Trochę krytycznie

Film niesie za sobą wspaniałe życiowe przesłanie, jednak zastanawia mnie jeden kluczowy fakt. Samo zatrudnienie Keatinga. Człowiek o tak odmiennych poglądach, zaprzeczający czterem głównym filarom nie powinienien nigdy dostać tej pracy. To było oczywiste, że chłopcy w wieku dojrzewania, nie mający do tej pory alternatyw na swoje życie zaczną pod Jego wpływem zachowywać się w sposób nie pasujący do polityki szkoły, która miała za zadanie wychować przyszłe elity państwa. To tak jakby do szkoły wojskowej zatrudnić nauczyciela o skrajnie lewicowych (np. dawnego hippisa) poglądach i dać mu prowadzić na swój sposób zajęcia. Po kilku miesiącach pewnie spora grupa uczniów kwestionowała by sens wojny, ponieważ młody człowiek nie ma zakorzenionych poglądów. Tak Keating, rewolucjonizując metodykę nauczania w szkole, rozwijając kreatywność uczniów zaprzecza filarom szkoły (Na pewno "Tradycji, "Doskonałości" i "Dyscyplinie"). A jego poglądy były znane Dyrektorowi już od dawna. Dla mnie nie jest to prawdopodobne, by do tak renomowanej uczelni dostał się Taki nauczyciel. Oczywiście to tylko film ale nierealistyczny w mojej opinii pod wyżej wymienionym względem. Pozdrawiam.

13
  • Uwaga słuszna, ale zauważ, że chodziło o zbudowanie napięcia (co się chyba udało) wynikającego z odmiennych postaw i idei - nawet wbrew zdroworozsądkowej logice.

  • Dyrektorowi wydawało się, że jest w stanie nauczyciela utemperować, w końcu nauczyciel jest absolwentem tej szkoły. Takie znajdę wytłumaczenie. Ale dyrektor się pomylił, bo nauczyciel nadal był tak głupi jak wtedy, gdy był nastolatkiem.

    • To dyrektor był głupi jeśli już.

      • Nie przekonasz mnie, to Keating jest grany jako niedorozwinięty.
        Dyrektor rozumie, po co jest szkoła, wie po co rodzice do tej szkoły posyłają swoje dzieci. Keating tego nie wie, niby kształci kreatywność (cytat z wpisu Kempego) a jednocześnie wychowuje młodzieńców tak, że zdradzają go w sytuacji krytycznej i zostaje wywalony ze szkoły - uczył „carpe diem” a oni schwytali okazję i go zdradzili po samobójstwie kolegi. Epikureizm dla ubogich duchem - taki pomysł na wychowanie ma Keating i dlatego jest głupi.

        • Keating uczy ich samodzielnego myślenia i dążenia do realizacji własnych marzeń. To powinna być postawa każdego człowieka. Ci młodzieńcy dużo wynieśli z jego lekcji niż gdyby inny polonista to prowadził. A że zdradzili? Jeden z nich już się wygadał, a do tego bali się rodziców i wyrzucenia ze szkoły. To w końcu dzieci, a nie jacyś bojownicy o jakąś ideę. Dyrektor był beznadziejnym dyrektorem, ograniczonym człowiekiem i do tego oszustem, ale to ojciec Neila pobił wszystkich. Był tak okropnym ojcem, że nawet po śmierci syna nie potrafił zrozumieć, iż to wszystko była jego wina. No chyba że wg ciebie należy zmuszać kogoś do zostania kimś, kim się nie jest.

          Z drugiej strony dziwię się, że zamiast porozmawiać z ojcem, tak jak radził mu Keating, to on wolał się zabić. Naciągane jak dla mnie.

          • To, co Ty uważasz za uczenie samodzielnego myślenia, dla mnie jest „epikureizmem dla ubogich”, nie zalecanym.
            „Wyrzucenie ze szkoły” - a co to za tragedia? Zdrada to jest tragedia. Nastolatki też nie mogą zdradzać.
            W ogóle nie rozumiesz szkoły - ona jest po to, aby dzieci przerobić na dorosłych. Szkoła jest „przemocą symboliczną”. Ona ma niektórych zmuszać do pozostania dorosłym.
            Nie ma między nami porozumienia - jestem przekonany, że rodzice i dyrektor szkoły zrobili błąd, że nie przewidzieli nierozgarniętego nauczyciela. Ten natomiast jest słabym wychowawcą i nauczycielem, bo jest nierozgarnięty.
            U Anglosasów - czego dowód w postaci Noama Chomskiego - język to nie tylko narzędzie literatury, ale poważna struktura zaszyta w umysł człowieka. Tego Keating nie rozumie - jest najwyraźniej źle wykształcony.

            • Czyli lepiej, żeby każdy ślepo podążał za tym, co mówią inni? A w przypadku Neila, skoro rodzice kazali mu być lekarzem, to miał nim być i basta? Chyba jednak lepiej, żeby każdy potrafił myśleć samodzielnie.

              Owszem, szkoła ma jako tako przygotowywać do bycia dorosłym, ale dorosłym w normalnym społeczeństwie, gdzie każdy sam podejmuje decyzja, a nie dorosłym w jakimś wojsku, gdzie ma się nic nie myśleć, tylko robić, co dowódca każe.

              "Epikureizm dla ubogich"? A co niby takiego Keating mówił uczniom? Żeby rzucili szkołę? Żeby rozrabiali i nie słuchali nauczycieli? Nie. Mówił tylko, by, zgodnie z zasadą epikurejczyków, "chwytali dzień", czyli żeby robili w życiu to, co sami chcą. Ojciec Neila był okropnym ojcem i do końca nie zrozumiał, jak wielki błąd popełnił. Może i on chciał być lekarzem, ale Neil nie. Neil się zbuntował przeciw ojcu i wystąpił w sztuce. Dziwi mnie jedynie, że nie odważył się ojcu postawić słownie, tylko popełnił samobójstwo. Trochę słaby powód.

              Nikt nie może zdradzać, ale po części rozumiem te dzieci. To nie była zwyczajna szkoła, gdzie stosuje się normalne zasady. To była jakaś tam elita (choć szczerze, to wcale nie chciałbym tam uczęszczać) i dyrekcja pozwalała sobie na więcej. W ogóle odniosłem wrażenie, że cała kadra nauczycielska i dyrekcja jest pozbawiona jakichkolwiek uczuć, odruchów człowieczeństwa. Same gbury, które czerpią przyjemność z tego, że mogą rządzić uczniami i robić z nimi, co chcą. Ale tak w ogóle, to oni nie chcieli nic mówić. To jeden "geniusz" poszedł sam z siebie do dyrekcji i wszystko naopowiadał. Wtedy już było po ptokach. Keating i tak by wyleciał, kwestia tego, czy ucierpieliby na tym i oni sami. Podziękować trzeba temu beznadziejnemu ojcowi i równie beznadziejnemu dyrektorowi. Żaden nie potrafił przyznać się do porażki, to na kogoś trzeba to było zwalić.

              W kwestie językowe się wdawał nie będę, bo poezji nie znoszę i nie oglądałem tego filmu dla niej ;)

              • Po co ciągniesz dyskusję?
                Przypominam: Kempy uważa, że Keating nie powinien pracować w tej szkole, bo do niej nie pasował. Taki błąd scenariusza - fikcja na siłę.
                Ja się nie zgadzam - uważam że w scenariusz jest wpisana błędna, ale jakże ludzka, decyzja dyrektora, aby zatrudnić absolwenta szkoły, choć jakość tego absolwenta jako nauczyciela i wychowawcy nie została sprawdzona.
                Reszta scenariusza filmu jest oparta na obserwacji skutków zatrudnienia niewłaściwego człowieka. To dobry scenariusz i dobry film.

                • Bo nie odpowiadasz na argumenty, dlatego ciągnę.

                  Rzeczywiście, Keating nie pasował do całej tej zgrai gburów, snobów i arogantów, tylko czy można to było stwierdzić od razu, gdy się spotkał z dyrektorem i ten go zatrudnił czy dopiero jak zaczął nauczać?

                  I rzeczywiście, błędem dyrektora było to, że go zatrudnił, bo przecież dyrektor chciał mieć uległych, posłusznych uczniów, którzy bez wahania i zastanawiania się wykonają każdy "rozkaz" ;)

                  I tak w ogóle, to Keating wcale nie musiałby zostać wyrzucony, gdyby ojciec Neila zrozumiał, jak okropnym był ojcem. To wszystko była wina ojca. Keating nie mówił Neilowi, by szedł na premierę i olał ojca. Doradził mu, by z nim porozmawiał i wyjaśnił mu wszystko. Neil postąpił po swojemu.

                  Jak "dobry film", to czemu aż 8? ;)

                • Nie ma sensu w tej dyskusji, bo chcesz zmieniać scenariusz filmu (namawiasz scenarzystę, aby przekonstruował rolę ojca samobójcy). Ja i Kempy tylko oceniamy ten scenariusz - Kempy go atakuje, ja bronię.
                  Losy nastolatków i ich nierozgarniętego nauczyciela ani mnie ani Kempego nie interesują. Jedynie ja stwierdzam, że są one pokazane prawdopodobnie.
                  Na koniec rzucę trochę poezji - takiej o kinie:

                  Tuwim Julian

                  Karta z dziejów ludzkości


                  Spotkali się w święto o piątej przed kinem
                  Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem.

                  Tutejsza idiotko! - rzekł kretyn miejscowy -
                  Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?

                  Miejscowa kretynka odrzekła - Z ochotą,
                  Albowiem cię kocham, tutejszy idioto.

                  Więc kretyn miejscowy uśmiechnął się słodko
                  I poszedł do kina z tutejsza idiotką.

                  Na miłym macaniu spłynęła godzinka
                  I była szczęśliwa miejscowa kretynka.

                  Aż wreszcie szepnęła: - kretynie tutejszy!
                  Ten film, mam wrażenie, jest coraz nudniejszy.

                  Więc poszli na sznycel, na melbę, na winko,
                  Miejscowy idiota z tutejszą kretynką.

                  Następnie się zwarli w uścisku zmysłowym
                  Tutejsza idiotka z kretynem miejscowym.

                  W ten sposób dorobią się córki lub syna:
                  Idioty, idiotki, kretynki, kretyna.

                  By znowu się mogli spotykać przed kinem
                  Tutejsza idiotka z miejscowym kretynem.

                • Nie zmieniam scenariusza, stwierdzam jedynie, że tamten gościu był okropnym ojcem, a cała kadra w szkole to takie kółko różańcowe, mające błędne mniemanie o własnej wyższości ;)

                • A ja twierdzę, że Keating był niedorozwinięty i był słabym wychowawcą. Tak był wpisany w scenariusz. Nie obchodzi mnie, co by było, gdyby był mądrzejszy, bo to już inny film. Nie obchodzi mnie, co by było, gdyby dyrektor był bardziej przewidujący a ojciec chłopaka, który popełnił samobójstwo, inny niż w scenariuszu.
                  Wtedy powstałby pewno horror o tym jak samotny dyrektor walczy z bandą zombie. Ja bym nie oglądał i nie dał żadnej oceny.

                • Jeżeli chodzi o polski (a w tym przypadku - angielski), to bardzo dużo zależy od nauczyciela. Jeżeli potrafi zainteresować przedmiotem, to uczniowie mogą poezję/literaturę polubić. Jeśli natomiast będą uczyć tak jak dyrektor, to można im tylko współczuć. Ja osobiście nie znosiłem polskiego w liceum, ale to nie wina nauczycielki. Po prostu ciągle tylko wiersze omawialiśmy, a od poezji to ja się trzymam jak najdalej ;) Niemniej dla osób, które są obojętne wobec tego, to podejście nauczyciela jest kluczowe dla zmiany ich nastawienia.

                • Poezja, literatura broni się sama tak samo jak broni się sam film bez wiedzy filmoznawców. „Stowarzyszenie umarłych poetów” wybroniło się a Kempy wyraża się krytycznie o realności sytuacji przedstawionej w filmie. Tuwim broni się sam.
                  Jak dla mnie to pogubiłeś się w świecie sztuki, ale pisz własne scenariusze filmowe - jakaś literatura może z tego wyrośnie.

                • Nic nie broni się samo, jeśli ktoś tego nie lubi albo ma obojętny stosunek. Potrzebny jest ktoś, kto zachęci tematem, pokaże, że nie jest taki zły. Coś w tym rodzaju.

                  Pogubiłem się? Bo traktuję ojca i dyrektora jako złych w tym filmie? Aha.

                • Ty własnie nie bronisz się sam, pisałem o tym wcześniej. Sztuka broni się sama. Sztuka jest a Rylothy bywają.

                • Nie rozumiem. Swoje zdanie chyba należy jakoś uargumentować...

                • Wszystko już napisałem, teraz od nowa:
                  Podłączyłeś się do rozmowy: czy scenariuszowy pomysł, aby zatrudnić Keatinga jest wiarygodny, czy nie. Kempy napisał, że nie, ja napisałem, że tak. Twój wkład do tej rozmowy nie broni się, zbacza w rejony nie określone przez Kempego. Twój pogląd na literaturę uważam za mocno egzotyczny, bo sztuka jest od początku świata. Ludzie już nie. Dlatego sugeruję zakończenie rozmowy.

                • Nie. Ty napisałeś, że Keating był głupi, a ja że dyrektor. Tyle.

                • Na koniec naszej rozmowy swobodne tłumaczenie wiersza z filmu:

                  O kapitanie! Mój Kapitanie! nasza straszna podróż zostanie skończona;
                  Statek ma zniszczoną przez pogodę każdy półkę, nagroda, której szukaliśmy jest wygrana;
                  Port jest blisko, słyszę dzwony, ludzie całkiem nie posiadając się z radości,
                  W oczach ich sunący kil, statek ponury i śmiały:

                  Ale serca! serce! serce!
                  O krwawiące czerwone krople ,
                  Gdzie na pokładzie mój Kapitan leży,
                  Zimny ​​i martwy.
                  O kapitanie! Mój Kapitanie! wstań i usłysz dzwony;
                  Wstań, dla Ciebie wciągnięto flagę-dla ciebie tryle trąbki;
                  Dla Ciebie bukiety i wieńce wstążek, dla ciebie brzegi tłocząc się;
                  Dla ciebie wołają, masa kołysząca się, ich przejęte twarze obracając się;

                  Tu kapitan! drogi Ojcze!
                  Ta ręka pod głową;
                  To jest jakiś sen, że na pokładzie
                  Upadłeś zimny i martwy.
                  Mój Kapitan nie odpowiada, jego usta są blade i nieruchome;
                  Mój ojciec nie czuje mojego ramienia, nie ma pulsu, ani woli;
                  Statek jest na kotwicy bezpieczny i pewny, podróż skończona i dokonana;
                  Ze strasznej podróży, statek zwycięski, przybywa z nagrodą;

                  Nie posiadamy się z radości, O brzegi, i pierścień, O dzwony!
                  Ale ja żałobnym krokiem,
                  Przemierzam pokład mój, gdzie kapitan leży,
                  Zimny ​​i martwy.

                • No tak, to wiele tu wniosło ;p

                • Dziwny sposób myślenia jak na człowieka ok. 50 roku życia.

                  Wiesz jak dzieci się uczą? Przez zabawę, do niczego ich nie trzeba zmuszać, odkrywają same otaczający ich świat, nie posiadają ram, nie mają ograniczeń, nie wstydzą się i nie zastanawiają się co wypada i należy, oraz nie myślą w kategoriach czy dobrze się uczę, czy dostanę za to dobrą "cyferkę" czy może złą "cyferkę"

                  W pewnym momencie przychodzi człowiek który wie lepiej i zaczyna to dziecko krytykować i mówić mu jak wygląda "prawda".

                  Myślisz że za 1000 lat tak samo będzie wyglądał system nauczania?
                  Myślisz że teraz my ludzie wiemy jak uczyć dzieci i robimy to dobrze?
                  Myślisz że temat bycia dajmy na to gejem będzie tak samo postrzegany przez społeczeństwo jak dziś?

                  Posłuchaj takich ludzi jak Ken Robinson czy Mateusz Grzesiak.

                  Jedna z nieustających prawd tego świata jest to że ludzie robią coś do czego się ich zachęca a nie zmusza.
                  Jeśli budowanie w ludziach takich prawda jak wiara w siebie, wierzenie że jesteś ważny i zdolny oraz samodzielne myślenie a w rezultacie bycie otwarty na świat, na ludzi, na siebie samego, aby w istocie poznać samego siebie.

                  W świątyni w Atenach jest napis, "poznaj siebie"

                  "Dyrektor rozumie, po co jest szkoła, wie po co rodzice do tej szkoły posyłają swoje dzieci."

                  Tak, my też to wiemy :)
                  "Zajęcia otępiają. Zabijają zdolność twórczego myślenia."
                  John Nash

                  Teraz dzięki Michałowi Pasterskiemu powstają nowoczesne szkoły, nie mam tu na myśli wygląd, czy wyposażenie lecz sposób ich prowadzenia, w taki sposób że nie niszcząc tego kim jest człowiek, zachować w nim zainteresowanie światem, nie stosując przestarzałego systemu nauczania który niszczy ludzi.


                • Nie wiem, kim są Ken Robinson, Mateusz Grzesiak, Michał Pasterski, znam nazwisko John Nash - ten od gier w których każdy gracz podejmuje samodzielne decyzje, nie zawiera sojuszy.
                  I powiem, że wcale mnie nie interesują (poza Nashem). Ja i Kempy mamy odmienny pogląd na scenariusz filmu, czyli na rolę dyrektora w tym scenariuszu.
                  Rolę dyrektora uważam za wiarygodną, wiarygodne jest to, że po śmierci ucznia szuka kozła ofiarnego i że padło na Keatinga. Wybór okazał się słuszny, bo Keating to głupek, z którego dało się łatwo zrobić kozła ofiarnego.
                  Twoja wiedza o uczeniu mnie przeraża. Nauka języka to również nauka o zdobyczach wiedzy o języku, jakich dokonał Noam Chomski. Tego zacofany Keating nie uczył. Na gramatyki generatywne nie trzeba być otwartym, trzeba wbrew sobie podjąć trud poznania struktury języka.
                  Znam dwa filmy w których wychowawcy nie zniżają się do poziomu Keatinga i dlatego odnoszą sukces. Jeden to „Zapach kobiety” w wersji amerykańskiej (końcówki wersji włoskiej już nie pamiętam, ale dobry film), drugi to „Szkwał” w reżyserii Ridleya Scotta.

                • Bo widzisz ja mówię o czymś inny a ty ograniczasz się do schematów jak twoim zdaniem powinna być prowadzona "nauka" oraz do tego że rola Keatinga to rola głupa, ja mam odmienne zdanie. On pokazuje że samodzielne myślenie jest ważniejsze i właśnie ludzie którzy łamią zasady w życiu odnoszą sukces. Co do bycia ofiarą to tego nie rozumiem? Przecież spełnił swoje zadanie, wbił im do głowy że są czymś wiej niż bezmózgim Yeti. On jak sam powiedział, kocha uczyć, więc spokojnie znajdzie pracę. Myśl Więcej.

                • Jest między mną a Kempym różnica zdań. Możesz wejść w komentowanie scenariusza, zachęcam.
                  Słowo nauka powinno być pisane bez cudzysłowia. Powtarzam - Twoja wiedza o zdobywaniu wiedzy o osiągnięciach NAUKI mnie przeraża.
                  Na koniec cytat z wypowiedzi pedagoga z tytułem profesorskim, Aleksandra Nalaskowskiego: „Anglia jest świetnym przykładem systemu bardzo otwartego na wszelakie eksperymenty. ... I ta Anglia, która promuje każdy eksperyment, każde wariactwo pedagogiczne, ma pięć czy sześć szkół, w których uczniowie noszą fraki, słomiane kapelusze i nikomu nie daje ich ruszyć. Bo tyle właśnie szkół trzeba, by kształtować prawdziwe elity. Tam, gdzie naprawdę chodzi o najlepszą edukację, przybiera ona model XIX-wieczny. A tam, gdzie chce się podlizywać uczniom, by ten się nie nudził i nie dokuczał nauczycielowi, dokonuje się eksperymentów.
                  Jak masz zamiar mi odpowiedzieć, to oprzyj odpowiedź na własnej interpretacji jakiegokolwiek wiersza Norwida. Będziesz całkowicie w duchu keatngowskim.

                • Czuj się zatem przerażonym.
                  "nauka" jest w cudzysłowu, myślałem że to jasne, nie lubię tego słowa, mówi on że mamy robić coś czego w pewnym sensie nie akceptujemy, zamiast robić coś z pasją, przyjemnością w szkole jesteśmy wielokrotnie zmuszani do uczenia się rzeczy które w przyszłości nigdy nam się nie przydarzą.

                  "Na koniec cytat z wypowiedzi pedagoga z tytułem profesorskim, Aleksandra Nalaskowskiego:"
                  Ha! wiedziałem, jesteś jednym z tych gości którzy słuchają innych aby mieć na ich podstawie "własne" zdanie, tego właśnie uczył Keating, problem w tym że to nie jest twoje zdanie bo sobie go nie wyrobiłeś lecz znalazłeś je gdzieś w sieci. Własne zdanie to to że ja będę robił tak jak uważam i czuję oraz odkrywał siebie, poznawał siebie, poznawał świat, a nie wierzył pustym autorytetom którzy piszą jak wygląda dajmy na to model biznesowy, to ci sami ludzie którzy nie mają nic wspólnego z biznesem ale piszą o nim książki dla kasy, problem w tym że sami nie są w stanie stworzyć żadnego biznesu.

                  "Jak masz zamiar mi odpowiedzieć, to oprzyj odpowiedź na własnej interpretacji jakiegokolwiek wiersza Norwida. Będziesz całkowicie w duchu keatngowskim."
                  Nie, po co?
                  Ale możesz śmiało już umrzeć, nic nowego się nie dowiesz, nie nauczysz i umrzesz taki jaki jesteś teraz, bo zamknąłeś się na jeden punkt widzenia, tak mają ludzie którzy myślą że wszystko już wiedzą, że są mądrzy i wykształceni, a tak na prawdę nie wiedzą nic.
                  Nie, nie życzę ci śmierci mimo że mogłeś tak to odebrać, po prostu jest mi takich ludzi żal.

                • https://www.youtube.com/watch?v=4iF-fCAuBEs

                  Myślałem o Tobie, i dlatego chcę ci podarować ten link, to tylko jedna osoba o której myślę. Tylko jedna osoba która ma podobny sposób patrzenia na świat, myślę że i moje przekonania na temat "x" jest inny niż to co moja dusza "czuje". Innymi słowy, mamy inne przekonania niż to w jaki sposób chceli byśmy patrzeć na świat.

                  Tym długim nagraniem chciałbym pokaząć ci o co mi chodziło mówiać o nowej metodzie nauczania, bardzo jestem ciekawy co sądzisz na ten temat, jeśli obejrzysz oczywiście to nagranie do czego cię gorąco zachęcam.

                • Spójrz na siebie - nie akceptujesz, jak to nazywasz, „nauki”. To znaczy usadowiłeś się poza cywilizacją. Nie chcesz czytać Norwida. To znaczy, że umiejscowiłeś się poza narodem.
                  Kim ty jesteś? Chcesz być jak Edek z „Tanga” Mrożka?

                • ok... :) a Jak podobało ci się nagranie?

                • Edek, daj spokój.

                • Czyli nie obejrzałeś, to jak możesz się czegoś nowego nauczyć myśląc że wszystko wiesz, potwierdziłeś w ten sposób to co napisałem wyżej. Szkoda, cóż, jak powiedział McMurphy w Lot nad kukułczym gniazdem: "Przynajmniej próbowałem"

        • Na początku owszem zdradzili (głównie z powodu strachu) ale pod koniec w pamiętnej scenie "Captain my captain" i to na lekcji z samym dyr. Nolanem oddali nauczycielowi swoisty hołd.

          P.S. Charlie Dalton "Nuanda" nie zdradził i wyrzucili go ze szkoły.

          • Cytuję fragment mojej wypowiedzi o zdradzie:
            „Uczył „carpe diem” a oni schwytali okazję i go zdradzili po samobójstwie kolegi. Epikureizm dla ubogich duchem - taki pomysł na wychowanie ma Keating i dlatego jest głupi.”
            Zdrada to jest zdrada, zdrada a potem hołd dla zdradzonego to cynizm. Można to rozumieć inaczej, ale nie dla mnie taka zabawa. Źle wychowani młodzieńcy zajmują się tylko sobą - raz swoim interesem, raz pokazywaniem samych siebie. Nie ma co pobłażać chłopakom i ich prowodyrowi.
            Keating to głupek, ale nie wcielenia szatana.
            A film jest dobry - pokazuje ludzkie problemy zakreślone lekką ręką, bez przepaści oddzielającej dobro od zła.

    • Na pewno nie nazwał bym Keatinga głupim, ewentualnie naiwnym i może nie do końca przewidującym. Czy Pan wogóle oglądał ten film i wie o czym mówi?!

  • Może dyr. Nolan podczas rozmowy o pracę nie zapytał się Keatinga o poglądy i stosunek do 4 filarów szkoły Welton. Albo Keating powiedział co trzeba a potem zrobił co innego. W sumie nie tak trudno jest dostać posadę nauczyciela w szkole.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: