zenujacy pokaz, w ktorym ofiara staje sie zartem

gdyby Selma nie zostala stracona z przyjemnoscia wlasnorecznie skrecil bym jej kark!!! z calym szacunkiem dla bjork (zwlaszcza dla jej muzyki), ale zdecydowanie powinna skupic sie na tym co potrafi robic najlepiej.
w trakcie ogladania tego filmu zostalem zmanipulowany, opluty, obrazono moja inteligencje, dokonano gwaltu na mojej psychice. jedynym uczuciem, ktore wzbudzil we mnie tenfilm byla czysta nienawisc do glownej bohaterki.
widzialem ten film dwukrotnie. za pierwszym razem bylem w kinie ... i nie moglem powstrzymac sie od smiechu patrzac na ta niedojde.
von trier jest pierwszym z rezyserow, ktorego cenilem, a ktory mnie tak potwornie zawiodl. ten film to poprostu kicz, nieudany eksperyment, kiepski dowcip.
jedyna rzecz, ktora w tym filmie imponuje to strona wizualna. btw. zastanawiam sie ile kamer zostalo uzytych w tym filmie. samo stylizowanie tego filmu na dokument,bylo swietnym pomyslem (rowniez ze wzgledu na ''aktorski talent'' Bjork). Ich nagosc, chlod , chaotycznosc skontrastowana z ujeciami musicalowymi, ktore krecone byly statycznymi kamerami i wyraznie zostaly rozjasnione, prezentuje sie rewelacyjnie, i przy okazji wyraznie zarysowuje granice pomiedzy jawa, a fantazja.
milo bylo rowniez zobaczyc katrine. latwo mozna dostrzec kto tu jest aktorem, a kto tylko''czuje''.
z tym ''czuciem'' to jest kolejny nonsens (czuciem nie zastapisz brakow w warsztacie), ale juz moze nie bede sie znecac nad biedna bjork.
fabula: gdyby selma zostala zgwalcona przez kosmitow, to bylbym ostatnia osoba, ktora bylaby zaskoczona.
jesli dobrze zrozumialem umowe z rezyserem to polegac ona ma na tym, ze: on pokaze mi niedojde,ktora on bedzie gnoil podlug wlasnego widzimisie, a ja nad nia mam ronic lzy. ja wiem, ze zycie bywa kurewskie, ale nie musze chodzic do kina tylko po to zeby sie o tym dowiedziec. banal, naiwnosc, kpina.
nie chce mi sie juz wiecej pisac na temat tego gniotu...przykro mi, ze wyszlo to tak emocjonalnie, ale nie moge sie powstrzymac... chyba za bardzo to ''poczulem'' kjm!!!

5
  • tak: zażenowanie - to najlepsze określenie tego, co odczuwa się po obejrzeniu tego straszliwego kiczu. Zwłaszcza jeśli cenisz von Triera.
    Nie potrafię pojąć jak ten sam człowiek może zrobić "tańcząc.." i np. "dogville". Dwa wykluczające się światy.

    • użytkownik usunięty

      Hmmm.... Dla mnie ten film jest naiwny,bardzo naiwny. Glowna bohaterka ze swoimi minami mnie nie przekonala,niestety. Bylam podeksytowana,myslalam sobie: tak go tutaj chwalą! Ten film musi byc genialny!
      Bardzo sie rozczarowalam. Co prawda podobala mi sie milosc matki do dziecka,ale w sumie film wypadl slabo. Dlugi okropnie i nużący. 3/10.

  • użytkownik usunięty

    dobrześ gościu to przedstawił. Oboje mamy niskie EQ, ale chyba nie o to idzie by pójść na łatwiznę w fabule, jak w Zielonej Mili. dać tematy choroby, bólu, cierpienia, biedy, słabości i widz ryczy. no coś się musi wydarzyć poza tym. też doceniłam Deneuve no i bardzo mi się podobała rola Peter Stormare [Jeffa] , choć przyznam tylko czekałam aż on ją zgwałci w lesie czy gdzieś, a tu nic;p
    troszkę zarozumialstwem i stylem "moja racja najmojsza" lecisz Łukaszu, byłabym łagodniejsza, bo nie ma się czym chwalić-że my tacy ułomni emocjonalnie...

    Nie znam się na "warsztacie" kamerach itd. Film oglądam by coś wynieść z fabuły.
    "w trakcie ogladania tego filmu zostalem zmanipulowany, opluty, obrazono moja inteligencje, dokonano gwaltu na mojej psychice." to byś rozwinął...
    "jedynym uczuciem, ktore wzbudzil we mnie tenfilm byla czysta nienawisc do glownej bohaterki. " złyś człowiek;p
    To co nas najbardziej wkurza u innych okazuje się być nasza wstydliwą cechą, którą spychamy w głąb siebie;p Zaakceptuj swoją ciapowatość, Łukaszu z Londynu;p

  • a ja wam powiem, że mi sie podobał...taki miał być...taka miała być bohaterka, naiwna i głupia, która wyrwała się z demoludów i szukała szczęścia za Wielką Wodą. W kraju gdzie miał się spełnić jej American Dream...a gdzie brutalnie została skarcona za swoją głupotę i naiwność...i te musicalowe sceny nagrywane w ten a nie inny sposób...dla mnie świetnie. Według mnie film miał być przerysowany i był...banalna historia jakich wiele przedstawiona w banalny sposób...ot filozofia :)

  • Mocne słowa ale dość prawdziwe. Najprościej film miał wzruszyć, wzbudzić współczucie w głównej bohaterce, a było odwrotnie, czekało się kiedy ją powieszą i to się skończy... Rzadko tak bardzo czekam na końcowe napisy. Bardziej można współczuć nawet menelowi spod sklepu niż głównej bohaterce. I nie jest to objaw znieczulicy, tylko zniesmaczenia całą historią, bo zostało to opowiedziane jak dla kompletnego debila (nie obrażając debili), a i debilowi by się nie spodobało (mogę być debilem co mi tam). Do Zielonej Mili to się nie umywa. Tam zostało to jakoś zbudowane i nie jest to pokazane oczami Coffey'a, a w tym filmie wszystko widzimy z perspektywy Selmy, co jest męczące.

    Strona wizualna bardzo mocna, również Bjork w kwestii śpiewu spisuje się wyśmienicie, ale co z tego kiedy historia męczy i budzi obrzydzenie, a powinno być inaczej.

    • Cny, ale widzisz, zielona mila to bajeczka (bardzo dobry film, nie przeczę), zaś takie Selmy, osoby nie przystosowane do życia istnieją naprawdę. Von Ttrier (podobnie jak Herzog w Stroszku) pochyla się nad tymi osobami i stara pokazać świat ich oczami. Stara się wzbudzić widza właśnie do próby spojrzenia ich oczami, do próby ich zrozumienia.

      Do tego uważam, że w tej całej swojej naiwności, ukazała cechy "nadczłowieka", który zdawał sobie sprawę z tego jaki jest i podporządkował swoje całe życie jednemu celu - poprawy życia swojego syna.

      Ponadto, myślę, że film można uznać za głos w dyskusji nad karą śmierci i ukazania całej emocjonalnej otoczki wokół, tak samo jak Krótki film o zabijaniu Kieślowskiego, był takim głosem w Polsce. Tu przyznam rację, że ten przekaz w przypadku Tańcząc... był może zbyt dosadny i łopatologiczny, przez co może tracić na wydźwięku.

      (W przeciwieństwie do filmu Kieślowskiego, który filmem łatwym wcale nie był, a wręcz np. na festiwalu w Korei (chyba?) został odebrany, nie jako film o bezsensowności takiej kary, a film o nieuchronności kary)

  • Hmm wydaje mi się nie rozumiem o czym piszesz. Bo widzisz jak dla mnie ta twoja argumentacja jest cienutka. Może nie umiem czytać między wierszami, ale ja ten twój post czytam i analizuje tak:

    "obrażono moją inteligencję, itp"- argument: "pokazano tam niedojdę..., nie mogłem się powstrzymać od śmiechu..., życie jest kurewskie..nie muszę chodzić do kina, żeby o tym wiedzieć"

    pomijając grę aktorską, ciężko nie być niedojdą kiedy jest się sukcesywnie ślepnącą emigrantką, samotnie wychowującą syna, mającą problemy finansowe... no chyba że twierdzisz, że na jej miejscu dzielnie kroczyłbyś przez życie (chyba o białej lasce) i zawsze walczył o to na co akurat masz chęć, wówczas się nie kłócę. Niedojda, która zebrała ponad 2000 dolarów na operację syna i nie chciała ocalić siebie, żeby synowi się nie pogorszyło? No, niedojda rzeczywiście...

    Mogła cię śmieszyć gra aktorska, jak najbardziej u niektórych mogła wywołać wrażenie, że pochodzi rodem z przedszkola. Ale tak cię rozbawiły problemy niewidomej osoby?

    Twierdzisz, że reżyser chciał ją opluć ze wszystkich stron, zakpił sobie z Ciebie, bo chciał, żebyś się wzruszył. A jednocześnie niby tak znasz "kurewskość" życia, że nie potrzebujesz chodzić do kina.

    A ja Ci powiem, że też trochę kopów w dupe od życia przyjąłem, ale wiem o takich przypadkach, gdzie naprawdę los bije tych ludzi po mordzie i to naprawdę mocno i ze wszystkich stron, a na koniec ładuje im magazynek czterdziestkipiątki w pierś. I znam nawet pare osób, które dostają też mocno, może nie aż tak jak Selma, ale mocno i non stop.

    Ja myślę, że reżyser wyciągnął z życia ten pomysł, to było prawdopodobne, wyjdę na ignoranta, ale ten film mógł się nawet opierać na prawdziwych wydarzeniach. Film miał przypomnieć ludziom, którzy wiedzą jakie podłe potrafi być życie, że gdzieś tam naprawdę są takie Selmy, żebyśmy wiedzieli na jakim świecie żyjemy. Czyli może jednak powinieneś pójść czasem do kina, żeby poznać podłość życia? Oczywiście, nie chcę Cię pouczać, czy coś w tym stylu, alo to pytanie wydaje mi się na miejscu.

    Co do formy, gry aktorskiej nie wypowiadam się. Każdy może mieć tu swój gust. Muscial albo jest lubiany albo nienawidzony.

    PS: Jeżeli źle zrozumiałem twoją wypowiedź, twoją argumentację nakieruj, jeśli możesz, na właściwy tok myślenia. No i bez urazy ;-)

  • Nie zgodzę się co do oceny gry Bjork, zagrała w sposób w jaki oczekiwał od niej von Trier. Wystarczy obejrzeć jakikolwiek urywek z pierwszej części trylogii* ("Przełamując Fale"), by zobaczyć, że postać Selmy jest kalką postaci Bess (graną przez Emily Watson). Obie bohaterki miały być stylizowane na kobiety prostolinijne, dobroduszne, pełne ufności wobec świata, skłonne do bezinteresownych poświęceń, a wszystko po to by zbudować kontrast pomiędzy nimi a brutalną rzeczywistością. Sprawiają też wrażenie osób lekko upośledzonych, co jest celowym zabiegiem, bowiem postawa altruistyczna jest czymś wyjątkowym w świecie w którym przyszło im żyć i jest postrzegana jako oznaka nieprzystosowania, swoistego "defektu" psychicznego.

    Natomiast zgodzę się z Tobą w innej kwestii. Niestety "Tańcząc w Ciemnościach" jest w głównej mierze wyciskaczem łez, ale o tym za chwilę. Właściwie obraz nie zaskakuje niczym nowym, oprócz musicalowych wstawek Lars kopiuje sam siebie. Z jednej strony powiela pomysły, niemal w każdym punkcie, z "Przełamując Fale" (spojlery!), począwszy od zachowania głównej bohaterki (to co opisałem wyżej), poprzez motyw poświęcenia (Selma dla syna, Bess dla męża), a na tle społecznym kończąc. O ile pierwsza część trylogii bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła swoją oryginalnością, nagromadzeniem ciekawych pomysłów, zaskakującymi rozwiązaniami w fabule, o tyle "Tańcząc w Ciemność" mnie po prostu rozczarowało. To dobry film, ale jak na Triera to za mało. Nawet innowacyjny zabieg z musicalową formą jest dyskusyjny, może zachwycać, ale może też drażnić, mnie częściej drażnił. Jednak najbardziej irytująca była łzawa atmosfera, która od połowy trwania filmu, zdominowała obraz. Festiwal cierpienia i współczucia, jednostronnych emocji aż do końca. Jedyne co może robić widz to zmieniać chusteczki, o ile nadąży. Nie chce być złośliwy, ale to co kojarzyło mi się najbardziej z atmosferą w ostatniej godzinie filmu, to cierpiętnicza mina Willa Smitha z "Siedmiu Dusz".

    *porównuję "Tańcząc w Ciemnościach" tylko do "Przełamując Falę", ponieważ drugiej części trylogii ("Idioci") jeszcze nie widziałem.

  • użytkownik usunięty

    ,,...jesli dobrze zrozumialem umowe z rezyserem to polegac ona ma na tym, ze: on pokaze mi niedojde,ktora on bedzie gnoil podlug wlasnego widzimisie...''
    Ja zrozumiałam inaczej. Dla mnie ten film to manifest przeciw karze śmierci i opowieść o tym, jak pozory moga mylić. Zgadzam się, ze nieco naciągana. Osobiście najbardziej zirytowała mnie scena, w której Selma dotrzymuje obietnicy milczenia...trupowi- idiotyczne zwłaszcza biorąc pod uwagę jaką postacią była- matka, dla której liczy się wyłącznie dziecko.
    Mimo to film oceniam bardzo pozytywnie. Plus za muzykę i pomysł przedstawienia całej historii w formie musicalu. Obsadzenie Bjork w głównej roli i ogólny przekaz filmu też mi się podobał. Daję 9.

  • widze prawdziwych znawców kina... połowa dała 1/10... x-men pewnie 10/10 nie?? ach... nie chce mi sie z wami gadać...;)

  • Jest jedna zasadnicza przeszkoda w zaakceptowaniu tego filmu i historii - pewna elastycznosc umyslu.

    Czy potrafi się zostawic w tyle swoje wyobrażenia i oczekiwania od filmów? Bo Trier rzadko wpasowuje się w te ramy.

    Czy zaakceptujemy to, że będziemy sobie poddani bombardowaniu rozmaitych skrajnych uczuć, przez celowe naginanie odpowiednio ku temu rzeczywistosci? (tak jak akceptujemy to w komediach)
    Czy dopuścimy nowe rodzaje emocji, które z filmu będą na nas atakować i uznamy to za fajne przeżycie?

    W "Tańcząc w ciemnościach" nie ma klasycznego, prostego, dobrodusznego współczucia. Balansujemy właśnie między potępieniem głównej bohaterki, oraz podziwem dla niej. Na dodatek pojawiają się sceny ekstremalnie nacechowane emocjami łzywyciskającymi (jak choćby egzekucja). W rezultacie w głowie powstaje mętlik i można się czuć jakby przez głowę właśnie przegalopowało stado bizonów.

    Trzeba umieć powiedzieć - fajne to było.

    Na dodatek: Bohaterka i świat jest rodem z fantasy (jak elf w zaczarowanym świecie). Trzeba więc czuć klimaty fantastyki.


    A poza pustymi doznaniami cóż ciekawego można można jako pożywkę dla umysłu znaleźć?

    Moim zdaniem - postawione zostało pytanie o granicy poświęcenia. Mi po filmie całkiem fajnie, owocnie i długo się to rozważało. A wiec od tej strony to troche takie dużo uboższe "Przełamując falę"



    Ja potrafię cieszyć się i czerpać przyjemności z filmów Triera, nawet mimo że chyba wszystkie zrozumiałem na opak niż były intencje reżysera (znalazłem w nich potwierdzenie przeciwnych tez niż to w zamysle mial Trier)

    Nie potrafię natomiast wykazać się podobną elastycznością umysłu w przypadku wielu filmów, np gdy konflikt światopoglądowy następuje, a reżyser nie wykazał się wystarczającym obiektywizmem. Np nie lubię "Labirynt fauna".

    Nie potrafie również znajdować przyjemności w przeorywaniu umysłu dużą dawką emocji wynikających z oglądania filmów gore. Obrzydzenie to przewyższa.

    • ales sie uczepil tego labiryntu fauna
      moze i tam historia byla pokazna stronniczo
      moze i jednych przedstawionno jak heroicznych bohaterow a drugich jak drani
      pewni tacy i tacy byli po obydlu stronach
      wazniejsze w labiryncie fauna jest jak ta historie odbiera ta dziewczynka
      jak w odpowiedzi na okrutna rzeczywistosc buduje podobnie przerazajacy fantazyjny swiat

  • rozumiem, można Bjork nie lubić, może nie podobać się grana przez nią postać, ale jak można powiedzieć, że sama jej gra jest beznadziejna, zwłaszcza gdy dostała za nią od cholery nagród, wyróżnień i nominacji.

  • po co było katować sie drugi raz?
    PORAŻKA!

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: