9/10

Ryczałem jak moja zona albo i gorzej. Super film.

280
  • ja tez ryczałam, ze śmiechu :p Uwielbiam tę historię, czytałam wcześniej książkę i myślałam, że ten film, to będzie istne arcydzieło, ale główna bohaterka strasznie mi go psuła. Zamiast właśnie płakać, śmiałam się. Nawet piękny Sam Claflin i jego dobra gra aktorska nie potrafiły mi tego naprawić bo ilekroć patrzyłam na miny Emilii, cały wzruszający nastrój gdzieś zniakał :'( Może za wiele oczekiwałam, ale zwykle nie jestem krytyczna do takich filmów, uwielbiam płaczliwie historie, ale teraz nie mogłam...

    • dałam 7 tylko z sympatii do książek... niestety film poniżej moich oczekiwań, głównie z powodu przemilczanych kilku wątków, które tak naprawdę zbudowały książkowych bohaterów... w filmie wydali się płascy, a decyzja Willa przez wielu niezrozumiana

      • tak, zgadzam się. Po przeczytaniu książki bardziej rozumiałam dlaczego Will to zrobił i na pewno darzę jego postać większą sympatią niż gdybym obejrzała sam film. A postać Louisy wiadomo, że miała być bardzo gadatliwa i może trochę nazbyt optymistyczna, bo ona była taką osobą, ale w filmie moim zdaniem to przesada :p

        • Jej mimika rozwala system, a "praca" brwiami to wyższa szkoła jazdy

        • byłabyś tak dobra i opisała mi to dlaczego Will to zrobił poza tym co było w filmie? ;)

          • Po prostu moim zdaniem dla odbiorcy, który ogląda film bez uprzedniego przeczytania książki wiadomość o decyzji Willa była bezsensowna, nawet jeśli film ogólnie się spodobał. Bo kto by nie wolał, żeby Will dalej żył? (osobiście uwielbiam Willa, ale nie wiem czemu przeczytawszy książkę bardziej rozumiałam dlaczego tak bardzo chciał odebrać sobie życia mimo ogromnych starań Lou). Nie mieliście wrażenia, że Will filmowy kompletnie zignorował Louisę? W tej scenie na plaży. Jakby to co dla niego zrobiła nie miało dla niego większego znaczenia. Wiadomo, że dzięki niej lepiej przeżył te miesiące bo przynajmniej miał co robić, w niektórych momentach nawet się śmiał i choć na chwilę mógł porzucić te okropne myśli o samobójstwie i wspomnienia jego przeszłego, cudownego życia. Książkowy Will kochał życie, kochał robić wszystkie rzeczy, których nie mógł robić po wypadku. Dosłownie wszystkie czynności, przez które pokochał życie były od tego momentu praktycznie zakazane. Kochał swoją pracę, podróże, uwielbiał to że miał ciało, że mógł skakać na bungee, kochał to że mógł samodzielnie podejmować decyzje, że nie był zależny od innych ludzi, że dobrze się czuł i nie bał się stanów, kiedy trafiał do szpitala strasznie chory i słaby, a przede wszystkim kochał seks. Dobra to może nie jest zbyt dobry argument, ale myślę że gdyby postawić się na miejscu przystojnego, wysportowanego, szczęśliwego i tętniącego życiem mężczyzny, któremu nagle odebrano możliwość przeżywania tego... Will po prostu się bał. Bał się nocy, kiedy nie mógł spać i był sam na sam ze swoimi potwornymi myślami. Wielki ból sprawiali mu ludzie, którzy patrzyli na niego krzywo lub po prostu z pobłażaniem i smutkiem. Bywały dni, że Willowi śniło się jego stare życie, jak mógł jeszcze biegać, pływać... i budził się przykuty do łóżka, nieruchomy z przeraźliwym krzykiem.
            Nie wiem... eutanazja to straszna rzecz i nigdy nie będę tego pochwalać, ale dzięki tej książce choć trochę mogłam poczuć to co taka sparaliżowana osoba... mogłam - może nie zaakceptować jego decyzję - co zrozumieć dlaczego. To nie było jakieś widzimisię, nie wielki ból rozpieszczonego synalka mamusi, że nie może mieć wszystkiego, co wcześniej miał. Will książkowy doceniał to co zrobiła dla niego Clark... Zadbał, żeby dziewczyna miała dobrą przyszłość. (dodatkowo Will bał się, że zniszczy Lou życie, że dziewczyna będzie żałować, że chciała z nim być, że przez niego nie przeżyje najpiękniejszych chwil, bo będzie do neigo uwiązana, a on do niej). Poza tym wybuch Lou na tej plaży był bardziej emocjonujący, ona go wręcz wyzywała, i to moim zdaniem jest bardziej rzeczywista reakcja na ból, którego doświadczyła po jego wyznaniu.
            Przepraszam, za bardzo się rozpisałam :/

            • Nie czytałem książki stąd bardzo się we mnie zagotowało, gdy zobaczyłem końcówkę. Odebrałem ten film jako propagujący eutanazję i to w czystej postaci. Jeśli w książkowej wersji zostało to przedstawione w inny sposób to wina leży po stronie twórców filmu i tyle. Ogólnie oceniam go na bardzo dobry, gra aktorska wyśmienita. Wzruszył mnie, rozbawił ale tak jak mówiłem również zbulwersował.

            • Nie czytałam książki, na film wybrałam się dzisiaj z przyjaciółkami, ale decyzję Willa zrozumiałam od razu. Być może dlatego, że ja mam podobną sytuację życiową jak William. Nie jestem oczywiście sparaliżowana tak jak bohater, jednak jakiś czas temu zapadłam na chorobę, która odbiera mi radość życia i nie pozwala robić pewnych rzeczy, które robiłam przed chorobą. Poza tym ludzie patrzą się na mnie z obrzydzeniem i pogardą, tak na prawdę nie znając mojej historii (mam przewlekłą chorobę skóry). Oczywiście moja choroba to nic w porównaniu do choroby Willa, jednak ja, jako widz, byłam w stanie dostrzec ten kontrast pomiędzy jego życiem sprzed choroby a życiem po chorobie. Potrafiłam zrozumieć, jak utrata radości życia może boleć i że w pewnych przypadkach nie da się zacząć niczego "od nowa", jak to wielu słynnych "motywatorów" mówi...

              • Olewaj takich ludzi, niestety zawsze byli i zawsze będą i nigdy niczego nie zrozumieją... I pamiętaj, że są też jednak ludzie, którzy zdają sobie sprawę z tego, że na tym świecie są różne kształty, różne kolory, różne choroby, że nie wszyscy są jednakowi. Pozdrawiam:)

                • Dziękuję :)
                  Staram się nie przejmować takimi ludźmi, nie zwracać na nich uwagi, jednak to niekiedy trudne i czuję dyskomfort, kiedy niektórzy nachalni się we mnie wpatrują z pogardą na twarzy; ostatnio miałam taką sytuację w tramwaju.
                  Ale oczywiście mam przyjaciółki, które gdzieś mają mój wygląd i nie przeszkadza im to, tak samo rodzina- to właśnie dodaje mi siły.
                  Również pozdrawiam ;)

                • Powiem Ci, że nie tylko Ci, których życie się zmieniło przez chorobę są w stanie zrozumieć jego decyzję. Mam niedowład kończyn dolnych od urodzenia(ale chodze - co ludzi dziwi podwójnie) i też rozumiem jego decyzję, mimo że ja nie poznałam tego kontrastu między byciem cąłkiem sprawnym i mniej.
                  Co do patrzenia ludzi z pogardą... Nie wiem kiedy zapadłaś na tą chorobę i ile teraz masz lat, ale z wiekiem dochodzi się do wniosku, że nie warto się takimi osobami przejmować. Ja już zazwyczaj nie zauważam tych spojrzeń ;) Zawsze sobie tłumaczę, że Oni nie wiedzą co ich kiedyś w życiu spotkać i mogą jeszcze kiedyś żałować swojego zachowania. (oczywiście nie życzę im tego) Co do Willa-zazdroszczę , że trafił na kogoś takiego jak Lou - ludzie boja się zakochać w ciężko chorych osobach bo boją się odpowiedzialności za kogoś innego i są egoistyczni. Boląca, ale szczera prawda.

                • Dziękuję za miłe słowa :) Mam dopiero 17 lat, choruję mniej więcej od dwóch lat. Masz rację- na początku byłam bardzo skrępowana i bardzo mi to wszystko przeszkadzało, ale z czasem coraz bardziej się do tego przyzwyczajam.
                  Co do Twojej wypowiedzi o Will'u- niestety, takie przypadki bardzo rzadko się zdarzają :( Mam znajomą, która uległa wypadkowi i właśnie przez to musiała jeździć na wózku (nie wiem, co jej się stało dokładnie) i wtedy jej narzeczony, z którym była od pięciu lat i lada dzień mieli brać ślub ją opuścił; powiedział, że z nią nie będzie w stanie w pełni korzystać z życia. Dziewczyna się załamała :(

                • JA choruje inaczej. Mój organizm nie wytwarza w ogóle hormonu radości, mam poważną depresję, nie umiem się cieszyć. Żadne leki które wspomagają normalnie w takich przypadkach nie działają, serotoniny nie ma i juz, co dziennie budzę się i pierwsze Co myślę to "k**** czemu się obudziłam". Dodatkowo zaburzenia obsesyjno kompulsywne które kiedy sie nasilają nie pozwalają mi funkcjonować. Owszem u mnie na zewnątrz tego nie widać ktoś kto mnie zna od tak w pracy nigdy by nie powiedział że mam taki problem, codzien maska na twarz i z uśmiechem do roboty. ALe nikt niewie ile mnie to kosztuje. Owszem to inna sytuacja niz w przypadku bohatera książki/filmu ale ja rozumiem tę decyzję z troche innej perspektywy.
                  I przyznam się że gdybym miała możliwość pewnie sama bym zdecydowała bym się na taki krok.


                  Wiem że zaraz może wybuchnąć dyskusja że nie szanuje tego co mam że powinnam się cieszyc ..............właśnie cieszyć, chciałabym ale nie umiem, jedyyne co czuje to strach sama niew iem przed czym.

                • Sraj na takich ludzi :) Musisz pamiętać jedno... nikt za Ciebie życia nie przeżyje, więc nie zwracaj uwagi na ludzi, tylko na to, co sprawia Ci największą przyjemność :) Skupiaj się na swoich atutach, bo na pewno masz ich pełno :) Kilka z nich dostrzegam już teraz - mianowicie: inteligencja, empatia i pogoda ducha. Nigdy tego nie trać i głowa do góry, dziewczyno! :)

                  A teraz ja dorzucę swoją "cegiełkę" i pokrótce wspomnę, iż ostatnio miałam spore problemy z płucami, co w dużej mierze przyczyniło się do utrudnienia mego żywota. Byłam u pulmonologa, dostałam leki, ale w dalszym ciągu owe choróbsko odbiera mi tę radość z życia, gdyż strasznie szybko się męczę. To bywa naprawdę uciążliwe. Momentami czuję się jak po przebiegnięciu maratonu, ale nie poddaję się :) Spełniam swoje marzenia i zdanie nieprzychylnych mi osób mam tam, gdzie świeżość powietrza jest słusznie kwestionowana :)

                  Aaaa, prawie zapomniałam! Wielkie pięć za nick :D Uwielbiam Yen :)

                • Dziękuję :)
                  A co do nicku- też uwielbiam Yennefer, chociaż na równi z Triss xD

                • Triss nie jest już tak fajna, chociaż w grze przedstawili ją w lepszym świetle od Yen :D

                  Yennefer i tak wymiata :>

            • przepraszam że nie czytałam wszystkiego ALE
              książkę czytałam (tak, umiem czytać ze zrozumieniem) i nie pojmuję, za cholerę, jak można uwierzyć w tę historię... Specjalnie gra na emocjach, tylko po to, żeby wcisnąć takie zakończenie. Brakowało mi wątku labiryntu i gwałtu, ale cholera jasna, tak egoistyczne zakończenie? Udowodniło mi to tylko, że mimo całego uroku postaci Willa był on tylko rozwydrzonym dzieciakiem. Co (jako rozpuszczonemu dzieciakowi ;) ) gryzie mnie straszliwie.
              Takie historie są szkodliwe, zwłaszcza dla młodzieży, która niewątpliwie była głównym targetem tego filmu...

          • Nie wiem jak dla was ale dla mnie osobiście wątek Luisy był mega okrojony. W książce było o tym, że ubierała się tak krzykliwie i zachowywała z pewnego powodu. Podczas pewnej traumatycznej sytuacji will również dowiedział się, że Clark została zgwałcona i wsparł ją w tym wszyskim, uświadomił jej że to nie była jej wina. Po drugie w książce z chirurgiczną precyzją pokazali wszystkie niedogodności stanu willa, na każdym kroku podkreślano, że odczuwa niesamowity ból, że ma wiele 'ciężkich dni', wszystkie leki, choroby, uzależnienie od innych. Ponadto Clarke wchodziła potem na forum dla osób sparalizowanych i tam też dostawała rady i wypowiedzi osób w sytuacji willa. Książka budując akcję pozwoliła nam zrozumieć jego motywację i ja zaakceptować. Moim zdaniem mogli przedłużyć film o te 20 minut i jednak pewne rzeczy rozszerzyć.

        • serio...? naprawdę ktoś tu potrzebuje tłumaczenia żeby zrozumieć dlaczego podjął taką decyzję? młody, przystojny biznesman aktywny fizycznie, kochający sporty ekstremalne, za którym ciągnie się kolejka pięknych dziewczyn gotowych wskoczyć mu do łóżka, zostaje sparaliżowany od szyi w dół i przykuty do wózka do końca życia. to że odzyskał sprawność w kciuku i palcu wskazującym jest ogromnym sukcesem.

          nie no, faktycznie. jego decyzja naprawdę jest trudna do zrozumienia -.-"

          • Mały Timmy złamał sobie nóżkę, już nie jest najfajniejszym dzieciakiem w okolicy - pora się zabić.
            Niech się bierze za naukę i pomoc ludziom na których karkach dorobił się fortuny a nie użala nad sobą. Nawet w filmie było o tym, że firma ojca naszej bohaterki upadła przez jakiegoś menagera którego szkolił Pan Warzywo.
            PS. Jak ktoś postanawia odwalić samobója raniąc najbliższych, bo nie może posuwać murzynek na Bermudach i jeździć na nartach to faktycznie pobudki ma głębokie... jak woda w kiblu.

            • Łatwo mówić, gdy samemu nigdy się w takiej sytuacji nie było. Los bywa przewrotny. Dzisiaj idziesz z kumplem do pubu na piwo, jutro ktoś inny podciera twój tyłek i karmi łyżeczką zmiksowaną papką dla niemowląt. Był egoistą, nie przeczę, ale czy w każdym z nas nie siedzi taki mały egoista, który robi wszystko, byle to głównie nam było dobrze? Facet nie złamał sobie nóżki, tylko stał się totalnie uzależniony od osób trzecich. Nie mógł wstać, samodzielnie zjeść obiadu czy złapać piep**onego kubka. To nie jest pryszcz na czole w dniu imienin. Nie da się tego tak po prostu zbagatelizować. Sam pewnie też miałbyś spore problemy z akceptacją nowego "stylu życia", który przez zwykłą brawurę zafundował ci byle dupek na motorze.

              Gdyby facet mógł samodzielnie poruszać się na wózku inwalidzkim, jego decyzja o eutanazji byłaby dla mnie kompletnie nie do przyjęcia, bo przecież mógłby sam korzystać z toalety, ubierać się i wykonywać milion innych, jakże banalnych codziennych czynności. On jednak bez pomocy nie potrafiłby nawet włączyć sobie laptopa. Czy w takiej sytuacji jego wybór wydaje się niezrozumiały? Ok, spotkał dziewczynę, w której się zakochał i miał to szczęście, że ona również pokochała jego, jednak mimo wszystko zdawał sobie sprawę z realiów życia. Nie wiem, czy oglądałeś film "Teoria wszystkiego" o życiu astrofizyka Stephena Hawkinga... Jeśli nie to polecam. Tam też była wielka, przenosząca góry miłość, która z czasem przemieniła się we wzajemne obarczanie się winą, wyrzuty sumienia i poczucie zmarnowanej młodości. Chyba nikt nie chciałby żyć ze świadomością, że jest się wrzodem na tyłku ukochanej osoby, bo z czasem nawet wielkie oddanie przemija, zostawiając po sobie suchy zapał. Porównałam sobie te dwa filmy i dzięki temu lepiej zrozumiałam upór oraz zawziętość głównego bohatera, albowiem początkowo też zachodziłam w głowę, jak on mógł odrzucić tak szczere i piękne uczucie. Dlatego myślę, że tu chodziło o coś więcej, niż niemożność posuwania Murzynek, chwalenia się klatą czy śmigania na nartach.

            • "Mały Timmy złamał sobie nóżkę, już nie jest najfajniejszym dzieciakiem w okolicy - pora się zabić."

              Jak bardzo trzeba mieć nasrane we łbie żeby porównywać złamaną nogę do uszkodzenia rdzenia kręgowego? Złamana noga to błogosławieństwo od losu: gips i kilka miesięcy rehabilitacji. Uszkodzisz sobie rdzeń kręgowy i już nigdy nawet sam sobie tyłka nie podetrzesz. Obyś nigdy nie szedł w kierunku medycyny. Prawdziwy mózgowiec i mistrz analogii - nic, jak tylko ręce załamać.


              Widzisz Boże i nie grzmisz...
              Jak się czyta takie perełki, to nie trudno uwierzyć opiniom, że Polacy to najdurniejszy naród jaki istnieje...

              • Chodziło mi o to, że gość się nad sobą użala i wpienia tym wszystkich dookoła... No ale ciężko szukać zrozumienia tekstu po osobie która pisze o błogosławieństwach złamanej nogi - poziom gimbusa który męczy się na lekcjach, bo jest głupszy od pilśniowej płyty.
                To jak ktoś sobie rdzeń kręgowy uszkodzi włażąc pod samochód trzeba chwalić jego postawę polegającą na obwinianiu całego świata tylko nie siebie? Dokucza matce, dokucza ojcu, rehabilitantowi bo nie uważał jak właził na szosę - LOGICZNE.
                "Polacy to najdurniejszy naród jaki istnieje" napisała Polka... poziom samozaorania lvl hard. No chyba, że jesteś Andżeliką spod Radomia która czuje się Amerykanką bo ubiera się w bazarowe Dolce&Gabbana no i słucha Rihanny.

                • Mój Boże, więc ty to wszystko piszesz na serio. Cóż, na pewno w ten sposób sobie nie pomagasz. No fakt, kiedy uszkadzasz sobie kręgosłup - będąc młodym, przystojnym facetem i człowiekiem sukcesu jednocześnie - to jeszcze żaden powód żeby się nad sobą użalać (jesteś tak durny, że szczerze wątpię żebyś sam się zorientował, więc uprzedzam że to zdanie zawiera - uwaga, uwaga - SARKAZM!).

                  Jak ty w ogóle oglądałeś ten film? Nie wlazł pod samochód. Motocykl w niego uderzył gdy przechodził przez pasy. Isobel ma racje, faktycznie brak ci empatii. Przeczytałam wszystkie twoje wypowiedzi w tym temacie i trzeba przyznać: kolego, naprawdę się pogrążasz. Serio, i jak tu nie uważać Polaków za najdurniejszy naród na świecie?

                  I niczego nie zakładaj z góry - nie jestem Polką tak więc twoja uwaga jest bez sensu.
                  Nie mam na imię "Angdżelika", nie mieszkam w Radomiu (we Wrocławiu, jeśli już musisz wiedzieć) i bynajmniej nie słucham Rihanny - jej twórczości trochę bardzo nie po drodze z moim gustem muzycznym. I szczerze wątpię żebyś rozpoznał oryginalne Dolce&Gabbana od bazarowego. Choć bardzo możliwe, że jednak wiesz co piszesz, bo sam takie kupujesz.

                  Bardzo zabawne, że mnie wyzywasz od gimbów - wnioskując na podstawie twoich wypowiedzi, sam jesteś jednym z nich. I wybacz, ale wolałabym prowadzić wartościową dyskusje, więc zakończę w tym miejscu. Nie mam cierpliwości ani czasu na dyskusje z takim półmózgiem jak ty - na dodatek polaczkiem i w dodatku gimbusem. Zresztą szczerze wątpię żeby naprawdę zależało ci na nawiązaniu prawdziwej wartościowej dyskusji. Widocznie ci się nudzi.

                  Żegnam.

                • Sarkazm - broń w rękach idiotów, którzy nawet nie rozumieją znaczenia tego słowa ani kontekstu w jakim powinno się go używać.
                  Widziałaś tam jakieś pasy? Ja widziałem, że padał deszcz a on w oślim pędzie wlazł pod nadjeżdżający pojazd.
                  Przykro mi, że nie mam na tyle empatii aby wczuć się w sytuację typa który ma pretensję do świata, że jest nieuważny i ciska się do rodziców którzy spełniają jego zachcianki = nie umiem się wczuć w rolę rozwydrzonego panicza, który dostał życie na tacy więc nie potrafi radzić sobie z problemami.

                  Jeśli nie jesteś Polką, to Twoja rodzina wyemigrowała do RP bo było tu lepiej niż w lepiance z gówna i patyków gdzie uprzednio musieli żyć. Ten kraj i Ci ludzie was przyjęli, więc trochę szacunku kretynko.
                  PS. Emigrować do idiotów (twoim zdaniem), aż strach pomyśleć jaki poziom musiała reprezentować nacja skąd pochodzisz - to wiele wyjaśnia :)

                • Hm, sarkazm jest bronią idiotów. Jako idiota sporo pewnie na ten temat wiesz, więc ci ufam w tej kwestii.
                  "Gówno wiem ale i tak się wypowiem" - w twoim wypadku rzeczywiscie się sprawdza. Jasnowidz z ciebie żaden, chyba że Szwecja to RPA. A na szacunek, mój drogi, trzeba sobie zasłużyć ;) Jest różnica między Polakiem a polaczkiem. I robię taką reklamę Polsce, żeby nie było wątpliwości skąd pochodzą najwięksi idioci, gbury i prymitywy.
                  Poważnie, daruje sobie dalszą rozmowę z tobą. Za każdym razem, gdy zastanawiam się czy możesz być bardziej posrany, udowadniasz że owszem, możesz. Masz tak nasrane we łbie, że bez wątpienia gówno wychodzi ci uszami

                • Idąc Twoim tokiem rozumowania idiota uczy Cię znaczenia zwrotów jakimi się posługujesz... automasakracja mocno :)
                  Szwecja to tam gdzie na festiwalach się gwałci 15 latki, a jedyną osobą jaka wstawiła się za kobietą był Polak? Elin Krantz potwierdza, fajny kraj ale w RPA chyba jest normalniej i bezpieczniej :)

                  Ty sama sobie co najwyżej możesz robić reklamę, a jaka jesteś mądra, wesoła i rozwinięta pokazujesz z każdym wpisem - cebula mocno :)

          • pfff, co za pie*rdolenie. aż żal komentować. więcej wyobraźni i empatii życzę.

    • Miny jak miny...ale te brwi...

  • Chwilami film naprawę wzruszający.

  • użytkownik usunięty

    Wie ktoś gdzie znalezc polskie napisy?

  • Ten film jest po prostu nudny

  • Można się popłakać, jak panna rzuca dobrego chłopa dzielnie walczącego z własnymi ograniczeniami w sporcie dla bogatego dupka i tygodniówki jego ojca zapisanej w testamencie.
    Wystarczy ubrać gównianą historię w piękne opakowanie, żeby ludzie bez wyobraźni podniecali się jak 5 latek kapiszonowcem na odpuście.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: