Refleksja po... lekturze komentarzy.

Zacznę nieco kontrowersyjnie, bo film uważam za mocno średni. Owszem, jest pełen wspaniałych ujęć, głębokich metafor, przekazu wartości, ale to jak dla mnie zdecydowanie za mało.

Bardzo wiele zachowań i metafor w tym filmie było niezrozumiałych dla ludzi spoza bardzo wąskiego grona. Sądziłem, że uda mi się dowiedzieć coś więcej na ich temat w komentarzach, ale tutaj także mocno się zawiodłem. Schemat komentarzy można podzielić na dwa bloki:
1. grono wzajemnej adoracji - autor wpisu wychwala film pod niebiosa wychwalając jego głęboki przekaz, spotykając się z pochwałami innych zachwyconych użytkowników. Choć poszczególne wpisy przypominają trochę opracowywanie wierszy w szkole na zasadzie "co autor miał na myśli". I choć nierzadko żyjący autorzy sami stwierdzają, że interpretacje ich dzieł są mocno na wyrost, to i tak każdy recenzent uważa, że "moja racja jest najmojsza".
2. fan hollywoodzkich produkcji - standardowa odpowiedź wobec kogoś, kto próbuje uzyskać odpowiedzi na nurtujące go pytania lub (moim zdaniem) zgodnie z prawdą nisko ocenił film, gdyż wydał mu się on niepełny. Niestety w tym drugim przypadku nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na żadną z nurtujących mnie kwestii.

To co przeczytałem pod filmem przypomina mi wypowiedzi snobów, którzy nie są w stanie zrozumieć jak sztuka nowoczesna pod postacią trzech równoległych kresek narysowanych długopisem na białej kartce a4 może nie zachwycać. Jak to nie zachwyca jak zachwyca?

Kinematografia jest formą sztuki rozrywkowej, która jest kierowana do szerokiego grona odbiorców, dlatego uważam, że niektóre z motywów poruszonych w filmie powinny zostać wyjaśnione. Tym bardziej, że była ku temu sposobność, bo młody mnich i tak musi poznać filozofię zen - wszak nie odziedziczył jej w genach.

Przykładem dobrego przekazu była sytuacja z przywiązywaniem kamieni i zdanie wypowiedziane do chłopca przez mistrza. Nakładanie na ośrodki zmysłów kartek o wymownym znaku także było klarownym przesłaniem.
Myślę, że reżyser powinien spróbować wyjaśnić lub choćby naprowadzić odbiorcę na prawidłowy odbiór pozostałych symboli. Jedyne co udało mi się znaleźć to prawdopodobną symbolikę malowania znaków kotem (choć nikt w komentarzach tego jednoznacznie nie potwierdził). Nikt w komentarzach nie był w stanie odpowiedzieć co symbolizowała zasłonięta twarz kobiety, dlaczego przybyła tam ze swoim dzieckiem, co symbolizował kogut, dlaczego znaki na pomoście były pomalowane właśnie w ten sposób, dlaczego śledczy pomagali w malowaniu znaków, co się stało później z kotem, dlaczego mistrz popełnił samobójstwo (wskazujące na jego hipokryzję) i dlaczego właśnie w taki sposób, skąd młody po powrocie wiedział co się stało z mistrzem i w jaki sposób zginął... chętnie poznałbym odpowiedzi na te wszystkie pytania. Podczas seansu nasuwało mi się ich znacznie więcej.

Sytuacja z tym filmem wygląda trochę tak jakby nagrać film o tematyce medycznej, w którym wszyscy używają łacińskich nazw chorób i leków, a na próbę dowiedzenia się po filmie "co tak naprawdę pomogło głównemu bohaterowi?", otrzymać odpowiedź, że to przecież oczywiste i każdy kto siedzi w tym temacie powinien to wiedzieć. Nie wiesz? Wklep sobie w google hasło "medycyna" i poczytaj trochę!

Oglądałem już wiele filmów poruszających tematykę innych kultur i będących jedną wielką metaforą - mimo to dotychczas w większości tego typu filmów udawało się gdzieś skrzętnie przemycić sens metafor. Tutaj trochę tego zabrakło.

Oczywiście spodziewam się krytyki ze strony użytkowników, którzy "wiedzą lepiej". Proszę tylko o jedno - zanim rozpoczniecie krytykę, postarajcie się odpowiedzieć mi na pytania, które postawiłem wyżej.

7
  • Trafnie ten film został przez Ciebie podsumowany i według mnie krytyka twojego wpisu jest nie na miejscu, choć zapraszam innych do dyskusji jeśli ktoś ma inne zdanie.

  • Film mi się podobał, a przecież niewiele z niego zrozumiałem, właśnie przez barierę kulturową i nieznajomość symboliki. Ale właśnie to jest fascynujące dla mnie, że nie mogę ot tak sobie go zostawić z średnią oceną, dopóki nie zrozumiem z niego więcej.
    Te dwa przykłady klarownych przekazów, które pokazałeś i dla mnie są jasne, ale zapewne dlatego, że odnoszą się do tego, co ogólnoludzkie - każdy człowiek je zrozumie. Z innymi gorzej.
    Odpowiedzi na Twoje pytania nie znam:
    1. Zasłonięta twarz kobiety - w trakcie filmu miałem przekonanie, że to albo nieżyjąca żona, która żyje, albo córka, która przychodzi z wnukiem (mistrz w tym momencie ok. 45 lat, więc mogłoby się zgadzać. Kobieta dotyka jego dłoni, gdy zamierza ściągnąć jej chustę.
    Potem jednak zacząłem wątpić.
    2. Samobójstwo mistrza - wg mnie to nie jest żadne samobójstwo z wyrzutów sumienia czy w wyniku odniesionej porażki ani tym bardziej żadna hipokryzja z jego strony, ale zwyczajna kolej rzeczy - mistrz odchodzi w odpowiednim momencie, gdy sam czuje, że jest już na to gotowy. Wcześniej nie pozwala umrzeć zrozpaczonemu uczniowi, bo ten gotowy na śmierć nie jest (najpierw pokuta, odzyskanie spokoju i równowagi). Mistrz umiera jesienią, a jesień to schyłek życia.
    Uczeń wie, że mistrz odszedł w taki sposób, bo tak właśnie odchodzą mistrzowie.
    3. Co oznaczają zwierzęta i kolory - nie wiem. Te cztery czy pięć kolorów (z białym) w chińskiej symbolice, jak pobieżnie sprawdziłem, mogą oznaczać wszystko.

    Ja mam inne pytania:
    1. Dlaczego w filmie przechodzi się zawsze przez wolno stojące drzwi? Przecież nie ma ścian. Może jest tak, że dopóki trzymamy się uznanych i bezpiecznych przejść wszystko jeszcze da się przetrwać, pokonać, naprawić? Moment, w którym młody mnich, żeby dostać się do swojej ukochanej, omija drzwi, jest być może znakiem, że granica została przekroczona i biegu wydarzeń, namiętności, pożądań i gniewu nie da się już zatrzymać. Inaczej nie potrafię sobie tego wyjaśnić.
    2. Co ma na celu wspinaczka z kamieniem przywiązanym do pasa? Czy to ten kamień w sercu, który miał nosić do końca życia? Czy to ma pokazać, że nawet niewielkie popełnione zło, mały grzeszek w przeszłości ma zawsze wpływ na nasze późniejsze życie?
    3. Dlaczego nowy mistrz nie śledzi chłopca, gdy ten krzywdzi zwierzęta? Czy wystarczy, że figurka "patrzy" z góry?
    4. Co wydobył z zamarzniętej łodzi spośród spalonego drewna? Co to za kulki, które zawinął w czerwony papier i umieścił w lodowej rzeźbie Buddy?

    Znasz może odpowiedź?

    • Chciałbym odpowiedzieć na klika twoich pytań (moje odpowiedzi z pewnością i tak są dalekie od zamysłu twórcy)
      1. Nie jestem pewny, ale np. w chińskich wierzeniach jest tak, by złe demony/duchy nie wkradły się, gdzie nie powinny, to są wysokie progi (lub coś takiego, o ile pamiętam). Może drzwi są odpowiednikiem progów? W końcu zły demon się wkradł i zabił dziewczynę.
      2. Kiedy posąg zaczął się turlać na dół, od razu skojarzyło mi się to z syzyfowymi pracami. W sumie to Korea, ale przecież i tak mamy wiele wspólnego. Mógł też chcieć odpokutować albo wycierpieć za to, co zrobił.
      3. Nie wiem, może po prostu wiedział, że co ma być, to będzie.
      4. Myślę, że to były kości. Może. Ale w sumie nie przetrwałoby to wszystko takiego okresu czasu pomiędzy samobójstwem, a karą w więzieniu jednego z mnichów.

    • 1. Myślę że to znak przyjmowania pewnej formy. Ominięcie symbolicznych drzwi to oznaka, że ten człowiek wyłamuje się ze starych schematów.
      2. To chyba miała być pokuta. Nawiązanie do kamieni które przywiązywał do zwierząt aż nadto wyraźne.
      3. W pewnym sensie to zakończenie pokazuje cykliczność wydarzeń. Każdy prędzej czy później popełni w życiu błędy, które utworzą jego karmę. A karmę trzeba odpracować w przyszłości (po naszemu: zrozumieć błędy, naprawić, odpokutować). Gdyby teraz zainterweniował, to chłopiec znalazłby inną okazję. Może więc uznał że nie ma co przeszkadzać, tak się musi zdarzyć. W końcu nie będzie go pilnował całe życie?
      4. W opowieściach o oświeconych (chińskich) pojawia się czasem wątek zniknięcia ciała z pozostawieniem tylko zębów i kępki włosów, co miało symbolizować że ta dusza już nie powróci. W tym momencie mnich stawał się dla innych buddą. Mam wrażenie że właśnie to wydobył ze szczątków łódki.

    • Film widziałem kilka lat temu. Zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Cieszę się, że wywołuje tyle pytań i wątpliwości. Tym się różni dzieło sztuki od rzemiosła, że prowokuje do refleksji. Moim zdaniem to wielkie ponadczasowe dzieło sztuki.
      1. Reżyser zrezygnował ze ścian, by ujednolicić scenę - obraz. A z wykształcenia jest malarzem. Góry, drzewa, jezioro, dom stanowią jedną wielką scenę, na której aktorzy odgrywają wielką sztukę - życie. To alegoria świata i życia.
      2. Kamień to symbol doświadczeń. Balast. Wszystko co zostawiliśmy za sobą, a czego nie spisób zapomnieć, winy, szanse, zdarzenia, a także karma, która kiedyś wróci.
      3. Każdy życie musi przeżyć sam.
      4. Nie pamiętam dokładnie, więc daruję sobie.
      Takie mam interpretacje odpowiedzi na Twoje pytania.

  • Sam nie sądzę żebym zrozumiał wszystko z filmu, ale zapewne dla koreańskiego widza wiele elementów jest o wiele bardziej oczywistych, niż dla nas, to oczywiste - kontekst kulturowy. Ciężko narzekać, że się nie rozumie filmu z obcego kręgu kulturowego, jeśli się nie włożyło najpierw nieco wysiłku żeby go zrozumieć.
    Jeśli mogę coś podpowiedzieć, to:
    - Tekst wyryty na podłodze to była Sutra Serca. Warto przeczytać i ją samą i nieco o niej, żeby zrozumieć różne terminy i trochę filozofii mahajany.
    - Damski posąg, ciągnięty przez mnicha to właśnie Awalokiteśwara z Sutry Serca, żeńska forma: Guanyin, po koreańsku Kwan Seum Bosal, uosobienie doskonałego współczucia, "Słysząca dźwięki świata". Często przedstawiana z dzieckiem, chociaż to nie jej dziecko. W ludowych wierzeniach trochę taka Maryja.

  • Mnie zastanawia najbardziej, abstrahując od filmu, dlaczego tak bardzo krzywdzisz kino przypinając mu łatkę? Cytat: "Kinematografia jest formą sztuki rozrywkowej, która jest kierowana do szerokiego grona odbiorców". Trochę lat już minęło od powstania kinematografu i przez ten czas sztuka filmowa cały czas ewoluowała. Dzisiaj stwierdzenie, że film służy wyłącznie rozrywce zakrawa wręcz na ignorancję. Każda ze sztuk dzieli się na rozrywkową, mainstreamową, łatwą do zrozumienia oraz artystyczną, ambitniejszą, skierowaną dla widza posiadającego większą wiedzę czy też bardziej otwarty umysł. Nie wydaje mi się, by film o buddyjskim mnichu był w zamyśle skierowany do tzw. przeciętnego Kowalskiego, niedzielnego widza.

    "Oglądałem już wiele filmów poruszających tematykę innych kultur i będących jedną wielką metaforą" - zaciekawiłeś mnie, czy mógłbyś, proszę, podać kilka tytułów? Może znajdę coś interesującego dla siebie.

    • I małe sprostowanie do mojej wypowiedzi powyższej. "Nie wydaje mi się, by film o buddyjskim mnichu był w zamyśle skierowany do tzw. przeciętnego Kowalskiego, niedzielnego widza", napisałam to na krótko przed rozpoczęciem seansu czy też po kilku zaledwie minutach filmu. Teraz już wiem, że myślenie, iż to po prostu film "o buddyjskim mnichu" jest dość naiwne. Chyba zgodzę się z twierdzeniami, które już się pojawiły na forum, że to film w gruncie rzeczy dla każdego, okazuje się bowiem bardzo uniwersalny. Nie zmienia to jednak faktu, że czytając opis, widz sam wybiera czy jest gotowy na spotkanie z kulturą/religią inną niż zachodnia, europejska, a jeśli tak, to może napotkać pewne symbole czy zachowania, których nie pojmie. Myślę, że jeśli już ktoś świadomie decyduje się na obejrzenie filmu i obchodzi go to, co ogląda, będzie potrafił poszukać i odnaleźć odpowiedzi.

  • To samobójstwo było rytualne, było swoistym "świadomym odchodzeniem" dlatego odbywało się w stanie medytacji. Istotą buddyzmu jest wyrwać się ze stanów bardo (stany pośrednie, nietrwałe, wśród niż życie i stan pomiędzy wcieleniami), nie musieć dokonywać kolejnych wcieleń bo przepracowało się dawne grzechy i osiągnęło się zrozumienie przyczyn cierpienia. Doktryna na temat procesu umierania tłumaczy jednak, że często nawet bardzo świadomy człowiek podczas umierania doznaje bolesnego stanu odrywania (Chikkhai bardo), który jeśli nie zostanie rozpoznany i ogarnięty generuje emocje. Emocje te powodują że jego dusza osadza się w nowym ciele. Aby temu zapobiec, należy przed śmiercią wejść w stan "kryształowy" w którym umysł pozostaje spokojny.
    Zwyczaju z naklejaniem papierowych pieczęci na części ciała nie znam, może gdzieć w Korei był praktykowany. Generalnie w różnych nurtach buddyzmu takie rytualne samobójstwa były praktykowane, zwykle polegało to na przejściu na radykalny post podczas którego medytujący umierał z wycieńczenia, ewentualnie na wypijaniu herbatki z trujących ziół.

    W pewnym sensie jest to kulturowy odpowiednik starego Indianina, który idzie w góry i zamarza, bo czuje ze "nadszedł jego czas".

    Młody musiał o tym słyszeć podczas nauk, dlatego widząc pustą chatę, i resztki spalonej łodzi od razu domyślił się co zaszło.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: