piękny film..

Oglądałam "Wzgórze..." już po raz drugi i muszę powiedzieć, ze teraz naprawdę mnie urzekł. Rzadko poruszają mnie historie miłosne, ale tym razem było inaczej. Główna w tym zasługa Juda Law. Mnie osobiście jego rola bardzo się podobała. O ile Kidman była zimna (za zimna?) "jak skała", to Law (w sposób niezwykle oszczędny, ale przecież grał introwertyka) pokazał głębię uczucia do Ady. Może zabrakło między nimi "chemii: ,ale na pewno nie z "winy" Juda. Świetne role drugoplanowe: Zellweger, Glesson, Winstone...itd Piękne zdjęcia, cudna muzyka...Na pewno za jakiś czas wrócę do "Cold Mountain".

3
  • popieram w zupelnosci... trzeba wziac tez pod uwage fakt ze w tamtych czasach kobiety nie byly zbyt wylewne... i czesto nie wiedzialy co to milosc... film urzekl mnie calkowicie..

  • Też uważam,że niestety trochę tej "chemii"brakuje miedzy bohaterami.Byłoby wtedy nieco bardziej porywająco i wzruszająco.Ale może taki był planowany zamysł....

  • Mnie się właśnie wydaje, że ten dystans między nimi taki właśnie miał być.
    To były inne czasy, kobiety miały być zimne i niedostępne, myślę, że świetnie
    wyszło to Nicole. W scenie, kiedy na początku się całują czuć namiętność :).
    To było takie zaskoczenie, bo wcześniej tacy zdystansowani wobec siebie,
    a tu nagle wylewność :).
    Spotkali się po tylu latach, ale ledwo się znali, więc to, że od razu
    nie padli sobie w ramiona, to dla mnie oczywiste. Z drugiej strony,
    gdy pobyli trochę razem, to zrozumieli, że coś ich łączy, że jednak
    w końcu mogą być razem i pobiorą się - wtedy się kochali :).
    I nie wyglądało to sztywno :P. Zresztą, podobno mieli ze sobą
    romans na planie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: