a pum żal ...

Mam wrażenie, ze film ma tak wysoka notę za wizualność. Piękne, śnieżne krajobrazy.
Gwałciciel ( sorry, nie pamiętam imienia ) mówi, „ bo tu tylko ten śnieg, i ta cisza” Dla niego to monotonia i periodyczność. Dla nas taki klimat to egzotyka, klimat wręcz oniryczny. I nie sposób się tym klimatem nie zachwycić.
Sama historia, abstrahując od okrucieństwa prosta, a schemat banalny.
Czytałam wypowiedzi, że wstrząsająca. Gwałt jest wstrząsający. Jednak widziałam bardziej wstrząsający filmy o tej tematyce. Bardziej wstrząsające historie widziałam w Wiadomościach, czytałam w gazetach. Co nie zmienia faktu, że coś takiego nie powinno mieć miejsca.
Że zmusza do refleksji .... Chyba tylko do jednej. Człowiek jest najbardziej okrutnym gatunkiem na tej planecie. A mężczyzna ..... nie znajduje słowa, która by mogło określić .... Chciałam napisać zezwierzęcenie, ale nie chce obrażać zwierząt.
Głównym atutem filmu jest klimat , oszczędne dialogi i emocje. Jednak widziałam lepsze filmy opowiadające takie historie, również te na faktach.
A pumy śnieżne są takie piękne!

7
  • Pierwsze zdania twojej wypowiedzi nie zapowiadają, że jej dalsza część będzie tak głupia. Chyba nie powinnaś oglądać takich filmów, bo emocje przejmują nad tobą kontrolę. Dziwne, niedobre emocje.

    • Film ma indukować emocje. Jeśli oglądając film nie czujemy emocji, to albo film jest do d***, albo oglądamy go znieczuleni.
      Najwyższe oceny dostały ode mnie filmy, które wzbudziły we mnie największe emocje. Patrząc na moją ocenę Wind River, to ten film do nich nie należy.
      Zdarzało mi się dyskutować na tym portalu z adwersarzem. Jednak niegdyś nie używałam inwektyw.
      Każda opinia, interpretacja, nawet taka, z którą się nie zgadzam, pozwala mi spojrzeć na film ze strony widza, którą ją opisywał. Dostrzec coś, czego ja nie dostrzegłam.
      Żadna wypowiedz wg mnie nie jest głupia, no chyba, ze jest wulgarna, a tego nie lubie, tak jak nie lubie obrzucania inwektywami, gdy brak już innych argumentów

  • Witam,

    Ja odniosłem niestety dość podobne wrażenie co kolega Sony_West, tyle że nie mam w zwyczaju wypowiadać się w toczonej dyskusji tak dosadnie.

    >a pum żal ...

    Tylko właściwie dlaczego? Jakbyś napisała, że żal kojotów – to bym zrozumiał (scena odstrzału otwierająca opowiadaną historię).
    Lew górski z dwójką potomstwa został co prawda wytropiony, ale do zastrzelenia trójki nie doszło. A po tragicznej w skutkach strzelaninie (tuzin trupów) nie sądzę, aby ktokolwiek jeszcze o nich pamiętał, czy zaprzątał sobie głowę zwierzakami w sytuacji, gdy kilometr dalej nagle na śniegu legło tuzin trupów. Pumy to inteligentne, sprytne i bardzo groźne zwierzęta (przypomnę, że w Stanach są po zdziczałych psach, na drugim miejscu w statystykach świadomych i niesprowokowanych ataków na ludzi. Są też, jeśli pamięć nie płata mi figli, na trzecim miejscu wśród ssaków, po krowach i psach w odniesieniu do incydentów zakończonych śmiercią, lub trwałym kalectwem) w zuchwałości ustępujące chyba tylko kojotom i rosomakom, przy czym te ostatnie nie wchodzą ludziom samorzutnie w drogę.
    Można domniemywać, że widząc iż ich kryjówka została odkryta, przy pierwszej okazji ją porzuciły wynosząc się na trwałe z okolicy. A jeśli nie, to pewnie zrobiły to na odgłos zamieszania jakie w pobliżu ich siedliska niechybnie wywołała armia mundurowych ściągniętych w okolicę po tragicznej strzelaninie.
    Przecież pum w filmie nikt nie zastrzelił. Dodam nawet, że były na dobrą sprawę JEDYNYMI bohaterami w opowiadanej historii, którym w żaden sposób finalnie, psychicznie czy fizycznie, nic się nie stało. Stąd Twój żal po nich jest chyba nieco na wyrost.
    Czytałem natomiast w którymś z numerów „Newsweeka”, chyba w poniższym
    http://www.newsweek.com/2017/08/11/movie-wind-river-taylor-s...
    że reżysera zaatakowali po premierze filmu aktywiści z PETA (People for Ethical Treatment of Animals) piętnując za pozytywne wyeksponowanie, w ich odczuciu, wykonywanego przez głównego bohatera fachu. Zdaje się, że odpowiedział przed kamerą coś w stylu: „Co do pracy Lamberta z FWS (Jeremy Renner) to ani jej nie romantyzowałem, ani nie demonizowałem. ”.
    Proponuję rzucić okiem na krótki artykuł poniżej
    http://film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/litery-ktore-zmieniaj...
    w toku którego reżyser kręcący film o dealerze narkotyków żali się, że go zaatakowano za pokazywanie narkotyków zabraniając ich eksponowania (rzecz czytałem dawno, mogłem delikatnie przekręcić, ale sens chyba przytaczam właściwie). To się wpisuje w podobny schemat, co zarzuty z PETA, w których krytykowali filmowanie ofiar drapieżników (nie wolno) oraz stwarzanie wrażenia, że myśliwy robi coś pozytywnego poprzez odstrzał drapieżników biorących na cel zwierzęta hodowlane.
    To tak tytułem ciekawostki.

    > Jednak widziałam lepsze filmy opowiadające takie historie, również te na faktach.

    Tyle, że tak można napisać o każdym bez mała filmie. Przy czym, wg mnie jest to ubogie pójście na skróty w sposobie wyrażania opinii.

    >Sama historia, abstrahując od okrucieństwa prosta, a schemat banalny.Czytałam wypowiedzi, że wstrząsająca. Gwałt jest wstrząsający. Jednak widziałam bardziej wstrząsający filmy o tej tematyce.

    Ty na prawdę tylko gwałt tam wychwyciłaś? Przecież tam jest mnóstwo innych problemów poruszanych a gwałt stanowi niejako tylko pomost, czy wręcz pretekst do przypomnienia o nich. A ból po stracie bliskich? Wyrzuty sumienia po niezapewnieniu należytej ochrony dziecku. Zagubienie młodocianych? A ogólna sytuacja rdzennych Amerykanów w rezerwacie (do której obrazu zasadne było by się nieco dopiąć, ale nie o tym polemizujemy). Utracenie tożsamości (symboliczny tekst ojca dziewczyny, gdy żali się na sposób w jaki pomalował twarz). Można by dalej wymieniać.
    Tam nie pokazano tylko gwałtu, ani wyłącznie na nim się nie skupiono. Smutne, że Ty zauważyłaś tylko to.

    Odsyłam do całej głębszej problematyki próbowanej zasygnalizować w rzeczonym filmie poniżej, na samym końcu wątku
    http://www.filmweb.pl/film/Wind+River-2017-763812/discussion...
    albo może po prostu warto obejrzeć ponownie. Nie zawsze oglądamy ze zrozumieniem. Nie zawsze wszystko wychwycimy, zwłaszcza przy trudnym w odbiorze obrazie, za pierwszym podejściem.


    >Że zmusza do refleksji .... Chyba tylko do jednej. Człowiek jest najbardziej okrutnym gatunkiem na tej planecie.

    Lwy afrykańskie uśmiercają do 40% swojej własnej populacji poprzez mordowanie cudzych młodych. Ludzie zabijają statystycznie mniej.


    >Mam wrażenie, ze film ma tak wysoka notę za wizualność. Piękne, śnieżne krajobrazy.

    Z tym zdaniem jestem w stanie się częściowo zgodzić. Tyle że film posiada poza wzmiankowaną wizualnością tak wiele innych atutów w sposobie narracji, czy szczególnego pokazywania emocji u cierpiących, także poprzez specyficzną (szeptaną - jak to ujął jeden z komentatorów) muzykę, że ta wizualność to wg mnie jednak tylko dodatek.


    >A mężczyzna ..... nie znajduje słowa, która by mogło określić .... Chciałam napisać >zezwierzęcenie, ale nie chce obrażać zwierząt.

    Tu się nie wypowiadam, bo jestem stroną zainteresowaną a przez to nieobiektywną. Ale zdaje się… że to samo można by napisać o Tobie.


    >A pumy śnieżne są takie piękne!

    Aby nie było między nami niezgody na każdym polu – z tym polemizować nie sposób.

    Pozdrawiam,
    jabu

    • 1. Żal mi pum, tak jak każdego zabitego zwierzęcia, szczególnie, jeśli jest to gatunek zagrożony wyginięciem.
      https://www.wwf.pl/zagrozone-gatunki/pantera-sniezna
      i nie pisałam tego w kontekście tego, co się działo na planie filmowym. Bo czasy, kiedy zwierzęta ginęły realnie, przy kręceniu scen takich scen minęły, przynajmniej mam taką nadzieje.

      2. Nie, tak nie można napisać o każdym filmie, przynajmniej ja tak nie piszę.
      Oczywiście, że filmów o określonej tematyce, powstało i powstanie dużo. Jednak nawet jak to jest wtórna tematyka, może być przedstawiona oryginalnie lub sztampowo, ciekawie lub nudnie.
      Wczoraj oglądałam „Sama przeciwko wszystkim” Też podobne filmy były, jednak o tym filmie napisałam „ jeden z lepszych dramatów politycznych, jaki oglądałam” Widzisz różnice?
      I nie uważam, żeby to było „opiniowe pójście na skróty”, a raczej meritum moich subiektywnych spostrzeżeń bez zbędnych elaboratów, do których poniektórzy mają predylekcje

      3. Każdy film ma wątek przewodni. W tym był gwałt. Reszta była tłem, na którym działa się ta historia. I pisanie o gwałcie, że to był pretekst, uważam za deprecjonujące. Czytając napisy końcowe, głównie chodziło o pokazanie losu kobiet indiańskich. w kontekście przemocy, jaka je spotyka
      Oczywiście, że resztę zauważyłam. Jednak jak już wspomniałam, nie mam predylekcji do elaboratów. Poza tym uważam, że każdy z członków filmWeb może skupić się na innym wątku. Ja skupiłam się w swojej wypowiedzi na tym. Chętnie poczytam o innych.

      4. Okrucieństwo, chodziło mi o stricte okrucieństwo a nie o liczby. Znasz gatunek na tej planecie, który by był równie okrutny, i w tym okrucieństwie tak kreatywny?
      Człowiek zabija nie tylko osobników swojego gatunku, zabija każdy gatunek żyjący na ziemi.

      5. Synekdocha, znasz taką figurę stylistyczną?
      Można to tez ująć prościej, jako skrót myślowy. Tak jak się mówi głupi ludzie, złe kobiety ;) etc
      Co nie zmienia faktu, że gwałcą mężczyźni. I jak się słyszy, czyta, oglada potrafią przejawiać się w tym niezwykłym okrucieństwem. To jest fakt. I to, co napiszesz w obronie swojej płci tego nie zmieni.
      I tego o mnie napewno nie można napisać.

      No i chcąc nie chcąc napisałam elaborat.

      • Witam,

        >1. Żal mi pum, tak jak każdego zabitego zwierzęcia, szczególnie, jeśli jest to gatunek zagrożony wyginięciem.
        https://www.wwf.pl/zagrozone-gatunki/pantera-sniezna

        Dziękuję, ja wiem jak wygląda pantera śnieżna, tylko dlaczego się na nią powołujesz w kontekście „Wind River”?
        Nie chciałem tego pisać już w poprzednim e-mailu, ale może lepiej, abym ja na to zwrócił uwagę na początku, niż ktoś inny, gdy nie będziesz przygotowana do dyskusji po świeżo obejrzanym filmie – później. Przecież zdaje się, że lew górski, czy jak kto woli – puma płowa, lub kuguar nie jest nawet spokrewniony z panterą śnieżną. Już prędzej z jaguarem, lampartem, czy tygrysem. Natomiast z kuguarem przedstawionym w filmie – ani trochę.
        A lwy górskie są drapieżnikami pospolitymi, zwłaszcza w Stanach i w Kanadzie, do gatunku zagrożonego się nie zaliczając. Ponadto jeśli się zna kulisy odkrycia panter śnieżnych i potwierdzenia ich istnienia (bardzo świeżego w stosunku do innych znanych kotów), oraz śledziło rodowód wzmianek o zwierzęciu w odniesieniu historycznym to akurat w przypadku pantery śnieżnej niekoniecznie fakt, że identyfikowano ją jako gatunek na wyginięciu (przypomnę, że już w chińskich i tybetańskich manuskryptach sprzed blisko 2,000 lat) niekoniecznie na skutek ingerencji człowieka, bo na terenach które zasiedlała dawno temu i zasiedla obecnie homo sapiens zawsze zapuszczał się w ilościach śladowych.
        Nie będę już tego wątku ciągnął, bo co do ogólnego założenia to zgadzam się z Twoimi poglądami, natomiast nie popieram (i nie rozumiem, bo są mało efektywne), co do formy ich artykułowania, która wg mnie nie pomaga przeciągnąć na „właściwą stronę mocy” niezdecydowanych, za to bardziej ich stygmatyzuje (mężczyźni źli i gwałcą z zaakcentowaniem, że potrafią to robić z niezwykłym okrucieństwem).
        To samo dotyczy zwierząt, gdy się odnosi z dezaprobatą do samej możliwości polowania na lwa górskiego podpierając tym, że niespokrewniona z nim pantera śnieżna jest gatunkiem ginącym. Swego czasu sam inicjowałem akcję zaostrzenia kar dla osób znęcających się nad zwierzętami (które w kraju są wg mnie wciąż śmiesznie niskie i z przypisanym im niskim stopniem szkodliwości) w kontekście łobuzów, którzy ciągnąc sunię za rozpędzonym autem urwali jej łeb. I byłem w tym efektywny z wymiernym skutkiem, ale w filmie „Wind River” nie doszukałem się niczego, co by uzasadniało wywód w obronie panter śnieżnych.


        >Bo czasy, kiedy zwierzęta ginęły realnie, przy kręceniu scen takich scen minęły, przynajmniej mam taką nadzieje.

        Jesteś w błędzie. Nie minęły, aczkolwiek są znacznie rzadsze i (na ogół) od ok. 30 lat się je, słusznie zresztą, piętnuje oraz nagłaśnia jako przykład barbarzyństwa.


        >bez zbędnych elaboratów, do których poniektórzy mają predylekcje

        No – ja na pewno. Dziękuję za przypomnienie. Niemniej wygodniej jest dla mnie jeśli mi się zarzuca rozpisywanie a nie brak merytoryki w moich wywodach. Poza tym ogólnie dyskutujący na forach nie lubią dużo pisać. Nie mają czasu, woli, ochoty, stosują powszechnie skróty, nie są przygotowani i przyzwyczajeni. To w pewnym sensie znak naszych czasów. Ale jak ktoś mojego pokroju za wzór godny podziwu przyjmuje takiego Wilma Hosenfelda, to się w nowych trendach nie odnajdzie. To mnie powinnaś wskazywać jako przypadek zagrożony wyginięciem a nie pantery śnieżne. Tym drugim ktoś pomaga.


        > I pisanie o gwałcie, że to był pretekst, uważam za deprecjonujące. Czytając napisy końcowe, głównie chodziło o pokazanie losu kobiet indiańskich. w kontekście przemocy, jaka je spotyka

        Pamiętam napisy końcowe z filmu (moja praca wymusza pamięć fotograficzną). W napisach końcowych nie ma wzmianki ani o gwałtach na kobietach, ani o przemocy względem nich. Podaje się je wyłącznie w kontekście zaginięć kobiet – rdzennych Amerykanek .
        Aby nie było niejasności podaję poniżej treść napisów, na które się powołujesz:
        „While missing person statistics are compiled for every other demographic, none exist for Native American women. No one knows how many are missing.”


        >Co nie zmienia faktu, że gwałcą mężczyźni. I jak się słyszy, czyta, oglada potrafią przejawiać się w tym niezwykłym okrucieństwem. To jest fakt. I to, co napiszesz w obronie swojej płci tego nie zmieni. I tego o mnie napewno nie można napisać.

        Mężczyźni są (na ogół) o ok. 30% silniejsi fizycznie niż kobiety oraz mają odmienne chromosomy, co oczywiście niczego nie usprawiedliwia, ale warto mieć to w tyle głowy. Natomiast i kobiety potrafią przejawiać wymienione przez Ciebie powyżej cechy i bić w nich na głowę mężczyzn. Polemizujemy w odniesieniu do rdzennych Amerykanów a więc nie odejdę od nich i posłużę się przykładem z ich obszaru:
        Konfederacja Haudenosaunee, upowszechniona, przynajmniej w Polsce pod nazwą Irokezów, była zarządzana przez kobiety. Kobiety miały w Lidze status wyższy od mężczyzn, decydowały też o tak kluczowych sprawach jak wypowiedzenie wojny, czy wybór rady plemiennej. I nie było bardziej agresywnego tworu polityczno-społecznego wśród zidentyfikowanych plemion Ameryki Północnej niż Irokezi. Potrafili organizować bezwzględne i bardzo sprawnie przeprowadzone czystki, w których jednorazowo padały setki ofiar spośród ich sąsiadów. Podobnie (wbrew utartym stereotypom) robiła większość innych szczepów, ale Haudenosaunee zarządzani przez płeć piękną, dystansowali w tym absolutnie wszystkich innych.


        >To jest fakt. I to, co napiszesz w obronie swojej płci tego nie zmieni. I tego o mnie napewno nie można napisać.

        Nie bronię swojej płci. Nie bronię żadnej płci. A gdybym brał trochę przykład z Ciebie to bym teraz dowodził, że barbarzyństwo Irokezów będących postrachem wszystkich sąsiadów, gdyby je definiować po najprostszej linii – względem płci, obciąża Ciebie a nie mnie.
        Jasne, że faceci biją i gwałcą kobiety. Powszechnie też nie wywiązują się z należności alimentacyjnych dając i w tym przypadku ponure świadectwo swojej płci. Często także porzucają bliskich (zarówno kobiety, jak i swoje dzieci), czego zarzucić kobietom byłoby znacznie trudniej. Niemniej to się zmienia na lepsze. Powoli, ale konsekwentnie, zwłaszcza w naszym kręgu kulturowym. Pamiętam, że gdy kiedyś czytałem (w kontekście przybliżenia tragicznych wypadków związanych z legendarnym Kubą Rozpruwaczem) jeden z londyńskich dzienników z epoki, to uderzyła mnie wzmianka będąca ostrzeżeniem ze strony policji, w której zabraniało się bić żony po 22-giej. Nie z względów oczywistych (czytaj: humanitarnych), tylko na skutek obowiązującej w mieście od tej godziny, ciszy nocnej. Dziś komunikat podobnej treści był by nie do pomyślenia. Idzie ku lepszemu, tylko może trochę zbyt wolno, ale idzie.


        >No i chcąc nie chcąc napisałam elaborat.

        Miła odmiana, co? Zostawia twórczy ślad. I sprowokował ją mężczyzna, nie kobieta. Może jednak nie jesteśmy tacy źli do szpiku kości. Dwa miliony lat ewolucji robią (powoli) swoje.

        Pozdrawiam,
        jabu

        • Mea culpa, przyznaję się do błędu. Z rozpędu wrzuciłam link do pantery śnieżnej. Może, dlatego, że tak pięknie współgra ze śnieżnym krajobrazem ;) A może, dlatego, że na pumę florydzka, mówi się pantera florydzka.
          Wracając do pum, jednak kilka podgatunków jest zagrożonych wyginięciem.
          http://www.zwierzetaswiata.friko.pl/2.htm
          http://dinoanimals.pl/zwierzeta/zwierzeta-wymarle-w-xxi-wiek...
          I umówmy się, każdy gatunek na wymarciu, lub wymarły zanim takowym został, cieszył liczną populacją. Do czasu .... Wniosek nasuwa się sam.
          Wilków też mi żal .....
          Nie będę już tego wątku ciągnęła, żeby z nudów, czytając te wypociny nie zginął kolejny gatunek na wymarciu, i nie mam tu na myśli pum czy panter ;)

          Końcowy tekst był niejako epilogiem tej historii. Suponuje ( w kontekście filmu), że te zaginięcia były skutkiem właśnie takich, czy tez podobnych historii.

          Nie demonizuje Waszej płci, nie uogólniam. Nie jestem nawet feministką. Ba, mam męża ;)
          I uważam, że mężczyzna to pożyteczne stworzenie ( tylko nie obraź się za „stworzenie” ) np. do odkręcania słoików wszelakich, korzystając z przytoczonej przez Ciebie, siły fizycznej. I dobrze by było jakby tą siłe fizyczną wykorzystywali w pożytecznych, zbożnych celach
          Jednak patrząc z perspektywy ostatnich , głośnych skandali .... Fakt pozostaje faktem, przykrym faktem.

          • Witam,

            >I umówmy się, każdy gatunek na wymarciu, lub wymarły zanim takowym został, cieszył liczną populacją. Do czasu .... Wniosek nasuwa się sam.

            Vilka – no właśnie nie każdy. Pantery śnieżne są tu dobrym przykładem, że nie każdy. Dużo wskazuje na to, że ich populacja zawsze utrzymywała się na niewielkim poziomie (prawie nie natrafiamy na ich szczątki). Jest wiele innych zbliżonych przykładów. Gatunki endemiczne się także w to wpisują. Część z nich paradoksalnie być może wyginęłaby do dziś, gdyby nie ingerencja człowieka a ich zniknięcie (w niektórych przypadkach) nie miało by zbyt wiele wspólnego z działalnością homo sapiens.


            >Wilków też mi żal .....

            Wilków? Dobra, niech jeszcze i to…
            Akurat wilki to mają się dobrze. Przynajmniej u nas. W Stanach także. Bardziej tam ich teraz wypiera populacją, rozrodczością i przystosowaniem – kojot, niż zagraża człowiek.
            Są arcyważnym elementem naszego ekosystemu., choć od zarania się ich baliśmy i byliśmy z nimi skonfliktowani (choć każdy kij ma dwa końce: dały nam przecież psa). Jeden przykład, który warto zakonotować i mam nadzieję, ze w niczym go nie przekręcę.
            Theodore Roosevelt – wg mnie jeden z najciekawszych i najbardziej barwnych prezydentów amerykańskich. Dał swoim rodakom nowoczesne ustawy o łowiectwie, o parkach narodowych, wywalczył szereg przepisów biorących w ochronę zwierzęta (a także dał siłom zbrojnym nowy typ karabinu oraz bagnetu, oba lepsze od zawodnych poprzedników). Ale w swych dobrych chęciach raz przestrzelił. Słysząc o rzekomych dewastacjach jakie w Yellowstone (na dzikiej zwierzynie) oraz jego obrzeżach (wśród inwentarza hodowców) uskuteczniają wilki, zezwolił na ich niekontrolowany odstrzał. Wilki całkowicie zniknęły w Yellowstone. W ciągu kolejnych 30-40 lat zaczęły tam też znikać… drzewa. Najpierw gatunki słabiej ukorzenione. Następnie większość innych. Sprawcami okazały się łosie i przede wszystkim karibu, których populacja, przy braku wilków, rozrosła się gigantycznie. Ocierając poroża o drzewa dewastowały je stopniowo a konsekwentnie. Najpierw uległy te słabiej ukorzenione. Potem inne, gdyż niszczony były młody drzewostan a stare w naturalnym procesie usychały. Jakiś czas temu wprowadzono na powrót wilki do Yellowstone, ale teraz jest inny kłopot. Wilki sobie używają a karibu są dziesiątkowane, gdyż nie ma wśród nich już osobników starszych, pamiętających wypracowaną taktykę obrony przed wzmiankowanym typem drapieżnika. A wilk wcale nie zabija tylko takiej ilości, jaką pożrę. Potrafi dokonać jatki i spożytkować tylko część (podobnie jak mitem jest, że Indianie, pardon – rdzenni Amerykanie wykorzystywali ekonomicznie wszystko, co zabili a to, co zabijali, zabijali z umiarem. Dzięki pracom archeologicznym ostatnich 20-30 lat, wiemy, że tak nie było).

            Mam nadzieję, że pantofelków Ci nie żal. Pytam na zapas, bo te ostatnie zawsze tak jakoś trzymały się poza radarem moich zainteresowań. Ostatni raz o nich czytałem na zajęciach z przyrody, czy biologii… sam już nie pamiętam, pewnie przez te straszne reformy oświaty…


            >Końcowy tekst był niejako epilogiem tej historii. Suponuje ( w kontekście filmu), że te zaginięcia były >skutkiem właśnie takich, czy tez podobnych historii.

            Jeśli ktoś jednak mocno siedzi w tych realiach to wydaje się, że Taylor Sheridan (chyba) nieco przestrzelił. Jednak z drugiej strony, gdyby zrobił mniej szokujący obraz (ja uważam go za szokujący. Inni chyba też, jeśli MPAA przyznała mu, zdaje się kategorię R). Dalej podkreślam, że poza sytuacją kobiet pokazał tam całe mnóstwo innych problemów dotyczących młodzieży, dorosłych, zatarcia się tożsamości, odporności i jej braku u człowieka na funkcjonowanie pośród pustkowia, w interiorze, izolacji i odosobnieniu, gdzie nie masz na wyciągnięcie instytucji nadzorujących porządek publiczny, moralnych autorytetów, religijnych czy laickich, infrastruktury (i specjalistów) łagodzących zmagania ze stresem. Można by wymieniać…
            Nikogo wkoło mnie, kto by mnie powstrzymał. Wszystko mi wolno.
            To jeszcze wciąż trochę taki Dziki Zachód i ja ten film odebrałem nieco jako testowanie przez reżysera na ile czasy i atmosfera z nim związana wszędzie już odeszła w przeszłość a na ile się ciągle gdzieniegdzie tli (lub ma wręcz nie najgorzej) w nielicznych, specyficznych rejonach.
            Podtrzymuję, że tak jak już sygnalizowałem wcześniej, wg mnie - nie jest to film tylko o gwałcie, lub szerzej – tylko o przemocy względem kobiet. I dalej: tak samo nie tylko kobiety przedstawiono tu jako ofiary. Patrz - młodociany brat zgwałconej, ćpający, na rozdrożu, bez perspektyw i zainteresowania rodziny. Patrz – jego ojciec, który po stracie córki rozpacza w całkowitym osamotnieniu (podobnie jak i żona) żaląc się strażnikowi, że wie iż należy pomalować twarz, ale w jaki konkretny sposób – tu już nie ma Mu kto przekazać.
            Tego mamy w tym filmie wielki ładunek.


            >Nie jestem nawet feministką.

            Co za ulga. Gdybyś była to by dopiero zapłonął ogień…
            A już tak na poważnie. To określenie się chyba jednak nieco zdeprecjonowało. Z autopsji: najbardziej niszczący mobbing względem koleżanek, jakiego byłem niegdyś mimowolnym świadkiem w pracy, przeprowadzała szefowa uważająca się za aktywną feministkę. Po latach wypatrzyłem ją na zjazdach organizowanych przez Kongres Kobiet siedzącą niemal w pierwszym rzędzie obok Kazimiery Szczuki i Jolanty Kwaśniewskiej. Na IX Kongresie w Poznaniu też była i nawet uhonorowano ją przemową z mikrofonem.
            I co? Podobnie jak o Billu Cosbym, dowiemy się o niej więcej, gdy będzie już nieaktywna u schyłku drogi, nie mogąc wyrządzać krzywdy?
            Jak już powiedziałem: świat nie jest czarno-biały.


            >I uważam, że mężczyzna to pożyteczne stworzenie ( tylko nie obraź się za „stworzenie” ) np. do odkręcania słoików wszelakich, korzystając z przytoczonej przez Ciebie, siły fizycznej. I dobrze by było jakby tą siłe fizyczną wykorzystywali w pożytecznych, zbożnych celach

            Bardziej mnie zaorało to sprowadzenie do odkręcacza słoików. Tylko nie oglądaj „Big Bang Theory”, bo możesz zmienić zdanie dochodząc do wniosku, że i w tym nie jesteśmy już od jakiegoś czasu przydatni (legendarna scena z Lenardem).


            >Jednak patrząc z perspektywy ostatnich , głośnych skandali .... Fakt pozostaje >faktem, przykrym faktem.

            Tak, wiem. Ostatnio zdaje się Hoffman, Spacey. Tyle, że to chyba nie do końca dotyczy kobiet a chodzi o nieletnich (ten drugi). Nie wszystko też jest jasne i potwierdzone. Pamiętajmy o tym. Mnie jednak najbardziej ruszyły sprawy związane z Billem Cosby, czy Polańskim. Ten Cosby, który mnie tak bawił w młodych latach.
            Zastanawiające jest to, że podobnych zachowań ze strony innych aktorów w Hollywood jest niepokojąco dużo. A przecież to jest w większości środowisko raczej liberalne, które podobno powinno być właśnie bardziej wyczulone na takie zachowania. Idąc na skróty: po jednej stronie jest może Eastwood, Gibson i już ktoś niewiele więcej, po drugiej znacznie bardziej liczna rzesza.
            Hoffman robił szereg rzeczy przy światkach, koleżankach aktorkach, członkach ekipy – z przyzwoleniem, czy „żartobliwą” aprobatą grupy. Oficjalnie przeprosił. Co charakterystyczne, nie w chwili, gdy ruszyło sumienie, ale wówczas, gdy sprawa się nagłośniła.
            Tylko, że tu też nie ma spraw zero-jedynkowych. Przynajmniej częściowo. Zwłaszcza, gdy zagłębimy się w to szerzej. Dodatkowo część kobiet także należy traktować jako swego rodzaju współwinne. Bill Cosby był (i jest) zażarcie broniony przez czarne i liberalne aktywistki. Mimo zeznań kilkunastu kobiet. Monica Lewinsky znalazła się w centrum nagonki, w której najefektywniej dzi…kę robiły z niej dziennikarki wpierające demokratów. A przecież do dziś przysięgę Clintona z ręką n Biblii emituje się w szkołach szkolących behawiorystów, lub specjalistów od wykrywania kłamstw, jako film instruktażowy, demaskujący typowego kłamcę.
            Najbardziej groźnych krytyków Clintona zneutralizował, oferujący milionowe nagrody za ich kompromitację, Larry Flynt, czyli (a to żart losu) osoba budująca swoje imperium na dość przedmiotowym wykorzystaniu potencjału kobiet.
            A sięgając do naszego podwórka: czy jakieś znane, poważane kobiety zdystansowały się do p. Kijowskiego, lub go wręcz potępiły? Było (jest) wręcz przeciwnie a gość wpisuje się w skandaliczny proceder nie wywiązywania się mężczyzn z należności alimentacyjny, względem którego statystyki są miażdżące pokazując, że coś jest nie tak z wymiarem sprawiedliwości na tym polu w kraju (gwoli uczciwości – w większości krajów Europy jest bardzo podobnie). Pamiętam kontrowersyjną (wg mnie) wypowiedź dziennikarki z Superstacji, która ponoć uważa się za aktywną feministkę, broniącą p. Kijowskiego po linii argumentacyjnej, że nie prawdą jest, iż nie płaci alimentów, bo część płaci. A przecież każdy, kto zada sobie odrobinę trudu i pogada ze znajomymi, lub przybliży problem czytając, zorientuje się szybko, że to stała praktyka tzw. „alimenciarzy”. Tak, jak złodziej szykujący się na rajd po cudzych mieszkaniach wypija przed akcją nieco wódki, dla kurażu, ale również po to, aby będąc przyłapanym – żądać badania alkomatem (linia późniejszej obrony brzmi: byłem zawiany, pomyliłem mieszkania, biorę leki, zmieszałem je nieopatrznie z alkoholem i nie wiedziałem co robię); tak mężczyzna uchylający się od alimentów pilnuje często, aby jednak jakiś ułamek z zasądzonej sumy przesyłać. Niech to będzie 20-30pln. Dzięki temu nie jest „czynnie uchylającym” się a linia obrony, często się sprawdzająca, brzmi: wysyłam tyle, na ile mnie w mojej sytuacji stać.
            A bard KOD-u, który nie tylko sprzedawał kobiety za granicą (Italia), ale nawet był prawdopodobnie mózgiem całej tej grupy przestępczej handlującej „żywym towarem”. Żadna z koleżanek – aktywistek, czynnie go wspierających nie zamanifestowała później swojej oceny jego działalności. Z tego co mi wiadomo – podzieliły się na dwie grupy: takie, które „tylko” zamilkły oraz te, które wspierają go do dziś. Gdy p. Owsiak zaczął się nabijać z p. Pawłowicz (nie lubię krzykaczki, ale to osobny temat) robiąc sobie z niej seksistowskie żarty, nie tylko nie został powszechnie skrytykowany (z wyjątkiem jednego cichego głosu – starszej Młynarskiej, ukłon za to w Jej stronę), ale otrzymał silne wparcie i aprobatę znanych osób ze świata kobiet, czy wręcz czynnych feministek (patrz wypowiedzi np. Korwin Piotrowskiej, czy p. Gretkowskiej). A Kuba Wojewódzki z jego żarcikami pod adresem Ukrainek, które zatrudniane, najlepiej nadają się do gwałcenia (Figurski), lub robienia czegoś wyłącznie na kolanach (Wojewódzki)…
            Poświęcili (czasowo0 Figurskiego bo jego cena rynkowa była niższa… Obaj panowie powinni do dzisiaj szukać pracy a nie być zatrudniani za duże stawki w liberalnych stacjach, bo wg mnie powiedzieli, co faktycznie myślą a nie robili show. Ich przykład to świetny dowód na przyzwolenie.
            Kobiety także często w tym wszystkim pomagają (sprawdź kto wówczas bronił ich obu) w myśl zasady… swojego nie ruszym.
            To wszystko nie jest zdefiniowane prostym podziałem: mężczyźni-kobiety.
            Jak pozwalasz w swojej obecności na bicie zwierzaka to licz się z tym, że bijący podniesie potem rękę na człowieka. Jak bronisz „swojego” który sobie tylko żartuje dając na te żarty przyzwolenie, to licz się z tym, że za chwilę przejdzie od żartów do czegoś większego.
            Ponadto same kobiety nierzadko wyrządzają sobie samym krzywdę. Choćby taka Oprah Winfrey, którą Amerykanie pokochali za szczerość i za traumy z przeszłości (jako dziewięciolatka zostałam zgwałcona, następnie byłam wielokrotnie molestowana seksualnie przez swojego wujka i jego kolegów, a mając 14 lat, urodziłam dziecko, które zmarło w kilka dni po porodzie. Molestował mnie także po tym wszystkim wielokrotnie ojczym – i tak dalej…).
            Oprah wyrządziła tymi bzdurami więcej krzywdy tym wszystkim kobietom, które zeznając będą po podobnych skandalach, posądzane o konfabulację (wszystko Oprah uszło na sucho. Otrzymała też, z tego co wiem, mocne wsparcie większości swoich koleżanek i kolegów z branży. Dla kontrastu osobę, która zainicjowała upowszechnienie niewygodnych faktów do dziś otacza ostracyzm).
            Zostawmy już to. Świat nie jest, nie był i nie będzie czarno-biały.

            Idę z psem na spacer. Jako, że na gwałt nie mam ochoty i przypuszczalnie brak mi też przypisywanych mojej płci w toku dyskusji predyspozycji, spożytkuję Hachiego do wytropienia jakiejś słabej staruszki (oczywiście, zgodnie ze schematem – nie dziadka), która dała by się nam obu nieudolnie napaść.
            Może nawet zaczajony w mroku, nie zabiję się po ciemku o wystającą płytę chodnikową.

            Pozdrawiam,
            jabu

    • Problematyka o której wspominasz jest w filmie ledwie dotknięta, potraktowana powierzchownie i tak do końca nie wiadomo czy ma być jedynie tłem dla zagadki kryminalnej czy na odwrót. Coś co dla Ciebie jest atutem tego filmu dla mnie jest jego największą wadą. Film nie sprawdza się ani jako kino egzystencjalne ani jako kryminał.
      Przeżyłbym gdyby Renner strzelał jedynie nabojami. Niestety kiedy zmieniał amunicję na banały to podziurawił mnie śmiertelnie. Brakuje jakiejkolwiek subtelności w poruszanych tematach, w zamian mamy łopatologiczne dialogi o bólu i potrzebie jego akceptacji.

      • Witam,

        >Problematyka o której wspominasz jest w filmie ledwie dotknięta, potraktowana powierzchownie i tak do końca nie wiadomo czy ma być jedynie tłem dla zagadki kryminalnej czy na odwrót. Coś co dla Ciebie jest atutem tego filmu dla mnie jest jego największą wadą. Film nie sprawdza się ani jako kino egzystencjalne ani jako kryminał.

        Wg mnie zamiarem reżysera nie było ani kino egzystencjonalne, ani kryminał.
        Nie uważam też, aby wzmiankowana problematyka została ledwie dotknięta.
        Nie bardzo już mam chyba siłę pisać znowu to samo, więc może pozwolę sobie na odesłanie linkiem do innej mojej wypowiedzi (uprzedzam zawczasu, że trochę tego jest), gdzie naświetlam jak Tylor Sheridan pracował nad filmem i co (wg mnie) nim kierowało. Wychodzi, że włożył w to sporo wysiłku, którym trafił do widza takiego jak ja

        http://www.filmweb.pl/film/Wind+River-2017-763812/discussion...

        Może i też dlatego, że tkwię w tematyce indiańskiej od lat, a bardzo sprawny nadzór jakiegoś fachowca nad bronią i scenami w której się ją eksponuje w filmie, ujął mnie dodatkowo.
        Każdy w „Wind River” dostrzega coś nieco innego. To subiektywny odbiór widza, ale nie przypominam sobie obrazu z ostatnich lat, który równie absorbująco (ja wracam doń myślami co jakiś czas, wielu innych forumowiczów wspomina, iż ma podobnie) pokazywałby skalę patologii związanych z rdzennymi Amerykankami w niektórych rezerwatach.

        >Przeżyłbym gdyby Renner strzelał jedynie nabojami.
        Strzela się pociskami, nie nabojami.
        Wybacz – zboczenie zawodowe.

        > Niestety kiedy zmieniał amunicję na banały to podziurawił mnie śmiertelnie. Brakuje jakiejkolwiek subtelności w poruszanych tematach, w zamian mamy łopatologiczne dialogi o bólu i potrzebie jego akceptacji.

        Straciłem niedawno bliską mi osobę i do mnie to przemawiało, ale może to kwestia indywidualnego odbioru, nastawienia, czy stanu w jakim się widz znajduje.

        Pozdrawiam,

      • Już tylko tak tytułem uzupełnienia, odchodząc od subiektywnego „widzimisię” widza, które zaprezentowaliśmy w krótkich wypowiedziach, na dobrą sprawę my obaj:

        >Problematyka o której wspominasz jest w filmie ledwie dotknięta, potraktowana powierzchownie

        No właśnie krytycy zajmujący się zarówno kinem, jak i problemami rdzennych Amerykanów uznali, że wręcz odwrotnie niż powierzchownie.
        Patrz na przykład pochwały za umiejętne naświetlenie patologii ze strony uważanego za eksperta w problematyce obszaru, Jasona Asenap - zamieszczane w High Country News, które przecież założono prawie 50 lat temu właśnie w Wyoming (gdzie rozgrywa się akcja filmu). Czy uznania za „ciekawe i inteligentne rozpisanie problemu” nad którym pochylił się Sheridan, jakie w recenzji sformułował Peter Travers, uważany za bardzo opiniotwórczego krytyka filmowego, mającego też etykietkę komentatora oszczędnego w pochwałach. W adekwatnym tonie z uznaniem o „Wind River” wypowiadali się krytycy z IndieWire.
        Podobnie entuzjastyczne jak Asenap pochwalili film także inni eksperci zajmujących się problematyką tzw. American West. Mogę ich przytoczyć, ale uprzedzam, że skrótowo nie będzie.

        Pozdrawiam,
        jabu

        • Przepraszam za to, że dopiero teraz odpisuję jak i za to, że nie zerknąłem do przytoczonego wątku ale na prawdę film pozostawił mnie zupełnie obojętnym a nie mam w zwyczaju takim filmom poświęcać zbyt wiele czasu.

          Pisząc o powierzchownym potraktowaniu tych problemów miałem na myśli, że żaden z nich nie miał zbyt wiele czasu ekranowego i tak de facto naświetlony był w kilku scenach. Ot tak wrzucony żeby takowy problem zaznaczyć ale nic więcej. Takie były niestety moje odczucia. Być może było tego za dużo plus wątek kryminalny przez co w moim odbiorze wszystko się to rozmyło.

          Film jest dla mnie dziełem zamkniętym, nie interesuje mnie jakie intencje kierowały reżyserem ani ile trudu w niego włożył jeżeli efekt końcowy uważam za mizerny tak jak w tym przypadku.

          Kończąc moją wypowiedź to zgadzam się, że generalnie większość w kinie to kwestia odbioru. Ja przy poruszaniu tak ciężkich tematów lubię minimalizm i potrafię wyobrazić sobie wspomnianą scenę rozmowy Rennera z ojcem zabitej dziewczyny zupełnie bez dialogu. Uważam, że taki minimalizm wbrew pozorom potrafi porażać siłą przekazu.

          • Witam,

            >Ja przy poruszaniu tak ciężkich tematów lubię minimalizm i potrafię wyobrazić sobie wspomnianą scenę rozmowy Rennera z ojcem zabitej dziewczyny zupełnie bez dialogu. Uważam, że taki minimalizm wbrew pozorom potrafi porażać siłą przekazu.

            Zgadza się, potrafi. Ale reżyser chciał poprzez ten dialog przekazać jeszcze coś więcej.
            Kojarzysz dlaczego słonie afrykańskie prowadzą coraz bardziej stacjonarny, przypominający stopniowo wegetację tryb życia? Bo kłusownicy próbują pozyskać osobniki z największymi kłami. Gdy zaczyna brakować starych słonic będącymi przywódczyniami, ale też przewodniczkami stada, reszta młodszych okazów przestaje kultywować praktykowane od zarania migracje, gdyż brakuje okazów, które pamiętają drogę. To zjawisko wśród słoni staje się coraz bardziej palącym problemem.
            Gdyby obaj mężczyźni siedzieli w milczeniu a między nimi zabrakłoby dialogu, ojciec nie mógł by się pożalić, że w ich społeczności nie ma już nikogo, kto pomógłby mu w wykonaniu malunku wg odpowiedniego schematu. Utrata tożsamości, czy też (wg mnie a mam pewien kontakt z podobną społecznością od dekad) raczej – rozmycie się jej u rdzennych Amerykanów. Tego by reżyser nie przemycił w scenie pozbawionej dialogu, nawet jeśli ta ostatnia faktycznie mogłaby mieć w tej formie większą dramaturgię.
            Dla jednych widzów to niewiele znaczące słowa. Dla innych – apel stanowiący wołanie o pomoc. Cały ten film jest, wg mnie, takim jednym wielkim wołaniem.
            Tyle , że jak już rzecz podsumowałem wcześniej – różni widzowie odbierają to odmiennie, lub podobnie, lecz z odmiennym natężeniem.
            Choć jeśli „lubisz minimalizm” to chyba po prostu w innej formie, niż ta proponowana w filmie, gdyż tam posłużono się w szeregu scen sporym minimalizmem, zmuszając zaangażowanego widza do własnych interpretacji, lub uruchomienia wyobraźni.
            Pamiętajmy, że film opowiada w istocie o bardzo wielu pobocznych problemach a twórcy mieli na zagospodarowanie tego określony czas, przy jednoczesnym rozwijaniu wątku kryminalnego i równoległych próbach uwodzenia widza wizualnością scenerii, w jakiej zadzierzgnięto opowiadaną historię.
            Prawdą też jest, iż w każdym rezerwacie sytuacja wygląda jednak odmiennie. W niektórych – jak dzień od nocy. Są takie, gdzie stopa życiowa jest na poziomie, o którym większość Polaków mogłoby sobie pomarzyć (np. rezerwaty Oneidów, czy Mohawków po obu stronach granicy). Tyle, że reżyser nie o nich robił film.
            Mnie na przykład film ujął także taką a nie inną formą przekazu. Swoje zrobiła ponadto bardzo odpowiadająca moim oczekiwaniom, klimatyczna muzyka oraz dopilnowanie, aby nad szeregiem scen wymagających nadzoru fachowca, czuwał rzeczywiście znający się na rzeczy profesjonalista. I to taki z którym liczą się na planie zdjęciowym dostosowując aranżowane sceny wg sugestii tego ostatniego (czyli inaczej niż np. w obrazach Ridleya Scotta). Trudno, abym pominął to milczeniem i nie uwzględnił w ocenie obrazu. To także pokazuje, że Sheridan nie jest raczej twórcą komercyjnym oraz, że potrafi słuchać, mimo wielkiej chęci przeforsowania swego, co przecież stanowi cechę chyba każdego reżysera.
            To mnie ujęło i tu także należy docenić wysiłek jaki wykonał reżyser.

            Pozdrawiam.

  • no cóż, dla mnie cały film zepsuły te ich banalne amerykańskie gadki
    szkoda
    to akurat nie moje klimaty
    mógł być wybitny, ale te ich czcze sztuczne gadki psują WSZYSTKO
    zwłaszcza w tym filmie to się dało odczuć (mi osobiście:))
    są takie... nieszczere, wydumane i pełne sztucznego patosu.
    a mógł być to taki film... ! ech

  • No cóż, kotku (z obrazka, bez obrazy), mężczyźni są (byli?) drapieżnikami, bo tak chce biologia, albo Bóg - do wyboru. Lwy zjadają czasem swoje potomstwo i lwica nic na to nie poradzi. Z Twojego wpisu wynika, że przeżyłaś jakąś traumę. Oby ona nie spowodowała zgorzknienia na dalsze lata. Życzę Ci pogody ducha, choć wiem, jak o nią trudno w tych bezrefleksyjnych czasach.
    Co do filmu, moim zdaniem, jest lepszy niż piszesz, ale rozumiem Twoją ocenę.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: