Wszyscy czekali na film Pierwszy śnieg, a praktycznie nikt na Wind River...

... tymczasem pierwsza produkcja okazała się całkowitym niewypałem, natomiast Wind River wygląda mi na jeden z najlepszych filmów roku. Świetne kino rozgrywające się w surowej, zimowej scenerii. Gdyby tak z Poszukiwaczy usunąć wszystkie sceny komediowe to wyszła by nam Wietrzna rzeka. Oczywiście przesadzam, ale to naprawdę kawał kapitalnego kryminału.

61
  • Mi też bardzo się podobał, prosty scenariusz, ale bardzo dobrze zrealizowany.
    Przez cały czas film kojarzył mi się z Sicario.. Teraz wchodzę patrzę, a tu za reżyserie/scenariusz odpowiada koleś od tamtego filmu :D

  • Dokładnie, z pierwszych recenzji wynika, że Snowman to kompletny syf. Natomiast Wind River, piękny, dobry film. Stylowy, trzymający emocje na wodzy, ale kiedy trzeba spuszczający ze smyczy. Wiele mówiąca końcówka :(
    Super film, szkoda, że w Polsce przeszedł bez echa :(

  • Przychylam. Tzn. do tego, że wszyscy czekali na Pierwszy śnieg, a mało kto na Wind River. Ja wciąż czekam w nadziei, że może pojawi się w kinach.

  • Wszyscy czekali na "Pierwszy śnieg", bo stał za nim budżet (35 mln $), obsada i scenariusz na podstawie powieści Nesbø, poza tym dosyć mocna promocja od wielu miesięcy. Nikt nie czekał na Wind River, bo film miał premierę blisko rok temu, nikt go w Polsce nie promował, bo i żaden dystrybutor nie planował go wprowadzać do polskich kin, poza tym to film ze skromnym budżetem i takąż obsadą

  • Tylko w sumie "Pierwszy śnieg" to taki rasowy kryminał, dość gatunkowy i ekstrawagancki, z seryjnym zabójcą, który finalnie okazuje się być dziwny dla samego bycia dziwnym, taka na siłę opowieść o psycholach. Natomiast "Wind River" to bardziej dramat obyczajowy, o życiu w takim klimacie, gdzie jest tylko śnieg i cisza. Tutaj nie trzeba było nic kombinować, tylko faktycznie postawiono na surowy realizm, co okazało się niezwykle efektywne. No i rozwiązanie zagadki nie jest takie najistotniejsze. Ważniejsze raczej jest, jak sobie ludzie radzą w tym klimacie. Super opowieść o pewnym środowisku.

    Trochę coś takiego w polskim "Pokocie" chciano pokazać, że tam też zezwierzęcenie wśród ludzi może następować, ale no tak opowiadać o moralności, to tylko w kinie amerykańskim potrafią. Zacny kontynuator moralitetów braci Coen. Trochę taki antywestern współczesny.

    • Witam,

      Dodatkowo testujący, na ile czasy i klimat Dzikiego Zachodu (w jego negatywnym rozumieniu) odeszły bezpowrotnie w przeszłość na wszystkich obszarach Stanów.
      Wg mnie „Pokot” nakręcono intencjonalnie z całkiem odmiennych powodów niż te, które zaprzątały Taylora Sheridana. „Pokot” nie jest też, wg mnie, nawet w przybliżeniu tak profesjonalnie nakręcony w temacie szczegółów technicznych, obchodzenia się bronią, reakcji ludzkiego ciała i zachowań z tym związanych, jak w „Wind River”. Szerzej naświetlam to w kilku innych pokrewnych filmowi wątkach – ale zostawmy to.
      Sama dystrybucja w Stanach też przeżywała (i przeżywa w sumie nadal) spore perturbacje. Wydaje się, że najpierw niespecjalnie wysoko oceniono potencjał filmu, oddając obraz do ograniczonej dystrybucji. Przypisana mu kategoria R, też nieco zrobiła swoje. Potem, gdy widzowie zaczęli głosować nogami, zmieniono po pierwszych 2 tygodniach zdanie i zdecydowano się dopiero wówczas na szersze rozpowszechnianie.
      Schemat przypomina więc nieco przygody „Jaws” Spielberga podczas ich wchodzenia do kin, przy czym film o rekinie ówcześni krytycy dość zgodnie zjechali nie wyczuwając jak się zapisze w historii kina a „Wind River” przyjęli prawie bez wyjątku dobrze. Ostro natomiast Sheridana i Jego film zaatakowali aktywiści z PETA (People for Ethical Treatment of Animals) piętnując za wyeksponowanie w pozytywnym wydaniu, ich zdaniem, fachu wykonywanego przez głównego bohatera. Bojkotowali także film na różne sposoby, zarówno przed, jak i po premierze nieco utrudniając Sheridanowi dokończenie projektu. W tym elemencie „Wind River” także znajduje się biegunowo gdzie indziej niż „Pokot”, jako że ten ostatni otrzymał z kolei pełne wsparcie podobnych aktywistów u nas.
      To tak tytułem dygresji.
      Wracając do problemów z dystrybucją.
      Już latem 2016r wraz z filmem zaczął kiełkować równolegle kojarzony z nim niestety skandal na tle obyczajowym.
      Ale po kolei.
      Prawa do rozpowszechniania „Wind River” nabyła wiosną, podczas – zdaje się, Festiwalu Filmowego w Cannes w 2016r, firma Weinstein Company. W styczniu 2017r ogłoszono jednak, że firma znanego producenta Harveya Weinsteina nie będzie już dystrybuowana filmu, co było związane ze skandalem obyczajowym, który właśnie się rozkręcał a dotyczył bezpośrednio samego Weinsteina. Prawnicy tego ostatniego blokowali jednak cały proces opóźniając też już kilka miesięcy wcześniej czasowo rozpowszechnianie samego filmu, do czego zgłaszali roszczenia. Mimo ich (chwilowo skutecznych) starań promowaniem i dystrybucją obrazu miało się odtąd zająć bodajże największe w Stanach studio filmowe – Lionsgate Film. W październiku udziałowcy związani z „Wind River” doprowadzili także do wycofania marki Weinsteina wciąż towarzyszącej pokazom „Wind River” i jego dystrybucji.
      Powodem był skandal związany z Harveyem Weinsteinem, którego blisko 20 kobiet (śledztwo trwa obecnie już w 6 sprawach) oskarżyło o molestowanie seksualne, napaść na tym tle i gwałt.
      https://en.wikipedia.org/wiki/Harvey_Weinstein_sexual_abuse_...
      Niedawno udziałowcy jego własnej firmy doprowadzili do zwolnienia go z Weinstein Company. Usunięto go także z Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej.

      Jeśli się weźmie pod uwagę co stanowi jeden z głównych motywów filmu „Wind River” – cała sprawa nabiera szczególnej symboliki wyglądając na ponury żart losu.

      Pozdrawiam,
      jabu

      • Dałabym ci lajka, ale odpowiedziom nie można. Wreszcie jakaś porządna merytoryczna wypowiedź na temat filmu i ostatnich skandali w Hollywood. Chociaż forum tego filmu jest wyjątkowo kulturalne jak na filmweb.


        • Witam,

          >Chociaż forum tego filmu jest wyjątkowo kulturalne jak na filmweb.

          Fakt. Ale ta smutna prawidłowość w większym stopniu wystawia świadectwo FilmWebowi jako takiemu, niż społeczności samych użytkowników portalu. Na tym ostatnim bowiem, nie tylko daje się przyzwolenie na określone rzeczy, ale dodatkowo je się odgórnie propaguje. Sama góra redakcji portalu zachowuje się niczym czynni uczestnicy konfliktu zbrojnego. Przykład idzie odgórnie. Jedni użytkownicy chwytają. Inni dzięki temu czują się na portalu, jak wśród „swoich”.
          Co zrobić… W sumie znajdujemy się jako społeczeństwo w czymś przypominającym wojnę domową w pełzającym, czy hybrydowym wydaniu. Wojnę, w której nie będzie zwycięzców. Tyle, że w sumie podobnie na obecną chwilę jest i gdzie indziej. W Stanach oraz w szeregu innych krajów, także na naszym kontynencie. Nie wiem, czy to się finalnie dobrze skończy, ale jako historyk pocieszam się (czy też samooszukuję), że to nic w sumie nowego i wszystko to już było po wielokroć, także u nas.
          Taki chocholi taniec…


          >na temat filmu i ostatnich skandali w Hollywood.

          Komentarz, który przykuł Twoją uwagę był jednym z moich pierwszych na w/w temat.
          A tak de facto to chyba nawet pierwszym.
          Do dziś sprawa potoczyła lawinowo znacznie dalej. Trochę więcej, oraz w nieco świeższym (względem powyższej wypowiedzi) wydaniu, choć może w odrobinę odmiennym kontekście, wspominam też o aferze obyczajowej w odniesieniu do „Wind River” – w szeregu innych wątków związanych z filmem.
          M.in. tutaj – w poniższych linkach, wymieniając niektóre z pań oskarżających Weinsteina.
          To wręcz filmowa śmietanka przyprawiająca o zawrót głowy każdego kinomana.
          Sam Weinstein – co nie powinno ujść uwagi, stara się, chwilami nawet efektywnie - bronić. Bronić, bardziej w odniesieniu do własnego imperium biznesowego, które skutkiem afery mocno już pogruchotano, niż względem utraconej reputacji w sensie moralnym.
          Garść świeższych linków nawiązujących do wydarzenia, choć przypuszczam, że nie będzie ci się chciało czytać:

          http://www.filmweb.pl/film/Wind+River-2017-763812/discussion...


          http://www.filmweb.pl/film/Wind+River-2017-763812/discussion...

          http://www.filmweb.pl/film/Wind+River-2017-763812/discussion...

          http://www.filmweb.pl/film/Wind+River-2017-763812/discussion...

          Pozdrawiam.

  • Czekali dla Rebeki bo to śliczna samiczka jest.

  • Film jest rewelacyjny !! Olsen gra znakomicie, zresztą podobnie jak Renner, ale to oczywiste :) i jeszcze do tego muzyka Cave i Ellisa porusza totalnie :) Super film, chodź delikatnie brakowało mi mrocznego klimatu jak u Finchera :) Polecam z pełną odpowiedzialnością .

  • ...spokój, cisza, bez nadmiernego dialogu...z wymownym szeptem w tle "z dala od kochającego wzroku", aż do ciężkostrawnej prawny. Wyjątkowa sceneria, plus biel krajobrazu dodaje mocy przekazu.

  • W czym dostrzegasz ten genialny kryminał ? Dla mnie definicją dobrego kryminału jest wielowątkowe śledztwo, gdzie ciężko się domyślić, kto jest sprawcą, powolne dochodzenie do prawdy z często zaskakującym finałem. Tutaj de facto od połowy filmu, jak pada kwestia bazy wiertniczej, mamy sprawę prawie jasną. Żadnych innych wątków. Ckliwy motyw z córka Rennera, że teraz musi stawić czoła sytuacji, która przywoła wspomnienia o jego córce. Renner jest przeciętnym aktorem i nic tego nie zmieni. Drewno jak Affleck. A Olsen zamiast grac w filmach mogłaby być hostessą w Rossmanie co najwyżej. Niektórzy pisza o pięknych zdjęciach. Jak dla mnie są one co najwyżej poprawne (gdzie tam im do zdjęć np ze Zjawy). Nieee na mnie ten film nie zrobił żadnego wrażenia.

    • Zgadzam się w całej rozciągłości. Jestem zszokowany tak dobrymi opiniami o tym filmie - nie wiem czy miałeś podobne wrażenie rozczarowania, gdy w wyjaśnia się już "kto" i film trwa dalej - czekałem na jakiś "twist" fabuły który mógł to uratować..i nie doczekałem się. Faktycznie tylko krajobrazy maskują schematyczność fabuły - ileż to razy widzieliśmy bohatera, który do sprawy podchodzi personalnie bo stracił kogoś bliskiego, do tego kolejna klisza , postać agentki to kolejny schemat fabularny. Widząc oceny w zakresie 8 przychodzą mi na myśl filmy klasy "Seven" , "The Usual Suspects" - zupełnie nie widzę tu porównania - oczywiście to tylko moje zdanie i nie zamierzam nikogo przekonywać na siłę:)

  • Spoko film, ale żeby od razu dawać mu ocenę 9 :D ???? grudba przesada

  • Nic dodać nic ująć, Wind River ma w sobie to coś, że ogląda się go z zaciekawieniem mimo iż trochę się rozkręca. To jednak nie jest przewidywalny, i dopiero ostatnie 40min sporo się dzieje i wszystko się wyjaśnia. No i do tego jest klimatyczny.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: