Problematyczna wiarygodność

Na pewno to jest dobrze zrealizowany film i warty obejrzenia. Natomiast moim zdaniem ta opowieść nie jest wiarygodna. Oglądałem sporo materiałów dokumentalnych o eutanazji, w tym jeden film będący zapisem ostatniego okresu życia człowieka w identycznej sytuacji do bohatera "W stronę morza". Podobnie zabiegał on o możliwość popełnienia samobójstwa, choć nie toczył batalii sądowych. W końcu dopiął swego, ale zdecydowanie nie wyglądało to tak jednoznacznie i kolorowo, jak w tym filmie. Facet przechodził ogromne rozterki i generalnie perspektywa rychłej śmierci wiązała się z uczuciem skrajnej rozpaczy. Próbowałem odszukać w necie jakieś bliższe informacje o tym filmie dokumentalnym, ale nie udało się - może jeszcze kiedyś coś znajdę, to podrzucę namiary. Natomiast osobom uznającym "W stronę morza" za obraz wiarygodny, polecam bliższe zapoznanie się z tematem w wymiarze rzeczywistym - przekonacie się, że twórcy całkowicie rozminęli się z prawdą.

1
  • Dzięki za komentarz, poszperam trochę w internecie, ponieważ ciekawi po obejrzeniu W Stronę Morza zainteresowała mnie postać Ramona.

  • Piszesz, że historia jest niewiarygodna, bo ktoś tam, przechodził to inaczej ...... Ale to było inny człowiek, miała inna psychikę, inną wrażliwość, może inne oczekiwania od życia. Reasumując to nie był Ramon.
    Ramon odczuwał to tak , a nie inaczej. Miał 26 lat żeby pojąc taką decyzje. Ludzie popełniają samobójstwa z błahszych powodów, i to nie po latach cierpień i przemyśleń. Uważasz, że takie samobójstwa, to tez mało wiarygodne ?

  • To jest film fabularny, a nie dokumentalny :) Twórcy nie musieli opowiadać historii dokładnie takiej, jaka miała miejsce w rzeczywistości, a co za tym idzie nie można z tego robić zarzutu. Ciekawy temat, ale pokazany w dość konwencjonalny sposób. Ja na miejscu Ramona podjąłbym dokładnie taką samą decyzję, bo uważam, że życie człowieka jest jego własnością i on sam powinien decydować kiedy chce je zakończyć. Tutaj trudno to w ogóle nazwać życiem, chociaż facet miał naprawdę komfortowe warunki, praktycznie wszystko co mógł mieć. Właśnie to mnie tak trochę uderzyło, że oni wszyscy tak się nim troszczyli, że nie było chwili zwątpienia, zmęczenia, zdenerwowania opiekunów. Polecam "Miłość" Michaela Haneke. Bez koloryzowania, bez uproszczeń. Podobna tematyka, ale pokazana w zupełnie inny sposób, moim zdaniem ciekawszy, chociaż akcja wlecze się niemiłosiernie. Jest tam dużo ciszy, film bardzo intymny, a tutaj tylko gadanie, gadanie, gadanie.

  • Dawno głupszego komentarza nie czytałem... Panie "Daryavush cośtam", problematyczna jest wiarygodność tego co napisałeś, ponieważ:
    - opowieść jest oparta na faktach
    - postać grana przez Bardema jest/była właśnie taka
    - vilka1 już ci w dużej mierze wytłumaczyła powyżej to, gdzie nie wystarczyło ci rozumu by coś zrozumieć na poziomie głębszym niż "płytki"
    - świetnie, że oglądałeś sporo materiałów
    - Ramon Sampedro zabiegał o niekaralność dla tych, którzy pomogą mu umrzeć, o nic więcej
    - ten z twojego to "podobnie zabiegał o możliwość popełnienia samobójstwa" gdzie? Pomijając, że tu mowa o eutanazji, a nie samobójstwie. Gdzie zabiegał? Trudno gdzieś poza sądami chyba...
    - "jednoznacznie i kolorowo"... szkoda komentować te słowa w ogóle, może inny film oglądałeś
    - jeśli kiedyś dojrzejesz emocjonalnie i intelektualnie to zrozumiesz, że są sytuacje, w których nie ma jednej właściwej drogi, a film jest o tyle uczciwszy, że przedstawił także postać (księdza) myślącą inaczej, natomiast ty dekretujesz, że film błądzi, ty jesteś cacy i nie rozmijasz się z prawdą, bo ją masz w szufladzie i możesz pokazać w każdej chwili... no, nie masz, tak jak tego linka do dokumentu (który i tak by nic nie wniósł do tej akurat dyskusji - patrz vilka1)

    Tyle.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: