5/10

Teraz pewnie zostanę zbesztany i wyzwany od nic nierozumiejących idiotów, ale swoją ocenę muszę podtrzymać. Film oglądałem trzy razy i próbowałem pojąc co w nim takiego wspaniałego i nic. Wg. mnie jest nudnawy, ale tu przecież nie chodzi o akcję i nie dlatego ocena. Dla mnie przede wszystkim niepojęta jest postawa Julie. Nie akceptuję jej zachowania wobec, bądź co bądź, kochanki jej ukochanego męża. Denerwowało mnie to i nic na to nie poradzę. W ten sposób jedyna wartość jaką mógł mieć ten film - głębsze przesłanie jakie miał nieść, jest dla mnie największym minusem. Pomijam tu patos i wydumaną głębię, zbyt sztuczną i zbyt nachalną.

26
  • użytkownik usunięty

    Widziałam i słyszałam tyle zapewnień, że to arcydzieło, że zmieni moje życie, stanę się nowym człowiekiem... Tymczasem nic. Nie wiem, dlaczego. Nie wiem, jak. Nie znudził mnie ani przez moment, fragment z kostką cukru to najpiękniejszy detal, jaki kiedykolwiek w filmie widziałam, ale na kostce cukru się kończy...
    Wrócę do niego kiedyś na pewno i może wtedy będzie mi dane zrozumieć, zachwycić się tak, jak zachwycają inni.
    A odnośnie kochanki, to rozumiem Julie jak najbardziej. Co by nie było, dziewczyna nosiła dziecko jej zmarłego męża. Mogła nienawidzić kochanki, ale nie maleństwa, które było cząstką jej ukochanego.

  • Zdecydowanie najsłabszy z całego cyklu. Takie walenie kotka przy pomocy młotka.Da się jednak obejrzeć i można znaleźć kilka fajnych scen. Naciągane 7/10.

  • walenie kotka za pomoca mlotka...
    "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
    Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym..." Preisner skomponowal muzyke, ktora jest motorem akcji...jesli tych slow nie rozumiecie, nie rozumiecie nic..az mam ochote zapytac, nic nie czujecie? Jak mozna okreslic nuda nadzieje tkwiaca w milosci? milosci,ktora jest w stanie nas uwolnic...

  • Podbijam temat, zgadzam się z oceną. Nuda w cholerę :P Krótki film, a dłużył mi się w nieskończoność.

  • Ten film nie jest nudnawy, właśnie ogląda się go z przyjemnością, dzięki płynnej fabule. Nie rozumiesz postawy Julie wobec kochanki jej męza? A rozumiesz, czym jest miłość wobec drugiego człowieka? Julie wyrażała taka postawę, więc nie wysłała tej kobiety do wszystkich diabłów. W jej czynach wyrażała się właśnie owa miłość, o której mowa w końcowym fragmencie filmu.

  • Generalnie lubie Kieslowskiego, nawet bardzo, ale jego francuskich filmow nienawidze! "Niebieski" to najgorszy film, jaki w zyciu widzialem (no, moze poza "Misja na Marsa)...

  • Zdecydowanie najsłabszy ze wszystkich trzech. Film jako całość oceniam 5/10. Za to muzyka piękna

  • Nie chce tu prawić morałów, bo każdy odbiera subiektywnie i ma pełne do tego prawo. Jednak Kieślowski gra uczuciami i każdy komu takie uczucia jak miłość, nienawiść, strach, wstyd, żal czy ból - nie są obce, ten odbierze ten film o wiele mocniej niż inny widz. Dla mnie film prawie że idealny. Skromne i oszczędne dialogi jak najbardziej na plus. Zdjęcia, fantastyczne. Opowieść niby banalna a jednak ile w niej szczegółów, które banałami nie są. W rezultacie całość - magiczna. Jedyny minus jaki widzę to wersja z lektorem, który psuje klimat, który tworzy ścieżka dźwiękowa. Polecam z napisami.

  • Dokładnie, postawa Julie jest dziwna, nie wiem dlaczego kocha się z facetem nie długo po tym jak umarł jej mąż (widocznie bardzo kochała męża), a po drugie nie wiem o co chodzi z tą kochanką, którą przygarnia do domu, o co w ogóle w tym filmie chodzi? Daję 6 za piękną muzykę i J. Binoche, jednak przesłania filmu nie rozumiem.

  • Moim zdaniem Kieślowski stał się najlepszym reżyserem na świecie właśnie ze względu na "Niebieski" i "Czerwony". Biały był najsłabszy z serii.

    Natomiast jeśli chodzi o "Blue" to głębia wcale nie jest nachalna, wręcz przeciwnie - często przechodzimy obojętnie wobec obrazów podsuwanych przez reżysera. Na przykład w scenie, kiedy Julie płakała w basenie i przyszła do niej Lucille. Wtedy do basenu biegną dzieci. Mają czerwone stroje (czerwony), białe przepaski na rękach (biały) i skaczą do niebieskiego basenu (niebieski). Analizuję ten film od lat, jestem prawie pewien, że to najlepszy film jaki kiedykolwiek powstał w Europie. Dotyczy bardzo niejasnych, nienazwanych sfer w duszy człowieka, związanych z lękiem przed śmiercią, postawy wobec tego co człowieka przekracza - metafizyki, Losu, czy nawet Absolutu. Muzyka pozwala przejść do świata bohaterki - świata wnętrza, który oglądamy z jej punktu widzenia, tę samą funkcję pełnią różne detale w filmie, skoczkowie na bungi, których widzimy w telewizorze matki z domu starców, etc. Zabiegi, które stosuje Kieślowski, są genialne. Do moich ulubionych scen należy ta, w której Julie śpi w szpitalu, w fotelu, i budzi ją muzyka i niebieskie światło.

  • Oglądałeś trzy razy film który uwazasz za nudny?To gratuluje dużo wolnego czasu jaki mniemam posiadasz;)
    Pozdrawiam.

  • Pożyjesz, zrozumiesz. Nie wyzywam Cię, bo to nie w moim stylu, ale kiedyś będziesz miał rodzinę, żonę itd. i wtedy to mam nadzieję zrozumiesz.

  • Czytając niektóre komentarze epitety same na język się cisną… ale nie chodzi o to. W końcu każdy z nas ma inną wrażliwość i – co przychodzi mi z wielkim trudem – należy to uszanować.

    Może zacznijmy od tego, że cała Trylogia a Niebieski w szczególności nie jest dla ludzi, których głównym dylematem jest cena benzyny, wykafelkowanie łazienki czy niespłacona karta debetowa. Ponadto są to filmy dla tych, którzy jednak coś tam w życiu przeżyli (niekoniecznie dobrego). Myślę, że człowiek, którego nie spotkała tak wielka tragedia, w tym największa z możliwych – utrata dziecka, nie zrozumie nigdy postawy Julie i zakończenia filmu. Po utracie najbliższych osób bohaterka odnalazła w sobie siłę, ażeby wznieść się ponad zdradę/romans męża i skupić się na dokończeniu dzieła jego życia oraz wsparciu jego jeszcze nienarodzonego dziecka. To niezwykle dojrzała postawa. Mocno wyidealizowana i chyba w dzisiejszych czasach nierealna. Taką siłę odnajdzie w sobie chyba tylko kobieta...

  • spróbuj spojrzeć na film oczami bohaterki, wyobraź sobie co by było gdybyś straciła cały sens własnej egzystencji, okazuje się że mąż i córka...córka rodzone dziecko któremu przez lata przewijałaś pieluchy wychowywałaś pielęgnowałąś ginie w wypadku
    mało tego okazuje się że cały Twój świat skupiał się na świecie męża bo uczestniczyłaś w powstawaniu symfonii, a więc jego pracy nie mając nic dla siebie, natomiast jego świat od lat skupiał sie na kochance, nagle człowiek nie wie po co się starać, po co żyć?
    tracisz wszystkich bliskich min. matkę która już nie jest w stanie odróżnić od siostry, a starając się zdystansować podjadają ciebie myszy
    film jest w pewien sposób pozytywny ponieważ pokazuje że ucieczka od problemów nie jest wyjściem i należy stawić im czoła
    odsunąć jak najszybciej dokańczając sprawy niedokończone, rozwiać wszelkie wątpliwości, posmakować, dotknąć, postawa buntowanika cierpientnika który zwraca na siebie uwage również nie jest wyjściem...bo co ono zmieni?
    film być może na siłę jest przerysowany i sądze że nie stara się szukać idealnych odpowiedzi ale próbuje odpowiedzieć na pytanie czym jest wolność, jakiego rodzaju wartością w praktyce i jak ją osiągnąć niezależnie od otaczającej rzeczywistości
    Kieślowski po czerwonym oficjalnie twierdził ze kończy z kinem(100 pytań do), że zwalnia miejsce w tym wagonie no i skończył - włąsną egzystencje(troche jak samobójca)
    wielokrotnie twierdził że jest genetycznym pesymistą a jego bohaterownie nie wiedzą jak żyć wciąż poszukują
    myśle że wątek utraty córki mógł mieć jakieś odniesienie do rzeczywistości
    przecież również miał córkę i żone

  • Nic ciekawego w tej serii

  • Podpisuję się pod autorem wpisu. Rozumiem tragizm głównej bohaterki, współczułem jej, choć irytował mnie jej ten ciągły spokój i jeszcze ten Oliver zachowujący się w filmie jak ostatnia cip.a, traktowany przez główną bohaterkę jak pies. Wiem że z założenia takie kino musi być melancholijne, smętne ale nie mogę odebrać tego filmu jako czegoś ponadczasowego. Po prostu smutna historia kobiety która straciła rodzinę w wypadku, historia jakie niestety często słyszymy gdzieś w mediach np.

    A tak w ogóle to nie wyobrażam sobie by jakaś osoba po stracie ukochanej mógła w niedługim czasie po tym zdarzeniu ze smutku zapraszać do łózka inną, mało w życiu doświadczyłem ale dla mnie takie zachowanie byłoby nie do zaakceptowania.

    • Czemu więc nie skrytykujesz postawy jej męża, który kilka lat ją zdradzał i zrobił swojej "przyjaciółce" dziecko? Dziwi mnie, że niektórzy ludzkie naskakują na główną bohaterkę, która uprawiała seks PO śmierci małżonka (z mężczyzną, który ją kochał), a nie wspominają nic o postawie jej partnera. Który miał żonę i dziecko, a mimo to romansował z inną kobietą, ba! Kochał ją! Myślę, że seks z inną to nic - ale miłość do innej to coś, czego nie można znieść. Przynajmniej kobiety nie zawsze potrafią.
      Mnie się wydaje, że poszła z nim do łóżka nie dlatego, że jest puszczalska (byłaby taka, jeśli zrobiłaby to z byle kim), tylko dlatego, że chciała oddać cząsteczkę siebie mężczyźnie, który żywił do niej to platoniczne uczucie przez wiele, wiele lat. Chciała dać mu trochę miłości - może pozornej, ale jednak - zanim na dobre zerwie wszelkie stosunki z innymi ludźmi, zanim kompletnie odetnie się od świata. Chciała mu zostawić jakieś wspomnienie, chciała go uszczęśliwić, zanim na dobre odejdzie z jego życia.
      Sama nie byłabym w stanie tego zrobić, więc rozumiem i szanuję Twoje zdanie na ten temat, ale mimo wszystko jestem w stanie zrozumieć jej postawę. Może niepoprawnie interpretuję jej intencje, ale chciałam się po prostu podzielić swoimi przemyśleniami.
      Pozdrawiam. :)

      • Oczywiście to że jej mąż ją zdradzał z inną również jest niewybaczalne, choć dla mnie jeśli miałbym wybierać co jest mniej moralne to zachowanie tej kobiety. Próbujesz ją usprawieliwiać tym że chciała dać cząstkę siebie, dać mu namiastkę miłości, a ja uważam że to egoistyczne zachowanie, dobrze wiedziała o tym że z tym facetem się nie zwiąże, szczerze to na miejscu tego faceta po takim "numerze" czułbym się jeszcze podlej niż gdybym był ciągle olewany. Jej mąż tak jak piszesz przynajmniej kochał tę kobietę z którą romansował a jak wiadomo serce nie sługa dlatego da się to zachowanie zrozumieć, choć jest bardzo nieuczciwe, przecież są ludzie którzy kochają nie tylko jedną osobę na świecie, co z tym zrobić? Za to zachowanie głównej bohaterki nie rozumiem i nie potrafiłem przez to nabyć do niej jakiejś sympatii.

    • Ona chciała ze wszystkim zerwać, pozbyć się wszystkiego. Po części się zbesztać też i pozbyć się podkochującego się w niej pracownika męża. Idąc z nim do łóżka załatwiła wiele spraw. Pomogło jej to zerwać wszelkie więzi. Pozbywała się wszystkiego, nawet "czystości" ciała zarezerwowanego tylko dla męża. Oliviera w ten sposób pożegnała. Oddała mu się, ale on wiedział, że to przedwczesne. On tego pragnął, pragnął jej i to dostał, ale to miał być koniec.

  • Odebrałem ten film podobnie. Jest nudnawy, choć oczywiście nie oczekiwałem jakiejś spektakularnej akcji. Czytałem różne interpretacje fanów tego filmu; nawet zgadzam się z nimi, ale to raczej nie jest powód, żeby doszukiwać się w tym dziele nie wiadomo jakiej głębi i kunsztu artystycznego. Zgadzam się z tym co piszesz: zbyt nachalna i jednocześnie zbyt sztuczna głębia. Odniosłem dokładnie takie samo wrażenie.

  • Widziałam go parę lat temu i jedyne co z niego pamiętam, to nudną dłużyznę i to, że nie mogłam się doczekać, aż film się skończy. No nic, może obejrzę za 10...20, 50 lat? Jak już 'coś przeżyję' i będę godna odczuwania 'wyższych uczuć', godna tego arcydzieła kinematografii :') Na razie podtrzymuję opinię, że to naprawdę nudny film.

  • pełna zgoda

  • Miałam dokładnie takie same przemyślenia po obejrzeniu filmu. Cały czas czułam pewien zgrzyt w zachowaniu bohaterki...

  • Mnie się wydaje, ze cała magia filmu leży w fakcie, że Julie nie czuła się kochana przez swojego męża, czyli żyła bez miłości. Dużo osób pisze o tym jaką tragedię przeżyła tracąc męża i dziecko. Moje rozumienie tego co się stało jest takie, że od lat Julie czegoś w małżeństwie brakowało i była w nim niespełniona. Dlatego nie potrafiła przeżyć w "normalny" sposób tej żałoby. Cała miłość jej małżonka była skierowana gdzie indziej, czego ona nie rozumiała (bo nie wiedziała) i czuła się niekochana i niespełniona. Dopiero sytuacja z kochanką pozwoliła jej zrozumieć co straciła przez ostatnie lata a co miała ta druga kobieta. I kiedy poczuła czego naprawdę jej brakowało (bliskość, intymność, miłość) mogła rozpocząć żałobę po tym. W tej sytuacji naturalne pragnienie wzięcia od kogoś wokół siebie prawdziwego daru miłości. Julie była pusta (bez uczucia) przez lata jak pustynia...
    Gdyby nie śmierć męża, mogła by jeszcze długo żyć w iluzji wspaniałego życia (bo pewnie był z niego cudowny człowiek ogółem), tylko że bez spełnienia się w intymności i miłości...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: