Chciałem czegoś innego

Spodziewałem się marzyciela o zdrowych i normalnych zmysłach. Który nie pali pieniędzy i nie będzie egoistycznym dzieciakiem idącym prosto na śmierć. Bardziej to była ucieczka od problemów, od świata którego nie akceptował "Alienacja". Poza tym film mógłby być bardziej dynamiczny i krótszy... Muzyka, krajobraz duży plus.

87
  • Zazwyczaj nie czytam komentarzy pod filmami, gdyż w większości są bzdurne. Jednak trudno mi się z Tobą nie zgodzić. Powiedziałbym, że nie tylko egoistyczny dzieciak ale i głupi. Niby przygotowywał się do tej całej wędrówki a podstaw przetrwania, czy zdobywania jedzenia uczył się na bieżąco lub w drodze. Bardzo średni film jak i bardzo średnia historia, żal tylko że sam siebie chłopak wykończył.

  • To prawda, faktycznie zachował się egoistycznie, przede wszystkim wobec siostry. Ale nie potrafił się odnaleźć w społeczeństwie, w którym najwyższą wartość stanowi bogactwo. Oskarżasz go ucieczkę...a jak miał z tym walczyć? Rodzisz się w pewnym systemie i uczysz się w nim funkcjonować, on tego nie umiał. I nie zgadzam się, żeby szedł prosto na śmierć, raczej szedł w końcu naprawdę żyć. Wydaje mi się, że przeżył w tym czasie o wiele więcej niż część ludzi robi to przez długie lata.

    • On tego nie umiał?Nie chciał się nauczyć.Rozpieszczony dzieciak postanowił,że zostanie pustelnikiem.Gdyby wychowywał się w biednej rodzinie to nie wydaje mi się,że postąpiłby tak samo,pracowałby i zarabiałby kase od której w filmie "uciekał",żeby wykarmić rodzine.Tak się rządzi świat,a on niby chciał pokazać,że nie musi się dostosowywać.Nie musi,ale trzeba zachować jakikolwiek szacunek do rodziców i siostry.Film się ciągnął w nieskończoność,jedynie muzyka pomagała przebrnąć.

    • nie zapominaj, że to my, ludzie zbudowaliśmy tę cywilizację i to nasza wina, że mamy modę na konsumpcjonizm. Uciekanie do dziczy to opuszczenie wszystkiego, czego nauczyła nas historia i porzucenie naszej kultury (to jakby porzucić własne dziecko) i cofanie się do samego początku. Zamiast naprawić- najlepiej zostawić i wziąć nowe, a co tam. Gardzę takim podejściem. To tak, jakby wymienić sobie "uszkodzonych" rodziców na inny model.

      Dlatego jestem potwornie cięta na "ochy i achy" dla głównego bohatera. Był naiwny i wydawało mu się, że wie najlepiej. Gdyby faktycznie chciał w ramach buntu uciec w dzicz, powinien chociaż się do tego przygotować- poczytać, poćwiczyć, zaopatrzyć się chociaż w podstawowy sprzęt.

      Są ludzie, którzy mają ledwo na chleb. Lepiej byłoby poświęcić resztę życia by im pomóc w ramach buntu, a nie palić pieniądze i uciekać w dzicz. Miał wszystko podsunięte pod nos, więc nie miał nawet okazji, żeby docenić to, co ma i postarać się o to, by być kimś nie tylko dla siebie, ale dla innych.
      Także bardzo żałuję, że tyle młodych daje się nabrać na ten film. Możecie powiedzieć, że go nie zrozumiałam i co ja wiem... ale zamiast uciekać w dzicz w samotność naprawdę lepiej zaangażować się w pomoc innym. Po co być kimś ważnym dla siebie samego?...

      • Dokładnie. Nawet doświadczeni podróżnicy, którzy żyją w podobny sposób na łasce natury czasami zmagają się z jej siłą i nie jest im łatwo. Podejście bohatera było po prostu bardzo nieprzemyślane a w szczególności - niedojrzałe. Dzieciak pomyślał, że zbuntuje się przeciwko światu - który jest jaki jest (mimo ,że wielu się on nie podoba to jednak wszyscy muszą się dostosowywać) i wyjedzie sobie na samotną wycieczkę bez żadnej wiedzy. No po prostu głupie xD Chyba jedynie muzyka i krajobrazy sprawiały, że obejrzałam do końca, bo film był faktycznie za długi.

      • Nie zrozumieliście tego filmu. Chłopak zginął ale miał odwagę żyć naprawdę. To nie był film o tym chłopaku. To był film o tym jak dążyć do wolności - czegoś czego część z nas w ogóle nie ceni lub nie rozumie. Jeśli myślicie że jesteście wolni to grubo się mylicie.

        • ...Brawo
          Po przeczytaniu tego komentarza zdecydowałem pierwszy raz napisać własny a raczej podpisać się obiema rękami pod tym co Spectron napisałeś :)

        • Piękny komentarz, zrobiłam screena, żeby nie zginął mi w pamięci.

        • Ja także

        • No dobra, ale jeśli on sam chciał potem wrócić do cywilizacji? Gdyby faktycznie dotrwał do końca w swoich przekonaniach, to jeszcze jestem w stanie zrozumieć ten "hype" wokół niego (chociaż myślał w kompletnie nielogiczny sposób i sam się "urządził"). A tak- to po prostu film o tym jak nie żyć.

          Jeśli faktycznie uważacie, że dręczy Was bycie usidłanymi w cywilizacji, to chociaż przygotujcie się porządnie do ruszenia w dzicz, uprzedźcie tych, na którym Was zależy, utrzymujcie kontakt choćby listowy, albo odwiedzajcie czasami. Wiecie kto był moim zdaniem lepszym przykładem na role- modela? Facet grany przez Seana Penna w "Sekretnym Życiu Waltera Mitty". Jasne, że postać fikcyjna, ale to był ktoś, kto faktycznie wyzwolił się z tej machiny, a robił to, co kochał i utrzymywał przyjaźnie. Spędzał czas w naturze, nikt go nie poganiał, a za zdjęcia (robione z zamiłowania), które wysyłał do gazet, nie dostawał kasy. Żył dla siebie, ale chciał się dzielić swoimi przeżyciami. Musiał pracować? Najwyraźniej nie. Musiał ginąć? Najwyraźniej nie.

          Tak szczerze, to uważam, że dumanie nad "ciepnięciem wszystkim i jazdą w Bieszczady" jest w obecnej sytuacji politycznej lekko bez sensu. Nastąpiła taka globalizacja, że nie ma miejsca na Ziemi, w którym bylibyśmy faktycznie wolni. Kiedyś nawet wyprawa do pobliskiego lasu była chłonięciem nieznanego, a dziś na bieżąco jesteśmy w stanie słuchać, co się dzieje po drugiej stroni kuli ziemskiej. Nie ma tyle natury, co wtedy... żyjecie po prostu w złym czasie, żeby się wyzwolić ;) Albo w dobrym, bo Matt Damon pokazał, że da się wrócić do korzeni- tylko, że na innej planecie.

          • Nie ma czegoś takiego jak ostateczna definicja tego czym jest wolność, bo wolność to pojęcie w dużej mierze abstrakcyjne i nie dające się umieścić w ramach logiki. Wolności nie da się zmierzyć, nie da się do końca ustalić warunków jakie trzeba by spełnić by być wolnym. Bywało że ludzie więzieni za przekonania mimo że za kratami pozostali wolni. W późnym Związku Sowieckim istniały obozy dla wolnościowców w których można im było mówić co tylko chcieli i nikt ich za to nie karał i tam w zamknięciu byli wolnymi ludźmi. Izolowano ich od reszty ale wtedy tak naprawdę stawali się wolni (o podobnych ośrodkach jest mowa w "Nowym wspaniałym świecie" Huxleya). W książce Orwella "Rok 1984" główny bohater wolność swoją na koniec utracił (mimo że wyszedł "na wolność"), a wcześniej był wolny bo mimo tego że paraliżował go strach decydował się na łamanie reguł. Wolność to stan umysłu. Wolność można odczuwać, można o nią walczyć. Niektórzy są wolni tylko walcząc (np o sprawę), inni wolność odnajdują w wyciszeniu i harmonii. Czasem wolność jest oderwaniem się, odejściem od otoczenia, zaprzeczeniem regułom mimo samotności w roli rozłamowca. Wolność moim zdaniem to przede wszystkim możliwość decydowania o sobie (w tym podejmowanie dużego ryzyka bo to też jest częścią życia, a o czym zapominamy), i prawdziwa świadomość tego co nas otacza; życie według wartości które uznajemy za słuszne. Niestety w Polsce (kraju który z równie mocno kocham i nienawidzę) jesteśmy tanią siła roboczą i trudno tu mówić o tym żeby ktokolwiek był tu wolny. Są pewne delikatne oznaki zmian (w świadomości), ale pokolenie urodzone w latach 80-tych jest tu niestety kompletnie stracone. Na koniec cytat który ostatnio zwrócił moja uwagę:

            "Wszystko polega na tym, żeby człowiek był taki, jaki jest, żeby nie wstydził się chcieć tego, czego chce i marzyć o tym, o czym marzy. Ludzie są na ogół niewolnikami konwenansów. Ktoś im powiedział, że powinni być tacy i tacy, i starają się być takimi aż do śmierci, nie wiedząc nawet, kim byli i są naprawdę. Nie są wiec nikim i niczym, postępują niejednoznacznie, niejasno, chaotycznie.
            Człowiek przede wszystkim musi mieć odwagę być sobą."

            Milan Kundera

            Z wolności może wypływać i dobro i zło (i jest to świadomy wybór), ale to lepsze niż życie w zakłamaniu. Historia pokazuje że cywilizacja ludzka rozwija się gdy napotyka na trudności. Nie poddana wyzwaniom zagrażającym jej istnieniu popada w stagnację i umiera. I nasza cywilizacja (zachodnia) zmierza ku upadkowi bo jesteśmy słabi i zdecydowanie przestaliśmy być wolni. Jest jeszcze nadzieja bo wolność rodzi się w głowie jednostki i na ogół jest to proces polegający na zaprzeczeniu obowiązującym regułom, a powodów do tego jest coraz więcej.

            W filmie chłopak podjął błędną decyzję i tak naprawdę miał pecha. Wolność to ryzyko. Przez wolność można stracić życie, i zdrowie, dlatego tak łatwo jej nie wybierać. To ta trudna ścieżka życia której sam się bardzo powoli uczę. Dlatego tak doceniam ten film.

            • Idąc tym tropem, wszystko jest relatywne, a wolność istnieje i nie istnieje naraz. Żeby uzyskać wolność, decydujemy się ZAWSZE na pewien sposób zniewolenia lub ograniczenia i tym samym nigdy nie jesteśmy wolni. Stosując się do zasad moralnych ograniczamy swoją wolność, bo kierujemy się regułą, że zabijanie innych ludzi jest złe (więc tego nie robimy). Chcąc wolnej ojczyzny, decydujemy się być uwięzieni. Natura też ogranicza! Zima nie pozwala wychodzić z ciepłej jaskini. Brak picia doprowadza do odwodnienia. Gdybyśmy byli faktycznie wolni, moglibyśmy robić co chcemy i nie kosztować gorzkich konsekwencji naszych czynów, ale wszyscy wiemy jakie są konsekwencje, więc sami rezygnujemy z wolności- dla naszego dobra i dobra innych. Bo to jest tak, że wolność jest modna pod warunkiem, że nie narusza wolności innego człowieka- CZYLI NAS OGRANICZA. No bo przecież taki gwałciciel też skorzystał ze swojej wolności, ale tego już nikt nie wychwala.

              Mimo wszystko, koleś nie "miał pecha", tylko sam na siebie sprowadził pecha. On właśnie chciał wolności, ale takiej chaotycznej. Nie pomyślał. Niby inteligentny, a odrzucił jakiekolwiek przygotowanie (fizyczne, psychiczne, nie poszerzył też wiedzy o niezbędne aspekty). Przecież gdyby faktycznie chciał żyć i być wolny, to chciałby cieszyć się swoją wolnością i za wszelką cenę uniknąć śmierci, a on poleciał w las jak samobójca. Być może w takim razie nie chciał żyć? Co, jeśli tylko śmierć może nas faktycznie wyzwolić i to o to chodziło w tym filmie? Schopenhauer na pewno by się ucieszył.

              Cytat z jednej strony ładny, ale z drugiej zakłada zupełny pracy nad sobą. Brzmi tak, jakby był napisany przez osobę o osobowości INFP- a właśnie myślę, że za bardzo chcemy się w dzisiejszych czasach oddać emocjom i uczuciom, a za mało myślimy logicznie. Nie chcę popadać w skrajności oczywiście, uczucia też są ważne, ale ludzie jakby w ogóle zapomnieli, że niektóre rzeczy trzeba przemyśleć, zastanowić się, spróbować przewidzeć konsekwencje. Dlatego teraz dzieje się to, co widać po Europie- "obrażanie uczuć mniejszości" mimo wolności słowa itp. Ludzie z natury są wrażliwi, ale w tej chwili Europa jest przewrażliwiona.

              Skoro już podajemy przykłady historyczne, to też przytoczę swój. Polacy są tacy dumni z powstań i powstańców, mimo, że ANI JEDNO powstanie nie przybliżyło nas do wolności. Gdyby w XIX wieku przemyśleć plan powstań, odczekać parę lat i się przygotować, to być może udałoby nam się odzyskać wolność wcześniej. A tak- romantyczną myślą przeprowadziliśmy gwałtowną akcję, która zależała od zbyt wielu niewiadomych i skończyła się tylko pogorszeniem naszej sytuacji. Żeby przeprowadzić coś skutecznie, serce musi chcieć, a mózg musi się napracować.

              Może to na mniejszą skalę, ale główny bohater przeżył właśnie takie swoje czysto romantyczne "powstanie". Rezultat tylko potwierdza regułę. Dlatego te upamiętnienia powstań są dla mnie dość niezrozumiałe- dlaczego mamy celebrować, że nawaliliśmy z własnej winy, zamiast wspominać te razy, kiedy nam wyszło? Czy dlatego, że masa ludzi zginęła za sprawę? Przecież za każdym razem były ofiary.

              Być może moja ostra krytyka dla bohatera tego filmu wynika właśnie z tego, że panuje teraz u nas znów epoka uczuć i myśli wyższych, które bez połączenia z odrobiną myślenia, zawsze kończyły się tak samo. Cechą bohatera romantycznego jest to, że ginie. Nie wiem jak Ty, ale ja wolę żyć dłużej i systematycznie, małymi kroczkami dążyć do osobistej definicji szczęścia.

        • Przynajmniej nie zdychamy z głodu i zimna, jak debile...
          "nie zrozumieliście"-argument godny prawdziwego tłuka.

        • Zrozumiałam ten film. Nie podobał mi się przekaz.

        • użytkownik usunięty

          Co to znaczy "żyć naprawdę" i kto to objawił?

        • Film jest antytezą tego o czym piszesz. Główny bohater upatrywał w takim stylu życia wolności i cieszył się życiem, ale finalnie stwierdza, że nie tędy droga. Chce wrócić, ale już nie może. Jego wolność staje się klatką. Zapisuje, że szczęście jest prawdziwe tylko wtedy kiedy jest dzielone i nie chce umierać jako Alexander Supertramp.

      • ..

      • Ja oceniłam ten film na 8,ponieważ czytałam książkę i niektóre wątki przedstawione w filmie nie pokrywały się z rzeczywistością!Rozumiem,że film mógł się niektórym osobom nie spodobać,ale ocena go,tylko ze względu na głównego bohatera...Przecież miał przekazać jeszcze coś innego,przede wszystkim wartości,którymi powinniśmy się kierować... W filmie rodziców Chrisa przedstawiono jako osoby,które nie przejmują się swoimi dziećmi,tylko karierą.Przecież każdy rodzic martwi się o swoje dzieci,rodzice głównego bohatera wynajęli nawet detektywa,aby odnaleźć swoje dziecko!Szkoda,że w filmie o tym zapomniano...

        Nie zgadzam się z Twoją opinią,że :

        ,,nie zapominaj, że to my, ludzie zbudowaliśmy tę cywilizację i to nasza wina, że mamy modę na konsumpcjonizm. Uciekanie do dziczy to opuszczenie wszystkiego, czego nauczyła nas historia i porzucenie naszej kultury (to jakby porzucić własne dziecko) i cofanie się do samego początku"

        Fakt,że nasz świat tonie w konsumpcjonizmie,oznacza,że każdy musi tonąc razem z nim! Ja podziwiam właśnie to w Chrisie,że chciał od tego uciec!Co do opuszczania naszej kultury...Przecież Chris wcale nie opuścił cywilizacji,podczas prawie całej swojej podróży przebywał między ludźmi,podejmował różne prace.
        Myślę,że fakt,iż nie miał dachu nad głową i podróżowała autostopem nie robi z niego homo sapiens :D
        Prawda,że jego wyprawa na Alaskę była nie przemyślana,ale podziwiam go za to,że potrafił żyć chwilą,nie myślał tylko o tym,żeby mieć duży dom,najlepszy samochód,dobrą pracę i żyć w dostatku do końca życia.

        Zgadzam się z Tobą,że być kimś tylko dla siebie jest głupotą,ale Chris nie miał zamiaru całe życie być sam.On przez te dwa lata żył samotnie,bo chciał zrozumieć sens swojej egzystencji.Po ,,wielkiej wyprawie na Alaskę" (bo tak to opisywał w swoim dzienniku) myślał nad powrotem,szkoda,że go nie dożył...

        Popieram opinię Spectron ;)


      • Co za głupoty ,swoja historię ponuciliśmy dawno a łatwo mówić o szacunku dla rodziców ,gdy miało sie zdrową rodzinę,na szczęście on nie słuchał tego typu bredzenia to bylo jego życie tobie oceniać jego wybory jego życie ??,łatwo dyskredytować kogoś szczególnie w jednego powodu głupoty

      • "Ale zamiast uciekać w dzicz w samotność naprawdę lepiej zaangażować się w pomoc innym." Ja właśnie taki wniosek wyciągnąłem z tego filmu. Widzę, że oglądałaś ten film uważnie, więc pewnie pamiętasz słowa, które zdążył napisać przed śmiercią: "Happiness only real when shared". Myślę, że właśnie wtedy zrozumiał to, o czym ty mówisz - samotność, czy ucieczka w dzicz nie dają prawdziwego szczęścia i to według mnie było kluczowe w tym filmie.

        • Nic nie daje prawdziwego szczescia, czyli szczescia trwajacego dluzej, z powodów biologicznych. Mózg ludzki jest tak skonstruowany, ze nie jest w stanie odczuwac uczucia szczescia w sposob ciagly na dłużej.
          Są ludzie ktorzy zyja w dziczy duzo dluzej niz bohater filmu i nie umarli i są względnie szczesliwi. Inni sa wzglednie szczesliwi majac zwyczajna rodzine i dom na wsi (choc sielanka trwa do 7, bo potem trzeba wstać i zapieprzać godzinę do roboty do miasta).
          Bohater byl naiwnym idealistą. Życie jakie widać na Ziemi nie jest kreacjonistyczne i idealistycznie piękne, jest zwykłym brutalnym ciągiem przyczynowo skutkowym.
          Ludzie jako mutacje genetyczno psychologiczne mogą być tak rózni, że mozna smialo zalozyc, ze wyczerpują w swoich chuciach i zainteresowaniach wszelkie mozliwe wariacje wyborów

          • Psyychopato ;-) nie za bardzo. Jak większość, postrzegasz poczucie szczęścia jako pochodną przyjemności. Przyjemność, rzeczywiście, jest uwarunkowana i ograniczona biologicznie.
            Jak sądzę, prawdziwe szczęście nie jest też stopniowalne. Jest albo go nie ma. Wszelkie przymiotniki ilościowe wskazują tylko, że nie jest szczęściem, a po prostu mniejszym lub większym zadowoleniem.

            "Życie jakie widać na Ziemi" - nic nie widać. Ani Ty, ani nikt inny NIC nie wie o życiu, ani niczego nie widzi poza iluzją wiedzy. O Życiu po prostu nic wiedzieć się nie da, bo najpierw należy ulepić jakąś nic nie wartą definicję, żeby potem "wiedzieć". To nie mistyka, tylko logika.

            Bohater nie był naiwnym idealistą, po prostu nie mieścił się w narzuconych społecznie ramach i próbował się w nich rozpychać, aż nażarł się jagód. Nie on pierwszy i nie ostatni. Przynajmniej próbował.

            • "O Życiu po prostu nic wiedzieć się nie da, bo najpierw należy ulepić jakąś nic nie wartą definicję, żeby potem "wiedzieć". To nie mistyka, tylko logika."

              Co to za bzdura? Gubisz się już w podstawach z tymi bzdurami ktore napisales, bo jest chocby jedna podstawowa wiedza która jest faktem, a mozna by ją deprecjonować już tylko tak zalosnymi i paranoicznymi teoriami jak solipsyzm. Mianowicie podstawową wiedzą jest to, że elementy które nas otaczają, różnią się. Choćby już kolorem.

              • Przyznaję, że gubię się już w podstawach...

                "bo jest chocby jedna podstawowa wiedza która jest faktem"
                Ach, doprawdy ? Rozumiem, że oparta na zasadzie "koń jaki jest, każdy widzi" ? ;-)

                Dlatego zapodaj mi - Mistrzu - definicję Życia, o którym z taką swadą się wypowiadasz.
                A skoro zaś dokonujesz rozróżnienia na nas i przedmioty które "nas" otaczają, dorzuć też, proszę, definicję tego, kim Ty sam Mistrzu jesteś.

                I proszę, niech to wyjątkowo nie będzie wywód oparty na głębi wewnętrznego, jedynie słusznego przekonania...

      • "nie zapominaj, że to my, ludzie zbudowaliśmy tę cywilizację i to nasza wina, że mamy modę na konsumpcjonizm. Uciekanie do dziczy to opuszczenie wszystkiego, czego nauczyła nas historia i porzucenie naszej kultury (to jakby porzucić własne dziecko) i cofanie się do samego początku. Zamiast naprawić- najlepiej zostawić i wziąć nowe, a co tam. Gardzę takim podejściem. To tak, jakby wymienić sobie "uszkodzonych" rodziców na inny model."

        Jak to ukazało zachowanie Alexa, uciekanie nie musi oznaczać tego co napisałaś/eś (porzucenie naszej kultury czy opuszczenie wszystkiego). Dla niego i części osób oglądających film, ta tak zwana ucieczka to wolność. Wolność i odwaga chłopaka, który wyznaczył sobie cel jaki w życiu chce osiągnąć. Który ma jaja robić to co mu się żywnie podoba, do czego nie będzie zmuszany. I to wcale nie jest, jak to ujęłaś/ująłeś, "cofanie się do samego początku" - to jest życie obok natury. My, ludzie jeszcze uczący się czy/i pracujący gonimy za coraz większą edukacją/pieniędzmi, po to, żeby w przyszłości założyć własny biznes, w którym zarabialibyśmy miliardy. Jesteśmy zaślepieni swymi własnymi ambicjami, rządzami i nie dostrzegamy już piękna natury (którą coraz bardziej dewastujemy). To właśnie o tym jest ten film.
        Jeszcze co do naprawienia relacji czy czegokolwiek innego - może chłopak nie umiał tego naprawić? Może nie umiał (słysząc kłótnie "rodziców" w przeszłości) rozmawiać o takich rzeczach z nimi? I hmm.. może właśnie dlatego postanowił zrobić to co zrobił, aby znaleźć w sobie odwagę?
        Pozdrawiam i życzę dobrej nocy.

    • Zgadzam się

  • Nie kłam. Jego siostra w roli narratora powiedziała w pewnym momencie, iż "jego podróż to coś o wiele więcej niż bunt, niż zwykły sprzeciw".
    W spaleniu pieniędzy nie widzę nic złego, miało to znaczenie symboliczne. Co złego w spaleniu pieniędzy?
    Pana komentarz upraszcza, stanowi manipulację, są to nieuargumentowane osądy.

  • Nie piernicz głupot, świat nie jest idealny, są ludy pierwotne które żyją tak od zawsze z pokolenia na pokolenie. Nie wiem czy wiesz ale rzeczywistość nie wygląda jak w telewizji, książkach, gazetach. Tylko 40% Polaków pracuje (z tych 40% aż 80% zarabia poniżej 2500zł netto) 60% to osoby bierne zawodowo lub bezrobotne zarejestrowane w UP. A więc podsumowując tylko 3 mln z 15 400 000 pracujących Polaków zarabia powyżej 2.5 tys zł na rękę (w Polsce jest 38 500 000 ludzi) To że w mediach mówią i piszą o tym że ważny jest zawód, pieniądze, wczasy w ciepłych krajach, podróże, służba miliarderom - nie znaczy że to prawda i misja. Urabiają ludzi pokazując średnią pensję 3500zł i pokazując Bieńkowską: "za 6000zł pracuje tylko idiota lub złodziej" Bronisz systemu bo cię widocznie dobrze karmi, urodziłeś się ładnym ekstrawertykiem w dobrym otoczeniu wykształconych i bogatych ludzi masz dobrą posadkę lub po prostu jesteś idiotą. Jeśli ktoś urodził się skrajnym introwertykiem + musi pracować 12h dziennie za 2000 netto w beznadziejnych warunkach w których odnajdują się jedynie towarzyscy ludzie + nie ma dziewczyny to co ma robić ? Harować jak wół tylko dla jedzenia ? Przecież lepsze warunki mają świnie w oborze - mniej stresu + ciągłe dostawy jedzenia i picia, humanitarna śmierć na końcu o której nawet nie jest świadoma.
    Jakieś 500 tys lub mniej Polaków zarabia ponad 7 tys złotych miesięcznie, niecałe 100 tys ponad 14 tys zł. To tylko ich widać w mediach, to oni urabiają biedne masy aby ślepo wierzyły że rzeczywistość jest lepsza niż się wydaje.
    Niektóre osoby pracujące pozjadały wszystkie rozumy świata twierdząc że wykonują jakąś boską misję, piętnując bezdomnych, bezrobotnych. Jeszcze gorszymi idiotami są studenci wypowiadający takie bzdety, nie pracowały dłużej, nie miały perspektywy pracy do 67 roku życia (praca na wakacje ma to do siebie że nawet najcięższa jest fajna bo tylko na miesiąc dwa, więc człowiek podświadomie wie że niedługo dostanie pieniądze i nie będzie musiał tu już więcej wracać).

    • Jeden mądry komentarz w tej dyskusji.

    • @iglor4713
      zgadzam się, ale proszę nie kategoryzuj ludzi. " Jeszcze gorszymi idiotami są studenci..." ; a zastanawiałeś się po co studenci pracują w wakacje ? (może po to żeby zarobić na studia i mieć za co żyć), niektórzy studenci pracują cały czas żeby jakoś egzekwować, i tak jak nie powiesz że ludzie są idiotami bo nie każdy człowiek jest idiotą, tak nie mów że studenci są idiotami. Nie wiem co Ci jakiś student powiedział ale czy jak np. nauczyciel powie coś głupiego to powiesz, że wszyscy są głupi ? Raczej nie. A na studiach(dobrych studiach, nie turystyce i rekreacji) jest się po to żeby własnie zarabiać 6000 zł bo da się tyle zarobić uczciwie, uwierz mi :D

      • Na pewno Igor miał na myśli niektórych studentów, nie wszystkich tylko źle sprecyzował. Bo można się do ciebie też przyczepić, bo obraziłeś studentów turystyki którzy ( może nie w większości) znajdują często dobre prace, gdzie nawet zarobią niezłą sumkę, niektórzy otwierają własny biznes. Tak naprawdę to ile sie będzie zarabiało nie jest powiedziane na podstawie ukończonego kierunku, to bardziej szczęście, zaradność, umiejętności których akurat wymagają czy pewność siebie itd. Czasem nawet rekrutujący nie patrzą na wykształcenie a na umiejętności i doświadczenie. Nigdy nie wiesz co się przyda :).

        • Jeżeli Cię uraziłem to przepraszam, ale po prostu uważam jak sama stwierdziłaś że, rekrutujący patrzą raczej na umiejętności, więc zastanawiam się czy jeżeli ktoś rozkręca własny biznes (np. turystyczny) czy potrzebuje do tego wyższego wykształcenia ? Kierunki tego typu są typowymi zapchajdziurami i nie chcę tu nikogo obrażać, ale niech potem wszyscy się nie dziwią, że mamy tak duże bezrobocie zwłaszcza wśród osób z wyższym wykształceniem, i nie mówię że wszyscy ale większość studentów którzy decydują się na taki kierunek lub inne "zapchajdziury" robią to tylko dlatego, że chcą przedłużyć swoje dzieciństwo (podkreślam, nie mówię że wszyscy). Niestety ale taka jest prawda :/

          • tak masz sporo racji :). To prawda że właściwie do otworzenia biznesu w ogóle nie trzeba mieć wyższego wykształcenia, a tym bardziej na kierunkach no prawda tzw zapchaj dziura :). To akurat prawda. Nie uraziłeś mnie, raczej chciałam podkreślić żeby uważać na słowa. To też nie jest iść na łatwiznę ale człowiek czasem nie wie czego chce i w czym jest dobry. Albo np ktoś lubi sztukę, a nie umie malować to idzie na historię sztuki, bo po co ma męczyć się na polibudzie skoro tego nie lubi :), ale wiadomo że ciężko później z pracą, a takich kierunków jest sporo nieprzyszłościowych typu socjologia, psychologia( choć tu łatwiej), sama pedagogika bez zrobienia innego kierunku, politologia, nawet dziennikarstwo. W sumie tylko po medycynie i prawdopodobnie politechnice jak i rachunkowości można być bardziej pewny znalezienia pracy, ale i to nie jest pewne. A teraz gdy wiele ludzi ma wyższe wykształcenie, rzeczywiście ważniejsze są umiejętności i znajomość jak największej ilości języków obcych :).

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: