W pogoni za... pieniądzem?

Piękna historia o gonitwie za spełnieniem amerykańskiego snu, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że bardziej adekwatny byłby tutaj tytuł "W pogoni za pieniądzem". Bo tak naprawdę przez fabułę wciąż przetacza się kasa, a raczej jej brak...
Nawet na końcu filmu musiał się pojawić motyw gotówki.
I tutaj pojawia się pytanie? Kiedy pan Gardner był tak naprawdę szczęśliwy?
Kiedy to szczęście dogonił? Czy mu się to w ogóle naprawdę udało?

Plus za propagowanie wartości typu uczciwość, ciężka praca, itp.
Minus za urywanie wątków, które mogły wiele wnieść do filmu (np. żony).

12
  • Witam,
    to moj pierwszy komentarz na filmwebie, ogladałem ten film w lekkim poszukiwaniu motywacji (kiepski dzien)...a znalazłem:
    moze moja wypowiedz zabrzmi jak hejt, ale mam ochotę ją napisac i zrobie to lol
    Gł. Bohater jest dupkiem, mocnym, chamskim dupkiem, nie szanuje ludzi zwykłych (ot chociazby taksowkarz, lekarz ktoremu chciał sprzedac urzadzenie, ktore mu spadło (sic!) w metrze z około metra, czy też wreszcie matki własnego dziecka - którą ma w dupie, kij tam w koncu, ze miał genialny pomysł (no bo jakżesz inaczej nazwac zainwestowanie oszczednosci zycia w branże, o ktorej sie nic nie wie - ot napewno sie szybko sprzeda, bo ktozby nie chciał kupic kilkudziesieciu urzadzen, ktorych wartość jest mocno dyskusyjna (czy ktos z panstwa mial kiedys wykonane przeswietlenie tym densy...no zapomnialem nazwę).
    No ale to by się dało zrzucić na garb stresu, ze chłop olewa jej starania i cały dzien lata jak poparzony probujac sprzedac ten shit, zamiast znalezc jakas normalna pracę i sprzedawac to cosik w soboty (w koncu bez sensu, zeby pare kilogramow tego złomu mu lezało w piwnicy), żeby wesprzec kobietę w walce z podatkami itd jak czynił pozniej - on ma w koncu marzenia, to niech baba zapieprza, wszak kobietami sie kiedys pola orało...dobra, przepraszam za to małe zboczenie z tematu.
    Wracam do analizy pana maklera: jest on nie tylko dupkiem, egoistycznym gnojkiem ("dziecko musi byc ze mną!"- kij z tym, ze ona je urodziła i ona ich utrzymywała, musi byc z nim i basta), ale pod wplywem dolarów w portfelu rozmowcy w sposob magiczny zmienia się w nieasertywnego (oczywiscie, ze panu przestawie samochod), wchodzącego w dupe ("naprawde wspaniale znowu pana spotkac"...do typa co nonstop ma go gdzies) geniusza (rozwiazal kostke w taksowce w kilka minut, probujac sie nia bawic drugi raz w zyciu - serio film "oparty na faktach"? kur... lol)
    Teraz przyjrzyjmy sie tłu - dzieciaczek kochajacy swojego tatusia - powiem tak tu od serca; srednio lubie swojego ojca, nie mam z nim dobrego kontaktu, ale ogladajac ten film stwierdzilem, ze moj ojciec jest ojcem roku w porownaniu z panem marzycielem: nie kaze mi gonic po miescie od rana do wieczora za swoimi "marzeniami", nie kazał nigdy pracowac matce od rana do nocy, a pomimo, ze nigdy nie powiedział mi w iście oscarowy sposob (przy wyciskajacej łzy melodramatycznej muzyce - ohh na nią też bym mógł pohejcic, no ale muzyka kwestia gustu, nie logiki, wiec tu sie akurat odwale), 'że moge być kim chce', to jednak o wiele lepszą bym mu dał ocenę z ojcostwa za to chociazby, ze nie kazał mi jezdzić po nocy autobusem, w san francisco, gdzie Bóg jeden wie ile nocami mozna spotkac niebezpiecznych psycholi (jasne, ze pan makler był osoba ktora mogła ochronic syna, przed kazdym niebezpieczenstwem, co chociazby widzimy w scenie gdzie wpieprza sie w kolejke, pomimo tego, ze autobus sobie spokojnie stoi i czeka, az wejdą pasażerowie)...

    Ehhh no podsumowując, moze moja analiza spowoduje mase unlikow, moze nikt nie odpisze, a moze ktos pomysli "kurde cos w tym jest), ale mnie ta historia nie kupuje, bo i rozumiane przez wiekszosc przesłanie filmu "poszukiwanie szczescia i nie poddawanie sie" wg mnie jest kpiną...powinno raczej brzmiec "Ludzie mający pieniadze sa wazni, na reszte mozna srać"

    tak jeszcze w ramach ciekawostki - wyszukalem densytometr na allegro i uzywany da sie kupic za 2000zł...dalej! ganiajcie szczescie Ci, ktorzy komentujecie, ze gosc jest bohaterem lol

    nie bede tu pisal jaka daja ocene filmowi (polecam z uwagi na fajne zdjecia, klimat lat 80) ...bo coz to kogo obchodzi, mialem tylko ochote na lekka analizę psychologiczną i odrobine hejtu. Pozdrawiam

    • Też nie kupuję tej egoistycznej BAJKI . Chłop spełnił swe marzenia kosztem dziecka i żony tudzież partnerki. Kilka lat nieustannych pytań "wierzysz we mnie" ? Na jej barkach były jego marzenia. Spanie po toaletach i przytułkach pewnie też nieźle ukształtowało "młodego". A czy ON kiedykolwiek wierzy łw "nich"? W rodzinę? We wspólnotę? Bardzo płytki przekaz: po trupach do celu. Porzuć szczęście najbliższych - to tylko pionki w twojej grze.

    • Chyba nie do końca zrozumiałeś film. By odnieść spektakularny sukces nie możesz zamykać się w utartych ramach. Chris to właśnie przykład człowieka, który w pogoni za szczęściem wychodzi ze sztampowych praktyk życiowych, próba sprzedaży densytometrów jest tez przykładem nieszablonowości. Ktoś kto pracuje na etacie od 8 - 16 przykręcając śrubki za stałą niewysoką pensję, a po pracy ogląda Klan, a w niedzielę idzie do kościoła, nie odniesie niebywałego sukcesu. Bo nawet żeby wygrać w totolotka trzeba pójść do kolektury i i wydać 3 złote na ślepy los zamiast na bułkę. Chris decyduje się podjąć ryzyko i bierze udział w stażu, chociaż za pracę jako uczący się broker nie dostanie ani grosza. By odnaleźć prawdziwe szczęście trzeba czasem położyć część swojego życia na szali, potrafić zaryzykować, być przebojowym, niesztampowym. Trzeba czasami zrezygnować z jednego szczęścia by odnaleźć inne, większe. W filmie to akurat żona rezygnuje z Chrisa i szczęścia z nim, bez uprzedzenia dzwoni i mówi, że odchodzi. To totalnie go dobija, ale facet nie przestaje podążać za marzeniami. Upór, wiara w siebie i ludzi, miłość do syna, to wszystko co go napędza. Film jest nie pokazuje co wydarzyło się później, ostatnie 3 minuty filmu to pierwszy prawdziwy sukces Chrisa poprzedzony tuzinami nieszczęść. To czyni film niesamowitym.

      • a Ty chyba nie zrozumialeś mojej wypowiedzi: przesłanie filmu jest piękne, podobnie jak przesłanie hitlera dla niemców jakoś w 1935 (czy kiedy on tam doszedł do władzy), co nie zmienia faktu, że gość (w sensie, że Hitler) był ogólnie rzecz biorąc kutafonem...ta metafora ma na celu pokazanie Ci jak z pozoru wspaniałe idee poprzez zupełne olanie szczegółów - w tym filmie to np wypunktowane przeze mnie sytuacje- mogą spowodować, że wspaniały bohater za jakiego kogos uwazamy zupełnie nim nie jest. Cóż nie wiem ile masz lat
        @expertmacher; jeśli plus minus 15 to pomysl, że Twój ojciec (czy kto tam Cie utrzymuje) zamiast pracowac, zeby Cie wykarmic to nagle wszystko rzuca i sprzedaje jakies ch*jwieco, ciekawe czy Ty i Twoja przymierajaca z glodu rodzina byscie tak mowili jak Ty teraz.
        Jak masz np koło 30 to pomyśl, ze ktoś by olał umowę z Toba bo miałby cudowny pomysł na zycie, ale to wymagało by olania Cie, albo pomysl, ze Twoj dzieciak ma wspaniałą idee zostania ćpunem i jemu to na prawde sprawia wielką przyjemnosc i ma w tym swoj wielki cel... dąże do tego, zeby Ci pokazac, ze chocby nie wiem jakie szczytne idee nam przyswiecaly to kiedy zachowujemy sie jak dupek to jestesmy dupkiem i tyle, tak jak typek z filmu, nie mowie, ze mial nie sprzedawac ch*jwiecosiow, albo nie zostawac maklerem...mogl, tylko na cholere zniszczyl kawal zycia dzieciakowi i zonie? ja osobiscie mam pasje do robienia czegos, co moglo by sprawic, ze moja zona i dziecko by byly w niezbyt milej sytuacji i wiesz co?...nie mam zony i dziecka (chociaz kandydatka na zone jest), a nie łapie wszystkie sroki za ogon bo "taki jestem ważny", dobra chcialem poprostu odpisac, bo denerwujace sa komentarze pod tytulem "chyba nie zrozumiales filmu" kojarzy mi sie to z czasem liceum i polonistka mowiaca co autor mial na mysli, a prawda jest taka, ze kij wie co mial na mysli i suma sumarum co za roznica co mial na mysli, wazne co sam czytelnik/widz z tego wyciagnie. Pozdrawiam

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: