Dobry film, dobra historia

Chciałem dać 8/10 ale czegoś mi w nim brakowało. Momentami się nudziłem, ale ogólnie
cała historia "bohaterów" była świetna, prawdziwa... zachęcam do obejrzenia. Wspaniała muzyka i motyw nieułożonej chronologicznie fabuły dodaje to coś temu filmowi...
Sam na pewno do niego wrócę, bo za pierwszym razem nie wszystko zrozumiałem.

2
  • Nie wiem - może się uprzedziłam, ale to kolejny film Eastwood'a, który niekoniecznie mnie przekonał. Momentami nużący i z lekka męczący ;\

  • Nawet nie zauwazylam, ze byla jakas muzyka..obejrzalam film jednym tchem..baardzo mi sie podobal

    • Jednym tchem obejrzałeś te wszystkie bankiety? Ogólnie całego filmu nie obejrzałem, bo mnie irytowała powolność toczenia się akcji. Zero emocji. Strzelają do Amerykańców jak do kaczek. Może tu wyjątkowo nie byli najeźdźcami, ale ogólnie gloryfikacja Ameryki? Za to, że albo przychodzili na gotowe albo mając miażdżącą przewagę raczyli ruszyć leniwe zadki? I że ta wojna ich już męczy. Straszne. Polaków bawiła...

      • Kazdy z nas jest inny i szuka innych emocji..cos innego nam sie podoba..mam inny odbior filmu niz Ty..nie widze gloryfikacji..ja widze mechanizmy, ktore tymi wojnami kreca..chlopakow, ktorzy przeszli pieklo a na sile ciagano ich po babankietach..jak jakies pacynki..groteskowo brzmia slowa o zakupie akcji wojennych wymieszane ze wspomnieniami umierajacych kolegow chwile wczesniej...mysle, ze to celowo bylo tak wybeltane zeby pokazac w co byli uwiklani glowni bohaterzy..caly ten film jest jednym wielkim tragizmem glownych postaci..tacy bohaterzy nie bohaterzy..przeszli swoje i byli poklepani za to po plecach..ale zolnierz bohater potem nawet pracy na poczcie nie dostal, bo kwalifikacji zabraklo..indianin, ktory przez chwile myslal, ze walczy w chwale za swoj kraj byl wyrzucony z baru..bo tu sie indian nie obsluguje..
        Ja sie na filmie nie nudzilam..bardzo mi sie podobal..bardziej niz listy z iwo..czy snajper..

        Co do najezdzcow..inni te wojny wypowiadaja a inni na nich walcza i gina...my tez czolgami wjechalismy do czeskiej pragi..to nigdy nie jest zdecydowanie czarne albo biale..

        • Uważam wojnę ogólnie za głupotę, ale jak ktoś atakuje nasz kraj to jest to niestety konieczność. Dlatego też rozumiem czemu Amerykanie zareagowali na atak Japończyków. Żołnierz bohater czy nie bohater to zwykle jest mięso armatnie nie posiadające wykształcenia, które idzie na wojnę, bo mu wmówią, że trzeba walczyć za kraj. Wykształceni albo na wojnę nie idą albo dowodzą, tym bardziej, że USA miało znaczną przewagę militarną. O tyle wojny z USA są śmieszne, że nie dzieją się na ich głównym terenie. Polacy musieli bronić swojego kraju, a Japońce nawet jakby chcieli przejąć USA to jak? Taka wojna na odległość.

          Ogólnie bycie na wojnie to straszna sprawa, ale jednak wydaje mi się, że o wiele łatwiej walczyć jeśli się wie, że rodzina bezpiecznie siedzi w USA niż, że jak ty walczyć to ci kogoś bliskiego zarzynają.

          • Ja sie z Taba zgadzam ze wojna to szit..ale nie oceniamy wojny jako zjawiska bo to inna dyskusja..nie jestem znawca,ale troche wojennych filmow obejrzalam..i na mnie calosciowo jako produkcja, ale tez uchwycenie pewnych problemow, robi dobre wrazenie..estetyka oraz inne parametry na 5+..nie chce silowac na argumenty co sie komu podoba, bo ten sam obraz inaczej kazdego dotyka..mnie ten film dotknal, a nawet poruszyl i polecam do obejrzenia..a Ty widziales 30 min i sie ze mna klocisz, ze gniot

            • Przed tym filmem zapytano mnie czy lubię filmy wojenne, a ja tak pomyślałem, że jakiś dobrych to nie pamiętam. -"A czemu nie lubisz?" w sumie to nie wiem czy lubię czy nie lubię, obejrzyjmy ten zobaczymy. No i się dowiedziałem, że nie lubię tego rodzaju filmów, bo mnie nie rusza heroizm bohaterów, którzy walczą posady tych na górze, a nie o kraj. Mam się wczuć w bohatera, a bohaterów pokazują jako idiotów, którzy biegną do generała, żeby dostać pozwolenie na masturbację. Innych bawi to, że jakiś debil co prawda, ale wypadł za burtę i zginie. Do tego wszyscy w tych mundurach wyglądają tak samo. Ja lubię filmy w których można sympatyzować z jakimś z bohaterów lub chociaż utożsamiać się z częścią cech bohatera. Tego w tym filmie nie odnalazłem i nie mówię po 30 minutach, że to gniot tylko po około 45-60, że nie dałem rady oglądać. Po prostu szalone retrospekcje co chwila i skacząca akcja z wojny na bankiet, z bankietu na wojnę mnie strasznie irytowała. Poza tym nazwanie kogoś bohaterem kto atakuje japońską wyspę, żeby można potem zaatakować japońską ludność cywilną to chyba trochę przesada.

              • Bede sie upierac..dla mnie ten film jest dobry..akurat wojna jest tu tlem, ale historie chlopakow sa dosc uniwersalne..oczywiscie machina wojenna niesie ze soba wiekszy tragizm i poszczegolne historie sa silniejsze w wyrazie, przekazie itd..
                Akurat nie Twoja estetyka, tak bywa..ja tez nie lubie wojen i wtedy gdy obejrzalam sztandar szukalam dobrej komedii..z braku laku padlo na ten film..nie zaluje, ze sie nie posmialam, bo po filmie zostalo cos do przemyslenia

                • Wczoraj obejrzałem sobie zupełnie inny film "Pan życia i śmierci". Akcja toczyła się tam o wiele szybciej, a też można było sobie co nieco przemyśleć. Chociaż w jednym i drugim filmie rozczulających się nad tragedią życia gasi jedna pointa: ludzie bd się zabijać, bo tak chcą ci na górze. To jest dla nich zysk.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o