Czyżby mistrz Fredro się pomylił?...

Wajda mnie nie rusza. Ale jestem fanem jego filmu. Jest to głównie zasługa wybitnych kreacji Seweryna, Olbrychskiego, Polańskiego a przede wszystkim hiper-brawurowego Gajosa w roli "ostatniego kontuszowego szlachcica Rzplitej".
Zapewne cześć chwały za genialność tych ról spada także na Pana Reżysera, ale ja wolę o nich myśleć jako o przejawie geniuszu poszczególnych aktorów.
Kreacja Pana Gajosa zachwyciła mnie daleko bardziej, niż wskazywałby zdrowy rozsądek i spowodowała u mnie coś w rodzaju "lekkiej śruby" na punkcie "Zemsty" w ogóle.
Oczywiście w konsekwencji zgromadziłem i wykułem na blachę pozostałe dostępne wersje ( film Bohdziewicza/Korzeniewskiego'56, spektakle Świderskiego'72 i Lipińskiej'93).
Odwiedziłem też kilka razy teatr w wiadomym celu.
Ponowne przeczytanie komedii Fredry nie nasyciło mnie, więc nauczyłem się jej na pamięć. Dosłownie...
Moja obsesja stała się zresztą przedmiotem kpin ze strony i łagodnej perswazji ze strony bliskich. Nieustanne wplatanie cytatów z dramatu do życia codziennego nużył nawet mnie ;)...
Tak czy siak, chodzi o to, że treść dramatu znam, łagodnie mówiąc, dość dobrze.
To pozwoliło mi kilka lat temu "odkryć" pewną nieścisłość w tekście Fredry. Próbowałem rozstrzygnąć to za pomocą internetowych eksploracji, ale nie przyniosło to rezultatu. Zdaję sobie sprawę, że ten temat może być w środowisku polonistów, czy literaturoznawców dobrze znany, omówiony i rozstrzygnięty, ale mnie nie udało się skonsultować tego "odkrycia" z żadnym z przedstawicieli tych kręgów. Bo żadnego nie znam, a każdy obłęd ...da się opanować, co i mnie się w końcu udało ;).
Chodzi o nieścisłość chronologiczną w wątku niedoszłego pojedynku Rejenta z Cześnikiem. Spróbuję wyłożyć to w punktach.
Załóżmy najpierw, że mamy piątek.
1.TEGO DNIA Cześnik posyła Papkina z wyzwaniem do Rejenta.

..."Circa quartam niech mi stanie.."itd.

Czyli "koło czwartej". Nie jest sprecyzowane w jaki dzień, ale nie wspominał nic o "jutrze", czyli prawdopodobnie miał na myśli "piątek".

2.Papkin w momencie przekazywania samego wyzwania również nie mówi o DNIU, tylko o godzinie ( owe "circa quartam "), czyli zakładamy, że wolą Cześnika było pojedynkowanie się w "piątek".
3.Ale dalej Rejent wyraża swoje zdziwienie zbytnim napinaniem przez Cześnika własnego terminarza mówiąc :

..."Ale jakże się to zgadza:
Wszak ci JUTRO ma wesele?..."

Pojawia się JUTRO, czyli "sobota". I tę nową koncepcję Papkin bezrefleksyjnie podchwytuje i brnie w nią w kolejnym wierszu :

..."Tamto temu nie przeszkadza:
Rano pierścień — w pół dnia szabla —
Wieczór kielich — w nocy…"

Stosuje jako punkt odniesienia dzień wesela Cześnika, czyli "sobote".
A że wesele jest "JUTRO" wiemy skądinąd.
4. A mianowicie z TOCZONYCH RÓWNOLEGLE w komnatach Cześnika jego rozmów
-ze Śmigalskim :

..."Powtórz wszystkim po trzy razy,
Że na JUTRO, ja, pan młody
weselne proszę gody..."

- i z kucharzem Perełką:

..."Hej Perełka, waść mi JUTRO nie zaglądaj do blaszanki...
JUTRO sztukę pokaż światu...".

Czyli chyba mamy jasność, że W PEWNYM MOMENCIE, Rejent z Papkinem sprecyzowali, że pojedynek ma się odbyć w "sobotę", pośród weselnej krzątaniny.

Tymczasem...
5. Po powrocie Papkina do swego pryncypała, akcja dalej toczy się wartko w CZASIE RZECZYWISTYM, nie ma mowy, byśmy "zgubili" choćby godzinę, o dniu nie wspominam nawet. W wynik błyskawicznej kontr-intrygi Raptusiewicza odbywa się pospieszny ślub Klary z Wacławem - jeszcze W "PIĄTEK"! :

..." Ślub brać dziś?

Dziś.

Ha, więc bierzmy..."

Ślub się odbywa; mają miejsce wiwaty, w trakcie których pojawia się ubrany na bojowo Rejent, który ... zdążył już wrócić spod Czterech Kopców, gdzie nie zastał swojego adwersarza gotowego do pojedynku, co go bawi, ale i ...dziwi.
Zresztą sam Cześnik, ledwie opuścił "PIĄTKOWY" ślub, a już zdaje sobie sprawę ze swojego haniebnego spóźnienia:

..."Hej, Dyndalski! tam do czarta!
Okulbaczyć mi dzianeta
Już kaducznie przeszła czwarta..."

A więc mamy tu ewidentny powrót do "PIĄTKOWEJ" koncepcji pojedynku!

Ponieważ Mistrz Fredro nie "wsadził w usta" żadnej z postaci dramatu stosownego wyjaśnienia tej rozbieżności, ani nie zawierają takowego także didaskalia, ośmielam się zarzucić Mistrzowi Polskiej Komedii Narodowej, którego nieprawdopodobnie podziwiam i hołubię, POMYŁKĘ.

Noooo, chyba, że to ja zrobiłem się siebie głupca ostatniego i coś przeoczyłem, lub wyprowadziłem niedorzeczne wnioski z przytoczonych cytatów. Jeśli tak, to się pokajam i natychmiast złożę przeprosimy wraz z kwiatami pod wrocławskim pomnikiem A.Hr.Fredry. Okazji nie zabraknie - słowa te piszę jakiś kilometr od tego pomnika...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: