Iluzja "american dream"

"Sztandar chwały" oceniłem na 4, chilli poniżej oczekiwań. Eastwood
kręcił lepsze filmy - wcześniej ("Co się wydarzyło w Madison County?")
czy później ("Gran Torino". Tu brakuje jakby emocji. Film nie wzrusza,
nie wzbudza w widzu żadnych emocji. Irytują za długie sceny, nużący
montaż, nachalne retrospekcje oraz długość projekcji. Dwie godziny to za
dużo jak na ten temat (przy czym należy jeszcze pamiętać, że podobną
długość ma drugi wchodzący w skład dyptyku film "Listy z Iwo Jimy").
Wydaje mi się, że Eastwood tym razem kręcił w wielkim pośpiechu, bo
nawet aktorstwo (zwykle wybitne lub przynajmniej na bardzo dobrym
poziomie) niczym nie zachwyca, a co gorsza irytuje.
Film za bardzo chce przypominać "Szeregowca Rayan`a". Notabene Spielberg
jest producentem obu obrazów, co mogło spowodować, że powstał produkt
wtórny z firmy Dreamworks. Poza tym moim zdaniem "Sztandar chwały" mimo
swojej patetyczności i powagi podejmowanego tematu, nie wnosi do kina
nic nowego. Jest wtórny i nie zmusza widza do myślenia. Moment po
wyłączeniu komputera już zapomniałem o tym filmie.
Jednakże należy dodać, że nawet gorszy film Eastwooda i tak wybija się
ponad komercyjną papkę z hoolywoodu.
Podsumowanie: porażka poniżej oczekiwań. Nie warto tracić czasu. Dla
wiernych fanów "Brudnego Harry`ego". Może lepiej obejrzeć drugą część
dyptyku? Jeśli nadarzy się okazja to czemu nie...

1
  • użytkownik usunięty

    Podpisuję się pod zdaniem kolegi. Obejrzałam najpierw Listy z Iwo Jimy a następnie Sztandar Chwały i tym drugim porządnie się rozczarowałam. Po pierwsze film ma niewiele wspólnego z filmem wojennym. To, że się zupełnie nieskładnie wkleja migawki z wojny to jeszcze nie przeświadcza o tym, że się robi film wojenny. Tak naprawdę jest to film o zbieraniu funduszy i marnym losie bohatera wojennego ( i to jak na ironię bohatera, którym nie jest). Nudą wieje strasznie- dwie godziny na taką kreację to zdecydowanie za dużo. Amerykański patos czuć na odległość.
    Daje filmowi 3, bo jest nie tylko " poniżej oczekiwań" ale poważnie rozczarowuje i nie jest na miarę Eastwood'a.
    A jak na ironię- Listy z Iwo Jimy są naprawdę niezłe. świetnie ukazują Japońca- żołnierza, jego los, okrucieństwo wojny, desperację ale i geniusz dowódcy. I ten film polecam.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: