Nie ruszył mnie

Hmm... Mam dosyć sprzeczne odczucia po tym filmie. Z jednej strony jest poważny, traktuje o karze śmierci, o tym, czy ludzie mają faktyczne, "boskie" prawo uśmiercać nawet morderców. Okazuje się, że nie, ale film mówi też o problemie winy i kary, co też dodatkowo go nobilituje. Ale jednoczesne wprowadzenie do fabuły wątków nadprzyrodzonych, cudotwórcy w postaci wielkiego Murzyna i szarej myszy, która tak "wzruszyła" wiele osób, które ten film widziały - jest już dużo słabszym pomysłem. Dlatego trudno mi jednoznacznie ten film ocenić: z jednej strony mamy problem kary śmierci, z drugiej - jakieś nachalne porównywanie Clarke Duncana do życia Chrystusa, ze wstawkami rodem z filmu fantasy. No i długość "Mili"! Film momentami dłuży się niesamowicie, a najgorsze jest końcowe 10 minut, kiedy dziadzio ochoczo opowiada swoją historię i rzuca dywagacjami na temat życia, itp.

18

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: