W pogoni za... pieniądzem?

Piękna historia o gonitwie za spełnieniem amerykańskiego snu, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że bardziej adekwatny byłby tutaj tytuł "W pogoni za pieniądzem". Bo tak naprawdę przez fabułę wciąż przetacza się kasa, a raczej jej brak...
Nawet na końcu filmu musiał się pojawić motyw gotówki.
I tutaj pojawia się pytanie? Kiedy pan Gardner był tak naprawdę szczęśliwy?
Kiedy to szczęście dogonił? Czy mu się to w ogóle naprawdę udało?

Plus za propagowanie wartości typu uczciwość, ciężka praca, itp.
Minus za urywanie wątków, które mogły wiele wnieść do filmu (np. żony).

11
  • Witam,
    to moj pierwszy komentarz na filmwebie, ogladałem ten film w lekkim poszukiwaniu motywacji (kiepski dzien)...a znalazłem:
    moze moja wypowiedz zabrzmi jak hejt, ale mam ochotę ją napisac i zrobie to lol
    Gł. Bohater jest dupkiem, mocnym, chamskim dupkiem, nie szanuje ludzi zwykłych (ot chociazby taksowkarz, lekarz ktoremu chciał sprzedac urzadzenie, ktore mu spadło (sic!) w metrze z około metra, czy też wreszcie matki własnego dziecka - którą ma w dupie, kij tam w koncu, ze miał genialny pomysł (no bo jakżesz inaczej nazwac zainwestowanie oszczednosci zycia w branże, o ktorej sie nic nie wie - ot napewno sie szybko sprzeda, bo ktozby nie chciał kupic kilkudziesieciu urzadzen, ktorych wartość jest mocno dyskusyjna (czy ktos z panstwa mial kiedys wykonane przeswietlenie tym densy...no zapomnialem nazwę).
    No ale to by się dało zrzucić na garb stresu, ze chłop olewa jej starania i cały dzien lata jak poparzony probujac sprzedac ten shit, zamiast znalezc jakas normalna pracę i sprzedawac to cosik w soboty (w koncu bez sensu, zeby pare kilogramow tego złomu mu lezało w piwnicy), żeby wesprzec kobietę w walce z podatkami itd jak czynił pozniej - on ma w koncu marzenia, to niech baba zapieprza, wszak kobietami sie kiedys pola orało...dobra, przepraszam za to małe zboczenie z tematu.
    Wracam do analizy pana maklera: jest on nie tylko dupkiem, egoistycznym gnojkiem ("dziecko musi byc ze mną!"- kij z tym, ze ona je urodziła i ona ich utrzymywała, musi byc z nim i basta), ale pod wplywem dolarów w portfelu rozmowcy w sposob magiczny zmienia się w nieasertywnego (oczywiscie, ze panu przestawie samochod), wchodzącego w dupe ("naprawde wspaniale znowu pana spotkac"...do typa co nonstop ma go gdzies) geniusza (rozwiazal kostke w taksowce w kilka minut, probujac sie nia bawic drugi raz w zyciu - serio film "oparty na faktach"? kur... lol)
    Teraz przyjrzyjmy sie tłu - dzieciaczek kochajacy swojego tatusia - powiem tak tu od serca; srednio lubie swojego ojca, nie mam z nim dobrego kontaktu, ale ogladajac ten film stwierdzilem, ze moj ojciec jest ojcem roku w porownaniu z panem marzycielem: nie kaze mi gonic po miescie od rana do wieczora za swoimi "marzeniami", nie kazał nigdy pracowac matce od rana do nocy, a pomimo, ze nigdy nie powiedział mi w iście oscarowy sposob (przy wyciskajacej łzy melodramatycznej muzyce - ohh na nią też bym mógł pohejcic, no ale muzyka kwestia gustu, nie logiki, wiec tu sie akurat odwale), 'że moge być kim chce', to jednak o wiele lepszą bym mu dał ocenę z ojcostwa za to chociazby, ze nie kazał mi jezdzić po nocy autobusem, w san francisco, gdzie Bóg jeden wie ile nocami mozna spotkac niebezpiecznych psycholi (jasne, ze pan makler był osoba ktora mogła ochronic syna, przed kazdym niebezpieczenstwem, co chociazby widzimy w scenie gdzie wpieprza sie w kolejke, pomimo tego, ze autobus sobie spokojnie stoi i czeka, az wejdą pasażerowie)...

    Ehhh no podsumowując, moze moja analiza spowoduje mase unlikow, moze nikt nie odpisze, a moze ktos pomysli "kurde cos w tym jest), ale mnie ta historia nie kupuje, bo i rozumiane przez wiekszosc przesłanie filmu "poszukiwanie szczescia i nie poddawanie sie" wg mnie jest kpiną...powinno raczej brzmiec "Ludzie mający pieniadze sa wazni, na reszte mozna srać"

    tak jeszcze w ramach ciekawostki - wyszukalem densytometr na allegro i uzywany da sie kupic za 2000zł...dalej! ganiajcie szczescie Ci, ktorzy komentujecie, ze gosc jest bohaterem lol

    nie bede tu pisal jaka daja ocene filmowi (polecam z uwagi na fajne zdjecia, klimat lat 80) ...bo coz to kogo obchodzi, mialem tylko ochote na lekka analizę psychologiczną i odrobine hejtu. Pozdrawiam

    • Też nie kupuję tej egoistycznej BAJKI . Chłop spełnił swe marzenia kosztem dziecka i żony tudzież partnerki. Kilka lat nieustannych pytań "wierzysz we mnie" ? Na jej barkach były jego marzenia. Spanie po toaletach i przytułkach pewnie też nieźle ukształtowało "młodego". A czy ON kiedykolwiek wierzy łw "nich"? W rodzinę? We wspólnotę? Bardzo płytki przekaz: po trupach do celu. Porzuć szczęście najbliższych - to tylko pionki w twojej grze.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: