ta historia jest okropna.

To co napiszę tutaj jest spojlerem i tyczy się książki. Ale chce ostrzec wszystkich którzy pójdą na ten film żeby oglądać historie o "miłości".
To jest historia o egoizmie.

A dlaczego?
Muszę zdradzić fabułę.
Otóż główny bohater przed wypadkiem żyje na pełnym wypasie. Pieniądze, podróże, seks, praca i tak dalej. Potem ląduje na wózku i jest sparaliżowany a powyższych rzeczy już w jego życiu nie ma i postanawia się zabić bo przecież w życiu nie ma nic wartościowszego niż pieniądze, seks, praca itd. Poznaje główną bohaterkę która wyznaje mu miłość i i tak się zabija, bo jego życie to nie to samo. Stało się nie wygodne i nie ma sensu dalej żyć. Co z tego że cała jego rodzina pragnie żeby żył.

ME before you. Ten angielski tytuł świetnie pasuje do tej książki, mam na myśli to że główny bohater stawia siebie przed innymi. To jest egoizm jak by nie patrzeć. "Jego decyzja", on nie chce zależeć od nikogo. Jego potrzeby i jego wyobrażenie o życiu jest najważniejsze. On nie chce tak żyć nawet jeśli inni go potrzebują. To mrzonka, w prawdziwym życiu każde z nas zależy od innych, tych których kocha - nawet jeśli jest się pełnosprawnym. Dzieci zależą od rodziców, rodzice od dzieci, mąż od żony, żona od męża.
Nie mówię że jego życie byłoby łatwe albo że byliby szczęśliwi. Jasne, byłyby trudności, jak to w życiu. Mówię tylko że ta śmierć nie miała sensu. Dla mnie jeśli bohater zabija się z zamierzeniem to robi to po to żeby uratować życie innych. Śmierć ma sens jeśli jest bohaterska. A ta śmierć to było pójście na łatwiznę. Naprawdę jestem rozczarowana.
Ktoś mógłby powiedzieć że to szlachetne z jego strony, usunął się żeby inni mieli "normalne" życie. Ale to ich życie wcale nie jest normalne. Co za dziecinada. To jest ucieczka od życia. Wcale jej nie uszczęśliwił ginąc. Jego rodzice mogli się spokojnie rozstać jeszcze kiedy żył, także wyjaśnienia że żyli razem skłóceni bo on był chory to głupota - oni byli po prostu niedojrzali. Jego siostra pozostała niedojrzała aż do samego końca.
Tak niech nasz niepełnosprawny członek rodziny zabije się - to usunie wszystkie jego i nasze problemy. Na pewno będzie szczęśliwszy martwy.
Ta historia nie daje żadnej nadziei.
To jest jakaś porażka.
Nie mówiąc już o tym że mogła to być książka o kimś takim jak Nick Vujicic. Ale nie. Zabijajmy się jeśli jest ciężko.

Dobrze by było gdyby w filmie zmieniono tą historię ale bardzo w tą wątpię. Nie polecam z całego serca. Już lepiej obejrzeć kolejny raz "Nietykalnych".

161
  • Przedstawiłaś to w tak okropnym świetle, że gorzej się nie da, a prawda jest taka, że można do tego podejść od drugiej strony i dociekać jak krótka jest psychika ludzka, że mimo ogólnego powodzenia, nie jest sobie w stanie poradzić z większą przeciwnością, która zachwieje całą równowagą.
    Porównanie z Vujicicem jest nietrafione. Urodził się taki i owszem, nie jest pełnosprawną osobą patrząc pod kątem zdrowego, w pełni rozwiniętego człowieka, ale rodząc się z takimi upośledzeniami ciała, od pierwszego dnia na świecie przystosowywał się do swoich ograniczeń jak i możliwości. Bohater książki był za to pełnosprawną, szalejącą po świecie osobą, która miała wszystko - urodę, bogactwo, pasję, pracę, powodzenie - i nagle został tego pozbawiony. To jest największa tragedia dla takiej osoby. Osoba urodzona z niepełnosprawnością czuje na pewno gorycz, ale nie ma tego momentu szoku, który powoduje często ogromne depresje i w związku z tym prowadzi do myśli samobójczych, mimo że wszystko wskazuje na możliwe dobre i pełne życie.
    A filmy nie są tylko po to, żeby dawać nadzieję, więc kompletnie nie widzę zarzutu. Gdyby tak było, nie powstałby żaden dramat, thriller, horror czy większość sci-fi, bo apokaliptyczne wizje, mówiąc już skrajnie, nie są zbyt dobrym nośnikiem do rozbudzania nadziei :P

    • Uważam że ta historia mogła pokazać że człowiek nie potrzebuje urody, bogactwa, pasji, pracy, powodzenia żeby żyć. Zgadzam się że to jest tragedia stracić to wszystko ale to nie jest koniec świata, a tak to zostało przedstawione. Jakby w życiu nie warto się było poświęcać, jakby miłość nie miała znaczenia. Co więcej można znaleźć nową pasje, nową prace.
      Nie chciałam porównywać samej choroby z Nickiem Vujicic który przecież może mieć np. dzieci, to jest coś zupełnie innego. Chodzi mi o charyzmę tej postaci, o to że mimo przeciwności odnalazł sens życia. Czy nie wolimy czytać historii ludzi którzy się nie poddają? Uważam też że autorka miała możliwość konfrontacji tych wartości w życiu Willa przed i po wypadku, właśnie dlatego że urodził się zdrowy. Mogła dokonać się w nim wewnętrzna przemiana.
      Dla mnie nawet apokaliptyczne wizje mogą dawać nadzieję poprzez taką a nie inną postawę bohatera. Nie porównam tego z horrorem bo to jest coś zupełnie innego ;) ale pomyślałam że ta historia powinna się skończyć inaczej.

      Jestem pełnosprawan ale wyobrażam sobie osobę która jest sparaliżowana i poznaje tą historie. To musi być dla niej bardzo przykre lub śmieszne.

      • Przekładasz jedną historię z jednej książki, dotyczącą jednego niepełnosprawnego mężczyzny na wszystkich niepełnosprawnych, mówiąc, że nie daje nadziei i tak dalej. Nie będę się po raz kolejny rozwodzić nad bezsensownością takiej argumentacji, a po prostu powiem, że jeśli w filmie pokażą jaką ogromną i niesamowitą moc ma tak zwana miłość, to będzie to po prostu nie fair w stosunku do samej książkowej postaci. Zakończenie jest inne niż wszystkie bajeczki i baśnie i pokazuje prawdziwe życie, które może być piękne, ale może być i okrutne i brutalne, jak kopnie w tył, nawet nie wiadomo kiedy. Może jestem już za stara umysłowo i duchowo na wiarę w to, że każda przeciwność losu może być zwyciężona miłością i takie zarzuty są po prostu nudne ;)

        • Zgadzam się, że książka jest aż brutalnie prawdziwa. Przypuszczam, że miałabym tak samo negatywne nastawienie do życia w przypadku Willa, ale... Może to jest niepoprawne, bo ciężko jest oceniać osobę niepełnosprawną, gdy się jest w pełni sił, ale mimo wszystko Will jest dla mnie odrzucający. Jestem w stanie zrozumieć większość jego zachowań, ale nie te wobec Lou. Jeśli z góry wiedział, że nic nie jest w stanie wpłynąć na jego decyzję to nie rozumiem, dlaczego dopuścił ją tak blisko siebie. Zdawał sobie sprawę z jej uczuć i to jest jednak nie w porządku, że na to wszystko pozwolił. O ironio, byłby dla mnie pozytywnym bohaterem, gdyby był dla niej cały czas tak samo chamski jak z początku, a nadal mógłby też zmienić jej życie.

          • Miałam dokładnie to samo odczucie w stosunku do głównego bohatera. Jeśli chciał jej pomóc mógł to zrobić nie angażując jej uczuciowo. Po co jej dawał nadzieje spoko wiedział jak to sie skończy? Żeby ją zostawić ze złamanym sercem? Zachował się jak egoistyczny dupek. W czym niby był lepszy od jej chłopaka, który stawiał siebie i swoje zachcianki na pierwszym miejscu? I po co to zakłamanie - niby podjął tą decyzję dla niej i rodziny żeby się nie męczyli z kaleką? Serio?? Miał pieniądze, kochającą rodzinę i dziewczynę, która zrobiłaby dla niego wszystko - mógłby chociaż nie wciskać im kitu, że robi to z altruistycznych pobudek bo jedyne o czym on myślał to o sobie i o tym jak bardzo chce starego życia, ignorował jej zdanie i po prostu zdecydował za nia co bedzie lepsze dla niej a tak naprawdę co najlepsze było dla niego. Wiezieniem nie było jego niesprawne ciało a zamknięty umysł na fakt ze można się cieszyć z życia nawet będąc niepełnosprawnym. XXI wiek - medycyna idzie do przodu - przeszczepy, robotyka, także seks który był jednym z jego argumentów przy niepełnosprawności jest możliwy z użyciem różnych rozwiązań. A on się poddał, nawet nie odłożył na jakiś czas swojej decyzji, żeby dać Lou szanse. Śmierć i tak każdego dopadnie więc co mu szkodziło chociaż spróbować? Dla mnie Will był bucem przed wypadkiem i po wypadku nim pozostał a ten film pomimo swojego uroku strasznie mnie wkurzył.

        • Uważam że autor powinien kreować takich bohaterów którzy będą próbować przezwyciężać przeciwności losu. A nie umierać bo tak im wygodniej. Z tym brakiem nadziei to też chodziło mi o to że to była bezsensowna śmierć.
          Ale najbardziej mnie boli że z tej historii tworzy się romans, chociaż tak naprawę on jej nigdy nie kochał, nie wybrał jej, tylko śmierć.
          Nie mam nic przeciwko smutnym zakończeniom, dramatom ale kiedy to ma sens, np. Titanic i ten cały Leo który też postanowił umrzeć ale po to żeby uratować Rose i tak dalej, na tym zakończę przykłady żeby nie spojlerować kolejnych filmów ;).

          • Znów miłość silniejsza niż śmierć w przypadku Titanica, bo żeby ukochana mogła przeżyć, sam mężczyzna się poświęcił. Przekładając to jednak na szerszą skalę, po znajomości kilkutygodniowej (dniowej?) - nie wiem dokładnie jak to jest przedstawione w filmie Titanic - zdecydowanie większa część populacji poddałaby się własnym wrodzonym instynktom, by przeżyć i taki pan sam zrzuciłby kobitę z tej prowizorycznej tratwy, żeby przeżyć, machając jej na do widzenia :D
            Może moje spojrzenie jest inne, bo przez długi czas pracowałam z osobami niepełnosprawnymi, z niepełnosprawnościami wrodzonymi jak i z nabytymi. I uwierz, że zjawiska takie jak w książce są - może nie powiem "normalne"- ale nie są rzadkością. Osoba, która nagle staje się niepełnosprawna, pragnie bliskości innych, jakby człowiek, który kocha i się opiekuje, mógłby obronić taką osobę przed złem całego świata i, o ironio, przywrócić sprawność. Jedni mają silną motywację, silną psychikę i z czasem zaczynają się przystosowywać do sytuacji, a nawet żartować ze swoich niepełnosprawności. Pracowałam z szesnastolatkiem, który również po wypadku nie mógł chodzić, przykuty na stałe do wózka, zawsze odpowiadał mi żartobliwie "już do Ciebie biegnę!" kiedy go wołałam i ze śmiechem wskazywał na wózek. Chłopak niewiele młodszy ode mnie był dla mnie bohaterem. Przez swoją postawę, silny charakter. Ale niewiele jest tak silnych jednostek. Większość będzie ciągle się użalać, zadręczać, pogłębiać zły stan psychiczny, aż część z nich chce popełnić samobójstwo, mimo kochających ludzi dookoła. Mimo, że sami kochają, żal i rozpacz nad straconym tak im przyćmiewa percepcję świata, że jedni przestają dbać o te swoje miłości, a inni wręcz przeciwnie - chcą ich odciążyć, bo mają wrażenie, że nie mogą być w takim stanie kochani, albo są tylko ciężarem. Przekładając na książkę - stan psychiczny Willa się pogarszał, nie miał w założeniu zabicia się przez cały czas, a przez malutki ułamek czasu był nawet szczęśliwy.
            Więc podsumowując każdy z moich argumentów - autorka przedstawiła po prostu prawdziwe życie z odrobiną przesadnie tkliwych konwersacji i rzewnych opisów. Nie potrzeba Titanica czy Matrixa, żeby mieć smutne zakończenie. Bo najważniejszym morałem z tego wszystkiego jest chyba to, że nie każda śmierć ma sens. Wiele z nich jest kompletnie nieusprawiedliwionych i bezsensownych. Usprawiedliwieniem Willa było jego życie po wypadku, przemiany psychologiczne i... na tym etapie przestanę się już bawić w terapeutę-wykładowcę, bo zaczynam nudzić samą siebie :D
            Tak czy inaczej - książka jest szczera, prawdziwa, nie ma magicznego zakończenia typu Happy end i mam nadzieję, że film też nagle się nie zamieni cudownie na końcu w tandetne romansidło, bo ile można oglądać filmy z przerysowanie pięknymi zakończeniami ^^
            Mimo wszystko cieszę się, że można tu z Tobą prowadzić normalną konwersację na poziomie, z normalnymi argumentami, a nie dostać odpowiedź "jesteś gupia" po pierwszym poście :D
            Z ciekawości zapytam - ile masz lat? :)

          • Rozumiem twoją frustrację, ale gdyby wszyscy wielcy autorzy kierowali się taką definicją literatury (kreowanie bohaterów, którzy będą przezwyciężać przeciwności losu), literatura byłaby śmiertelnie nudna. Raskolnikow ze "Zbrodni i kary" darowałby sobie mordercze fantazje, znalazłby pracę i wyszedł na ludzi :) Ale wtedy to nie byłaby już ta sama książka. Literatura nie jest od tego, żeby nieść nadzieję. Czasem tak, oczywiście. Ale ma też pokazywać ludzkie słabości. Słabi, egoistyczni, dziwni bohaterowie to przecież ci najciekawsi.
            Nie czytałam "Me before you", więc nie mogę się odnieść do książki, ale odnośnie filmu - tak, Will jest słaby, egoistyczny, rozpamiętuje powodzenie u kobiet, wspaniałe życie i to wszystko, co utracił. Jak wielu z nas. Naprawdę nie wiem, czy to tak łatwo przeboleć, że już nigdy nie będzie można spacerować, pływać, uprawiać seksu czy choćby sięgnąć samodzielnie po kubek z herbatą. I sądzę, że osoba, która jest całkowicie sprawna, nie ma zielonego pojęcia o tym, jak to jest stracić to wszystko.
            Poza tym zastanawiam się, czy Will kochał Lou na tyle, żeby dla niej znosić to wszystko bohatersko do końca życia. Nie była typem dziewczyny, na którą zwróciłby uwagę przed wypadkiem. Więc po wypadku też była tylko namiastką, zastępnikiem długonogich Paryżanek, których on już nie może mieć...
            A jeśli nawet kochał - zapewne był realistą i zdawał sobie sprawę, że Lou po kilku latach pożałuje wyboru, którego dokonała. Tylko idealistyczne nastolatki wierzą w to, że prawdziwa miłość nigdy nie przegra w starciu z przeciwnościami losu. Uczucia wypalają się przez błahostki - brak pieniędzy, problemy z mieszkaniem, angażująca praca. A co dopiero mówić o sytuacji, w której znaleźli się bohaterowie. Może zabrzmię teraz cynicznie, ale nie jestem w stanie wyobrazić sobie związku, który funkcjonuje normalnie bez seksu. Poza tym, Will zapewne nie mógł mieć dzieci. Lou utknęłaby w sytuacji bez wyjścia. A on o tym wiedział.
            Więc, podsumowując, co z tego, że to film o egoizmie. Tylko jednostki znajdują w sobie siłę, żeby walczyć z całym światem. Cała reszta to tacy właśnie egoiści - jak Will.

            • Zgadzam się z większością, lepiej bym tego nie ujęła.

              Mam tylko jedno, ale, wg mnie Will miał "ADHD", był przekorny, uparty i buntowniczy. On musiał czuć tą adrenalinę w żyłach, potrzebował ciągle silnych emocji. Czuł się wolny i czuł się wtedy kowalem własnego losu. Czy dlatego był egoistą? Nie sądzę. Lou w drugiej części mówi do siebie, że on kochał ją, ale życie bardziej i też tak uważam.
              Potrzebował zmienić perspektywę żeby zakochać się w Lou, z którą bardzo dobrze się rozumiał. Nie była to miłość romantyczna, ale realistyczna (przynajmniej z jego strony).

          • Jasne, a ty gdybyś był sparaliżowany tak jak on - bez możliwości używania rąk, nóg, dłoni, palców, całe życie skazany na podcieranie tyłka i wkładanie do ust każdego kęsa - chciałbyś żyć!
            Ach, jakie bohaterstwo - w teorii i bez pojęcia czym jest kalectwo do takiego stopnia.
            To co piszesz to jest dopiero dziecinada.

            Nic nie rozumiesz.

  • No to powiem tak... jestem niepełnosprawna, nie jest to duża wada, ale to też pozwoliło mi obserwować inne osoby, które zmagają się ze swoimi przypadłościami od urodzenia lub po wypadku. Nie wolno oceniać nam decyzji osoby, której życia nie jesteś sobie w stanie wyobrazić. Niestety, to, że zamkniesz oczy, nie znaczy, że wiesz, jak być ślepym. Czy zwracałaś uwagę na opisy, jaki ból znosił, ciągłe infekcje itp.? Człowiek, który miał wszystko, był niezależny i silny, traci to i robi się coraz gorzej - bo postępowały choćby problemy z oddychaniem. To jest ogromnie niekomfortowe dla kogoś, by jakiś ktoś mył Ci za przeproszeniem dupę (bo tak, jesteśmy zależni od innych, ale jednak to już jest poza pewną granicą). I owszem, miłość może wiele zmieniać. I bohaterów książki zmieniła. A Will... zdaje mi się, że chciał po prostu odejść godnie, mając tę odrobinkę kontroli nad własnym życiem, skoro nie mógł decydować w żadnym innym przypadku, co też strasznie go bolało. Patrzenie na człowieka, który powoli wysiada, jest po prostu okropne (potwierdzam z empirii). A bycie tym człowiekiem - niewyobrażalne. "Mój mózg nie jest sparaliżowany. Jeszcze" - tu chyba zawiera się cały Will ;)
    Chyba też już jestem stara, bo bardziej zastanawiałam się, dlaczego całej rodziny Traynorów i Lou nie wsadzili od razu do paki za zezwolenie na eutanazję. Może to też jakiś znak czasów, że jednak miłość nie jest w stanie przezwyciężyć wszystkiego? Karmimy się historyjkami z happy endami, a potem jest życie i okazuje się, że nie spotkasz normalnej rodziny :P
    Mam nadzieję, że nie odczytasz mojego komentarza za obraźliwy, raczej pod koniec popłynęłam ogólną refleksją ;) Ale po prostu nie rzucałabym od razu oskarżeniami, że ta historia jest okropna i jest jednym wielkim egoizmem. Trochę pewnie jest. I trochę jest jednak bliższa prawdy niż gdyby koniec był szczęśliwy. A jednak według mnie daje nadzieję - że można się zmieniać nawzajem.

  • Też tak sądziłam, ale z drugiej strony- czy nie było egoizmem ze strony jego rodziców, siostry to, że uparli się żeby utrzymać go przy życiu? A tak naprawdę nikogo przy nim nie było. Siostra wpadła raz, a później wróciła do swojego życia. Rodzice wynajęli opiekunkę żeby wyręczyła ich bo matka miała pracę, a ojciec kochankę. Will nie bolał tylko nad tym, że stracił swoje życie. Stracił przecież wszystko - pracę, dziewczynę, przyjaciół, niezależność, możliwość podrapania się po czole, samodzielnego jedzenia, załatwiania się. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś kto tak żył nie może się z tym pogodzić. I do tego bardzo cierpiał. Lou mówi w książce, że on wcale się nie skarżył, ale jego wszystko bolało, czasami do tego stopnia, że tylko brał leki i leżał. W kółko chorował, miał odleżyny, zapalenia płuc. Nie miał żadnej nadziei na jakąkolwiek poprawę. Pojawienie się Lou uprzyjemniło mu te ostatnie pół roku, ale przecież jego sytuacji to nie zmieniło. I na plaży miał rację, dzisiaj jest z nim, ale kiedyś może spojrzeć na swoje życie i żałować, że nie przeżyła czegoś, bo była z nim. To nie był w ogóle egoizm z jego strony. Nie mogłam się pogodzić z tym zakończeniem bo dla mnie życie jest najważniejsze ale jestem w stanie zrozumieć, że on mógł się załamać.

  • Właśnie zachecilas mnie do obejrzenia filmu.
    W życiu też nie ma szczęśliwych zakończeń.
    Poza tym z Daenerys u boku bez możliwości sexu też bym się zabił, jak chyba każdy facet.

  • mało dziecko w życiu widziała i przeżyłaś..tal głupiego toku myślenia już dawno nie widziałam

  • użytkownik usunięty

    Ty jesteś egoistką, bo chciałabyś decydować o cudzym życiu, gdzie ktoś nic nie może sam zrobić.
    Poudawaj przez kilka tygodni kalekę, która nie może zrobić nic poza skinięciem palca. Ciekawe po ilu sekundach wykonasz ruch, którego byś nie wykonała.
    Albo powbijaj sobie igły w ciało i trzymaj je przez kilka tygodni. Cierpienie uszlachetnia przecież ;)

  • Zgadzam sie w 100%. Mial duze mozliwosci finansowe i mogl korzystac z najnowszych technologii, lekow, zyc z nadzieja ze moze w najblizszej przyszlosci uda sie jakos poprawic jego stan. Po drugie- mial sprawny umysl, mogl mowic i nadal wykorzystywac swoj potencjal umyslowy co moglo by pomoc mu odbydowac chocby po czesci swoje zdrowie spoleczne. Brakowalo mu na pewno pokory i spojrzenia na ludzi chorych i niepelnosprawnych nie jako na 'bezuzyteczna jednostke' ale ludzi ktorzy tez moga cos wniesc w zycie innych, wartosci chociazby duchowe. Dal jej to co uwazal (wg niego) za najwazniejsze, ale nie bral pod uwage tego, ze sam moze jeszcze sie czegos o zyciu nauczyc i nie chcial ogladac jego ciemnej strony. Mogl to byc wynik ciezkiej depresji (brak nadziei jak klapki na oczach) a moze byl to swiadomy wybor- bo wybor ma sie zawsze o czym mowi ksiazka Victora Frankla "Czlowiek w poszukiwaniu sensu" psychiatry przebywajacego w obozie zaglady (ktora goraco polecam). Jest zawsze wiele rozwiazan no i tylko od nas zalezy jak wytrwali bedziemy w poszukiwaniu najlepszych. Film ogolnie uwazam za swietnie nakrecony, piekne widoki, muzyka moglaby byc lepsza ale byla dobierana pod infantylna kreacje Emilii, wiec ok, no i wielki plus za to ze zmusza do refleksji i pozwala zweryfikowac wlasne poglady na tak trudne tematy.

    • i co z tego, że miał duże możliwości finansowe? oczywiście - jak najbardziej ułatwiało mu to życie. ale nie zmieniało faktu, że nie odzyska tego co odebrał mu ten wypadek. żadne pieniądze tego świata by mu tego nie zwróciły. żyć z nadzieją że jego stan może się poprawić? ok, świetnie - obecnie medycyna cały czas się rozwija. ale kiedy i jak długo miałby czekać aż lekarze potrafiliby rozwiązać jego problem w mgnieniu oka? dwa lata? sześć lat? dwadzieścia? nie no, sorry, ale ja w tym nie widzę żadnego egoizmu. każdy widzi to co chce widzieć i czyta między wierszami tak jak chce.

      • miał duże możliwości finansowe, więc mógł cierpieć w luksusach. To jest pewnie wyjście i motywacja do życia wg autorki postu i podobnych do niej. ;)

        • jezu, kolejny polaczek... "podobnych do mnie"? to znaczy? na pewno nie znamy się poza filmwebowską społecznością, gówno o mnie wiesz, więc jeśli łaska wstrzymuj się od podobnych "podsumowań". skup się na dyskutowaniu o filmie bez prywatnych wycieczek. ;)

          • panienko, ty potrafisz czytać ze zrozumieniem, czy skupiasz się tylko na obrażaniu? "Polaczek"? Daruj sobie, naprawdę, bo to żenujące. Masz kompleksy z powodu swojego pochodzenia? Lecz je gdzie indziej, najlepiej za granicą. Wracając do tematu... Zdanie "podobnych do mnie" nie padło, a jeśli nie rozumiesz sensu tego, co napisałam, czyli "wg autorki postu i podobnych do niej", wyjaśniam -chodziło o zdanie AUTORKI POSTU, czyli magic_mail_3, nie twoje. I nie są to osobiste wycieczki, tylko stwierdzenie na podstawie tego, co napisała, że INNI LUDZIE MYŚLĄ TAK JAK ONA. Rozumiesz teraz? Fajnie. Jeśli wg ciebie to jest obraza, to pozdrawiam serdecznie. :D

  • "Syty głodnego nie zrozumie", a Twój post to tylko potwierdza. Popracuj trochę nad empatią ;)

  • Podpisuję się pod tym, co napisałaś. Obrzydliwa promocja eutanazji opakowana w ładny papier i wstążeczki.

  • Boże jedyny, co za bzdury -.-" cholera, że też tacy idioci żyją na tym świecie.

  • Lepiej bym naprawdę tego nie ujęła. Główny bohater okazał się egoistą, a film daje jeden przekaz - lepiej skrócić swoje życie, zamiast zmierzyć się z trudnościami... Czysta propaganda.

  • Niestety film pokazuje jedną ze stron medalu niestety życie to nie bajka gdzie główny bohater podnosi się po wielu przeciwnościach losu i wreszcie odnajduje szczęście. Sam jestem osobą która porusza się na wózku inwalidzkim nie jestem w tak złej sytuacji jak główny bohater bo ręce mam sprawne ale znam też wiele osób które porażone mają 4 kończyny... uwierz mi one nie są w stanie same się podetrzeć. Wiem że wiele z tych osób gdyby w PL była dostępna eutanazja by z niej skorzystało.... i dopóki ktoś nie znajdzie się w takiej sytuacji nie powinien ferować wyroków.....

  • Nie wiem czy bylo juz czy nie, nie bede wszystkich czytac komentarzy. Bardzo niesprawiedliwie ocenilas glownego bohatera, bardzo wlasnie EGOISTYCZNIE. Bo to, ze ktos pragnie by On zyl bo bedzie "mu zle i smutno" i taka osoba ma przezyc, meczyc sie, ciepiec dla kogos, nie jest egoizmem biorcy? W tym przypadku matki i opiekunki? Zyc... mozna wegetowac, mozna zyc. Ten chlopak wczesniej czul, dotykal... Pomysl teraz, ze jest przy Tobie ukochana osoba, ponad yzice a nie mozesz do Niej sie przytulic, objac, obojetnie czy rekoma cy nogami, nie czuc jej. To jest niewyobrazalnie straszne. Zyc w depresji? W ogormnym bolu? Opisane bylo, ze co raz czesciej choruje, placze z bolu....Ze to i tak kwestia czasu... a nie pieknego wspolnego zycia. On soie nie radzil ze soba, ja tez bym nie poradzila. Nie odnalazl sie w nowym swiecie, nie potrafil czemus sie poswiecic. Zostalo mu pokazane zycie, ktorego nie mogl poczuc... Gdyby nie chorowal(a niestety postepowaly choroby), to moze by zyl dluzej, ale jako chory psychicznie czlowiek.

  • Eutanazja może być postrzegana przez pryzmat egoizmu, ale może też być uważana za akt miłosierdzia :). To delikatny temat... Gdyby ktoś chciał się zagłębić to zapraszam do siebie https://kulturalnik.wordpress.com/2016/07/31/218/.

  • agenais wyjąłeś/aś mi to z ust. Już się bałam że nikt tutaj nie postrzega tego filmu w ten sposób. Twoje słowa trafiają w sedno.
    Dodam od siebie, że film ten to piękne przedstawienie morderstwa jako szlachetnej ideii.

    Niech dalej popularyzuje się eutanację, aborcję i homofobię a na tej planecie nie zostanie nic innego prócz zgliszczy normalności.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: