Oldschoolowy kryminał

Podczas seansu ,,Wind river” miałem nieodparte wrażenie, że zapowiadana premiera trzeciego sezonu ,,Miasteczka Twin Peaks” miała miejsce parę dni wcześniej. Dość spojrzeć na fabułę filmu Taylora Sheridana, by skojarzenia nasunęły się same. Pośród mroźnych gór stanu Wyoming, w rezerwacie Indian, miejscowy myśliwy Cory Lambert (zaskakująco dobry Jeremy Renner) znajduje zamarznięte ciało rdzennej Amerykanki. Została zgwałcona i pobita. Jak znalazła się w środku lasu, ponad 6 mil od najbliższego miejsca zamieszkania? Przecież poruszała się boso, niemożliwym jest więc, by sama przebiegła taki dystans. ,,To wojowniczka” odpowiada na nasze wątpliwości Lambert, i rozpoczyna swoje śledztwo.

,,Wind River” to typowo męskie kino, podobne w duchu do poprzedniego projektu Sheridana, czyli ,,Aż do piekła”. W obu tych dziełach na pierwszy plan wysuwają się skojarzenia z kinem westernowym. ,,Wind River” to w gruncie rzeczy standardowy, archaiczny wręcz, kryminał. Jednak oldschoolowość tego dzieła jest paradoksalnie jego największą siłą. Główny bohater, niczym John Wayne w ,,Poszukiwaczach” czy Clint Eastwood w ,,Brudnym Harrym”, to twardziel jakich kino akcji widziało wielu. Nie mówi za dużo, a jak już mówi, to prosto z mostu i bez większych ogródek. Czasem sypnie jakimś złotym onelinerem, czy wykaże się swoją sprawnością bojową. Towarzyszy mu oczywiście nieporadna niewiasta Jane Banner (Elizabeth Olsen), która co prawda jest agentką FBI, ale ewidentnie nie nadaje się do tej roboty i co rusz musi zdawać się na doświadczenie protagonisty.
Taylor Sheridan świadomie nawiązuje do tradycji kina akcji, ale jednocześnie dba o pogłębienie psychologiczne swoich postaci. Lambert to z jednej strony fasadowy twardziel, który na wszystko ma jakąś męską odpowiedź, z drugiej facet pozbawiony głębszego sensu życia, przypominający nieco Lee z ,,Manchester by the Sea”. Wspomnienia przeszłości nie opuszczają protagonisty, który targany poczuciem pustki wyrusza na kolejną łowiecką wyprawę.

Zaletą ,,Wind river” jest sposób prowadzenia narracji przez Sheridana. Amerykanin odsłania przed widzem swoje karty w dosyć wyrafinowany sposób, zwłaszcza, gdy korzysta z jednej kluczowej retrospektywy. Manipuluje naszą wiedzą, ukazując pewne fakty i zatajając inne. W ten sposób zostajemy wciągnięci nie tylko w historię samego śledztwa, ale także poszczególnych bohaterów

Temat rdzennych Amerykanów i ich praw w Stanach Zjednoczonych zdecydowanie zasługuje na więcej filmowej uwagi. Sheridan z jednej strony nie zamienia indiańskiej kultury w cepelię, za co należą mu się wyrazy uznania. Jednak z drugiej, rozważania na temat Indian i ich sytuacji są ledwie sygnalizowane w paru dialogach. Można by to zdecydowanie bardziej rozwinąć, i być może dać głos samym Indianom, a nie kazać wszystko deklamować samemu Jeremy’emu Rennerowi.
Na uwagę zasługuje również strona audiowizualna filmu. Efektownie sportretowana natura podkreśla wyobcowanie i samotność bohaterów, a także nadaje dziełu surowy, mroczny klimat. Całość okraszona jest, świetną jak zawsze, muzyką tandemu Nick Cave – Warren Ellis. Subtelne country oraz proste kompozycje na skrzypce i pianino sprawiają że na pierwszym planie pozostają wydarzenia na ekranie.
Finałowa scena akcji to prawdziwy majstersztyk, w którym każdy wystrzał brzmi jak eksplozja, a każde trafienie wyglada tak, jakby miało rozerwać ciało. Poprzedzająca ją sekwencja to również filmowa perełka. Wypełniona podskórnie wyczuwalnym napięciem, ma w sobie cos głęboko niepokojącego.

Najnowsze dzieło Taylora Sheridana z pewnością narobi w najbliższych miesiącach sporo szumu. Jest to bardzo solidne kino gatunkowe, tradycyjne fabularnie i efektowne formalnie. Kto wie, może właśnie ,,Wind River” przypadnie do gustu Jury z Umą Thurman na czele? Nie byłbym zaskoczony.

Po więcej recenzji z Cannes zapraszam na:

www.emptymetaljacket.pl

Oraz na FB:
https://m.facebook.com/emptymetaljacket/?ref=bookmarks

16
  • Gdzie obejrzałeś?

  • Obejrzalem dzis w UK.Film nie tylko dla mezczyzn. Bardzo polecam ten film.

  • Świetnie napisane, takie recenzje lubię czytać :)

  • B dobry film, ale nie rozumiem dlaczego akurat dla mężczyzn? Autor wpisu ma chyba jakis problem z myśleniem. i dzieleniem ludzi wg dziwacznych stereotypów. Z moich obserwacji "męskie kino' to strzelanki, szybka akcja, gołe panienki. A tu jest masa empatii, zadumy, przemysleń, psychologii, klimatu, kryminał jako częsc składowa tego wszystkiego.
    Film jak dla mnie sie okazał b miłym zaskoczeniem i jest nadspodziewanie dobry, bardzo mi przypomina może nie Twin Peaks, ale filmy w czołówce moich ulubionych: Texas Killing Fields, Winter's Bone, Frozen Ground

    • ,,Męskie kino" nie jest równoznaczne z ,,kinem dla mężczyzn". Tutaj ten termin jest użyty z ironią, bo i cały akapit ma w zamyśle być sarkastyczny. Film jest zbudowany według bardzo klasycznego schematu, w którym detektywowi-twardzielowi towarzyszy atrakcyjna i dosyć nieporadna pani detektyw. Trochę to archaiczne, i chciałem to w tym fragmencie tekstu podkreślić.

      Wtrętów ad personam nie będę komentować.

      • Nie wiem czy określenie "nieporadna" jest właściwe. Moim zdaniem zdobyto się tu na pewien realizm. Agent z miasta trafia do obcego sobie środowiska, pod każdym względem, z kulturowym włącznie. Jest zwyczajnym agentem, który chce pomóc, ale musi polegać na umiejętnościach i doświadczeniu miejscowych.
        Głupawe klimaty o wszechmocnych agentach FBI, którzy mają całą wiedzę o Wszechświecie w małym palcu, zostały w tym obrazie odrzucone, na rzecz realizmu.

        Pamiętam dokument o oblężeniu posiadłości zajmowanej przez jedną z sekt. Prawdziwa nieporadność agentów FBI doprowadziła do masakry. Bo byli niezorientowani w realiach, niezbyt dobrze dowodzeni, niewystarczająco uzbrojeni, źle przygotowani taktycznie, nie mający rozeznania w liczbie osób znajdujących się w budynkach itp. A tam było bardzo wielu agentów federalnych, wspieranych przez policję stanową.

        A tutaj jedna agentka poradziła sobie tak jak umiała i raczej nie da się jej nazwać nieporadną. Po prostu indiańskie obyczaje, surowy górki klimat, jazda na skuterach śnieżnych to nie jej bajka. Jak każdy dobry agent poszukała ludzi do pomocy.
        Można mieć pewne zastrzeżenia co do finałowej akcji w bazie, ale ona wciąż była jedynym agentem FBI w tej grupie. Zaś ochrona bazy była nie gorzej uzbrojona i wyszkolona niż lokalni policjanci. Co innego mogła zrobić? To była część śledztwa, sprawdzenie tego miejsca, zresztą postarała się wcześniej o takie wsparcie, na jakie w tamtym odludnym, trudno dostępnym miejscu mogła liczyć. Pytanie tylko skąd ochrona miała karabin maszynowy o takim kalibru i po co, no ale w Stanach najróżniejszą broń dostać można niemal wszędzie.

        Jedyne co można było zrobić to wycofać się, po pierwszym incydencie z wyciągniętą bronią i wrócić większą grupą, ze wsparciem jednostki taktycznej.

        • Witam,

          „Zaś ochrona bazy była nie gorzej uzbrojona i wyszkolona niż lokalni policjanci.”

          Ochrona była lepiej uzbrojona. Dwóch, jeden na zewnątrz, drugi w przyczepie - posiadało strzelby gładkolufowe, ponadto jeden (w środku) był uzbrojony w karabinek szturmowy.
          Ten ostatni dawał z miejsca ogromną siłę ognia na krótkim dystansie. Podobnie strzelba umożliwiająca dodatkowo na tę odległość penetrację kamizelek, co zresztą w filmie zobrazowano.
          Razem dawało to na cito określoną przewagę ogniową. Ochrona posiadała ponadto korzystniejsze pozycje strzeleckie (dwóch prowadzących ogień zza osłony tworzonej przez przyczepę) oraz przewagę w postaci elementu zaskoczenia.

          „Pytanie tylko skąd ochrona miała karabin maszynowy o takim kalibru i po co, no ale w Stanach najróżniejszą broń dostać można niemal wszędzie.”

          Tak tylko w kwestii formalnej: to nie karabin maszynowy tylko karabinek automatyczny. Ściślej – Heckler & Koch HK416. A kaliber nie jakiś szczególny tylko typowy, bo 5,56 mm NATO.
          W Stanach pozwolenie na tego rodzaju broń dla firm ochroniarskich jest jak najbardziej udzielane. A w miejscu w którym rozgrywa się akcja „Wind River” posiadanie przez grupę chroniącą obiekty firmowe także karabinków szturmowych wydaje się dodatkowo mocno zasadne, jeśli przypomnieć zatargi w przeszłości z rdzennymi Amerykanami na obszarze wydzielonych im (i nie tylko tam) rezerwatów.
          Z broni długiej wykorzystanej w filmie mamy ponadto strzelby Mossberg 590 Mariner, natomiast Lambert (Jeremy Renner) w finałowej scenie demonstruje możliwości sztucera Marlin 1895SBL strzelającego ciężkimi pociskami 45-70 Government o wysokim współczynniku obalania, co zresztą dobitnie pokazano w filmie. Z podobnego sztucera korzysta Christ Pratt w „Jurrasic World”.
          Broń krótka u wszystkich to Glock 17 i (lub) Glock 19. Chyba jedynie szeryf (Graham Greene) używa, zdaje się , pistoletu Sigma Smith & Wesson.
          To tak tytułem nikomu niepotrzebnej ciekawostki.

          A co do całej reszty Twojej wypowiedzi – pełna zgoda.

          No i roztropnie było by jednak zaznaczyć, że Z LEKKA SIĘ SPOILERUJE, aby widz mający WCIĄŻ przed sobą seans filmowy nie domyślił się z podanej treści nazbyt dużo, zwłaszcza że tekst dotyczy sceny nieomal finałowej .

          Pzdr,
          jabu

  • Nie wiem czy oldschoolowy. Postacie nie są płaskie. Ładnie zarysowano niuanse prawne w temacie jurysdykcji. W niektórych kryminałach, np. w serialu Mr Mercedes, detektywi z lokalnej policji zajmują się sprawą seryjnego mordercy, co jest absurdalne, bo nie leży to w ich kompetencjach. Mogą być tylko wsparciem dla FBI i innych agencji federalnych.
    Jeremy Renner też zagrał nieźle białego Indianina. Jedyne co mnie zdziwiło, to tablica informująca o wkroczeniu na teren rezerwatu Indian. Obecnie w nomenklaturze amerykańskiej i kanadyjskiej nie używa się już w przekazie oficjalnym słowa "Indianin". Zastąpione zostało określeniami takimi jak Native Americans, First Nations, Indigenous peoples of the America czy Aboriginal peoples. Ale może to jakaś stara tablica, a rezerwatu nie stać było na zawieszenie nowej.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: