multipleksach. Ale te rzeczywiście próbują dodawać filmy nagradzane, w moim CC bylo np Moonlight, co może się wydawać dziwne. A więc to trochę fałszywa reklama, ale tak to działa, trzeba sprzedać produkt. Natomiast film jest specyficzny i twórca też - niby wydaje się, że próbuje być na czasie i hołduje nowoczesnym trendom - gwiazdy, piękne kobiety i przystojni mężczyźni, wnętrza i lokacje, świetne zdjęcia i muzyka, taki film powinno się świetnie oglądać - a tu nie. Bo trzyma się on swojego stylu, film jest trochę męczący, pełen banałów o życiu i bez scenariusza, ale i tak lepszy niź poprzednie dwa, taka jest opinia. Widziałem ostatni i Drzewo życia, a takźe kilka starszych, ale to były inne filmy. Teraz kręci na to jedno kopyto wizualne i stylistyczne, ten sam klucz o którym napisałem wyżej, tylko te historie mogą być mniej lub bardziej wydumane. Ten jest interesujący, nawet jeśli banalny to coś mówi o życiu, miłości i poszukiwaniach różnych rzeczy, to jest ciekawe doświadczenie. Nie dziwię się jednak, że ludzie wychodzili i tylko czekałem na to, na moim seansie w CC kilka osób, uśmiechałem się, bo to było do przewidzenia. Na pewno ich opinię skrzywdzą ten film, ale Malick nie trafi do każdego, a do małej grupy - bo jest on twórcą ciekawym, wyjątkowym i enigmatycznym, ale to nie znaczy, że robi takie dobre filmy. Robi co chce i bywa z tym różnie. Jak z Allenem.

      • Zgadzam się z Tobą, bardzo trafnie to wszystko ująłeś. Na seansie, na który poszłam wyszło z sali około 10 osób, w różnych momentach, trochę się zdziwiłam, bo był to przedpremierowy pokaz dla Unlimited i myślałam, że ludzie znają klimaty reżysera. Nie wiem, może się nie znam ale nie wyszłabym z kina nawet podczas najnudniejszego filmu, no bo jak to potem można ocenić? W każdym razie, ja skupiłam się na cudownych ujęciach i fabuła mogła lecieć sobie w tle.

  • Bardzo cenie Malicka za "Cienką Czerwoną Linię", ale jednak połączenie przemyśleń i sensu istnienia w tamtym filmie to logiczna sprawa, można poznać bohaterów, ich motywacje i cele, czemu walczą. Natomiast w "Song to Song" nie poczułem więzi z żadna z charakterów, a powiem więcej, strasznie mnie irytowały. Niespójność akcji, jakieś mało dla mnie wytłumaczone motywacje tych ludzi zupełnie mnie zaczęły nudzić.
    Kolejna sprawa to zwiastun, który pokazuje zupełnie inny obraz i tego co można sie spodziewać.
    Zobaczyłem cały, żeby nie było, ale jestem zawiedziony tym obrazem.

    Oczywiście to moja opinia i każdy może inaczej go odbierać :)

  • Żałosna jest bufonowatość i poczucie własnej wyższości że ktoś może iść do kina nie znając reżysera :)
    Wyobraź sobie że sporo osób chodzi do kina w celach czysto rozrywkowych, a nie szukając rozterek moralnego niepokoju.
    Jeśli Malicka puszczają w multipleksach, na kolorowym plakacie roi się od znanych twarzy aktorów to przekrój na widowni na pewno będzie szeroki. A że 3/4 wyjdzie z sali w trakcie filmu - co z tego, bilet kupili, kasa się zgadza :)

    Malicka znam, nie lubię, stąd nie pójdę na Song to Song mimo tak dobrej obsady.

  • Pierwsza sprawa: ten film powinien byc pokazywany w kinach studyjnych, no bo przeciez nie liczmy ze zwyklemu widzowi multikina nie interesujacemu sie filmem, sztuka ten film sie spodoba. Tego sie nie oglada jak komedii romantycznej czy zwyklej komedii jak Kac vegas, to jest skierowane do zupelnie innego odbiorcy.
    Film jest inteligentny, dla tych ktorzy docenia nie ciagla paplanine a wyrazanie emocji miedzy innymi mimika (ktora pokazuje wiecej niz gadanie), dla ktorych wazne jest jak film jest zrobiony (ciekawe ujecia z reki), no i dla ktorych muzyka w filmie jest wazna (bo to prawie polowa calosci w tym wypadku).
    Szkoda ze ocene psuja ci, dla ktorych kino jest rozrywka porownywalna do ogladania tresowanej malpy.

  • Przeczytałem tę dyskusję do końca z wielka ciekawością. Wydaje mi się, że naturą człowieka jest tworzenie sporów i koncentracja na poparciu swojej racji, a czym dalej w las tym bardziej szuka ów człowiek swojego drzewa, a nie dostrzega innych. Wniosek mam taki, w każdym z tych komentarzy jest to mniej, to więcej racji, tylko również każdy z nich wpada w pupałpkę skrajności sądów. Moi drodzy którzy czytacie mój wpis, sprobójcie zrozumieć, że patrzycie na to samo, widzicie co innego i co więcej czujecie co innego. A ten fakt odmienności nie powoduje, że druga strona jest gorsza, bądź lepsza, chociaż świat który nas otacza próbuje nam to wmówić. Trzymajcie się ciepło ;)

  • Tylko że wiesz, jak Malick po raz któryś z rzędu pokazuje nam dokładnie to samo, tylko z innymi aktorami, to trochę może człowieka szlag trafić...

  • Żałosny to ten pseudointelektualizm i snobizm, który tłumaczy, iż ktoś wymęczony tym nieznośnym gniotem daje mu ocenę wyższą niż 1.

  • Nie, każdego denerwują :) Z drugiej strony: promocja filmu była chyba właśnie pod takie osoby obliczona, więc dziwić się ich (sporej) ilości nie można. A sam film oceniam słabo, jak widać, mimo że znam Malicka. No, prawie, dwóch jego ostatnich fabularnych dzieł nie widziałem i jeśli są podobne do tego, to raczej nie zobaczę...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: