Kto te wszytkie g... polskiego kina ogląda?

Kto na to chodzi? Jakieś pretensjonalne Andżeliki którym się wydaje że wulgaryzmy i ruchanie czynią artystką? Papierowe postacie, jakieś warszawkowe kalki.
Kto tak mówi? Kto tak żyje? Kogo obchodzą dylematy tych wszystkich pretensjonalnych palantów? Gdzie filmy o ciekawych ludziach z głębią którzy mają coś do powiedzenia i do przeżycia? Chyba debile w tym kraju piszą scenariusze dla aktorów debili a potem oglądają to inni debile. Załamać się tylko.

24
  • Trzeba oglądać kino wszelkiej klasy, by mieć jakieś porównanie i by móc się w ogóle brać za ocenianie filmów.

    • Czy musisz osobiście obejrzeć "Modę na sukces" czy inną "Zbuntowaną" żeby wydać opinię, że to szmira? Wystarczy zapoznać się ze schematem, konwencją i jeżeli dany produkt do niego pasuje to z 99% prawdopodobieństwem ocena będzie prawidłowa.

      • Pasuje zobaczyć przynajmniej kilka odcinków, żeby mieć własne zdanie, a nie sugerować się opinią innych ludzi.

        • To bez sensu. Równie dobrze można uznać, że trzeba samodzielnie pojechać na biegun północny, żeby sprawdzić czy jest zimno i przelecieć się na Księżyc, żeby sprawdzić czy naprawdę grawitacja jest śladowa, a ziemia nie jest płaska. Poza tym wiedza na temat fabuły i konwencji to nie "sugerowanie się opinią", bo odnosi się do faktów nie ocen. Jeżeli pięćdziesiąt osób zgodnie twierdzi, że film jest o miłość Manuela do Manueli to wiadomo czego się spodziewać. Jedni mogą uważać, że filmy o miłości Manuela do Manueli są beznadziejne kiczowate a inni, że wzruszające i piękne i to już podlega ocenie, ale fakty to fakty.

          • Ale film zupełnie nie jest tożsamy z podróżą na Biegun Północny. To, że na Biegunie Północnym jest zimno to nie jest subiektywna opinia, tylko faktycznie zostało to poświadczone wieloma badaniami i konkretnymi dowodami. Film z kolei jest rzeczą całkowicie subiektywną, zależną od wrażliwości odbiorcy. Każdy z nas jest inny, ma odrębne doświadczenia, każdego może poruszyć coś innego, dlatego uważam, że każdy powinien we własnym zakresie ocenić konkretną produkcję. Takie jest moje zdanie.

            • No i tu się nie zgodzimy, bo ja uważam, że o ile w krytyce profesjonalnej nawet obowiązkiem powinno być obejrzenie/przeczytanie/wysłuchanie tego co się ocenia, bo za to krytykowi ktoś płaci i ma zadanie do wykonania, o tyle w amatorskich, hobbystycznych obszarach to często strata czasu. Bardzo cennego czasu. Zbyt cennego czasu by poświęcać go na oglądanie kolejnych szmir i niuansowanie, która jest troszkę bardziej tragiczna a która troszkę mniej tragiczna. Obserwuję sobie filmweb od bardzo dawna i pewnym momencie pojawił się nie wiadomo skąd ten moim zdaniem zupełnie niemądry paradygmat, który wszyscy zaczęli powtarzać: "nie oglądałeś to nie oceniaj". Rozumiem, że to taki retoryczny sposób "usadzania" oponenta. Bardzo wygodny na forach. Ale moim zdaniem zasada powinna być inna, jeżeli mowa jest o filmach na tyle podobnych do siebie, że można je zaliczać do wspólnego nurtu, to na tym kto broni filmu powinien ciążyć ciężar wykazania, że jakoś się pozytywnie wyróżnia od reszty chłamu. I wskazania na czym konkretnie polega to wyróżnienie in plus. Podam inny przykład, wszyscy znają popularne serie ("franchise") typu Akademia Policyjna, American Pie, Wrong Turn itp. Czy trzeba obejrzeć każdy z tych filmów, żeby wyrazić opinię na ich temat? Oczywiście nie, co najwyżej można niuansować w stylu: "dwójka była lepsza od trójki, bo.... blablabla". A jeżeli ktoś uważa, że przez nie obejrzenie np Akademii Policyjnej IV albo kolejnej polskiej komedii romantycznej straciłem jakąś bergmanowską głębię, subtelną metafizykę i skrzące się subtelnością dialogi to niech to sam konkretnie wykaże na przykładzie gdzie tu cudeńka były, bo naprawdę nie mam czasu na oglądanie wszystkich chłamów na świecie. Naoglądałem się ich już od złotych czasów VHS naprawdę zbyt wiele.

  • Wydaje mi się jednak, że żeby oceniać to jednak warto zobaczyć. Przynajmniej cześć. W przypadku tego filmu wyszedłem w trakcie ale widziałem wiele opinii na temat innych filmów, które były przynajmniej Ok w moim mniemaniu wiec jeśli oceniałbym na podstawie czyjejs opinii to mógłbym żałować. Porównanie opiniowania filmu z biegunem na który nie musisz jechać żeby wiedzieć czy jest zimno... hmm no słabo mnie przekonuje bo temperatura w określonej skali jest jednak bardziej mierzalna niż ilość gwiazdek na portalu internetowym bo -20 na termometrze nie zależy od tego czy uważam ze to zimno czy może uważam że zimno jest dopiero od -25.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o