TO BYŁ SZOK !!!

Jak żyję już 50 lat na tym świecie i widziałem tysiące filmów, to takiego kiczu, prostactwa umysłowego, pseudo artystycznej pornografii, prymitywizmu intelektualnego - nie widziałem!
Jestem mimo wszystko zwolennikiem konsensusu artysty z interlokutorem. Ale w tym przypadku jest to dalekie do osiągnięcia. Zwykle nie mam kłopotu z werbalizowaniem swoich emocji, ale tym razem wściekłość z powodu straconego czasu sięgnęła zenitu, więc się ograniczę tylko do parlamentarnego opisu poniżej. Zwykle marzę o komunikatywności między widzem a twórcą, czyli twórcą a tworzywem (cytując klasyka), oczywiście bez żadnej pruderyjnej dezynwoltury. Ale tym razem było to niewykonalne!
Film kojarzy mi się z pewną sceną z klasyki naszej świetnej kinematografii, gdzie Maklakiewicz wraz z Himilsbachem, siedzą na statku i dyskutują nad kondycją polskiej kinematografii.
Ale już począwszy od obrazu społeczno-politycznego rysu lat 90-tych, nakreślonego przez scenariusz człowieka, który nic nie wie o tamtych czasach, bo jakże mógł cokolwiek wiedzieć mając 10 lat, zaczyna się horror nudy.
Odnosi się wrażenie, że jest obraz tego, co pokazywali w tamtych latach w TV widziany oczyma rozedrganego dziecka po traumatycznych przeżyciach, skonsolidowany tym co powtarzali rówieśnicy w podstawówce po swych rodzicach.
Ponadto brak w filmie widocznego jakiegokolwiek wątku przyczynowo - skutkowego.
Mastershot`y przesadnie rozmemłane. Przebitki zamiast 5- sekundowe, przeciągnięte ponad 30 sekund. Pseudoartystyczne ujęcia prymitywnej pornografii. Nagie 80-letnie nieestetyczne ciała kobiet, niczym ze znanych scen z selekcji w obozie koncentracyjnym światowej klasy reżysera, chyba miała dodawać pikanterii, ale była żałosna!
Biegający nadzy mężczyźni z dyndającymi fajfusami podczas konsumpcji kanapek.
Obleśne wręcz ujęcia, na siłę erotyzowanych wątków, zakończone reportażem obrzydliwie realistycznym - tryskających z ust wymiocin podczas torsji jednej z głównych aktorek.
Stawiam każdemu pół litra, kto wytłumaczy mi po co ten film został zrobiony? Pomijam osobiste pobudki reżysera i scenopisarza w jednej osobie.
I błagam, nie wierzcie w pozytywne recenzje o tym filmie, bo wiadomo kto je wypisuje i po co !
Zastanawiam się kto i z jakiego powodu wyasygnował pieniądze dla takiego tworu beztalencia?

109
  • Szanowny Komentatorze,

    Pominę kilka uwag technologicznych, słabych popisów erudycji. Chciałam Panu jednak przekazać kilka rzeczy niedostępnych z Pana poziomu intelektualnego i emocjonalnego. Bywamy brzydcy, czy jak pan woli, nieestetyczni, jadamy kanapki z gołymi fajfusami i najgorsze - na Pana też to przyjdzie, mam nadzieję, na mnie też - chociaż później, będziemy mieli 80 lat! Proszę się na to przygotować. I nie przestanie Pan być wtedy istotą seksualną. I co wtedy?
    Film był o namiętnościach, a tych się nie da pokazać w szatach, przynajmniej nie zawsze. Film był o uczuciach, nietrafionych wyborach, poświęceniu dla namiętności, które doprowadza na skraj rozpaczy. Wszystko w ramach małego miasteczka, smutnego blokowiska, całkiem tak samo, jak w każdym innym miejscu. Niektórych to dziwi lub szokuje.
    Mam nadzieję, że pomogłam. Mimo wszystko współczuję straconego czasu, trzeba było pójść na spacer!
    Pozdrawiam

  • Dziękuję Panu za tę recenzję. Z chęcią sam bym się pod nią podpisał, bo cały czas zastanawiam się, po co ten film powstał. Co autor miał na myśli? Co mieli na myśli świetni skądinąd aktorzy kreując tak płaskie i jednowymiarowe kreacje?

  • Niestety 100% zgody. Film jest tragiczny. Po raz nie wiadomo który mamy do czynienia z sytuacją gdzie komuś turpizm miesza się z intelektualną głębią. Pusta, nieciekawa i cokolwiek niestrawna wydmużka.

    Dodatkowo (może to kwestia kopii puszczanej dziś na festiwalu) mam już serdecznie dość dziękowania w duchu, że trafił mi się seans polskiego filmu z angielskimi napisami, bo to jedyna szansa na zrozumienie części dialogów.

    • "Pusta, nieciekawa i cokolwiek niestrawna wydmużka"

      litości

    • Ogólnie się zgadzam ale co chcę podkreślić: jeszcze raz w imieniu polskich widzów błagam:) Aktorzy, ćwiczcie wymowę, bełkotanie nie oznacza, ze film odzwierciedla rzeczywistość; idźcie do logopedy, ćwiczcie przed lustrem; ech

      • Bo teraz rządzi szkoła naturalna. W życiu bełkoczemy więc i na ekranie zaczął się bełkot. :)

        • Nie wszyscy bełkoczą i nie wyobrażam sobie, żebym z wadą wymowy mogła byc nauczycielka przedszkola czy pracować w wielu innych zawodach. Nie wszyscy mówią fatalnie, niektórzy tylko czasami, ale np. pani Kijowska, z całym szacunkiem do reżysera Kijowskiego, którego filmy zwłaszcza Indeks uwielbiam, mówi tragicznie zawsze. AAa pytanie, dlaczego rozumiem, co mówi p. Gajos w "Żółtym szaliku" grając faceta pijanego w sztok??

          • Bo pan Gajos jest aktorem teatralnym z czasów kiedy nie trzeba było dupy pokazywać, żeby dostać pracę?

            • Nie wiem. Nie chce wierzyć, że wszystko schodzi na psy. Nawiążę do filmów Dolana, którego dość nieudolnie markuje p.Wasilewski. Tam tez jest seks, są związki homo- i hetero-, są akcje typu zmiana płci. Chodzi o dar opowiadania, o rozmaitość emocji, wreszcie o psychologiczna prawdę - czego w omawianym tu przez nas filmie nie ma. Może odrobina - w wątku granym przez D.Kolak. Wracając do tematu logopedycznego, w tamtych latach studiowałam i wymagano od nas wyraźnego mówienia choć nie było to aktorstwo;) zatem bełkotanie w tym filmie nie może odzwierciedlać tamtych lat.

              • Sądzisz że "rezyser" próbuje być Dolanem? Słyszałem takie głosy, ale do XD to mu brakuje zdolności tkania historii i spojrzenia z dystansu, umiejętności dobrania ścieżki dźwiękowej , etc. - braków są miliony, Ten film to ruchome emocjonalne prosektorium.... A co do dźwięku - ostatnio obejrzałem drugiego Pitbulla. Podobnie jak tutaj - seryjnie wyrzucane z siebie kwestie są momentami nie do odbioru. Moda czy co? A pani Kolak to jest odkrycie ostatnich lat i daj jej losie długie życie, także zawodowe, bez spotkania z jakimiś chorobami ograniczającymi ludzi w drugiej połowie życia. Interesująca kobieta.

                • Zgadzam się - do Dolana to mu jeszcze baaaardzo daleko. Nie rozumiem w ogóle (!) tych porównań. Dolan jest ogromnie emocjonalny, a tu niestety emocji nijak wykrzesać nie sposób. Myślę, że coś tu nie zagrało, bo sam pomysł na temat filmu był dobry.

                • Właśnie - postacie u Dolana mają emocje i o nich potrafią mówić. W ich działaniu, ciałach, słowach i okazywanych emocjach jest energia życiowa. U Wasilewskiego ludzie nie walczą o siebie, tylko rozbijają się o mur własnej niemocy. Może o to tu chodzi? Że my wszyscy - z PRL-u tacyśmy? Że ja taki jestem (byłem?)... zoombiaki z bloku i kościoła.

                • Być może. Ale chodziło mi o te emocje, które pojawiają się u mnie jako widza w czasie oglądania. U Dolana tych emocji pojawia się wiele, tu miałam cały czas nadzieję, że będą.... a potem te dłużyzny i znowu sens się gdzieś rozmywał... Nie żeby mi dłużyzny przeszkadzały, tylko tu czegoś zabrakło. Może nie powinien zatrudniać zimnej Cieleckiej do roli kobiety zakochanej... może Nieradkiewicz nie udźwignęła... Nie wiem.

                • Rozumiem o czym piszesz i myślisz. Może samotna dyrektorka mająca poczucie własnej wartości (sypia z "doktorem" a nie spawaczem) czy też wyższości nad proletariatem - taka by była?
                  Co do uczuć widza, to u mnie dominowała irytacja ciągłym nachalnym epatowaniem dupą. Ja dupy kocham, doceniam piękno ludzkiego ciała, nawet starego, ale nagości jest w życiu raczej nieco mniej niż się tutaj urodziło. Za które drzwi byś weszła - siurek albo piczka. U Dolana mam oczekiwanie, co przyniesie następna scena. Tutaj miałem przyczajenie, kogo nagiego zobaczę. Pozdrawiam.

                • Zgadzam się. Pokazywanie nagich 60-letnich kobiet wychodzących z basenu zwyczajnie nie miało uzasadnienia, nie miało związku. Myślę, że reżyser nie za bardzo zachwyca się kobietami i tym chciał udowodnić, ze wieści o kobiecym pięknie są mocno przesadzone. Nieradkiewicz po prostu lubi rozbierać bez większego sensu dla filmu (nie tylko tego). Szkoda, bo nagośc nie jest dziwna, ale o przesadę łatwo.

                • Jak często sprawdzasz filmy pod kątem "czy ta scena ma uzasadnienie"?

                  Przy okazji zwrócę uwagę, że kobiety sześćdziesięcioletnie bywają czasem nagie, ubranie do ciała nie przyrasta ludziom dlatego, że Ci się już nie wydają piękni. W ten zawoalowany sposób zwróciłem uwagę, że człowiek rozumny nie myli kina z seansami dopasowanych dla siebie pod kątem estetycznym obrazów. :)

                  Możesz mi opisać, jak wyliczasz, jakie ilości nagości to już przesada? Nie możesz, tak żartem spytałem. Nie istnieje "przesada". Istnieje "więcej niż chcę", "tyle ile chcę" i "mniej niż chcę", a jeszcze nie chodzi o nagość po prostu, bo jedną osobę bardziej chcesz nago oglądać, inną mniej (a jak będziesz mieć 60 lat, to będziesz się myć bez patrzenia, żeby nie było przesady). Jest tylko Twoja opinia subiektywna, która nie pochodzi z absolutu i wszechobiektywizmu, ale z tego, na jakich filmach się wychowałaś. Możesz zatem pisać śmiało "urobiono mnie na filmach w taki sposób, że teraz wolę mniej nagości" i nie skłamiesz. A ja napiszę, że jednak nie zmienisz formy pisania nigdy w życiu, też nie skłamię. ;)

                • W Płynących wieżowcach Wasilewski też przedłużył sceny z rozebraną Nieradkiewicz w nieskończoność wg mnie bez sensu. Takie jest moje odczucie. Tu zrobił to samo po raz drugi. Może za trzecim razem już będę na te sceny czekać, bo staną się normą. A za czwartym je polubię. Pozdrawiam. Aaaa i za piątym to już w ogóle znajdę w nich głęboki sens :)

                • Jak ktoś dużo smętnego Redmayne'a wrzuca, to nie narzekasz, widzę. :) Nie przeszkadza Ci sentymentalność serwowana w większych ilościach niż nagość, choć tak statystycznie rzecz ujmując, chyba mniej ludzi ma momenty sentymentalności niż nagości. hm, hm

                • Trafiłeś. W tym filmie nie przeszkadza.
                  A tak na marginesie - nie oceniam filmów za nadmiar lub niedomiar nagości. Wystarczy spojrzeć na moją ocenę chociażby wspomnianego wyżej filmu "Płynące wieżowce".
                  I już tak niezależnie od powyższego - "Zjednoczone stany miłości" były wielką wygraną zakończonego wczoraj festiwalu, więc wielbiciele powinni być zadowoleni.

                • Nie jestem wielbicielem. Gdy przyznawano nagrody, ja sobie wchodziłem na dyskusje o nagradzanych filmach. Często sensowne, czasem głupiutkie, ale ta z nagością osób starszych to merytorycznie czarny otwór.
                  A to, że "sceny niepotrzebne" (gdy ocenisz film na 10, to dlatego, że scenę po scenie sprawdziłaś, czy potrzebna? Oczywiście nie, nikt tego nie robi, wobec czego argument jest bardziej niż zły), a to, że seks ma być pokazywany ładnie (jakby w kinie o to chodziło, żeby pokazywać ładnie. Nie: prawdziwie, nie: z różnych perspektyw, nie: zależnie od nastroju, jaki chcemy wywołać. Ma być ładnie?), a to, że starszym nagość powinna być zabroniona, a to, że seksu/nagości jest za dużo (jakby istniały proporcje! Przecież twórca decyduje, ile da scen jedzenia czy jazdy samochodem, nagle jednak w ilości scen seksu są obiektywnie zadane ilości? Może przez Glińskiego?).

                  Jest trochę smutne dla mnie to, że rodacy moi w miejscu seksu mają intelektualną dziurę. Nawet wielu inteligentnych nie potrafi tematu traktować jak zagadnienia, jak czegoś, co można rozważyć z różnych perspektyw, różnie ukazywać. Akurat seks chcą mieć na romantycznie, w wykonaniu ładnych lachonów, w oderwaniu od fizjologii. Skala kompleksu jest niesamowita, aż mi trudno rozmówcę w temacie znaleźć, jakby jedna starsza goła baba im wszystkim wyłączała wyższe funkcje. Brrr!

                • A mnie przeraża, że sprowadziłeś ten film tylko do scen seksu i nagości. O żadnej innej stronie tego filmu się nie wypowiadasz. To jakaś obsesja? Przecież ten film to kilka całkiem ciekawych historii, czasem mocno smutnych i do przemyślenia, a Ty ciągle o tym seksie i nagości. Ja tylko wspomniałam, że WG MNIE była ona zbędna, ale nie przesłoniła mi filmu.

                • Nie sprowadziłem. Nawet go nie widziałem. Wypowiadam się w temacie, w którym rozmawiają ludzie. :) Przyjmuję Twoje przeprosiny.

                • Nie widziałeś tego filmu?! I Ty ze mną i ludźmi dyskutujesz przez kilka dni o uzasadnieniu scen nagości itd?? Na jakiej podstawie, skoro nie wiesz o czym mowa, nie wiesz jak one wyglądają? Miło, że to napisałeś, teraz nie muszę się przejmować Twoją interpretacją osób, które mają problem z nagością w filmach (domyślnie - mnie) i różnymi nawiązaniami do gimnazjalistów. O teoriach i w teorii można sobie rozmawiać, jeśli ktoś ma na to ochotę. Napisałem w kilku postach dlaczego mi się to nie podoba i co jeszcze mi w tym filmie przeszkadza. Jest on nieszczególnie interesujący, zmierza donikąd, nie ma puenty, okazał się zbiorem noweli. Nagość jest tu tylko wisienką na torcie. Zresztą ja nigdzie nie napisałem, że przeszkadzają mi sceny seksu, które w tym filmie występują. Nie przypadły mi do gustu tzw scenki rodzajowe z nagimi kobietami w podeszłym wieku, które są "ozdobnikiem", choć raczej przeciwnie, w tym przypadku. Nie niosą ze sobą żadnej treści, nic się w nich nie dzieje. To takie scenki jak się zawsze kręci, żeby pokazać tło, życie. Ktoś je, ktoś jedzie samochodem, ktoś robi zakupy. A tu ktoś leży nago, bierze kąpiel albo łazi z erekcją. Być może reprezentuje merytorycznie czarny otwór i intelektualną dziurę. Trudno. Każdy ma jakieś osobiste preferencje, które mogą wynikać z ich życia, najogólniej mówiąc. Jednym podobają się kobiety 60-letnie, innym 30-letnie, a jeszcze innym mężczyźni. Pozdrawiam, kolego.

                • A gdzie problem? Mogę nie widzieć filmu, zadać pytanie o uzasadnienie ilości ryb w filmie o rybach, Ty mi nie podasz żadnego racjonalnego wyjaśnienia, wobec czego wiem, że nie znasz go także w odniesieniu do konkretnego filmu i innego niż ryby zagadnienia.

                  Myśleć abstrakcyjnie mózgi zaczynają gdzieś w okolicach późnego gimnazjum, może na początku liceum. Oczywiście nie wszystkie. ;)

                  Moją interpretacją nie musisz się nigdy przejmować. Możesz się przejmować racjonalnym rozumowaniem, które Ci przedstawiam, a możesz tylko autorytetem jakiegoś swojego ziomka, który między gadaniem głupot film obejrzał. Jest światu zupełnie obojętne, czym się przejmujesz, po prostu zwolnią Cię z pracy, gdzie będą racjonalnego rozumowania wymagać.

                  Przy tym do końca życia możesz sobie nie zdawać sprawy, że jeśli coś działa w przypadku ogólnym, dla dowolnych podstawień zmiennych, to działa też dla podstawienia konkretnego. Przecież Cię za nieznajomość logiki bić nie będę.

                  --

                  Zdanie "nie niosą ze sobą żadnej treści" pozostanie bez dowodu. Nie jesteś w stanie ocenić, czy w przekazie czegoś nie ma, czy tylko nie odbierasz, prawda? Jakbym Ci dał ciąg liter, na przykład URUUPMEUPCECPTRUT, to nie masz pojęcia, czy ten ciąg jest pozbawiony znaczenia, czy tylko znaczenia nie rozumiesz (tekst jest zaszyfrowany, sięgnąłem właśnie po niewielki fragment zaszyfrowanego tekstu z książki o szyfrach).
                  Wobec tego nie wiesz i nie możesz wiedzieć, czy gdzieś treść jest, czy jej nie ma. Możesz wiedzieć, czy jakąś treść odnajdujesz, czy nie. Tu również nic nie zależy od tego, czy ja film widziałem. :)

                  "nic się nie dzieje" jest nieprawdą także, skoro się dzieje. Tu nie trzeba tłumaczyć. Ot, po prostu nie dzieje się nic z tego, co miałbyś za ważne. Również mamy tu subiektywny Twój odbiór. Masz pełne prawo odbierać subiektywnie, masz też pełne prawo mylić swój subiektywny odbiór z obiektywną cechą filmu, a ja mam pełne prawo zauważać na forum, że mylisz. Korzystamy, jak widzę, z tych praw.

                  Widzowie filmów o rekinach dzielą się na dwie grupy. W jednej, podejrzewam liczniejszej, widzowi nie chodzi o to, by czerpać seksualną przyjemność z atrakcyjności rekinów, wobec czego na forach nie pojawiają się opinie "film jest zły, bo ja mam taki gust, że mnie kręcą inne rekiny, a nie te". Mniej liczna grupa narzekałaby (gdyby nie ryzyko wyśmiania), że oto ten film jest gorszy, bo ich nie podnieca taki a siaki rekin.

                  Dojrzały widz zrozumie, że dla podniecania to się tworzy pornografię, natomiast kino pozapornograficzne pokazuje coś, na przykład rekiny, nie po to, żeby widz był podniecony. Rozliczać filmy o rekinach z seksualnej atrakcyjności rekinów, to jak... rozliczać filmy o ludziach z seksualnej atrakcyjności bohaterów.
                  Wobec powyższego rzeczywiście słowo "kolega" jest obraźliwe. ;) Pozdrawiam serdecznie Ciebie i panią z fizyki, jeśli w tej klasie macie już fizykę.

                • Wiedziałem, że nie powinienem odpowiadać, bo dalej to będzie wyglądało tak samo. Jak w tym powiedzeniu, "sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem". Kto w tym przypadku? Poza tym, ja niestety nie jestem na tym poziomie, wychodzi na to, że nie potrafię logicznie, racjonalnie czy abstrakcyjnie myśleć, a także formułować myśli w tak wyrafinowany sposób. Cokolwiek napiszę to Ty będzie teoretyzował, że na pewno jakaś treść jest, jakiś sens jest, tylko jeszcze nie jestem w odpowiedniej klasie, żeby to dostrzec. Bardzo elegancko i na różne sposoby próbujesz mnie obrazić. Jeśli napiszę, że Twoje ciągoty do rybnych itp metafor są "bez sensu" to znowu mi przedstawisz jakąś teorię na pół strony. Po prostu fascynujące, gdyby nie to że męczące. Napisałem wcześniej, że Twoje posty nie mają "żadnej treści", bo w małym stopniu odnoszą się do filmu, a teraz okazuje się że nawet go nie widziałeś. Wolałbym porozmawiać o pozostałych argumentach za i przeciw temu filmowi, bo jesteśmy na forum filmowym, a nie abstrakcyjnie o wszystkim i o niczym, o tym czy uprawiam seks, w której jestem klasie, o moich ziomeczkach, o rybach, zawartości cukru w cukrze itd. Więc jeśli masz zamiar dalej tak pier.dolić to po prostu już nie odpowiadaj.

                • Nie jestem w stanie Cię nauczyć, żebyś osiągnął poziom licealny. Przynajmniej nie przez forum i nie za darmo. Jeśli dalej będziesz miał problemy w szkole, skonsultuj się z rodzicami i umówimy cenę.

                • Zgadzam się z tym co napisales. Dlaczego wytykasz obcym ludziom bledy w rozumowaniu? wiem ze je dostrzegasz ale skad chec poswiecenia czasu na to? Pytam z ciekawosci

                • Trochę z powodów estetycznych, poprawnie to ładniej. Trochę ze względów praktycznych: świat, w którym nie ma znaczenia poprawność, jest przerażający (najbardziej z okazji lekarzy i prawników, ale w szerszej perspektywie niezrozumienie kultury także prowadzi do katastrof). Trochę, żeby z wprawy nie wyjść, bo analiza tekstów to część mojej pracy.

                • ok, ale dopuszczasz do siebie myśl, że powiedzmy w wiekszość swoich postów w tym temacie mogłeś(nie stwierdzam tego, jest to założenie) zupelnie nie miec racji? czy raczej napiszesz mi ze to niemozliwe i to uargumentujesz?

                  czym sie zajmujesz? jesli mozna wiedziec

                • Zawsze istnieje możliwość, że nie mam racji. Nawet - że mi matriks serwuje złudzenia. Gdy jednak jesteś głodny, ograniczasz się do rozważania, jak zdobyć jedzenie, a omijasz poświęcanie czasu na rozważania, czy to nie iluzja głodu. Różną wartość przydajemy różnym hipotezom na podstawie dotychczasowych doświadczeń.

                  Poza tym, co już napisałem, to szukam inteligencji we wszechświecie i trochę matmy robię.

                • Dochodzę do wniosku, że pora otworzyć forum pt. "Porozmawiajmy o filmach, których nie widzieliśmy".

                • Ostatnie zdania- świetnie powiedziane:)

                • Alez żadne zombiaki, ludzie zawsze sie smiali, kochali, truli z miłości nawet, kazda epoka jest inna i nie można jej pokazywac tak jednowymiarowo jak tutaj

              • >Nie chce wierzyć, że wszystko schodzi na psy.

                Ze współczesnego kina wieje nudą. Ten proces się pogłębia. Brak pomysłów, twórców posiadających prawdziwy talent, charyzmatycznych aktorów i ogłupiająca reguła którą kieruje się większość; "Nieważne co mówią, ważne że mówią." W konsekwencji powstają takie koszmarki, które potem określane są w prasie jako odważne, nowatorskie, czy prawdziwe. ;)

                • A my bełkoczemy, bo nie rozumiemy długich artystycznych ujęć. Niech będzie. Karawana jedzie dalej. Powstaja tez duzo lepsze filmy, Polacy chcą oglądac polskie fily i nie traćmy nadziei, którzy do kina wchodzimy:)

                • Pokaż mi głębię w tym filmie. Bardzo proszę zrób to.

                  Długie artystyczne ujęcia to był za czasów Cybulskiego, Holoubka, Kieślowskiego, Polańskiego i im podobnych. Obecni twórcy z racji braku talentu, sensownych pomysłów na film wychodzą z założenia które podałem powyżej. To jest *nadrzędna* zasada współczesnej sztuki, która ma coraz mniej do zaoferowania. Albo mamy do czynienia z kontrowersyjną treścią, albo formą jej przedstawienia.

                  Przykładem dobrego polskiego filmu jest Senność lub Wieża. Tam też jest nagość, ale te filmy stawiają niewygodne pytania, dają do myślenia. Krótko mówić coś w nich jest. Tam nie trzeba doszukiwać się sensu na siłę.

                  Z mojej strony EOT. Nie zamierzam pokracznej pomyłce nabijać licznika.

                • Ja również. Głębie próbowali mi zasugerować tutejsi dyskutanci, ale to jak w bajce Andersena- Król jest (nomen omen) nagi.

            • nic dodac nic ując - gratuluję trafnej, zwięzej opinii. Pozdrawiam

      • co do niewyraźnej mowy, nie jest to wada tylko polskich filmów, również w hollywoodzkich, świetnie wyprodukowanych filmach aktorzy bełkoczą

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o