Miałki

Ja rozumiem, iż stworzenie filmu na podstawie średniowiecznego romansu nie jest łatwe, ale aż tak
spłyconej adaptacji jeszcze nie widziałam.
Reżyser chyba miał zamiar urealnić znaną z wieków średnich historię wielkiej miłości, a tymczasem
jego film jest jeszcze pełniejszy paradoksów niż oryginalny utwór, który przynajmniej można
interpretować na poziomie alegorycznym.
Tu zaś nic nie trzyma się kupy. Obecnie jesteśmy zalewani historiami o wielkich miłościach, można
wybaczyć im wiele niedopracowań i nielogiczności. Jednak wydaje mi się, że adaptacja ,,Tristana i
Izoldy" w formie filmowej powinna dawać tej opowieści więcej sprawiedliwości. Mam wrażenie, że
kardynalny wątek tego filmu mógł być na prawdę świetnie zrealizowany, tymczasem jest gwoździem
do trumny całej produkcji. Mamy subtelną, klimatyczną muzykę, dobre tło polityczne, ale sama już
sugerowana przez tytuł historia miłosna jest przedstawiona w sposób zdawkowy. Nie odczułam
żadnej iskry pasji i przywiązania między głównymi bohaterami. Jeżeli jeszcze by w tym momencie
zahaczyć o aktorstwo, to o ile panna Sophia Myles się stara, to o tyle James Franco wręcz odrzuca
za każdym razem, gdy pojawia się na ekranie. Jego drętwota i niezmienne, cierpiętnicze spojrzenie
jest irytujące, nie wywołuje żadnego współczucia u widza. W filmie nie mamy żadnego
usprawiedliwienia uczucia żywionego przez Izoldę- jakaś jedna post-filozoficzna rozmowa o miłości z
drętwym Tristanem to na prawdę słabe podłoże do tak poważnego uczucia. Na miejscu dziewczęcia
cieszyłabym się, że dostałam za męża Marka, genialnie zagranego przez Rufusa Sewella (którego
występ jest jednym z nielicznych plusów tej produkcji). Cieszy mnie to, że przynajmniej jego postać
przedstawiono wiernie, jest dobrym i wyrozumiałym władcą i mężem. Natomiast Tristan to porażka.
Dostajemy chłoptasia, który pokonuje mocarnego Morhołta sztyletem (!), z charakterem... tak
właściwie bez charakteru, jest nijaki i mdły.
Żeby nie było jednak tak surowo, nie mogę zapomnieć o przepięknie sfilmowanym surowym
krajobrazie, nastrojowej muzyce i popisie aktorskim Rufusa Sewella oraz Davida O'Hary.
Ostatecznie jest to 4/10. Oczywiście zaznaczam, iż wszystko napisane powyżej jest tylko i wyłącznie
moją opinią.

1
  • zgadzam się, w filmie nie ma połowy faktów, nie wspomniano nic o eliksirze miłości a Tristan jest tak nudny że nie mogę uwierzyc tak jak mówisz ze Izolda nie cieszyła się mając za męża króla Marka. Samo zakończenie też sknocili ;/

    • Cieszę się, że się ze mną zgadzasz :). Na prawdę, starałam się dostrzec jakieś jasne strony tego filmu, ale no jak można doprowadzać widza przez połowę czasu trwania seansu do szału tymi przeinaczeniami i dziwactwami. I tym Tristanem xD.
      A mógł wyjść na prawdę dobry film, gdyby tylko chociaż więcej pokazali w nim książki, mniej swoich świetnych pomysłów jak np. Morhołt kandydatem na męża Izoldy... Zrobić z brata narzeczonego no na prawdę faux pas, zabili mnie.

      • Dokładnie, zabili ten wątek. obejrzałam film bardziej z przymusu niż ciekawości - szkola :) - i musialam zrobic dwie prezentacje jedna o książce druga o filmie. ta o książce była 3 x dłuższa, bo w filmie pomileli w umie najważniejsze wątki. Smutne, bo historia przecież jest piękna i mogli zrobic seans który porwie widzów a zrobili chłam, bo inaczej nie można chyba nzawac filmu, w którym głowny bohater zamiast dzielnym rycerzem jest lalusiem - jeszcze rurek mu brakuje xd

        • O tych rurkach to cenna uwaga jest :). Jakby twórcy przewidzieli modę na lalusiowatych ,,mężczyzn" i zrobili ten film pod nastolatki, na prawdę.
          Ja właśnie czytałam ,,Tristana i Izoldę" do szkoły, obejrzałam film jako (myślałam że) przyjemne urozmaicenie tego tematu, a tu aż tak się zawiodłam, iż musiałam wymaścić ten wątek na filmwebie. No cóż, życie jest pełne niespodzianek!

          • Pod nastolatki, które wręcz sikają w gacie kiedy widzą chłopięcą wyłuskaną buzię na ekranie i 'jarają się' kiedy ktoś się całuje, bo przecież im w gimnazjum na przerwach nie wolno. Szkoda, naprawdę szkoda, bo James Franco wydawał się zdolniejszym aktorem, i ubolewam nad smutną rolą Rufusa Sewella, który z takim talentem pokazał się w kiczowatym melodramacie obok zaślepionej (czym? napoju miłosnego nie było...) Izoldy i gejowatego Tristana. A mógł byc przecież taki piękny film :)

  • Już myślałam, że ze mną coś jest nie tak, ale podpisuję się pod tym komentarzem..Czytając książkę nie mogłam oderwać się od niej, a poziom uczuć wręcz kipiał z niej ( nawet jeśli to była zasługa eliksiru) a tu.....cóż więcej pisać,zostaję przy książce i czekam na lepszą ekranizację.

  • Film nie jest taki zły, oglądało mi się go całkiem dobrze. Ale muszę się zgodzić, że wątek romantyczny, na którym przecież cała historia powinna się opierać, jest jego najsłabszą stroną. Tristan jest kompletnie nijaki, nie wiem czy to zasługa scenariusza, czy samego Jamesa Franco, czy wszystkiego po trochu. Tak jak pisaliście, sprawia wrażenie bardziej zagubionego chłoptasia, niż dzielnego rycerza, mającego wpływ na bieg historii. Ale poza tym film wydawał mi się całkiem ok. Obejrzałem go bez bólu.

    P.S. - Książki nie czytałem

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: