Gniot niemożebny.

Jak można nakręcić o Stonesach (a dokładnie o Brianie Jonesie - pewnie dlatego, że ten już nie żyje i nie ma zbyt wiele do powiedzenia) takiego gniota?! Z trudem obejrzałam to do końca, zasługuje na ocenę: 0. Podczas oglądania co chwilę uderzała mnie głupota tego filmu i kolejne argumenty dlaczego "NIE NIE NIE", ale jest wieczór, chcę się wyspać i szkoda mi czasu na jego miażdżenie i mieszanie z błotem. Może się podobać naćpanym 14-latkom, that's all.

  • Bez przesady, może to nie arcydzieło, ale co jest w nim według Ciebie AŻ TAK okropne?

    • Komentarze przedawnione, ale odpowiem na nie, by skorygować parę spraw w filmie ewidentnie naciągniętych. Ogółem cały film zakrawa na odzwierciedlenie jedynie teorii spiskowej wokół śmierci Jones'a (którego talent muzyczny podziwiam), jego ekscesów, wręcz mitologizując jego postać, ukazując go jako boga rock'n'rolla, którym w rzeczywistości nie chciał być. ( https://www.youtube.com/watch?v=QJJ9rpdQ_lI ) Film zdaje się ubarwiać jego osobę jako ikonę rocka, młodego człowieka lat 60 - bez ideałów, nastawionego na zysk, tzw. wolną miłość, wszelkiego rodzaju używki, tworząc z niego postać jednowymiarową, a przecież żaden człowiek taki nie jest. Brian miał sporo wad (któż z nas nie ma diabła za skórą? To rzecz ludzka), ale był również wrażliwym muzykiem, osobą ambitną, nastawioną na sukces artystyczny - ten komercyjny po pewnym czasie mu zbrzydł (historia pop kultury zna wiele takich przypadków, nie tylko ona z resztą), a do tego człowiekiem inteligentnym, o dużym poczuciu humoru, otwartości do fanów i dziennikarzy. Niestety, ale film napędza jedynie plotkę (Thorogood nie przyznał się do niczego na łóżu śmierci) i tę część osobowości Briana, która denerwowała pozostałych członków Rolling Stones, niezbyt przejętych jego śmiercią, problemami natury psychicznej. Każdy fan Stonesów i muzyki pop powinien wiedzieć, że to Brian założył grupę, był ich menadżerem i najzdolniejszym muzykiem, duchem tego zespołu, który został zepchnięty w tył, by Mick i Keith przejęli pałeczkę (byli bardziej wyraziści dla mediów, po prostu). Po dziś dzień pozostali członkowie Stones'ów nie wydają się być ani trochę zainteresowani problemami, z jakimi borykał się Brian Jones. Na przełomie lat rozpowszechnili na jego temat wiele plotek, niedomówień, ubarwień. Żaden z nich nie stara się uczić jego pamięci, przez co wizerunek Jones'a jako wybitnego muzyka, twórcy rocka, zaciera się. Pamięć o nim zanika. Przykre to posunięcie ze strony kolegów, po tylu latach od jego śmierci nadal "obrażonych". Oprócz tego, w filmie faktów jak na lekarstwo, zarówno dotyczących śmierci Jonesa, jak i jego życia prywatnego.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: