Jakoś nie...

Byłem, widziałem i jakoś mi nie podchodzi. Gra aktorska taka sobie, humor jakiś blady, sama fabuła słabiutka. Żeby nie było - lubię Craiga w roli Bonda, uwielbiam Waltza ale w tym filmie nie było zupełnie chemii. W czasie filmu się trochę się nudziłem - nic nie było nowego, nic zaskakującego. Jakby twórcy i aktorzy byli już zmęczeni. Nowa dziewczyna Bonda - zupełnie nie mój typ, ale to jest subiektywne.

258
  • Mam podobne odczucia. Mało akcji, kobiety Bonda takie sobie (zwłaszcza dr Swann, bo Bellucci mimo wieku daje radę), Nowoczesny ośrodek na pustyni i momentalnie flashback z QoS. Przyzwoity Craig oraz bardzo dobrzy Finnes oraz Waltz nie byli w stanie uratować filmu - tu zawiodła reżyseria.

    • To prawda, film jest zlepkiem wątków i poprzednich części. Kilka razy podczas seansu spoglądałem na zegarek, bo dłużył się. Poszczególne akcje były całkiem fajne i humor całkiem, całkiem, ale w porównaniu do skyfall wypadło słabiutko.

    • Rzewna słodka piosenka otwierająca film, plus flash backi na otwarciu, sugerowały słaby scenariusz i dużo akcji.
      To za mało na dobrego bonda.

    • Niestety zgadzam się. Wahałam się między 4 a 5, dałam ostatecznie 5, ale Spectre to duży zawód. Nie wiem nawet, czy to nie słabszy Bond od Quantum of Solace.
      Aktorzy grali bez werwy, zero chemii między kobietami a Bondem. Jego umizgi wydawały mi się śmiechu warte, miłostki niewiarygodne emocjonalnie, sceny zostały źle nakręcone.
      Bond jakby zbyt zachwycony własną osobą. Scena odrzucenia pistoletu - Bond zachował się jak zmanierowany goguś. W ostatniej scenie wszedł do Q kręcąc pupą niczym modelka na wybiegu. Lubiłam Craiga w poprzednich częściach, ale tutaj reżyser powinien powtórzyć ujęcia, bo taki Bond z eleganckim mężczyzną z klasą ma niewiele wspólnego. Waltz zbyt komediowy. Sceny akcji ciekawe, technicznie dobrze nakręcone, ale całość do bólu wtórna. Zapowiedzią jakości filmu był wprowadzający utwór - tak słabego przeboju i wykonawcy jeszcze nigdy nie było w tym cyklu.

      • Też się zgadzam. Żeby to jeszcze było "zero chemii", ale scena z Moniką wyglądała jak z parodii Bonda. Poza tym scenariusz strasznie dziurawy, łatany przesadną już łatwizną. Choćby w tej sekwencji, kiedy źli porywają pannę Swann z kliniki położonej na szczycie góry. Samochody pędzą, a tu za pół minuty dogania je Bond w samolocie. Błyskawiczne porywanie i znakomite kierowanie dowolnymi pojazdami przez Bonda mieści się jak najbardziej w konwencji, ale skąd do cholery na szczycie góry ten samolot? Już lepiej by ich gonił na turboodrzutowych sankach. Poza tym do głównej kwatery głównego złego Bond powinien się jakoś przebiegle wkradać, a tu siedzi bidula na puskowiu nie wiadomo po co i podjeżdża po niego Rolls z Murzynem. Znowu scena jakby wycięta z parodii.

        • Też ten Rolls mnie dziwił. Najpierw nasyłają na Bonda zakapiora żeby go zabił w pociągu, a potem po przyjacielsku dostaje się do kwatery głównej bossa i nawet nie protestuje. Jeszcze twierdzi, że przybył zabić tego Ogerhausera a pokornie daje się obezwładnić. Gdzie tu logika i jakakolwiek konsekwencja?
          No i jeszcze muszę się przyczepić do tej kamery w kryjówce ojca blondyny. Jak to możliwe, że taki spryciarz, agent 007 nie zauważył tej krowy z czerwonym światełkiem? Bandzior w kaszkiecie podążający za Bondem od razu ją zauważył.

    • Mam takie same odczucia. A ta francuska aktorka to szkoda mówić. I nawet ja blondynka nie mogłam załapać op co czasem chodzi.

  • Przez to że widziałem Waltza w bękartach wojny, to nie pasuje wg mnie do takiego filmu jak bond. W obu filmach czarny charakter, dobry w tym co robi i śmieszek ( w bekartach wiekszy smieszek). Mam takie samo wrazenie jak z waldkiem z kiepskich - w innym filmie moze dobrze zagrac, ale nadal to dla mnie waldek, przez co nie pasuje do roli.

    • Liczyłam, że pokaże więcej, w scenie z meteorytem wszyscy mieli szansę, ciemna scena, rekwizyt po środku, trzech aktorów no to teraz zobaczymy jak grają, jak na deskach teatru. I niestety rozczarowanie :(

    • A ja widziałam Waltza w innych filmach i nie tylko w "Bękartach..." ale i w "Django" i w "Rzezi" był równie fantastyczny. W "Django" grał zresztą pozytywnego bohatera :)
      Ale w "Spectre" wyraźnie marnuje się jego talent. Piosenka jest naprawdę straszna a film jest przeładowany wysokobudżetową akcją i "bondowskimi trikami", które tu wybitnie już nużą...

      • Faktycznie, o Django zapomniałem. Też uważam że Waltz to wspaniały aktor, tylko jakoś nie pasuję mi do Bonda. Scena jak odpala 3 minuty do wysadzenia budynku, a potem zaczyna się śmiać charakterystyczny dla siebie sposób - po prostu jakoś mi to nie pasuje.

      • Jakimi trikami? Jak dla mnie w Bondach zawsze chodziło o efektywne gadżety, a tu najciekawszym była nano-krew, która najpierw nie działała przez 1-2 doby, a potem zdecydowali się ją usunąć, i po co? Jak to się ma to starszych filmów?

        Czołówka była niezła, ale potem trochę jak ten drink makrobiotyczny w austriackiej klinice.

        Taki problem z dobrym filmem, ciężko mu dorównać kolejnym.

      • Nie marnuje się jego talent, tylko gość znowu zagrał tę samą postać. Te wybuchy śmiechu w najmniej spodziewanych momentach itp. I tu minus dla twórców, że obsadzili w ważnej roli aktora, który najwyraźniej nie umie inaczej i dość szybko zaczął zjadać swój własny ogon.

        Landa był świetny, ale ileż można grać ciągle tak samo?

  • Nic dodać, nic ująć - miks wszystkiego, za co lubimy tą serię...z tym, że bez fajerwerków (ewidentnie efekt zmęczenia materiału). Teaser + zdjęcia jak najbardziej na plus; szkoda C. Waltza - facet stworzony do inteligentnych dialogów/monologów (Inglorious Basterds; Django), tu jakby przygasł - moim zdaniem niedopracowany scenariusz (jeśli chodzi o rolę szwarccharakteru). Miałem wrażenie, że ostatnią scenę z Waltzem kręcono za pięć dwunasta, w pośpiechu, byle dobrnąć do finału. Jak na zakończenie serii, co przewija się między wierszami, to trochę rozczarowujące.

  • Jeżeli chodzi o moje odczucia to humor akurat wypadł dobrze, było kilka momentów gdzie się zaśmiałam. Oczywiście nie było ich zbyt wiele, ale też nie oto według mnie chodzi w filmach z Bondem w roli głównej, bo to w końcu nie ma być komedia.
    Kobiety Bonda hmm....aktorka grająca Madeleine ma bardzo ciężką i specyficzną urodę, przez co z trudem może się komuś spodobać. Chyba że właśnie ktoś gustuje w takiej urodzie. Jednakże dla mnie wyglądała trochę tak jak gdyby cierpiała grając w tym filmie. A przecież podobno nawet nie przeczytała scenariusza tylko od razu zgodziła się na udział w SPECTRE. Więc....zmuszać nikt Jej nie musiał, a jednak tak to wyglądało. Jednakże w momentach gdy miała pokazać swoje czarne/mroczne oblicze ta uroda spisywała się na medal. Dlatego też wydaje mi się, że ta aktorka pasuje idealnie do grania mrocznych charakterów niźli do grania kobiety Bonda. Bellucci było za mało, żebym mogła jakkolwiek ocenić Jej rolę. Mówiąc krótko: szybka akcja z namiętnością i idziemy dalej.
    Sam Craig pokazany znów jako niezniszczalny, niesamowity Bond - superbohater. Jeszcze w poprzedniej części widzieliśmy prawie że upadek Bonda, problemy z celnością, psychiką etc. Tutaj jakby zupełne odrodzenie - co jest dla mnie plusem, bo jednak takiego Bonda kocham, niby człowieka a jednak bohatera tego SUPER co to potrafi wszystkich zabić, z wszystkimi wygrać walkę wręcz etc.
    Oczywiście było wiele momentów gdzie zalatywało podstawową niewiedzą odnośnie praw fizyki, ale taki właśnie jest Bond, to poniekąd jego magia i fenomen.
    Ciekawe zakończenie, bo mówiące jak gdyby to miał być hm koniec? Aczkolwiek mam nadzieję, że tak nie będzie! I że Bond powróci! A czy znów jako Craig czy jako już kto inny to nie wiem. Czas pokaże!

    • Przede wszystkim dziwi mnie ogólna nieznajomość Lei Seydoux - to nie jest aktorka, która tu debiutowała. Znana z kontrowersyjnego i długawego filmu Życie Adeli czy też z roli w Ghost Protocole nie powinna być 'aktorką, która zagrała dziewczynę Bonda', tylko Leą Seydoux próbowaną w roli dziewczyny Bonda. Moim zdaniem zagrała dobrze, na swoim poziomie i pokazała się po raz kolejny jako ładna dziewczyna.
      Inna sprawa to ten film - totalna klapa, pozbawiony logiki scenariusz, momentami ciężko się połapać o co chodzi i dlaczego bohaterowie podejmują tak bezmyślne decyzje. Mało efektów, mało akcji, Craig znów gra drewnianie. Ogólnie wieje nudą. Waltz tak kochany przez fanów Tarantino zagrał tak samo jak w poprzednich filmach, czyli takiego gadułę, co wpierw zabija gadaniem, a dopiero potem strzela. Cały ten film to zlepek powtórzeń. W zasadzie film się kończy po scenie otwierającej, bo już piosenka z wstępu jest żałosna i potem jest tylko gorzej :(

      • Właśnie! Film był dziwny - rozpoczął się wybornie a potem coraz wolniej i dziwniej. Jak zobaczyłem Seydoux w tym swoim płaszczyku to poczułem że zaraz wyskoczy zza węgła Ethan HUNT. Ta ciekawa aktorka była podobnie ubrana w scenie na dworcu w MI:4. Kto popełnił taki błąd? Nie zwróciłbym na to uwagi gdyby nie to że lubię tą aktorkę i MI:4.
        Waltz dzeczko przegadany jak zauważyłeś, powiem nawet więcej, zupełnie niewiarygodny jako złoczyńca. Najgorsza w jego wykonaniu to scena tortur BONDA, Waltz zachowywał się nie jak zimnokrwisty zdeterminowany przestępca tylko jak ciocia, która strasznie chce sobie pogadać przy placku na chrzcinach.
        Osobiście za wszystko winię Mendesa i te jego emocjonalne podejście do reżyserowanych historii. Oba jego BONDY to raczej sukcej oczekiwań po poprzednich 2-ch niż jego talent. Raju jak ja byłem rozczarowany tym badziewnym zakończeniem filmu!

    • Właśnie wróciłam z kina...W całości się z Tobą zgadzam. Mam podobne odczucia i moja ocena filmy=u jest raczej słaby. Cieszę się czytając opinię o roli Melanii, nie zbyt dobrze dobrana dziewczyna! Można obejrzeć ,żeby mieć własne zdanie ale film nie powala!

    • Gdybyście oglądali film do końca, to znaczy razem z napisami końcowymi to byście wiedzieli ze twórcy tego filmu planują kolejną część.Po napisach jest wyraźnie napisane a nawet czyta to zdanie (przynajmniej u mnie na dvd czyta) lektor ze Bond powróci.Ja się już nauczyłem ze puki lektor nie zacznie wymieniac kto tlumaczyl dialogi i kto je czytal to znaczy ze trzeba ogladac do końca bo cos (Jakaś scenka) morze być,choć trafiłem już na takie filmy gdzie lektor nie wymienial kto czytal dialogi a scenki po napisach nie było.Po napisach jest napisane ze Bond powroci.Sorki za bledy i inne gafy.

  • zgodzę się, na kolana nie rzuca
    czasami mam wrażenie jakby scenariusz pisały zupełnie przypadkowe osoby a później wszystko razem sklejono.
    Mozna by zrobic z tego spokojnie miniserial i pokazywa jako półgodzinne odcinki.
    Za duzo absurdu, a za mało wiarygodności. Wybuch na pustyni to jakaś kpina, nagle wszystko wybucha jakby było naszpikowane dynamitem i czekało na podpalenia, ale oczywiscie jedna osoba i tak wychodzi bez szwanku, no prawie ;)
    Strzelanina na pustyni to tez jakas bajka, 10 kolesi do niego strzela i każdy chybia, a o pojemności magazynka w karabinie mozna opowiadać legendy. Wiadomo że Bond musi przezyc i wygrac, ale odrobina realizmu, bardzo by pomogła.

  • Ja też spodziewałem się lepszego filmu. Mnie to zastanawia gdzie James trzyma te wszystkie garnitury ? xD

  • potwierdzam, film słaby jak piosenka otwierajaca. całość jest taka nijaka, przeciętna. Mówienie , że Belucci daje rade to gruba przesada. Ona jest na ekranie 3 min. A na zbliżeniach widać każdą zmarszczkę. Jasne w tym wieku to wygląda rewelacyjnie . Ale na dziewczyne bonda min 10 lat za późno. Waltz i Fiennes ... w porównaniu do Mikkelsena, Bardema czy Dench bardzo blado. Jedynie "Moriarty" daje rade. To samo scenariusz , zlepek pościgów i bijatyk , a do tego sporo momentów wiejących nudą.. A wysadzenie całego kompleksu Spectre jedym strzałem to po prostu mistrzostwo świata.
    Duży zawód , jeśli weźmiemy pod uwagę wcześniejsze Bondy z Craigiem.

  • Wszyscy powyżej napisali szczerą prawdę! Jak dla mnie z dużej chmury...średni deszcz! Zapowiadało się mega widowisko, że aż miło a wyszło średnio! Nie będę się rozpisywał co konkretnie nie wyszło bo "ekipa" wyżej opisała wszystko co do joty! :-) Skyfall zdecydowanie lepszy. Ode mnie 6/10 i...tyle w temacie! :-)

  • Niestety, jako fan serii zgadzam się z przedmówcami :( wyszło bardzo średnio mówiąc dyplomatycznie. Dodam od siebie jeszcze za mało Astona no kurka no premiera nowego modelu w filmie a tu połowa gadżetów nie działa i po kiepskim pościgu chlust do wody :(

  • Skyfall jest wszystkim tym, czym Spectre nie jest. W Skyfall byl subtelny humor, dobre i skromne dialogi, akcja rozwijala sie plynnie. Spectre to pomylka, przewidywalny na maxa, tandetny. Zwiodlem sie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: