ABSOLUTNE ARCYDZIEŁO!!!

Po seansie siedziałem w ciszy parę minut w fotelu.Ten film to emocjonalna MASAKRA w pozytywnym znaczeniu tego słowa.Każda scena dialog wart złota.Nieprawdopodobne kreacje aktorskie. Fabułę napisało niestety życie ale wykonanie absolutnie genialne!Tutaj nie ma słabych punktów w swojej kategorii film jest WYBITNY!

22
  • Jest świetny.Czysta perełka.

  • Zgadzam się całkowicie! Arcydzieło i prawdziwa perełka. Film naprawdę nie ma słabych punktów!

  • i przez takich właśnie widzów, określenia, tj.: "arcydzieło" czy "film wybitny" zupełnie straciły swoją moc.

  • Nie no gruba przesada z tym arcydziełem,film ma nieśpieszne tempo(co nie znaczy,że to źle)fajną scenerię i to by było na tyle.Odnosnie gry aktorskiej jest mocno średnio,agentka FBI jak dla mnie mało przekonywująca i tak zbyt wrażliwa nawet jak na początkujacą a ten myśliwy małomówny tak na granicy przekonywania zapewne inny aktor lepiej by sobie poradził z tą rolą w ogóle uważam,że castingowo to tak jakby wybrali na zastępstwo bo inni byli zaangażowani w inne projekty.

    Fabuła do pewnego momentu była ok ale trochę się wysypała od sceny strzelaniny właśnie do momentu tej strzelaniny było ok ale poźniej co to miało znaczyć?Ale zacznijmy od początku kolesie chcą sobie poużywać bo są wyposzczeni tak więc biją kolegę i go neutralizują ok ale po co od razu go zabijać(to już morderstwo,niepotrzebne komplikacje) a przeciez chcieli tylko się zabawić(małe konsekwencje za ten czyn)jedziemy dalej ona ucieka,oni jej nie gonią,może była szybka a oni leniwi(zbyt pijani?)no i przechodzimy do najważniejszej sceny,kolesie poczuli zagrożenie i nie wytrzymali i co postanowili odstrzelić agentkę FBI a do tego jeszcze kilku policjantów i co jak to chcieli zatuszować? :D

    • Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi. Ci goście byli zwykłymi przeciętniakami życiowymi. Nudna praca na uboczu, zachlewanie pały w każdą noc. Nie spodziewałbym się po nich jakiegoś wyrachowanego myślenia jeśli chodzi o tuszowanie zbrodni. W dodatku w trakcie całego zdarzenia byli kompletnie pijani i w takim stanie racjonalne myślenie, żeby zostawić kogoś przy życiu, czy nie nie istnieje. Prędzej, czy później złapaliby ich, a jak zobaczyli, że już agentka federalna węszy, to po prostu nie wytrzymali. (25 lat więzienia, albo dożywocie lub ucieczka). Wygrał instynkt przetrwania.

      • Jak to napisałeś to brzmi jeszcze bardziej naiwnie.

        Film niezły/dobry. Tego mu odebrać nie można.
        Ale scenariusz prosty jak budowa cepa i wiele detali, które rażą w oczy. Np. ruszająca się klatka piersiowa "trupa" na stole coronera, agentka FBI, która przybywa sama, bez odpowiedniej kurtki w góry i jest wrażliwym żółtodziobem, samica kuguara, która nie atakuje w obronie młodych, strzelanina w której agentce FBI potrzeba 6 kul, żeby z 5 metrów postrzelić przeciwnika w nogę i potem 7, żeby dobić w głowę. W tym czasie nasz dobry "myśliwy" nie pomaga, więc pozwala zginąć policjantom, ale jak chcą kropnąć naszą agentkę to już jest na pozycji z wymierzoną lufą i akurat jej postanawia pomóc - niby drobiazgi, ale ujmują całości, bo są trochę żenujące.

        Jak pisałem, ogólnie film warty zobaczenia, ale jak ktoś pisze arcydzieło, to albo nie rozumie słowa, albo go nadużywa.

        • Co Ci brzmi naiwnie, bo nie czaję? Według Ciebie każdy przestępca musi być mistrzem zbrodni? To byli prości i głupi ludzie, którym ewidentnie brakowało czegoś w ich życiach. Gwałcenie kobiety nie jest normalne i odważając się na taki czyn trzeba być naprawdę paskudnym zwierzęciem.

          Żaden z tych detali nie raził mnie w oczy. Wszystko jest przedstawione dość realistycznie. Jesteś w błędnym przekonaniu, że każdy agent FBI to wszystkowiedzący człowiek mający doświadczenie w każdej dziedzinie życia. Specjalnie obejrzałem powtórnie moment sekcji zwłok próbując doszukać się ruszającej się klatki piersiowej i nie udało mi się, a oglądałem naprawdę uważnie.

          • No właśnie wypisałem wyżej kilka szczegółów, ale nie istotne. Film całkiem niezły.

            • Witam,

              >i wiele detali, które rażą w oczy. Np. ruszająca się klatka piersiowa "trupa" na stole coronera

              Ja niczego podobnego w tej scenie nie dostrzegłem. A nawet gdyby tak było, to dlaczego miałoby to razić? Dorabiałem na pierwszym roku studiów w prosektorium. Głównie pełniłem dyżur w nocy pilnując, ale incydentalnie na wyciągnięcie ręki widziałem mycie ciał. Nie tylko na skutek dotyku, ale nawet i bez niego, gdy resztki powietrza wychodziły z płuc, klata piersiowa się ruszała. Nie tylko klatka. I działo się nawet więcej niż sam ruch…


              >agentka FBI, która przybywa sama, bez odpowiedniej kurtki w góry i jest wrażliwym żółtodziobem

              To było wyjaśnione w filmie. Już w pierwszej niemal wymianie dialogów. Ściągnięto ją prosto z sali rozpraw i pchnięto do sprawy ocenianej jako mało znacząca.
              Wg mnie reżyser umyślnie to tak poukładał.
              Wiemy, że Taylor Sheridan zaangażował się w projekt bardzo emocjonalnie. Napisał scenariusz, wyreżyserował. Wcześniej rozsyłał aktorom upatrzonym sobie do pozyskania skoroszyty ze statystykami i raportami obrazującymi patologie występujące w rezerwatach rdzennych Amerykanów. Takie materiały, mające ich zachęcić do uczestnictwa w projekcie otrzymali m.in. Elizabeth Olsen, czy Jeremy Renner.
              Na długo przed rozpoczęciem zdjęć opłacił ponoć ludzi, którzy przez 3 miesiące krążyli po instytucjach rządowych, archiwach i bibliotekach federalnych, aby zobrazować i zdefiniować tematykę będącą tłem do filmu.
              Kreując wizerunek agentki FBI na dziewczę o wyglądzie cheerleaderki zrobił to celowo. Chciał w tak zakamuflowanym przekazie (daje ich też znacznie więcej) pokazać, że zasadniczo sprawy (patologie), o których opowiada film nie specjalnie kogoś zaprzątają. Stąd na miejscu nie Dana Scully a blondyneczka o aparycji żółtodzioba.


              >samica kuguara, która nie atakuje w obronie młodych

              No nie atakuje, ale jak ktoś się bardziej zagłębia w zachowania tych drapieżników to w tej scenie nie ma chyba niczego, co uzasadniało by krytykę. Inaczej się zachowuje w podobnej sytuacji niedźwiedzica, inaczej wilczyca. A inaczej kojot, czy puma płowa. Z tego co mi wiadomo, ta ostatnia jest zdeterminowana, gdy broni już pozyskanej w jej rozumieniu zdobyczy, lub będąc ranną, albo wyjątkowo głodną. Co charakterystyczne, zdemaskowana w kryjówce, lub zaskoczona nie na swoich warunkach, inaczej niż taki kojot, prawie zawsze się wycofuje. Że nie broniła małych? Facet zaświecił w głąb jamy i mruknął sobie pod nosem. Do legend przeszły opowieści o determinacji w podobnej sytuacji niedźwiedzic, ale duże koty, zdaje się, jeśli tylko ich nie oddzielisz od małych, czy nie staniesz miedzy nimi, gdy są solidnie najedzone, potrafią zachować spokój w przekonaniu, że do końca nic się nie wydarzy, lub że wciąż nie zostały wykryte.


              >strzelanina w której agentce FBI potrzeba 6 kul, żeby z 5 metrów postrzelić przeciwnika w nogę i potem 7, żeby dobić w głowę.

              Chwilę wcześniej otrzymała postrzał w pierś ze strzelby gładkolufowej, przez drzwi, ale z bezpośredniej odległości. To Mossberg 590 Mariner, więc z takiego niemal przyłożenia powinien wywołać poważne obrażenia nawet przy dobrej jakościowo kamizelce, co w sumie się zresztą stało. Pewnie, gdyby nie drzwi, które wytraciły prędkość ładunku, to by było na miejscu po niej pomimo posiadania kamizelki. Ma prawo nie widzieć, lubo ledwo widzieć przez jakiś czas, także na najbliższą odległość. Nawet przy postrzale w kamizelkę z małokalibrowej broni krótkiej, odczucie dla chronionego kamizelką kuloodporną porównywalne jest z walnięciem w klatkę młotkiem. Trudności z oddychaniem, problem z mówieniem (pokazano to zresztą w scenie strzelaniny, jak ktoś uważnie patrzy). Na krótką chwilę reżyser bawi się z nami wygłuszając kanonadę, co podpowiada, że postrzelona agentka przez moment niewiele też słyszy.
              W krytykowanym przez Ciebie ujęciu oddaje z Glocka 17 (lub 19) ok. jedenastu strzałów, ale tylko jeden, ostatni – w głowę przeciwnika wziętego na cel.


              >W tym czasie nasz dobry "myśliwy" nie pomaga, więc pozwala zginąć policjantom, ale jak chcą kropnąć naszą agentkę to już jest na pozycji z wymierzoną lufą i akurat jej postanawia pomóc - niby drobiazgi, ale ujmują całości, bo są trochę żenujące.

              Strażnik FWS prowadzi ogień z wykorzystaniem sztucera Marlin 1895SBL strzelającego ciężkimi pociskami 45-70 Government o wysokim współczynniku obalania. Ale i tak mocna amunicja posiada swoje ograniczenia. Aby mieć pewność przebicia dobrych jakościowo kamizelek, które nosili WSZYSCY osobnicy z przeciwnych barw klubowych, musiał najpierw pokonać taki dystans, aby się zbliżyć na ok. 200 m. Nie mógł od razu „pomagać” i „pozwolił zginąć policjantom” gdyż musiał najpierw skrócić dystans i zająć pozycję. Zwróć też uwagę na odstępy między oddawanymi ze sztucera strzałami. Pierwszy, potem przerwa, następnie dwa jeden za drugim, potem dłuższa przerwa (przeciwnik za osłoną, w krytym pomieszczeniu) i ostatni oddany strzał.
              Wg mnie ta scena jest dopracowana przez zawodowca, który nad nią czuwał.
              Mam nadzieję, że teraz wygląda mniej żenująco.
              Niemniej w finalnej ocenie filmu to się aż tak mocno nie rozmijamy.

              Pozdrawiam,
              jabu

            • >ale jak ktoś pisze arcydzieło, to albo nie rozumie słowa, albo go nadużywa.

              Też uważam, że z tym arcydziełem i dziesiątką to kolega zawieszający temat przestrzelił.
              Ja dałem 8 uznając film za „bardzo dobry” i czuję się na siłach obronić merytorycznie taką ocenę.

              Pozdrawiam.

              • Widzę, że posiadasz bardzo dużą wiedzę dotyczącą tego filmu, więc miałbym jedno pytanie do Ciebie i byłbym wdzięczny jakbyś mógł na nie odpowiedzieć. Skoro ślady skutera prowadziły do rafinerii, a Cory powiedział, że nie było śladów powrotnych to kto pojechał skuterem spod domu tych 3 ćpunów?

                • Witam,

                  właśnie Ci odpisuję. Jeszcze chwila.

                • Witam,

                  Posiadam wiedzę porównywalną z większością oglądających. Jedyna różnica polega może na tym, że po obejrzeniu filmu, gdy się zorientowałem, że wciąż o nim myślę, wygospodarowałem czas na zapoznanie się z szeregiem wywiadów z reżyserem i aktorami. Potem prześledziłem opinie poważanych przeze mnie krytyków, sprawdzając na ile ich zdania są rozbieżne względem mojego a na ile się pokrywają. Swoje też zrobił fakt, że odkąd pamiętam zawsze interesowałem się tzw. tematyką indiańską. W PRL-u przechodzili przez to, jeśli nie wszyscy, to bardzo wielu. Indianie, zbieranie znaczków, akwarystyka. Dość typowe dla tego czasu etapy, obecnie już prawie na wymarciu. To był dość normalny etap. Ale też i te 30-40 lat wydawano u nas nieporównywalnie więcej literatury na temat rdzennych Amerykanów, tyle, że o dyskusyjnej wartości.

                  Aby trzeźwo analizować filmy pod kątem realizmu, dopracowania szczegółów, czy nawet zwyklej logiki, należy pamiętać, że nie ma obrazów doskonałych. W każdym, nawet najlepszym coś się znajdzie. „Wind River” nie stanowi wyjątku, choć ja osobiście uważam film za zrobiony dość dbale.
                  Ostatnio odświeżyłem sobie serial mocno zapamiętany z młodości – „Północ Południe”, ale już tą „gorszą” w moim odczuciu część w reżyserii Kevina Connora. Do serialu czuję silny sentyment, choć faktograficznie oceniam z dystansem. W scenie batalistycznej obrazującej pierwszą bitwę pod Bull Run, gdy konfederacka kawaleria szarżuje, przez sekundę widać… operatora wraz z kamerą siedzącego na wysięgniku i filmującego z perspektywy pole walki. Przy montażu zdjęć jakoś nikt z ekipy nie miał z tym problemu i tak już poszło.
                  Możliwe, że i w „Wind River” z czasem jakiś bardziej uważny widz się czegoś dopatrzy. Może nawet będą to rzeczone ślady skutera o które pytasz.


                  >Skoro ślady skutera prowadziły do rafinerii, a Cory powiedział, że nie było śladów >powrotnych to kto pojechał skuterem spod domu tych 3 ćpunów?

                  Ciało dziewczyny znaleziono za wzgórzem, niedaleko domu ćpunów, bo pewnie tam właśnie próbowała dotrzeć. Raz, że było to, zdaje się, najbliższe miejsce, gdzie ktokolwiek mieszkał – względem rafinerii. Dwa, że pewnie wiedział, iż koczuje tam jej brat. W szemranym towarzystwie, ale zawsze brat. Policja, czy strażnik nie mieli pojęcia, ze „chodziła” z białym. To wynika z rozmów, gdy się naradzaj aa przed domem ćpunów. Ale brat wiedział. Przecież to chyba od niego się właśnie tego dowiedzieli. Jeśli dziewczyna powiedziała o swoim związku z białym bratu to można chyba założyć, że z kolei jej chłopak wygadał się choć trochę na podobny temat względem swoich kumpli. Może nie znali nazwiska dziewczyny, ale być może byli świadomi, że koczuje nieopodal, kilka mil od nich.
                  Podrzucenie ciała zatłuczonego na śmierć kolegi, mogło skutkować oskarżeniem brata dziewczyny o to, ze w afekcie, czy z rozmysłem – nie istotne – zaatakował go sam. W towarzystwie reszty ćpunów-kolegów, czy kogo tam jeszcze innego. Przecież założyli, że siostra nie zaświadczy w obronie, bo nawet nie wiedząc gdzie jest, zakładali, słusznie zresztą, że nie zdołała przeżyć. Przyjęli za rzecz naturalną, że Indianie będą pierwszymi i pewnie jedynymi podejrzanymi. Dodatkowo, że sami sobie jeszcze zaszkodzą, czy to poprzez niechęć do jakiejkolwiek współpracy z władzą, lub też nie specjalnie się wystraszą formułowanych przeciw nim zarzutów.
                  Co mówi szeryf w jednej z następnych scen pod adresem dwóch młodych ćpunów? Pamiętasz? Coś w stylu:
                  - Spodziewają się trafić za kratki. To taki rytuał przejścia. Wyczekują go. Trzy ciepłe posiłki dziennie, wyro, darmowa kablówka. Dla nich wszystko jest lepsze niż to, co tutaj.
                  Odśwież sobie proszę, treść napisów, na które trafia agentka FBI w feralnej przyczepie, chwilę przed zastrzeleniem nawalonego jak stodoła Indianina. Tam jest nabazgrane coś pokroju: „moi bohaterowie zawsze zabijali kowboi”.
                  No trudno o bardziej idealnych kandydatów.
                  Ochrona pilnująca rozległego terenu w trudnych atmosferycznie warunkach powinna wiedzieć, gdzie znajdują się w okolicy siedziby. Przynajmniej te położone najbliżej. A wiemy, że nadzorowali obszar wokół bazy z użyciem aut terenowych i skuterów.
                  Mogli też zupełnie nie zdawać sobie sprawy, że w tym najbliżej nich zamieszkałym miejscu, wegetuje sobie z kumplami brat dziewczyny. Podrzucili ciało kolegi tam, bo było blisko. Bo można domniemywać, że dobrze wiedzieli, iż mieszkają tam tubylcy. Mogli zakładać, lub z wywiadu środowiskowego wiedzieć, że dodatkowo tacy, co to ciągle są w konflikcie z prawem. Mówił o tym szeryf. Wiedział to strażnik FWS. Wydaje mi się, że firma ochroniarska operująca w tak specyficznym miejscu, gdzie procentowo wielu mieszkańców posiada własną broń palną, a konflikty na tle rasowym, prawdziwe, czy urojone wciąż się tlą, obowiązkowo musiała dostawać od szeryfa, czy innych przedstawicieli prawa, szereg informacji w stylu: na kogo uważać bardziej i w gdzie wykazać wzmożoną ostrożność.
                  Zajechali główną drogą pod przyczepy z zamelinowanymi ćpunami. Uważali, aby ich nie widziano, lub liczyli na szczęście. Może świtało, może wciąż jeszcze była noc. Nawet jak któryś z ćpunów by coś zauważył, to kto by im uwierzył?
                  Wozem podwieźli skuter i ciało kolegi. Potem wrócili do siebie poza jednym, który jadąc skuterem wraz z ciałem odjechał na niewielki dystans. Porzucił trupa w pobliżu i na skuterze pokonał już tych kilka mil do swoich w trudnym terenie zakładając, iż przyroda i aura zatrą wszelkie ślady zanim ktokolwiek zacznie szukać i dziewczyny i jej chłopaka. Rozpoczynała się już burza śnieżna. Sami nie zgłosili przełożonym, że jeden z kolegów „się oddalił”, czy zniknął, o stanowiło część planu. Dziewczyna była na gigancie. Nikt by jej przez jakiś czas nie szukał. Mogli tak zakładać. A po tygodniu, czy dwóch drapieżniki oraz pogoda zrobiły by już pewnie swoje w stopniu, który jeszcze bardziej uniemożliwiałby efektywne dochodzenie.
                  Nie przewidzieli tylko, bo przecież nie mogli, że ktoś niepowołany, przemieszczający się po pustkowiu mimo nadchodzącego załamania pogody, znajdzie ciało ofiary już nazajutrz. W chwili, gdy jeszcze coś da się wypatrzeć i wydedukować i to pod warunkiem, że akurat ktoś wyjątkowo dobrze obeznany z miejscowymi warunkami się tym zajmie.
                  W scenie następującej po tym, gdy już znaleźli ciało zamordowanego mężczyzny, strażnik Lambert, już pośród ciemności mówi do szeryfa coś w tym stylu:
                  - Ostatnie 800 metrów przeszliśmy pieszo, ale zostawiliśmy odciski, więc mogę was tam jutro zabrać.
                  Oznaczało by to, że po między odkryciem zacierających się już w śnieżnej mżawce śladów niezidentyfikowanego skutera a zapadnięciem zmroku napadało na tyle dużo, że wyraźny trop zostawili już tylko strażnik FWS wraz agentką.
                  Niewykluczone, że „końcówkę” śladów skutera, już w rejonie rafinerii znalazł nazajutrz jeszcze tylko dlatego, że pośród załamań terenu i drzew nie wszystko znika w opadach pod śniegiem równomiernie. Ponadto były one na swoim końcowym etapie świeższe od tych zostawionych wcześniej, w pobliżu koczowiska ćpunów.

                  Nie wiem, czy logicznie rzecz wyjaśniłem niemniej zakładam, że mogło tak być i tak ja to odebrałem. Jeśli ktoś ma inną koncepcję, lub bardziej trafne spostrzeżenia – z przyjemnością się z nimi zapoznam.

                  Pozdrawiam,

                • Dzięki wielkie za tą wyczerpującą odpowiedź. Zgadzam się z Twoim tokiem rozumowania, ale kilki informacji mi zabrakło w filmie np.odnośnie rezultatu strzelaniny, czy szeryf przeżył, ale poza tymi mankamentami film uważam za naprawdę bardzo dobry.

                  Pozdrawiam

                • Witam,

                  Otrzymał postrzał w szyję od ognia prowadzonego z karabinka szturmowego. Szczerze wątpię, aby go odratowano nawet wówczas, gdyby była możliwość udzielenia szybkiej pomocy medycznej. Może w wydaniu szpitalnym, ale nie na takim pustkowiu.
                  Przecież nawet agentka FBI raczej by nie przeżyła, mimo że kamizelka przyjęła na siebie prawie cały efekt trafienia.
                  Zresztą wg mnie to właśnie strzelec używający karabinka przesądził o wyniku strzelaniny. Prowadząc ogień z zaskoczenia i zza osłony trafił aż troje strzelców z przeciwnych barw klubowych. Nie chcę już ponownie odtwarzać tamtej sceny, ale jeśli pamięć nie płata mi figli to wyeliminował szeryfa (postrzał w szyję), jednego z jego zastępców (rana w głowę – a więc obu na przysłowiowy amen) i funkcjonariusza policji stanowej trafiając tego ostatniego parokrotnie w obie nogi. Ten ostatni jeszcze się później leżąc przez chwilę bronił po przeładowaniu broni, ale zasadniczo było już po herbacie.
                  Ostatniego, poza agentką przeciwnika (drugiego z policji rezerwatu) dobito strzałem w tył głowy, gdy usiłował się odczołgać.
                  W chwilę potem ogień rozpoczął z kolei strażnik FWS. Przy miejscach w które mierzył i trafiał (zwróć uwagę, że każdorazowo jest to okolica serca), amunicji, której używał i odległości z której strzelał (szef ochroniarzy postrzelony pierwszym strzałem ma przebicie nawet na wylot i to pomimo osłony dawanej przez kamizelkę, zadbano aby to pokazać specjalnie filmując rzecz z boku – kolejny plus dla twórców) – żaden z postrzelonych w końcówce strzelaniny ochroniarzy nie miał raczej szans tego przeżyć.
                  Wymianę ognia wg mnie przeżyły tylko trzy osoby: agentka FBI, strażnik FWS oraz inicjator i prowodyr całej tragedii, ochroniarz uciekający z przyczepy. Przy czym ten ostatni jak wiemy - na krótko.

                  Pozdrawiam.

    • No kolego. Na prawdę jestem pod wrażeniem – widzę, że przechodzisz samego siebie w każdym wątku wklejając słowo w słowo co do treści, tą samą argumentację:
      http://www.filmweb.pl/film/Wind+River-2017-763812/discussion...

      http://www.filmweb.pl/film/Wind+River-2017-763812/discussion...

      Ok. – grajmy wg reguł które sam zaproponowałeś. Zobaczymy dokąd to zaprowadzi:

      Witam,

      Nie ma filmów doskonałych, ale akurat rzeczy bardziej zastanawiających nie wychwyciłeś wskazując natomiast takie, które (wg mnie) da się wytłumaczyć.


      >Ale zacznijmy od początku kolesie chcą sobie poużywać bo są wyposzczeni tak >więc biją kolegę i go neutralizują

      Jesteś pewny, że było dokładnie tak, jak piszesz? Bo ja widziałem co innego. To ON zaatakował (na poważnie) ich. Dokładnie jednego konkretnego po tym, jak przekroczył granicę a zalani koledzy nie zareagowali na prośby zabrania go („Curtis zabierz go!") ograniczając się do kiwania nań głową i ręką oraz postękiwania („Pete, chodź tu”.) .


      >ok ale po co od razu go zabijać(to już morderstwo,niepotrzebne komplikacje) >a przeciez chcieli tylko się zabawić(małe konsekwencje za ten czyn)

      Przecież tam wszystko się potoczyło w kilka sekund wymykając spod kontroli. Myślisz, że którykolwiek z tych zalanych facetów chciał kogokolwiek zabić? Serio? Ale nagle wyszło, że „zwykłe” popychanie przeradza się w bójkę na serio. I to w bójkę, w której jeden (wkurzony, trzeźwy i z odpowiednią „muskulaturą” oraz, co chyba we wszystkim najważniejsze – zdeterminowany bronić swojej kobiety) - facet leje przez chwilę bodajże pięciu innych. I to leje potężnie, nie na żarty. Jego dziewczyna przytrzymywana przez szefa grupy ochroniarzy uwalnia się gryząc go i rzuca się między walczących. A szef (wciąż przypominam, że także zalany) widząc, że sytuacja wymyka się spod kontroli sięga po czekan (lub coś pochodnego, pewnie do kruszenia lodu) i wali nim najpierw dziewczynę a potem „trzeźwego” kolegę. Jeden ruch jednego człowieka wykonany pod wpływem alkoholu, nerwów, adrenaliny, czy erupcji emocji – nazwijmy to, jak chcesz.
      Kiedyś widziałem niemal identyczną scenę u kolegi na wyciągnięcie ręki. Zalany ojciec po powrocie z libacji zaczął lać żonę. Nastoletni syn go odepchnął. Zalany ojciec kalkulując, że łapkami nie da rady wycofał się do kuchni i po 2 sekundach ruszył na syna z tasakiem do rozdrabniania mięsa. I wierz mi na słowo, nie miał zamiaru wyłącznie postraszyć. Dodam, że historia nie skończyła się tragicznie, ale nie była to zasługa tego z tasakiem, bo go w okamgnieniu obezwładniono. W scenie pokazanej w filmie faceta z czekanem nie miał kto obezwładnić.

      >a przeciez chcieli tylko się zabawić(małe konsekwencje za ten czyn)

      Jak można tak napisać… ale to już Twój punkt widzenia. Ok. Tyle, że to, co piszesz powyżej to przecież nieprawda. Są stany w których za gwałt ze szczególnym okrucieństwem (przypomnę, że tłuką ją, ogłuszają czekanem, to samo robią z broniącym jej chłopakiem. Potem zaczynają gwałcić) grozi podobna kara, co za morderstwo. Możemy o tym pogadać jeśli chcesz.
      Natomiast wydaje się, że w specyficznych okolicznościach, ale takie w sumie zaistniały w filmie i pokazano je aż do głębi obrazowo (obraz nie przypadkiem otrzymał kategorię R) kary za gwałt, ale i za morderstwo również, nie są już tak nieuchronne.
      Ciekawe są dane za 2011r w odniesieniu do statystyk względem najcięższych przestępstw na rdzennych Amerykanach (wchodzą w nie m.in. morderstwo i gwałt), wg których prokuratorzy federalni odmówili wniesienia oskarżenia przeciw nie Indianom w 52% spraw tego typu a w odniesieniu do zgłoszonych gwałtów na kobietach pochodzących z rezerwatu – w 65% - a na gwałtach nieletnich z rezerwatu – w 61%.
      Tu to kolega znajdzie, oraz inne ponure pokrewne statystki:
      http://trac.syr.edu/

      Gwałt na Indiance przez nie Indianina, jeśli ten miał miejsce poza rezerwatem, będzie ścigany, ale pod warunkiem zaistnienia specyficznych okoliczności.

      Odsyłam m.in. do „Newsweeka” z 4 listopada, akurat łatwego do odkopania, bo dopiero co czytanego:

      "Sexual assault of a Native woman by a non-Native couldn’t be prosecuted because it was a state crime on federal land. At the same time, if you were a Native accused of assaulting a non-Native, you could be prosecuted twice, once by the federal government and once by the tribal police. It was a double standard of medieval proportions.”

      w którym jest zasygnalizowanych kilka innych niuansów oraz ponurych ciekawostek z nimi związanych:

      http://www.newsweek.com/2017/08/11/movie-wind-river-taylor-s...

      A jak kolega nie specjalnie wierzy dziennikarzom z „Newsweeka” (bo fakt, nie zawsze są obiektywni a w Stanach toczy się swoista, dość podobna wojna na polu dziennikarskim, co i u nas) to, jeśli jest wola i czas, odsyłam do ciekawej lektury pod poniższym linkiem, przybliżającej złożoność przestępstw na rdzennych Amerykanach, lub między nimi:
      https://www.justice.gov/tribal/tribal-law-and-order-act

      Przypomnę też, że na tym obszarze (rezerwat Arapaho w Wind River w Wyoming) statystki pokazują 5 i 7 razy wyższą przestępczość (odpowiednio w odniesieniu do napadów z użyciem broni palnej, oraz do napadów na tle seksualnym) względem średniej krajowej. Średnia życia wśród kobiet to… 49 lat a nastolatki z rezerwatu się zabijają 2 razy częściej niż względem średniej krajowej. A statystyk dla płci żeńskiej która znika z rezerwatu (ucieczki małoletnich, ucieczki żon od mężów, zniknięcia itd.) nie prowadzi się. Dla tego rejonu brak takowych w Department of Justice, CDC, ani nie słyszałem, aby zajmowała się problemem jakaś inna organizacja (co, tak na marginesie wystawia smutne świadectwo również samym Indianom, czy rdzennym Amerykanom, jeśli ktoś się zamierza czepiać o poprawność).
      Pamiętam, że w którymś z numerów New York Times z początku 2011, czy 2011r (do odkopania w sieci) dwóch autorów artykułu, zapewne zainspirowanych premiera filmu, podawało, że wg ogólnokrajowych statystyk w odniesieniu do kobiet ze społeczności indiańskiej – są gwałcone 4 razy częściej względem średniej krajowej (gwałty zgłoszone) a mordowane 10 razy częściej niż inne Amerykanki. Zaznaczam jednak, iż nie wiem czy to dane oparte na prawdziwych statystykach, czy może przejaw nadgorliwości w poprawności politycznej, co dziennikarze oraz ich szefowie z New York Times czasami prezentują (mój kolega piszący m.in. także dla nich, omal nie wyleciał latem z roboty na skutek, jak domniemywa, donosu ze strony Radka Sikorskiego, lub osób z nim związanych. W rozmowie po incydencie – żartował, że uratował go fakt, iż jest czarny. Białego by wywalili.)
      Dodatkowo przy ponad 80% bezrobociu część kobiet i dziewcząt z rezerwatu się prostytuuje (aby zdobyć na utrzymanie, alkohol, narkotyki) na drogach, po knajpach, w motelach, czy ogólnie w okolicznych miejscowościach.
      Czy świadomość tego wszystkiego mieli zalani ochroniarze? Pewnie nie, lub nie całkiem, ale klimat z tym związany zapewne czuli i im się gdzieś tam udzielał.
      Myślę zresztą, że te statystki, lub ich brak (co też daje do myślenia) i związane z nimi tragedie stanowiły inspirację dla Taylora Sheridana (odsyłam do wywiadu z Nim z 5 sierpnia 2017r dla Scotta Simona), który tak się zaangażował, że nie tylko wyreżyserował, ale i przygotował scenariusz. Pamiętam wywiad z Elizabeth Olsen, która była zaszokowana (lub dobrze to markowała) przytoczonymi statystykami nie mogąc ich zaakceptować (w nie uwierzyć?). Podobno to przeważyło, iż po przeczytaniu scenariusza i długich rozmowach przez telefon ze wskazanymi osobami (także z policji stanowej i z rezerwatu, które problem potwierdziły) zdecydowała się przystąpić do projektu, ale ponownie zastrzegę iż, nie wiem ile w tym szczerości a ile public relations.
      .

      >jedziemy dalej ona ucieka,oni jej nie gonią,może była szybka a oni leniwi(zbyt pijani?)

      Mnie się wydaje, że tu nie ma słabych stron:
      są zalani, poturbowani (część z nich), mają zmasakrowanego trupa na podłodze. Nie planowali tego. Wszystko się potoczyło „samo”. Widzą buty dziewczyny a więc wybiegła boso. Wiedzą, że jest ranna (czekan). Dziewczyna najprawdopodobniej uciekła do odległego o te 200-300 metrów lasu (ja bym tak zrobił, pod warunkiem, że w afekcie działał bym racjonalnie, o co trudno, bo w podobnych sytuacjach robi się rzeczy niewytłumaczalne. Przynajmniej dla „stojącego z boku”, który po zdarzeniu o tym czyta w cieplarnianych warunkach). Ścigaj ją pieszo, czy na skuterze między drzewami w nocy, gdy jesteś poobijany, pijany i oszołomiony całą sytuacją. I – zdaje się, rzecz najważniejsza: myślę, że ci (mniej pijani), szybko skalkulowali, iż Jej szanse w tych warunkach, bez butów, przy mroźnym powietrzu oraz odniesionej ranie i na bezludziu – są żadne, lub bliskie zera.
      Przypomnę Ci, że nawet taki nowicjusz (w danym środowisku, o danej porze roku) jak agentka FBI (Elizabeth Olsen) zadaje do Lamberta jako jedno z pierwszych pytań:
      - Jak myślisz, jak daleko można się tu dostać boso?
      A ochroniarze „tkwiący” w tym surowym interiorze od kilku miesięcy posiadali – co można chyba założyć – rozleglejszą wiedzę (nawet mimo alkoholowego zamroczenia), czym niemal w 100% grozi latanie na boso w mrozie na bezludziu.
      Od siebie dodatkowo przypomnę, ze w tym rejonie jest relatywnie ciepło przez ok. 2 miesiące w roku.
      Skąd też ta kalkulacja, że jej nie gonili? Bo w filmie tego nie pokazano? W tym filmie pokazuje się oszczędnie i z niedomówieniem wiele rzeczy. A szeregu innych się wcale się nie pokazuje, tylko o nich napomyka, lub je sugeruje. I tak sobie myślę, że to jest jeden z jego atutów, bo po seansie widz wiele z tego tytułu rozmyśla, domniemywa, snuje refleksje i się zastanawia.
      Możliwie, że nie gonili w kierunku lasu (z powodów, które wyżej zasygnalizowałem), ale równie dobrze można założyć, że ze dwóch bardziej „w stanie” wskoczyło zaraz na skutery i pognało w kierunku zostawionych śladów oświetlając drogę włączonymi światłami pojazdów. Po czym… zatrzymali się po niemal wjechaniu na pierwsze drzewo, lub wpadnięciu w pierwszy dół, czy korzeń ukryty pod zaspą, który ich zastopował. Zresztą w samym filmie jest tekst o jeździe skuterem pośród zasp i drzew prowadzony przez Lamberta z agentką FBI. Już sama jego treść powinna dać do myślenia, co do prowadzenia skutera w takich warunkach: jedziesz wolno – grzęźniesz zaraz w zaspie. Jedziesz szybko – wpadniesz na drzewo a w najlepszym wypadku grzmotniesz o gałąź. A wszystko to w biały dzień a nie pośród ciemności nocy. – przypomnę na co się powołują ochroniarze tłumacząc skaleczenia i zadrapania w rozmowie z agentką FBI na chwilę przed finałową strzelaniną) .


      >no i przechodzimy do najważniejszej sceny,kolesie poczuli zagrożenie i nie wytrzymali i co postanowili odstrzelić agentkę FBI a do tego jeszcze kilku policjantów i co jak to chcieli zatuszować? :D

      Twórcy filmu na samym jego początku informują nas, że obraz oparto na prawdziwych wydarzeniach. To trochę taki wybieg a z pewnością lekkie nadużycie. Co do całości problemu, czy raczej problemów zasygnalizowanych w obrazie – to zgoda na taką definicję podpierającą się faktami (odsyłam do statystyk i liczb przytoczonych przeze mnie powyżej), ale względem strzelaniny z ochroną rafinerii – to już raczej nie.

      Myślę, że nie chcieli już TEGO zatuszować. Zatuszować to chcieli gwałt na Indiance i zatłuczenie na śmierć broniącego jej kolegi. Mogli zapewne, albo zwiać gromadnie każdy w swoją stronę przyznając się tym samym niejako do winy, albo czekać licząc na szczęśliwy dla nich rozwój wydarzeń. Ślady prowadzące do nich bezpośrednio ściągnęły im na kark policję po 3 dniach. A zapytam Cię, czy identycznie by było, gdyby nie arcyważna pomoc udzielona ze strony strażnika z FWS (Jeremy Renner)? To on wykonał kluczową pracę. Wypatrzył ślady skutera (w sumie dwukrotnie). Doprowadził do znalezienia obu ciał (pierwszego przypadkowo, ale niemal natychmiast po tragedii, co stanowiło wyjątkowy fuks, drugiego - już skutkiem fachowego tropienia, będącego jednak konsekwencją pierwszego). Nad interior nadchodził cykl śnieżnych burz. Można było zakładać, że w kilka dni zasypią wszystko? Wg mnie – tak. Bez tropienia strażnika z FWS grupa funkcjonariuszy zapewne też by do nich dotarła, ale raz, że później (a czas ze względu na aurę był tu kluczowy) a dwa, że prawdopodobnie po pierwszej wizycie odeszli by z kwitkiem. Przypomnę, że strzał zza drzwi padł w reakcji na ostrzeżenie rzucone na głos przez szeryfa, który dostał od kogoś na tyle elektryzującą i nagłą wiadomość, iż podniósł głos sięgając po broń. Gdyby nie ten telefon, jak potoczyły by się wypadki? Zarówno policjanci stanowi, jak i plemienni nie mieli prawa wtargnąć i przeszukać baraku (odsyłam do rozmowy miedzy nimi a agentką FBI bezpośrednio przed akcją, która jest w tej materii wręcz symboliczna:
      - Przeszukamy także przyczepę (…).
      - Macie nakaz?
      - Ładnie ich o to poproszę.
      Sama agentka bez nakazu także nie mogła wyważyć drzwi i wtargnąć do środka. Odmowa ze strony ochrony „podania klucza” na bank wzbudziłaby dodatkowe podejrzenia przechodzące w pewność, ale funkcjonariusz odeszliby na tę chwilę z kwitkiem. Gdyby nie ostrzeżenie przesłane szeryfowi przez Lamberta i gwałtowna reakcja na jego treść ze strony szeryfa, można domniemywać, że obie strony by się wówczas „rozeszły”. Jasne, że nie na długo. Nawet w czasie krótkiej drogi do baraku szef ochrony zdradził się w rozmowie z niepokojących faktów a wygląd jego oraz kolegów wzbudził jednak podejrzenia. Więc za dzień-dwa by wrócili. Ale po pierwszej wizycie grupa ochroniarzy miała by się szansę naradzić i zapewne szybko dotarło by już do nich, że mistyfikacja nie przeszła a sprawy nie da się zatuszować. Gliniarze dotarli do nich szybciej niż sprawcy kalkulowali. Dziewczynę znaleziono nazajutrz. Ciało jej chłopaka dzień potem. Aura oraz przede wszystkim zwierzęta, nie zdołały zatrzeć śladów (przypomnę tekst który wypowiada Lambert o swojej znalezionej córce:
      „Jeden facet wyprowadzał owce przez Wind River. On ją znalazł. Ponad 30 km od naszego domu. Autopsja niewiele pomogła bo kojoty się za nią zabrały.”.
      A gdyby lew górski z dwójką małych zamiast pożreć krowę Indianina, trafił jeszcze w nocy na ciało dziewczyny, to co by z niej zostało? I można zakładać, że szczątki nie rzucały by się tak jednoznacznie w oczy z przyczyną zgonu zidentyfikowaną jako morderstwo (ranę od czekana na głowie zauważono od razu). Gdyby z ciała została 1/3 też by im to weszło w oczy?
      Myślę, że szanse na zatuszowanie tego, w rozumieniu sprawców – incydentu były spore, tylko zabrakło im jeszcze w tym wszystkim szczęścia. Nie mieli szklanej kuli, która by im pokazała, że jakiś tropiciel znalazł i zinterpretował w dzień-dwa to, co kalkulowali, iż zostanie odkryte po tygodniu-dwóch, w innym stanie. Gdyby kulę mieli, pewnie by się w kwadrans zwinęli wiejąc w stronę kanadyjskiej granic z przeświadczeniem, że tym razem szczęście dopisze i się uda. Ostrzeżenie rzucone głośno przez szeryfa sprowokowało ochroniarza ze strzelbą za drzwiami sprowokowało do oddania strzału (a wiemy, że zrównoważony i o dobrej samokontroli to on nie był – przypomnę jego zachowanie względem dziewczyny oraz Jej chłopaka, bądź co bądź jego kolegi). A strzał ten zainicjował całą resztę. Do tego równie dobrze mogło w ogóle nie dojść. Obie strony by się czasowo rozeszły. Funkcjonariusze, przynajmniej przestrzegający prawa, nie mogli wtargnąć do baraku. Ochroniarze byli tego przepisu doskonale świadomi (a w baraku ukryło się dwóch najbardziej poturbowanych gości, których wyglądu nie dało by się już tak wytłumaczyć), ale skąd mogli przewidzieć, że ktoś nagle w toku całej akcji coś znajdzie i prześle przez telefon na tyle alarmujące ostrzeżenie, że szeryf sam krzyknie i sięgnie po broń? To się wymknęło spod kontroli a jak tuzin facetów otoczonych oparami adrenaliny ma ze sobą broń, umie jej używać (lub im się tak wydaje) i jest zdeterminowanych w jej użyciu oraz w niedopuszczeniu do odebrania sobie wolności, to wydarzenia mogą przybrać nieprzewidywalny przebieg.

      W głowie zapadła mi uwaga rzucona przez jakiegoś mundurowego funkcjonariusza (nie pomnę jakiej służby, tyle, że nie Indianina), który po zakończonym seansie, wychodząc z kina, powiedział coś w stylu:
      - Sheridan testuje na ile czasy Dzikiego Zachodu odeszły w naszym kraju w przeszłość. Przynajmniej w niektórych jego rejonach.
      Przytaczam wypowiedź, bo wydaje mi się, że klimatycznie współgra z tematem naszej rozmowy.

      Pozdrawiam,
      jabu

    • Gra aktorska byla fantystyczna. Już dawno nie widziałem,żeby tak świetnie swoje role oddali główni aktorzy. Bezbłędni,choc zdaję sobie sprawe z tego,że i tak taka ocena bedzie mogla być tylko i wyłącznie subiektywna :) Ale musiałem w tym wypadku odbić pileczke.

    • OMG OMG TRZYMAJCIE MNIE BO NIE WYTRZYMAM!!!HISTORIA TA WYDARZYŁA SIĘ NAPRAWDĘ ....KAPUJESZ!!!!

  • Zwłaszcza że zaczyna się od sceny gdzie gość strzela do wilka. Zostawia karabin, idzie po wilka i odchodzi.

    Myśliwy zapomniał o pukawce :D
    ARCYDZIEŁO - po uju. A potem było już tylko gorzej.

    • Witam,

      >Zwłaszcza że zaczyna się od sceny gdzie gość strzela do wilka. Zostawia karabin, idzie po wilka i odchodzi. Myśliwy zapomniał o pukawce :D

      Właśnie wzmiankowana przez kolegę scena otwierająca film jest wg mnie zainscenizowana całkiem nieźle. Po co strzelający ma zabierać ze sobą sztucer, jeśli zadbano aby oko kamery pokazało widzowi skuteczny strzał komorowy, czyli w serce kojota (terminologia może niezbyt wdzięczna, niemniej konieczna do omówienia wypowiedzi kolegi).
      W tej scenie nie ma wilków.
      Wg mnie każdy zorientowany w temacie myśliwy potwierdzi, że celny postrzał w komorę prawie zawsze daje u kojota, w odróżnieniu od innych zwierząt (sarny, kozła) natychmiastowy efekt. I to przecież twórcy filmu w tym ujęciu pokazali. Potem słyszymy kolejny strzał, co preferuje ostrożny profesjonalista, lub myśliwy z prawdziwego zdarzenia, mający zawsze na względzie ograniczenie cierpienia zwierzęcia. Poza tym w przypadku odstrzału kojota, jeśli zważymy na charakter tego zwierzęcia, drugi strzał na wszelki wypadek może być zasadny.
      Przecież strażnik z FWS prowadzi w tej scenie odstrzał z wykorzystaniem karabinu Remington 700. Na dobrą sprawę każda stosowana do niego amunicja z bodajże ok. 30 wykorzystywanych do tego typu sztucera modeli, posiada wystarczający współczynniku obalania względem kojota.
      I jeszcze jedno. Mimo zachowania wszelkich zasad bezpieczeństwa ze strony myśliwego w krytykowanej scenie, nie podchodzi on do ustrzelonego kojota bez broni. Przecież trzecia w kolejności scena pokazana w filmie, w ramach której znajduje on zamarznięte ciało dziewczyny, pokazuje, że zawsze pod kurtką chowa dodatkowo rewolwer w sposób umożliwiający szybkie wyciągnięcie. Odsyłam do rzeczonej sceny. Broń jest też pokazana na 12 zdjęciu w zestawie fotografii przypisanych do filmu i prezentowanych na nieszczęsnym FilmWebie.

      Widać, że nad aranżacją scen z użyciem broni czuwał fachowiec. I to w bardzo wielu ujęciach.
      Jeśli ktoś potrafi patrzeć, wiele smaczków podkręca wartość filmu. Broń dobierana do polowań jest tam fachowo dopasowywana w zależności od gatunku tropionego zwierzęcia. Względem kojota (mniejsza masa) mamy sztucer Remington 700. Do kuguara (idąc na skróty – trzykrotnie większa masa względem kojota) dobrano więc sztucera Marlin 1895SBL z ciężką amunicją 45-70 Gov.

      W tej scenie jest co najmniej jedno niedopatrzenie, ale co zastanawiające, kolega go nie wymienił.


      >A potem było już tylko gorzej.

      Tak? A co konkretnie?

      Pozdrawiam,
      jabu

      • Dzień dobry.


        Weź nie pier....
        Broń masz mieć przy dupie i koniec gadki.
        Na forach dla myśliwych swoje mądrości wykładaj. Tam ci powiedzą jak głupi tekst wrzuciłeś.
        Dalej. Ty sam jesteś remington 700. Przecież to była wariacja na temat Winchestera.
        Film jest na necie na np CDA.
        Po drugie on odchodzi bez broni.


        Pozdrawiam

        PS. Finałowa scena. Facet umiera po 100m biegu po śniegu. No chyba w Smerfach.

        • Witam,

          Tym razem przynajmniej napisałeś coś zabawnego.

          >Ty sam jesteś remington 700. Przecież to była wariacja na temat Winchestera.

          https://www.quora.com/In-the-new-movie-Wind-River-what-is-th...

          Ale pewnie ten gość, którego wypowiedź podano w linku też tylko cwaniakuje, czy pier… jeśli się dostosować do Twojego języka.
          Jedyne co tu jest z Winchestera to 2-3 modele amunicji produkowanej przez tą firmę, spośród ok. 30 typów naboi używanych do Remingtona 700.
          Choć wątpię, abyś z tej informacji zrobił jakiś użytek.

          pozdrawiam,

          • A tak jest z tym biegnieciem czy rzeczywiscie po 100 metrach mozna wykitowac?

            • Witam,

              Aronn – to pytanie jest raczej adresowane do kolegi, nie do mnie. Widział w filmie wilki i Winchestery. Mógł zobaczyć i dystans 100 m.
              Przecież to nie jest w linii prostej. Tam jest wierzchołek szczytu z załamaniami terenu. Nigdy nie chodziłeś po górach?
              Tu masz na YouTube „Ogniomistrza Kalenia”.
              https://www.youtube.com/watch?v=MzH7jSHYSY0
              Rzuć okiem i wsłuchaj się w dialog w tej sekwencji: 1:04:28.
              Ja, ze względu na specyfikę terenu nie zaryzykuję podawania odległości. Można natomiast przypomnieć w jakim stanie znajduje się biegnący człowiek. Poobijany, z dwoma nieopatrzonymi postrzałami sprzed kilku godzin (lewe ramię i prawy pośladek) oraz po ciosie kolbą w twarz i kilku trafieniach pociskami pistoletowymi w plecy chronione kamizelką. Jak wówczas zachowuje się organizm? O tym też warto pamiętać.

              Pozdrawiam,

              • jak już wspomiałem ty sam jesteś remington
                musiałem to g... jeszcze raz oblookać ale czego się nie robi dla "przyjaciół"



                Wrzuciłem Ci skriny twoich remingtonów.
                https://imgur.com/a/OwaQU

                ps. Do kojota który też jest wilkiem jakbyś nie wiedział, (tyle że preriowym) gość strzela z innego ale zostawia go na miejscu i odchodzi w siną dal bez niego.
                Skriny kcesz?

                Co do umarcia po 100m bujda na resorach zwłaszcza że koleś 5 min wcześniej ten sam zapindalał 2 km z buta i nic mu nie było.
                Skriny kcesz?
                W Moskwie w zimie to nikt do autobusu nie mógłby się śpieszyć bo by umarł.
                W górach mieszkam, wiem co mówię.
                W filmie jest powyżej zera, śnieg się klei do gościa HEHEHE
                Zresztą : http://akademiatriathlonu.pl/publicystyka/aktualnosci/public...
                Nikt nie umarł.
                Bujda jak qwa w filmie o zombi.
                ps2.
                AHA skrina ci wrzuciłem policz sobie ślady na śniegu. Faktycznie nie było nawet 100m

                • Witam,

                  >jak już wspomiałem ty sam jesteś remington
                  >Wrzuciłem Ci skriny twoich remingtonów.
                  https://imgur.com/a/OwaQU

                  Tu masz dobre forum poświęcone broni strzeleckiej, gdzie zidentyfikowano wszystkie typy wykorzystane w filmie „Wind River”
                  http://www.imfdb.org/wiki/Wind_River#Unknown_Revolver
                  Pod kolejnym linkiem ekspert od broni strzeleckiej także identyfikuje sztucer używany przez bohatera:
                  https://www.range365.com/guns-wind-river#page-5
                  Powodzenia w poszukiwaniu Twojego Winchestera. Tylko się nie denerwuj, że wszyscy inni widzą tam Remingtona.
                  Jak już wcześniej zasygnalizowałem. Jedyną sceną w której (być może) pojawia się na chwilę produkt marki Winchester jest ta, w której bohater z pocisków i łusek wyrabia sobie naboje. I tylko to.


                  >ps. Do kojota który też jest wilkiem jakbyś nie wiedział, (tyle że preriowym) gość strzela z innego ale zostawia go na miejscu i odchodzi w siną dal bez niego.
                  Skriny kcesz?

                  Szakal to też w sumie wilk, tyle, że poza Tobą i dziećmi nikt pokazując na szakala, czy kojota nie woła, że to wilk.
                  Bohater strzelając do kojota używa sztucera Remington 700, jednej z najpopularniejszych broni myśliwskich na całym globie, dlatego tak łatwo go rozpoznać.
                  W drugiej części filmu używa sztucera innego typu, z mocniejszą amunicją, gdyż poluje już nie na kojota a na pumę. Jest to Marlin Model 1895SBL, przez niektórych uważany za najlepszy produkt firmy Marlin.
                  Po co ja to piszę…


                  >Co do umarcia po 100m bujda na resorach zwłaszcza że koleś 5 min wcześniej ten sam zapindalał 2 km z buta i nic mu nie było. Skriny kcesz?

                  Weź sobie strzel w ramię a potem w pośladek. Jesteś kozak, z tym drugim dasz radę. Potem grzmotnij grzywą o parapet, ale porządnie, abyś na jakiś czas odleciał tak, jak ten gość po ciosie kolbą. Nie oszukuj znieczulając się sześciopakiem, tylko na serio grzmotnij. Odczekaj z godzinę. Niech krew zejdzie a w uszach zaszumi. Potem jedź do Zakopanego. Tam już leży od paru tygodni śnieg. Wejdź sobie na jakiś szczyt. Ustaw aparat, zdejmij buty i zasuwaj te 100-200 m. Potem możesz mi przesłać skriny.
                  No inaczej chyba tego nie sprawdzimy…


                  >W górach mieszkam, wiem co mówię.

                  To masz blisko. Zrezygnujmy z Zakopanego. Skriny możesz przesłać jeszcze dziś.

                  Pozdrawiam.

                • Nie chcę tutaj trzymać kogoś stronę choć raczej skłaniam się zdecydowanie po Twojej ale pomińmy jego wczesniejsze obrażenia i skupmy się czy rzeczywiście to co mówi główny bohater czy można wykitować po iluś metrach biegnąc przy takim mrozie albo inaczej czy rzeczywiście krew nam się rozsadzi w płucach bo czytając to co on zapodał w linku to wcale nie jest takie oczywiste,chyba będę musiał poszukać o tym bo mnie to zaciekawiło...

                • Dzięki za linka wieśniaku jeden.

                  Sam sobie zaprzeczyłeś.
                  Napisałem że był Winchesteropodobny a nie Winchester, na broni się nie znam ale ślepy nie jestem . A gdzieś ty Remingtona widział. W d... Nic nie pisałeś o innej strzelbie.

                  wszystko co wiesz to opinie innych ludzi z innych forów.

                  Pozdrawiam. Bujaj się i do okulisty pójdź.

                • Po co te epitety,skupmy się na merytorycznej dyskusji na temat filmu.Tym bardziej,że raczej @ jabu jakoś tutaj nie uskutecznia personalnych ataków.

                • sorry bro, ale znam takich.

                  Nie wie nic, film pewnie oglądał kinówkę zjętą komórką( bo nie wiele z niego wie), ale ma sporo czasu by zrobić głupków z ludzi którym z jakichś powodów się owe dzieło nie podobało. Dowartościować się. Zobacz ile tekstu zajmują jego posty bez treści. Ile rozpisywał się na temat Remingtona który był w filmie z 10 sekund, a na temat czegoś tam podobnego do Winchestera który był w sumie pewnie z 5 min nawet się nie zająknął. No nie doczytał. No trudno. Błędy się zdarzają, ale krytykę nawet tak wredną jak moja trzeba brać na klatę.

                  Nie wiem kim jest może dziwny student któremu się nudzi, może kawaler na utrzymaniu mamy przy kasie. Nie wiem.
                  Faktem jest że aby sprawdzić pewne rzeczy trzeba jak widziałeś posiedzieć na zagranicznych forach, i tu się wyłożył.

                  Nie mniej strasznie mnie denerwuje jeżeli ktoś mi próbuje wmówić że nie widziałem tego co widziałem, a film aż tak skomplikowany nie był.

                  Idę spać. narka

            • Aronn, szczęśliwie niewiele sypiam.
              Nie jestem lekarzem. Zajmuję się militariami i zoologią, w kolejności którą podałem. Dlatego m.in. doceniam to, co pokazano w „Wind River” i wysiłek, który wykonano podczas realizacji tego filmu. Specjalista od medycyny sądowej byłby najlepszym odbiorcą Twojego pytania, ale na taką pomoc na niniejszym forum nie ma raczej co liczyć.
              Możemy więc tylko spekulować. Wspólnym mianownikiem obu ofiar (dziewczyny i gwałciciela) była śmierć z powodu krwotoku płucnego, który spowodowało powietrze o temperaturze poniżej zera, które dostając się do płuc spowodowało pęknięcie pęcherzyków płucnych. O tym, że zimne powietrze może powodować takie skutki w płucach przestrzega się w poradach dla biegających zimą. Można to znaleźć w sieci. Mamy to także w poradnikach w formie książek.
              Tyle, że nikt przecież z biegających zimą nie znajduje się w sytuacji podobnej, co ta dwójka. I pewnie na to powinniśmy zwrócić uwagę. Zwłaszcza na dwa czynniki.
              Utratę krwi i hipotermię.
              Diabeł tkwi w szczegółach. Dla nas, laików do ustalenia, albo i nie. Dla myśliwego z bardzo dużym doświadczeniem, do wyliczenia w głowie na szybko – stąd zapewne ten tekst strażnika FWS o przebiegnięciu 200 m.
              Oboje odnieśli rany. Dziewczyna od uderzenia czekanem w głowę. Ochroniarz od dwóch ran postrzałowych, o których pokazanie Sheridan zadbał w filmie. Ma też rozbitą głowę. Żadnemu z tej dwójki ran nie opatrzono, nie udzielono jakiejkolwiek fachowej pomocy lekarskiej. Gdy strażnik wiał z przyczepy, bezpośrednio po strzelaninie to trzymała go adrenalina a w tak krótkim czasie za wiele krwi pewnie nie stracił. Uciekał też w ciepłym obuwiu. Stopy to przecież jedyna część ciała w podobnej sytuacji, o ile nie upadniesz, którą się bezpośrednio stykasz ze śniegiem i lodem podczas biegu.
              Objawy zaczęły się dopiero, gdy zaczął błądzić po lesie a potem przeleżał w worze, czy w pałatce nieprzytomny. Ciągle nikt mu pomocy nie udzielał. Był niedostatecznie ubrany. Dodatkowo butów pozbawił go ścigający. Krew tracił tylko na pierwszym etapie. Potem, jak wiemy z zachowanych wspomnień i raportów, rannym często ratowało na krótko życie, jeśli postrzelono ich zimą, lub na mrozie co spowalniało utratę krwi. Tyle, że ich przy tym jednak opatrywano. Nikt też nie zaganiał ich wówczas do wykonywania intensywnego wysiłku, jakim jest dla rannego, czy wyczerpanego bieg w śniegu, wymagający spożytkowania większej energii, niż poruszanie się po bitej ziemi, lub chodniku. I na pewno nie ściągano im do tego butów.
              Przy utracie 0,5 – 0,7 litra krwi u dorosłego człowieka zaczynają się niepokojące objawy, które pewnie zrobiły też swoje w sfilmowanych scenach finałowych. Niezależnie od temperatury otoczenia, takiemu człowiekowi już i bez jej wpływu na organizm obniża się ogólna temperatura ciała. Dodatkowo serce bardzo przyśpiesza, przyzwyczajone przecież do tłoczenia niezmienionej ilości krwi, której po odniesieniu rany ubyło.
              Zauważyłeś, że skrępowany ochroniarz siedzący na pałatce chwilami przymyka oczy i jakby traci na moment świadomość, mimo prowadzonej, czy raczej wymuszanej rozmowy? Utrata przytomności to przecież jeden z objawów towarzyszących zarówno wykrwawianiu się, jak i postępującej hipotermii. A ten gość jest właśnie wystawiany naraz, być może od kilku godzin, na jedno i na drugie. W dodatku równolegle. Nie wiemy ile sobie przeleżał bez świadomości w worze, bo nam tego filmowcy nie zobrazowali. Ale pewnie długo, bo gdy gada to już się trzęsie jak osika.
              Zwróć też uwagę na samo końcowe ujęcie, gdy ochroniarz już leży konając a strażnik FWS odwraca się i powoli odchodzi. Przed nim, GDY SIĘ JUŻ ODWRÓCIŁ widać łańcuszek śladów na pewno więcej niż jednego człowieka. Widocznego pasa odciśniętego w śniegu po przeciąganiu pałatki z nieprzytomnym, nie widać natomiast wcale.
              Może strażnik nie tylko obserwował uciekającego, jak to uwieczniono w filmie. Mógł na jakimś odcinku za nim podążać, aby się upewnić. Że operatorzy kamer nam tego nie pokazali? Ta scena i tak jest przedłużona względem całości filmu. Trwa blisko 6 minut.
              W tym filmie, przez cały czas trwania opowiadanej historii, nie wszystko się przecież wykłada łopatologicznie, jak w komiksie.
              A wplatana w wybrane ujęcia danych scen muzyka (ujęcia nie pokazujące, co dokładnie się sekwencyjnie dzieje, jak w tej właśnie scenie, za to zawieszające oko obiektywu na otaczającym krajobrazie), ta specyficzna, szeptana muzyka ma może właśnie na celu podkreślić upływ czasu i być zamiennikiem tego, czego widz nie widzi .
              Mam nadzieję, że choć trochę pomogłem,

              Pozdrawiam.

              • Miałem rację. 4 km tekstu bez treści.

                • Nie chce mi się wierzyć, że Ty tego nie wiesz......wiesz prawda?? Proszę daj znać, że wiesz na pewno jaki głupi jesteś.Albo zmieniam zdanie sorry nie dawaj znać.Nie możesz tego wiedzieć.W swoich dukaniach potrafiłeś tylko rzucić trochę inwektyw i próbować udowodnić, że widziałeś jakieś wilki,winchestery... może i smoki widziałeś??? Ciekawe tez jak obliczyłeś, że gość przebiegł 100 metrów, a może 127 metrów i co teraz lepiej? bardziej realnie? Jabu w kilku postach łopatologicznie wiele spraw przedstawił i gdybyś miał chociaż trochę oleju w głowie to po prostu milczałbyś. Czy Ty w ogóle zrozumiałeś ten film i jego przekaz ?? Raczej nie...i jeszcze jedno to tylko film fabularny, a nie dokładna rekonstrukcja zdarzeń i zawsze mogą być jakieś skróty akcji bo inaczej umarlibyśmy z nudów, ale Ty byś wolał oglądać pewnie w końcówce by gość zapierdzielał po śniegu z wywalonym jęzorem przez pół godziny.Proszę nie odpisuj.Tak tak wiem będziesz chciał napisać, że jestem chu...gimbusem i mam umrzeć.To wiem, więc oszczędź Sobie czasu.

                • Aaaaaa Panie Jacku teraz spojrzałem......Niezniszczalni dałeś 10 to chyba zamyka dyskusję.Przyznam nie oglądałem i mogę się mylić bo może tam realizm jest 100% i po seansie tego dzieła długo nie można złapać oddechu przeżywając te emocje.Niestety nigdy się nie dowiem bo nigdy go nie obejrzę.Lubię kino, ale są pewne granice..

            • Być może to był taki przekaz reżysera.....przecież Lambert wypowiedział przed tą sceną takie słowa(cytuję z pamięci) "ona była wojowniczką i przebiegła 9 km , a ty nie dałbyś rady 200 metrów" i to było podkreślone na ekranie.Gdyby biegł i biegł i biegł to by się trochę z tezą Corego kłóciło:)

      • Brawo za ta wypowiedz!Zobacz i taki człek filmy ocenia brrr!!!

  • Film ogólnie bardzo dobry, jednego tylko nie zrozumiałem (przeoczyłem). Cory Lambert znajduje drugie ciało (Matta) na podstawie śladów skutera śnieżnego, które prowadzą od domu brata dziewczyny. Skąd tam te ślady skoro ćpuny nie miały z tym nic wspólnego?

  • Aż tak dobrze nie jest jak prawisz. Zwłaszcza pod względem dialogów i gry aktorskiej.

    Wystarczy zestawić go innymi wybitnymi produkcjami tego typu np:
    M 1931
    Sokół maltański 1941
    Podwójne ubezpieczenie 1944
    Wielki sen 1946
    Dama z Szanghaju 1947
    Trzeci człowiek 1949
    Bulwar Zachodzącego Słońca 1950
    Świadek oskarżenia 1957
    Dotyk zła 1958
    Z zimną krwią 1967
    Detektyw 1972
    Chinatown 1974
    Prosta sprawa 1984
    Miasteczko Twin Peaks 1990-1991 (serial)
    Milczenie owiec 1991
    Czysta formalność 1994
    Siedem 1995
    Podejrzani 1995
    Fargo 1996
    Tajemnice Los Angeles 1997
    Prosty plan 1998
    Memento 2000
    Prawo ulicy 2002-2008 (serial)
    Rzeka tajemnic 2003
    Labirynt 2011
    Detektyw 2014 (serial)
    Fargo 2014-2015 (serial)

    Do tego można dopisać z co najmniej 10-12 pozycji najlepszych od Hitchocka na czele z
    Okno na podwórze 1954, Zawrót głowy 1958 :)

    Większość tych filmów/seriali jest dość wyraźnie lepsza od Wind River.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: