przepiękny

ten film mnie po prostu oczarował. prosty, a zarazem wzruszający. główny bohater swoją dziecinną naiwnoscią wzbudza od razu sympatie

  • Proszę zwrócić uwagę, że tam jest wielu ludzi, każdy jest inny, ale w miarę sympatycznie pokazani. W polskich filmach wszyscy (patrz "Wesele") są gnojamim i świniami lub zapitymi debilami - jakby te filmy robili polskojęzyczni "tfurcy" za - np. - niemieckie pieniądze. Pewnym wyjątkiem jest "Sprawa się rypła".

  • Najpiękniejszą sceną w tym filmie jest ta, w której bohater zaprasza grabaża, pracującego właśnie nad nagrobkiem, na piwo i własną kiełbasę (czy inne mięcho, nie pamiętam...). Pomiędzy cmentarzem, a podwórkiem bohatera nie ma właściwie żadnej granicy, nie ma żadnego tabu związanego z łączeniem życia (jedzenia) i śmierci (bliskość cmentarza). To takie czeskie - płynność przechodzenia pomiędzy różnymi płaszczyznami i nie robienie z tego wielkiego symbolu. Ot, po prostu grabaż też człowiek i przy pracy może się piwa napić ;) W Polskim kinie taka scena byłaby chyba nie do pokazania :)

  • Cytat z innego miejsca:
    "Witam, może jakiś znawca czeskiego kina pomoże. Film widziałem kilkanaście lat temu w TV i jakoś tak ostatnio zaczął mi chodzić po głowie. Nie pamiętam zbyt wiele, ale była tam scena pogrzebu, gdzie kondukt pogrzebowy szedł pod górkę pokrytą śniegiem i oblodzoną. Niosący trumnę pośliznęli się i upuścili ją, a ta zaczęła zjeżdżać w dół po śniegu. Ksiądz idący z tyłu za trumną został przez nią "zagarnięty" i siedząc na niej okrakiem jechał w dół. Potem trumna wpadła do rzeki, wieko otwarło się, nieboszczyk wypadł i zaczął płynąć rzeką." Kojarzy ktoś tytuł?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o