Szkoda człowieka...

Bardzo rzadko komentuję filmy (nie czuję takiej potrzeby po prostu), ale ten jest wyjątkowy. Oglądałem już chyba 5 razy i obejrzę jeszcze nie raz....

=== Moje zarzuty wobec komentujących ===
Przeczytałem większość komentarzy. Większość negatywnych jest bezsensowna, ponieważ:
- nie jest poparta żadną argumentacją
lub
- opiera się na błędnych definicjach pewnych pojęć (egoizmu, hipokryzji itd.)
lub
- opiera się na ABSURDALNYM uproszczeniu historii (w stylu "o rozpieszczonym gnojku z patologicznej rodziny, któremu się w d*** poprzewracało, daję 3/10"), które jest zwykłym przekłamaniem. Dziw, że ktoś w ogóle odpisuje na tak niepoważne komentarze...

Wielu pisze o głównym bohaterze: "bunt dla buntu" (chyba niedokładnie oglądali, bo w pewnym momencie nawet siostra Chrisa wprost zaprzecza tej tezie), tymczasem spójrzcie, ile komentarzy jest napisanych wedle tej zasady. Ma się wrażenie, że część ludzi skrytykowała ten film dla samej krytyki - jakby nie mogli przyznać, że w prostocie też może być zawarte piękno i poruszenie spraw ważkich. Jest to historia oparta na faktach, więc uważam, że to dobrze, że reżyser nie starał się na siłę tworzyć "trzeciego dna" w tym filmie, zniekształcając przy tym rzeczywistość.
Powyższe zarzuty tyczą się również po części ludzi, którzy chwalili film. Piszę o tym wszystkim, aby Czytelnicy mieli lepszy pogląd na zawarte tu komentarze.
Ponadto, ciekawe że tak wielu uważa, że porzucenie przez Supertrampa cywilizacji jest naiwne i nieuzasadnione, a spójrzcie na samych siebie - skaczecie sobie do gardeł, obrażacie, kipiecie gniewem na drugiego człowieka tylko dlatego, że na jakiejś tam stronie internetowej ma inne zdanie na temat filmu... Właśnie przez kumulację takich zachowań w naszej codzienności człowiek czuje się wyobcowany, chce uciec od całego tego "syfu", od "chorego społeczeństwa", o którym Chris wykrzykiwał w barze podczas rozmowy z Waynem...
Myślałem, że na takich portalach brak kultury i wzajemnego szacunku to raczej margines a nie norma. Więcej miłości ludziska!


=== opinia na temat filmu ===
Film jest dla mnie wyjątkowy, ponieważ sposób myślenia Chrisa i jego życiowa sytuacja bardzo przypominają moją. Również marzę o "wielkiej podróży" i coraz bardziej jestem do niej przekonany... Ale dość o mnie :)
Urzekło mnie piękno i prostota tego filmu. Historia porusza bardzo ważne sprawy. I cóż, że po raz n-ty? Spójrzcie wokół siebie. "Mechanizacja człowieczeństwa" pełną parą. Spójrzcie do jak wielu te "banały" jeszcze nie dotarły... Słusznie jakiś mądry człowiek zwrócił kiedyś uwagę, że człowiek technicznie osiągnął niesamowity poziom rozwoju, ale duchowo nadal siedzi w jaskini.
Uważam, że Hirsch genialnie wpasował się w rolę Christophera. Do tego świetne ujęcia i ścieżka dźwiękowa - przez cały czas widz czuje się, jakby podróżował wraz z głównym bohaterem.
Filmem jestem zachwycony i myślałem, że zasiadając do komentowania będę miał milion rzeczy do napisania, a tu się okazuje, że jakiś chaotyczny i skrótowy ten komentarz mi wyszedł i właściwie nic więcej nie przychodzi mi na razie do głowy :)

Już nie o bohaterze filmowym, a o prawdziwej postaci: szkoda człowieka... Po części sam sobie był winien, po części miał pecha. Szkoda...

=== SPOJLER - Pytanie nt. pewnego symbolu w filmie - SPOJLER ===
W pierwszej części filmu widzimy w obrazach z przeszłości młodego ojca Supertrampa. W pewnym momencie siedzi on przy budynku uniwersyteckim z nogami wyciągniętymi do przodu i ściska nogawki spodni na wysokości kolan. Gęba radosna, uśmiechnięta od ucha do ucha. Pod koniec filmu, kiedy ukazywana jest rozpacz rodziców głównego bohatera, ojciec Chrisa wychodzi z domu, staje na środku jezdni i zaczyna płakać. Przyjmuje wtedy dokładnie taką samą pozę, jaką pokazano na początku filmu. Jak rozumiecie ten zabieg?

Ściskam Was wszystkich gorąco i zapraszam do dyskusji :)

54
  • no też mnie irytują te wszystkie komentarze/wypowiedzi, gdzie ludzie uważają, że jest to film o chłopaku, który chciał się w końcu zbuntować. nie potrafię zrozumieć jak można to w taki sposób odebrać. jakby nie było wszystko jest bardzo jasno w filmie przedstawione.
    pewnie, że chodziło o ucieczkę od cywilizacji do czegoś bardziej czystego, naturalnego. miejsca, gdzie warunki dyktuje przyroda, a nie ludzie pełni zawiści, czy chorych ambicji. z tymże ukazana jest w filmie cała podróż bohatera, gdzie poznaje innych ludzi, inne życie i inną rzeczywistość. wydaje mi się, że w tym miejscu zaczynał być już szczęśliwy i udało mu się uciec od tego co tak bardzo go przytłaczało wcześniej, tylko za bardzo już się zapatrzył na cel samotnej wędrówki. myślę, że tutaj właśnie chodzi o to, że był tak bardzo uparty, aby dążyć dalej, że był ślepy na to, iż człowiek wciąż jest stworzeniem stworzonym do życia w społeczeństwie. był tak zaślepiony złymi wspomnieniami odnośnie cywilizacji, że nie potrafił dojrzeć, że są także inni ludzie z którymi współżyło mu się naprawdę dobrze. zrozumiał to na samym końcu.
    a co do Twojego pytania, niestety film widziałam tak dawno temu, że nie pamiętam takich szczegółów. ;)

  • Również zauważyłem wątek z nogami u ojca i podejrzewam, że miało to podkreślić jego reakcje podczas ogólnego podniecenia, ekscytacji lub wzniesienia emocjonalnego (w młodości z powodu ukończenia studiów i wkroczenia w dorosłe życie, a potem przez utratę syna, która diametralnie odmieniła system jego codziennego funkcjonowania). Zazwyczaj był zimny, gruboskórny i niewzruszony, a w tych dwóch ujęciach pokazano momenty, gdy był wzruszony, pozytywnie i negatywnie. Tak to odbieram.

  • Generalnie dużo racji masz w tym co piszesz jednak mieszasz trochę pojęcia. Krytyka głównego bohatera nie ma nic wspólnego z krytyką filmu. Można film ocenić pozytywnie, a zachowanie bohatera negatywnie, i nie ma w tym nic absurdalnego.
    Pozdrawiam

  • Bardzo dobrze to wszystko ująłeś. Niestety nie każdy potrafi zrozumieć ten film. Dla wielu jest za nudny, za długi i bez sensu. Sama również obejrzałam go kilkakrotnie i za każdym razem mnie wzruszał i skłaniał do przemyśleń. Sądzę, że każdy z nas szuka tego co Christopher tylko w różny sposób. Czasem ważne jest samo poszukiwanie. Głównego bohatera nie ma co potępiać ani chwalić. Wybrał swój sposób. Ani dobry ani zły. Ważne jest jednocześnie to co zyskał i co stracił. Nam pozostaje wspomnieć jego historię i wyciągnąć z niej coś dla siebie.

  • Myślę, że ta poza może pokazać, że jego ojciec nie w pełni jest 'zepsuty', jest po części w nim coś pozytywnego, to co było. Pokazuje to jego bezradność, ale może ma wskazać na to, że wywarło to na nim wrażenie i coś się zmieni, że przemyśli swoje życie i przewartościuje je. :)

  • Film jest straszliwie banalny. Żadnej głębszej, dojrzałej myśli. Mógłbym go polecić z czystym sumieniem tylko nastolatkom z głowami w chmurach. Te wszystkie cytaty, dialogi, napotkani ludzie- Banał banał banał! Żadnej ciekawej osobowości, wszystko do bólu naiwne i płytkie. Powiem szczerze, że jestem naprawdę rozczarowany, bo myślałem, że film o takiej średniej powinien trzymać poziom. Dlatego w sumie obejrzałem go do końca, bo liczyłem, że coś się wreszcie stanie, że coś mnie jednak poruszy, ale nic. Kompletna pustka. Piękne widoczki to jednak za mało. Mnóstwo niepotrzebnych scen,np moment pojawienia się dziewczyny, czemu miała służyć, co wnosiła do rozwoju (nazwijmy to) akcji? Z tym filmem mam taki sam problem jak z np "Matrixem" Dwie zupełnie inne bajki, ale to samo działa mi na nerwy, czyli pojawiające się sceny, tylko po to żeby je pokazać, a tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia. Intelektualna pustka. Tak to jest jak Amerykanin bierze się za ambitne kino, ale nie ma pojęcia jak je stworzyć. Drażniła mnie ta amerykańskość, na każdym kroku. Wszyscy mówią tylko "mądrości", płaczą itp, a główny bohater to jakiś skończony dureń. Niby inteligentny skończył studia i nie mając jakiegokolwiek doświadczenia idzie na żywioł. Ja się tylko przez cały czas zastanawiałem, jak on mógł tyle przeżyć bez uszczerbku na zdrowiu. Przez tyle czasu nic mu nie dolegało, nie skaleczył się, nie zwichnął nogi, a przecież Rambo to on nie był:) Człowiek w żadnym wypadku nie miałby szans w ten sposób przeżyć bez wcześniejszego doświadczenia, przygotowania. Do tego nawet nie trzeba studiów. To wszystko mało wiarygodne. Chyba, że świadomie dążył do takiego finału jaki go spotkał...Powiem szczerze, że to by go tylko ratowało:) Nie można tego filmu tratować poważnie.

    • użytkownik usunięty

      i dlatego Pazura w ,,Chłopaki nie płaczą powiedział ,,: Grucha to co dla ciebie jest sufitem dla mnie jest podłogą - dla Ciebie wszystko jest podłogą . Po prostu Twój wywód jest taki sam jak przesłanie filmu- głupota ludzkości i jej pozoranctwo oraz brak celu . Musisz oglądać jednak lepsze filmy niż dla zbuntowanych małolatów więc zacznij te mądrzejsze i nie truj dupy koleś.

      • Aleś dał przykład'Chłopaki nie płaczą":) arcydzieło polskiego kina:))
        Zastanów się co piszesz. Myśląc Twoimi kategoriami film trzeba chwalić, nie można skrytykować. Ja piszę o swoich odczuciach jakich doświadczyłem oglądając film. W większości były one negatywne i to opisałem. Jeśli oglądam film, który mi się podoba również o tym piszę. Jeśli Twoim zdaniem truje dupę...no chłopie kto ci każe to czytać?? Kto Ci każe odpowiadać?

    • "np moment pojawienia się dziewczyny, czemu miała służyć, co wnosiła do rozwoju (nazwijmy to) akcji? "
      1. bohater był gotów porzucić laskę/miłość i dalej dążył za swoim
      2. wtrącenie wątku nie musi być motywowane zawsze "wnoszeniem do akcji", motywów może być wiele

      Co do "intelektualnej pustki Matrixa" to polecam:
      https://www.youtube.com/watch?v=AaDqNDLpZa8

      "Wszyscy mówią tylko "mądrości", płaczą itp, "
      Szczególnie jak został spałowany przez strażnika kolei.

      "a przecież Rambo to on nie był:) "
      Rambo został zraniony nie raz w I części.

      " To wszystko mało wiarygodne."
      Do tego należałoby podjąć się gruntownej analizy biografii p. Supertrampa i porównać z filmem.

  • użytkownik usunięty

    mam ponad 40 lat i uważam że nie jest to bajka o buncie młodziaka , skoro w wieku 23 zauważył to co większość ludzi po 50. pozoranctwo i regułki tego świata zmuszają ludzi do takich postępków, nie pochwalam braku kontaktu z rodziną bo to nie wychodzi nikomu na dobre i nie jest to dla rodziców kara - samemu też człowiek się wykańcza . Dobry i obejrzę znowu .Polecam - Road to Paloma

    • Ja mam 35 i przechodziłem naiwną wiarę w dobrego człowieka, potem bunt przeciwko niemu, dystans do niego itd. Nie uważam że ...JUŻ WIEM WSZYSTKO!!..bo to jest właśnie gówniarskie. Gość zachowywał się jakby miał 13 lat a nie 23:) Niczego wielkiego nie odkrył. Prawdy o których on mówi, są dość oczywiste dla niejednego dwudziesto-kilku latka, tylko większość z nich nie robi z siebie debili:)

      • użytkownik usunięty

        spox i tak nie dorosłeś i tyle pomimo niby 35 lat

      • Proszę zauważyć, że to rodzina i otoczenie "wiedzą wszystko najczęściej" i tak też było w filmie. Presja otoczenia wie, co dla człowieka dobre, bo przecież każe się ustatkować, skończyć studia, znaleźć pracę, grzecznie założyć rodzinę itp. Tymczasem Supertramp właśnie dlatego wyruszył w podróż, że nie wiedział wielu rzeczy. Zresztą wiele osób udając się w podróże robi to właśnie dlatego, że szuka odpowiedzi na rozmaite pytania, w poszukiwaniu siebie odrywając się od gotowych odpowiedzi (zastanej sytuacji życiowej). Wystarczy poprzeglądać blogi podróżnicze.
        Poza tym, fakt, iż śp. McCandless kierował się jakimiś wartościami w swoim postępowaniu nie znaczy, że "wiedział wszystko". Gdyby reprezentował taką postawę - nie miałby w trakcie podróży rozterek i w tragicznych okolicznościach nie zreflektowałby swoich prawd.
        Kolejna sprawa: kompletnie co innego coś głosić, a co innego coś zrozumieć i CZUĆ.

        Poza tym, wstrzymałbym się z osądami typu "robił z siebie debila". Czy zachlanie na weselu, rzyganie na imprezach, zdradzanie dziewczyny czy wiele innych sytuacji to już nie "robienie z siebie debila"? W którym miejscu p. McCandless robił z siebie debila wg Pana? W tej sytuacji przy wydawaniu podobnego osądu może wisieć pokusa: "zrobił inaczej niż wszyscy, inaczej niż ja, więc jest dziwakiem-odludkiem, którego można zjechać, bo przecież my normalni, my robimy dobrze, a ten to tam jakieś wariactwa, szalony i w ogóle".
        Podróżował sam, nie robił tego na pokaz. Nadmienię, że nie raz spotkałem się z blogami podróżniczymi, gdzie osoba w wieku 20-30 lat relacjonowała wszystko itp. a okazywało się, że cała podróż została... sfinansowana przez rodziców. Daruję sobie pokazywanie palcem.

        • Ok miał prawo robić to co robił. Doprowadził się do śmierci, co zresztą łatwo było przewidzieć, przy braku elementarnej wiedzy survivalowej. Czy komuś coś tym udowodnił? Sobie coś udowodnił? Jaki z tego pożytek skoro nie żyje. Chyba, że doszedł do wniosku, że życie nie ma sensu. Może nikomu nie chciał nic udowadniać. Po prostu żył jak chciał i umarł jak nie chciał.
          Chodzi mi o to, że oglądało się to wszystko dość średnio i im bliżej końca tym mniej mnie to wszystko obchodziło. Po prostu to było mało ciekawe. Główny bohater był nudny i nie zainteresowało mnie, czym się kierował, postępując tak a nie inaczej. I te różne wątki nie skończone, bezsensowne i niepotrzebne. Gdyby film trwał godzinę znacznie by zyskał.
          Nie uwierzyłem w ten film, nie uwierzyłem głównemu bohaterowi.

          • "Może nikomu nie chciał nic udowadniać. Po prostu żył jak chciał i umarł jak nie chciał."
            No właśnie. I cóż z tego? Jak mawia pewien pan i co stało się już internetowym klasykiem: "celem życia nie jest przeżycie".
            "I te różne wątki nie skończone, bezsensowne i niepotrzebne. "
            aha...

            Tak można się "licytować" w nieskończoność, jak to ma miejsce na filmwebie.

            Chodzi mi o to, że oglądało się to wszystko bardzo dobrze i im bliżej końca, tym wzbierała ciekawość. Po prostu historia była trzymająca w napięciu. Główny bohater nietuzinkowy - ciekawiły mnie jego motywy postępowania. I te różne wątki niedokończone, urwane historie typowe dla życia włóczęgi.
            Gdyby film trwał ponad trzy godziny - znacznie by zyskał.
            Uwierzyłem w ten film, uwierzyłem w historię McCandlessa.

  • A mnie nie jest go żal. Jeżeli coś dla danego człowieka nie ma wartości abnegacja jest cnotą. Taka arogancja i redukcjonizm....bo on miał się dostosować, a nie chciał. Czyli nienawiść i plucie, bo ktoś wyszedł poza szereg, a przecież gwoździe mają być wbite. Bo, broń cię boże, jakby miał łeb na wierzchu, to będzie widzieć więcej niż inni. Freud takie myślenie zapoczątkował. Państwo jest święte, ludzie histerycy, odszczepieńcy. Seryjni mordercy fe, zarodki w lodówkach cacy. Zabijać legalnie można tylko na wojnie.
    Zabijać może dowolnie służba zdrowia (jak po kaczce spływa), szkoła ma prawo pozbawiać wyobraźni itd. Natura = zło, bo to śmierdzi wiochą. Profesjonalizacja cierpienia, psyche jako wróg,, psychopatyczny instytucjonalizm, papieryzm, mechanizacja uczuć itp to wszystko jest dobre. Państwo nigdy nie jest winne. Nigdy. Może zabijać kiedy i kogo chce. Może określać ludzkie emocje numerami. Tylko człowiek, świnia, nie może powiedzieć nie.
    Ten fundamentalizm myślowy okaże się katastrofą. Już jest.
    Jakimi płaskimi kategoriami ludzie patrzą dzisiaj. Perspektywa i percepcja zredukowana do poziomu ziarnka groszku.
    Tyle się pieprzy o wolności, a ludzi w laboratorium tworzą. Kto im zwróci wolność wyboru?
    Poza tym w Ameryce młodzi ludzie prowadzą taki tryb życia. Jest wielu takich jak on. Czytałam fajny reportaż.
    Nie piszę tego konkretnie do Ciebie, ale do zołz co to wiecznie chcą innych ustawiać w szeregu.
    Dzisiaj się z niego śmiejecie jutro będziecie się modlić.

    • Świetny komentarz.
      Masz gdzieś link do rzeczonego "reportażu"?

      Co prawda mocna to dygresja, ale nie wiem, czy się zgadzamy z wolnością "ludzi z laboratorium", gdyż generalnie sam akt narodzin człowieka jest oderwany od jego widzimisię :) A czy to człowiek "klasycznie" czy przez maszynę zrobi...

      • Nie mam, w gazecie nie na prąd czytałam.Mieli nawet swoją nazwę i wyglądali jak nowoczesny szczep Indian.

        Tak, ale sposób poczęcia powinien być taki sam dla wszystkich. Osoby poczęte sztucznie siłą rzeczy nie kwestionują tej metody. To jest rozbój na człowieku.

        • "Tak, ale sposób poczęcia powinien być taki sam dla wszystkich."
          Dlaczego? A jeśli rozwój technologiczny pozwala np. uniknąć genetycznych chorób czy jakichś defektów?

          "To jest rozbój na człowieku."
          Co jest tym rozbojem? Kwestia narodzin nie jest kwestią wyboru. Jaką różnicę poczętemu robi czy się począł sztucznie czy naturalnie? Na podobnej zasadzie poczęty mógłby protestować, że w ogóle się urodził. To jest rozbój na człowieku tak go rodzić bez uprzedniego zapytania o zgodę.

  • Po prostu nie jest to film dla każdego. Nie wszyscy rozumieją fabułę i tkwiący w niej przekaz. Oczywiście nie chcę tu nikogo urazić. Każdy ma inną mentalność i światopogląd. Na mnie osobiście film wywarł ogromne wrażenie i serdecznie wszystkim polecam! Naprawdę warto.

    • Większość co krytykuje to pewnie osoby które raz na kilka lat są w lesie, nie znają zapewne nawet podstawowej wiedzy o grzybach, jagód co najwyżej nazbierają tyle że przykryją zaledwie dno słoika a komar to dla nich nieznany rodzaj mini helikoptera z którym nijak potrafią dać sobie radę. Ponadto zgubiliby się w lesie i zgineli w nim po kilku dniach bo nadaremno szukaliby aplikacji w smartfonie która by ich z lasu wyprowadziła. Żyjemy w sztucznym świecie stworzonym przez komputery i bogatych ludzi, lubimy centra handlowe, dokładnie zrobione chodniczki, co niedzielną podwózkę do kościoła bo nie chce się nam nawet przejść kilometra. Wielu z nas takimi właśnie są, w lesie nie widzimy nic ciekawego a pomysł żeby uciec do niego i zatracić się w świecie nam na co dzień nieznanym jest dla nas niedorzeczny. Plastikowi ludzie jak to nazwał większość z nas Chris (w jednym z rozdziałów w książce) nasze pierwotne instynkty zanikły i gdy widzimy na horyzoncie odmieńca który zamiast grać na xboxie, idzie na spacer do lasu, to patrzymy na niego jak na uchodźce z innej planety.

      • Bardzo, naprawdę bardzo to wszystko upraszczasz. Tak, lubię swój smartfon, lubię chodniki bez dziur i dawno nie byłem na grzybach. Dlaczego mam sobie życie utrudniać, a nie ułatwiać? Główny bohater jednak chciał sobie utrudnić, jak domniemywam aby poznać swój sens istnienia :) , prawdę o życiu, poznać je głębiej, czuć wszystkimi zmysłami. Ok jego sprawa, wolny człowiek.
        Jak na złość nie jeżdżę samochodem do kościoła , bo jestem...ateista. Bach! już nie pasuję do Twoich uproszczonych stwierdzeń. Już się czymś różnię od większości:)
        Po tym co napisałeś, można by dojść do wniosku, że film się nie spodoba tym, co prowadzą wygodne życie. Zupełnie nie o to chodzi.
        Film jest po prostu źle zrobiony, brakuje w nim tej właśnie dzikości, dzikości natury. Najnowsza "Zjawa" jest znacznie ciekawszym obrazem (chociaż nie mniej naciąganym) niż "Into the wild" .
        Główny bohater tylko łazi po bezdrożach, spotyka ludzi, mówi im swoje mądrości, oni swoje i idzie dalej. I tak przez niemal caaały film. Gdyby te mądrości były rzeczywiście mądre, odkrywcze, głębokie, inteligentne. Niestety nic takiego nie ma miejsca. Naiwność do bólu. Film na domiar złego zrobiony jest bardzo po amerykańsku, jest miękki, brakuje realizmu, jakiegoś kopa. I przez to jest nudny.
        Wszystko oczywiście co piszę, jest moją subiektywną oceną, ale Wasze tez takie są - piszę oczywistości... Po prostu to wszystko jest kwestią niewymierną, której nie da się obiektywnie określić.

      • Ale co jest złego w "sztucznym świecie"? Nawet mądre zwierzęta, które tylko mogą, ciągną do tego świata. Na przykład zdecydowana większość szczurów (a to bardzo mądre zwierzęta) żyje w miastach, a nie w lesie czy na łonie natury. Nikt ich tu nie zapraszał, nikt nie hodował, a jednak ciągną. Dlaczego?

  • Film ten był dla mnie wielkim przeżyciem i nie odważę się chyba obejrzeć go jeszcze raz :(

    Dotknął mnie bardzo osobiście, bo poznałam w swoim życiu kilku idealistów wręcz "biegnących w kierunku krawędzi urwiska".
    Oczywiście na początku jest pewna koncepcja, ale później idea zaczyna coraz lepiej się rozgaszczać, zagarniając nowe i nowe sfery rozsądku. To fascynujący ludzie, niespasowani ze standardami. Jak łatwo poczuć, że w prosty sposób można wszystko odmienić ... a to nie była prawda ...

    Rozumiem też osoby negatywnie oceniające film - w ramach naszego gatunku przecież bardzo się różnimy, a ta historia wymaga zrozumienia szczególnej specyfiki, z którą niewiele osób będzie miało w swoim życiu do czynienia ... i może to dobrze.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o