Krótka historia mojego "Titanica".

"Titanic" to jeden z tych filmów, które pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Miałem 7 lub 8 lat, kiedy widziałem go z Rodzicami po raz pierwszy. Ten seans nadal jest w mojej pamięci, jako niezapomniane przeżycie. Jak wiadomo nie byłem wtedy wytrawnym koneserem kina dramatycznego, więc film wywarł na mnie ogromne wrażenie. Byłem tak zachwycony, że wszystkich dookoła zamęczałem opowieściami o "Titanicu". Wtedy nie wiedziałem, że ta historia jest banalna. Nie wiedziałem, że "to już było". Nie wiedziałem, że jest przesłodzony. W ogóle mało wiedziałem. Nie potrafiłem ocenić filmu inaczej niż przez pryzmat prawdziwych, dziecięcych emocji. Kierowałem się sercem, a nie rozumem i doświadczeniem. Gdybym miał wtedy konto na Filmwebie to pewnie wystawiłbym murowaną dziesiątkę. Później dorosłem, obejrzałem setki filmów i odkryłem, że ten cały "Titanic" to jakiś banał dla nastolatków - zgadzałem się z rówieśnikami, z którymi poklepywaliśmy się po plecach i innymi "krytykami" kina powtarzając, że jest to film pozbawiony oryginalności, intelektualnej głębi, moralizatorskiego przesłania dla świata, bez polotu w formie, a w treści to już w ogóle... Nawet efekty specjalne nie robiły na mnie już żadnego wrażenia. Nie widziałem w nim już niczego pociągającego; kojarzył mi się z obciachem, z "boskim" DiCaprio, który dla mnie był obrzydliwy, ze sceną na dziobie i patetyczną muzyką, której nie mogłem już słuchać. Kiedy założyłem konto na Filmwebie wystawiłem mu ocenę 6, żeby z jednej strony nie przesadzić z krytyką klasyka, a z drugiej nie narazić się na śmieszność w środowisku wielbicieli kina. Przez kolejne lata obejrzałem kolejną "setkę" hollywoodzkich produkcji, określiłem się gatunkowo, dojrzałem. Wiedziałem już, co mi się podoba, co nie. Wiedziałem, czego oczekuje po kinie. Wiedziałem, jakie ujęcie jest dobre, gdzie realizatorzy "pojechali" z montażem, a w których momentach scenariusz lekko kuleje. Prawie na nic się to wszystko zdało, bo cała moja wiedza, doświadczenia i "profesorskość" w temacie kina legły ostatecznie w gruzach. W ostatnich dniach, w wieku 27 lat, obejrzałem "Titanica" po raz drugi lub trzeci (już nie pamiętam, czy widziałem go w międzyczasie). Film wywarł na mnie dokładnie takie samo wrażenie, jak przed dwudziestu laty. Może nawet większe, bo patrząc przez pryzmat tych wszystkich filmów, które w tym czasie widziałem, wreszcie dorosłem lub po prostu dojrzałem do tego, żeby w ocenie filmu pokierować się nie tylko rozumem i osobistą ambicją, ale i sercem. A "Titanic" chwycił mnie za serce bardziej niż wszystkie inne, doskonałe i ambitne filmy, które widziałem. Doszedłem do wniosku, że taki obraz nigdy już nie powstanie, bo nastąpiło pewne przewartościowanie wśród widzów i twórców współczesnego kina. Cieszę się niezmiernie, że moje filmowe życie zaczęło się wraz z obrazem, któremu po tak wielu latach, w pełni świadomie, zmieniam ocenę na "10".

43
  • Oglądałeś dzisiaj Titanica? :)

  • Mam podobnie :). Pięknie to opisałeś.

  • Skoro masz 27 lat, to pewnie jesteś z 89 rocznika, więc nie mogłeś go widzieć w wieku 7 lat, bo ten film jest z 1997 roku ;) Ja jestem z 91, i widziałem go po raz pierwszy raz na kasecie w 1998 roku. Niesamowite lata i wspomnienia.

  • Właśnie oglądałem i mam identyczne odczucia! Zupełnie to samo... Takich filmów już nie robią, kiedyś liczyła się historia dziś za duży nacisk kładzie się na $.

  • Ten seans też zapadł w mojej pamięci............jako strata czasu.

  • użytkownik usunięty

    No to teraz ja opiszę moją historię. :)

    Przez wiele lat wielokrotnie oglądałam "Titanica" czy to na vhs czy w telewizji, największe wrażenie oczywiście robiła na mnie sama katastrofa, ale lubiłam w sumie cały film, choć romantyzm to zbiór błędnych założeń ;).. Ale wracając do tematu - jakiś czas temu kupiliśmy go na blu-ray. Duży ekran lcd, kolumny podłogowe, surround. Jak zwykle zrobił wrażenie, ale nie było to coś czego już wcześniej nie doświadczałam. Ot po prostu oglądałam podziwiając wyraźny obraz. :)

    Niedawno kupiliśmy projektor full hd. Taki kaprys. Wieeeeelki ekran, na całą ścianę. Plus mocne basy z kolumn.. Po prostu kino, w domu. Oglądaliśmy na nim parę filmów. Projektor wyciąga z nich to co najgorsze bądź to co najlepsze.

    Z "Titanica" wyciągnął tyle, że po raz pierwszy trudno mi było obejrzeć film do końca z tego powodu, że był a ż t a k d o b r y.
    Czułam, że tracę panowanie nad sobą. Nie przeszadzam. :D Do śmiechu mi wtedy nie było.. Miałam napięte czoło, oczy mi łzawiły, na ustach był grymas niesmaku wobec tego realizmu.

    Oglądałam ok. 600 filmów, wiem bo sprawdzałam przy pomocu Filmwebu. :) Czasami się wzruszałam, czasem nawet oglądając chałę. Niekiedy zmieniałam zdanie na temat jakiegoś filmu. Ale czegoś takiego to nigdy nie przeżyłam. Kto tego nie zobaczy na projektorze ten zobaczy tylko jakąś namiastkę i zapewne nie da 10/10. Sama bym kiedyś tyle nie dała.

    • Z całym szacunkiem, ale w Twoim przypadku to nie żadna historia, ale recenzja sprzętu RTV, którą powinnaś raczej zamieścić na stronach MediaMarkt wystawiając pięć gwiazdek. Ja nie oglądałem filmu na projektorze ani nawet kinie, jak znaczna część odbiorców, a wystawiłem 10... Osobiście pamiętam film z kasety VHS, szumami w tle i skaczącym obrazem. Z chwilą refleksji cofnąłem ocenę do 9, bo uznałem, że wystawienie najwyższej oceny byłoby jednak krzywdzące dla filmów, które uznaję za niepodważalnie wspaniałe. Dla prawdziwych miłośników kina nośnik i formuła nie mają większego znaczenia - romantyzm nie jest dla nich zbiorem błędnych założeń i nie potrzebują mocnego basu uderzającego z subwoofera, by zachwycić się obrazem.

      • użytkownik usunięty

        Ta jasne :) wrażenia są super, a Ty się przesiadaj na projektor jak masz kasiorę albo w przyszłości w niego inwestuj, bo wrażenia są cudne.

        • W przeciwieństwie do Ciebie nie mam pracowniczych bonów na zakupy RTV, ale gdyby kroiła się jakaś firmowa promocja to możesz dać znać. A tak całkiem poważnie: marna prowokacja, ale przyznam szczerze, że się uśmiałem, więc gratuluję pomysłu:-)

          • użytkownik usunięty

            Bo kupienie projektora jest nieosiągalne, kosztuje tyle co droższy smartfon. :)

            Po refleksji wystawiłeś 9, czyli zmieniłeś zdanie, bo inni źle ocenili Titanica? Spoko za 10 lat znowu zrobi na Tobie wrażenie jak dawniej. :) Tylko potem nie zmieniaj oceny, ludzka pamięć jest ulotna i podatna na sugestie innych.

            • Skoro twierdzisz, że dobry projektor to wydatek równorzędny z ceną nowego iPhone’a to znaczy, że nie masz większego pojęcia w tym temacie. Porządny projektor z prawdziwego zdarzenia, który będzie w stanie oddać realny obraz w wysokiej rozdzielczości to wydatek przynajmniej 10 tysięcy, a jeśli szukasz czegoś wyjątkowego, opartego o najnowsze rozwiązania technologiczne w zakresie projekcji obrazu to i 30 tysięcy Ci nie wystarczy.

              Wracając jednak do sedna, bo w końcu tego dotyczy forum: zmieniać ocenę i zdanie to rzecz ludzka w każdym wypadku - mawia się, że tylko krowa nie zmienia poglądów i coś w tym musi być, bo człowiek w przeciwieństwie do krowy ocenia świat na bazie dynamicznych i niezwykle rozległych doświadczeń percepcyjnych, ewoluujących spostrzeżeń i różnorakich bodźców umysłowych. Zmiana oceny z „10” na „9” to doprawdy niuans, który mógłby przejść niezauważonym, gdyby nie złośliwe oko malkontenta. Gusta są różne, ale spoglądając na Twoją profilową „bibliotekę” można w ciemno stwierdzić, że nie jesteś w stanie wyrobić sobie silnej pozycji w jakiejkolwiek kinematograficznej dyskusji. Pozostaje mi tylko przesłać pozdrowienia.

              • użytkownik usunięty

                Im ostrzejszy tym lepiej, ale to się nie kalkuluje - za ok. 2500zł. mam wielki ekran, który powoduje spore emocje, po co biedak jak ja ma dokładać aż 8000 tys. by mieć lepszą wyraźność, kolory itd. ? Przyzwoity projektor full hd w cenie mojego to jest najoptymalniejszy wybór - bo dostaje się jak najwięcej za jak najmniej. ;)

                Wracając do tej oceny - wrażenia po filmie są najszczersze, Titanic nie jest typem filmu, który trzeba lepiej poznać / zrozumieć by dopiero właściwie ocenić. Co z tego, że sporo oglądasz oprócz tego, że jesteś nałogowcem :) liczy się tylko dobry gust i niepodatność na opinie innych czyli po prostu zaufanie swojej ocenie.

                Życzę zdrowia i jakiejś refleksji :) i też stąd spadam

                • Jeśli naprawdę kochasz kino to każdy film, który Ci się spodobał należy poznać i zrozumieć i na wielu płaszczyznach. "Titanic" to akurat prawdziwa skarbnica dla kinomaniaków, którzy mogą odkrywać w nim zarówno aspekty techniczno-warsztatowe i korelacje formy z treścią, jak również zestawiać z prawdziwą historią Titanica, co pomaga poskładać wszystkie klocki w jedną całość. Przedstawiłem to w dużym uproszczeniu, bo nie mam zamiaru rozpisywać się na pół forum. Film na pewno pionierski i poruszający.

  • Mam dokładnie to samo zdanie. Obejrzałem go dziś po ośmioletniej przerwie. Teraz widzę ten film inaczej niż w dniu premiery. Inaczej niż osiem lat temu (wówczas wydał się banalny) Teraz znowu daje 10.

  • I obudziles się zlany potem! :D
    Ja bym chciał, bo sam nie wierzę, że przeczytałem i dotrwalem do połowy tych gomnazjalnych wypocin.
    Ps.nie używaj słów których znaczenia nie znasz oraz przypomnij sobie ortografię.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: