Lektury szkolne a filmy.

ostatnia wypowiedź: $topic.lastReply.user.name
None200 None200

Witam

Ostatnio myślałem nad pewną kwestią, a mianowicie dlaczego w szkole na j.polskim uczniowie czytają tylko lektury książkowe, a nie ma w ogóle żadnych filmów w programie nauczania??

przecież od 100 przeszło lat istnieje nowa X muza która stworzyła niesamowitą ilość nośników kultury, z których dość pokaźna ilość zakrawa na miano arcydzieła.Przecież film potrafi przekazać to samo co książka, nierzadko nawet dobitniej ,gdyż operuje obrazem i dźwiękiem a nie samym tekstem,a ponadto filmy są krótsze od książki. Tak każdy narzeka, że dzisiejsza młodzież nie czyta w ogóle lub bardzo mało(które zdanie podzielam), a przecież filmy każdy nastolatek ogląda.Nie można wykorzystać tej prostej zależności, by poprzez filmy(co do których młodzież jest o wiele mniej zrażona niż do książki) przekazywać istotne z punktu widzenia ministra edukacji wartości,poruszać ważne problemy społeczne?

Nie neguje tym samym wartości książek.One także muszą być wyszczególnione w programie nauczania.aż do XX wieku nie znano filmu, lecz potem powstał nowy rodzaj ekspresji twórczej, o szalenie ważnym znaczeniu dla dzisiejszego świata, czego nie można marginalizować i należy zwrócić na to uwage w procesie nauczania.

Swoistym paradoksem jest że na maturze ustnej można przygotować prezentacje na podstawie tylko i wyłącznie filmów i dostać taką samą ocenę jak osoba posługująca się w swojej odpowiedzi tylko książkami.

  • $user użytkownik usunięty

    Nie wiem, ja tam jakieś filmy oglądałem w liceum (nauczyciel nam nawet Frankensteina puścił).

  • mrs_robinson mrs_robinson

    Nie za bardzo zgadzam się z twoją opinią None200. Film powinien być obejrzany jako komentarz do lektury, ale w żadnym razie nie może jej zastępować. Fakt, że uczniowie nie lubią czytać książek , że są do nich "zrażeni" (choć pojęcia nie mam, czemu) nie jest żadnym argumentem. Rozwiązanie, które proponujesz to zwyczajne pójście na łatwiznę. Uczniowie przychodzą na lekcję, włącza się im "Lalkę", więc oni z jednym okiem na ekranie, a drugim na pisanym właśnie sms-ie przeżyją jakoś te 45 minut i... no właśnie. I co? I jedynym efektem jest zmarnowana lekcja. A może chciałbyś, żeby taki seans zadawano jako pracę domową? Pewnie część by ją "odrobiła", ale znaleźliby się i tacy, którzy zignorują polecenie tak czy owak. Więc rezultat jest identyczny, tylko że w tym wypadku prowadzi nieuchronnie do całkowitego pozbycia się książek z programu nauczania. Lektur i tak nie jest wiele. Wkrótce zostałaby tylko "Bogurodzica". Bo nikt jej jeszcze nie zekranizował.
    Osobiście uważam, że najlepszym wyjściem jest po prostu całkowita zmiana kanonu lektur. Jak długo jeszcze będziemy wałkować Sienkiewicza, Żeromskiego i Prusa, którzy do nikogo już prawie nie przemawiają?? A gdzie na przykład "Władca much"? Uważam, że ta książka akurat powinna być obowiązkowa we wszystkich szkołach. Więcej wniesie do sposobu myślenia niż "Faraon".

    • Dr_Grape Dr_Grape

      Autor nie miał na myśli adaptacji filmowych. Tak myślę.

      • mrs_robinson mrs_robinson

        Cóż. Możliwe :) Jeżeli tak to przepraszam i zgadzam się.

        • MarchGirl MarchGirl

          To całkiem ciekawy pomysł i myślę że spodobał by się uczniom (mnie się podoba) czytać zarówno książki jako lektury ale także co jakiś czas oglądnąć jakiś wartościowy film. Tylko teraz pytanie jak to zrobić? Filmy zazwyczaj trwają więcej niż 45 minut a nie we wszystkich salach w szkole jest telewizor z dvd lub video. Miało by się to odbywać na lekcjach polskiego czy może na zajęciach medialnych (które są tylko w szkole podstawowej). Było by to trudne do przeprowadzenia przedsięwzięcie. Można było by zadać jakiś film do domu ale nie zawsze można jakiś film zdobyć. Jest to naprawdę ciekawy pomysł ale myśle że troche nie do zrealizowania (zwłaszcza w polskich warunkach). Lepiej żeby się wzięli za zmianę kanonu lektur.

          • None200 None200

            do mrs_robinson :

            Faktycznie nie zrozumiałaś o co mi chodzi.Grapefruit M. ma racje.chodzi o filmy nie będące adaptacją lektury(zresztą te ostatnie nie są arcydziełami filmowymi)

            "Fakt, że uczniowie nie lubią czytać książek , że są do nich "zrażeni" (choć pojęcia nie mam, czemu) nie jest żadnym argumentem. Rozwiązanie, które proponujesz to zwyczajne pójście na łatwiznę"
            jest i drugie dno, a mianowicie kategoria mniejszego zła.Spójrzmy na to praktycznie, utylitarnie:czy lepiej żeby uczniowie mieli w kanonie lekture której nie przeczytają(i o żadne wartości się nie wzbogacą) czy film(y) które obejrzą i przyswoją te wartości?jakkolwiek odpowiedź wydaje się prosta, problem nieczytania książek przez uczniów bardzo mnie boli, jak i ciebie.

            "Uczniowie przychodzą na lekcję, włącza się im "Lalkę""
            nie chcę brać "lalki" za przykład bo jest to jedna z moich ulubionych książek.weźmy taki "potop".zależnie od wydania ma on 1200-1500 stron.żeby to przeczytać należy poświęcić ok.(30 stron w 1h) 45 godzin(!). to masa czasu , szczególnie we współczesnym świecie. w tym samym czasie można obejrzeć aż 22 filmy(ok 2h na film).
            więc powiedz mi jedno: co zaaplikuje większą dozę człowieczeństwa(bo od czego jest edukacja,szczególnie język polski) "potop" czy 22 arcydzieła światowego czy polskiego kina??

            właśnie ciekawym pomysłem byłoby wprowadzenie osobnych obowiązkowych zajęć(w ramach języka polskiego) polegających na oglądaniu filmów(liczba filmów w miesiącu do uzgodnienia) w szkole.w specjalnych salach(w każdej szkole jest jakiś projektor, odtwarzacz dvd czy coś innego do projekcji).z prelekcją i dyskusją po zakończeniu.

            • None200 None200

              "Lepiej żeby się wzięli za zmianę kanonu lektur. "
              to osobna sprawa, którą popieram.te dwie kwestie powinny być przeprowadzone równolegle, tyle, że nie wiedzieć czemu, moja koncepcja odnośnie filmu nie jest w ogóle w publicznej debacie poruszana( nie wierze żeby osoby związane z ministerstwem edukacji, czy inni uczestnicy debaty publicznej nad polską edukacją nie myślały nigdy nad poruszonym przeze mnie zagadnieniem)

              ""Bogurodzica". Bo nikt jej jeszcze nie zekranizował. "
              oj żebyś się nie zdziwiła.Uwe Boll czyha! :P

              • None200 None200

                Ktoś jeszcze ma zdanie na ten temat?

                • hauser hauser

                  Może ja? Filmy (jak najbardziej jestem za uwzględnieniem ich w programie, tylko diabeł tkwi w realizacji postulatu) powinny być analizowane pod względem nie tylko warstwy fabularnej, ale też formalnej. Tylko to wymagałoby od nauczyciela dodatkowej wiedzy, więc... poza entuzjastami rozwiazanie nie do przepchnięcia. Poza tym program jest tak napchany, ze jakiekolwiek "dodatki" są kłopotem.

  • rzulian rzulian

    brak czasu, brak sprzętu, brak materiałów.

    • przemo663 przemo663

      To może ja też pozwolę sobie zabrać głos.Może nie będę oryginalny, ale zgodzę się z opinią, że pomysł nie jest praktycznie możliwy do zrealizowania.Przynajmniej nie na skalę powszechną.Ja już kilka lat temu skończyłem szkołę średnią i patrząc z dzisiejszej perspektywy myślę,że fajnie byłoby na lekcji języka polskiego móc obejrzeć np. "Czas Apokalipsy" (choć wiem, że w niektórych szkołach ogląda się ten film w ramach omawiania "Jądra ciemności").Jednak chciałem zwrócić uwagę na trochę inny aspekt tej sytuacji.Pewien kanon lektor staramy się wypracować w naszych szkołach już od kilkudziesięciu lat (czy tam kilkunastu jeśli nie wliczać w to czasów komunizmu ).Do dziś trwają tarcia o jego kształt.Nie jest to proces łatwy, biorąc pod uwagę zarówno brak odpowiedniej ilości czasu na czy też co całkiem istotne zawirowanie polityczne (chociażby nie tak dawna awantura "Gombrowiczowska" ).Gdybyśmy starali się ustalić jakąś listę filmów obowiązkowych należałoby na początku przyjąć jakieś wspólne kryterium przy ich doborze.Co chcemy przekazać dzieciakom, a co już prawie dorosłym ludziom w szkole średniej?Czy pokazać im jakiś wyrywek z najistotniejszych dzieł kinematografii niekoniecznie ze sobą powiązanych (np. Pancernik Potiomkin, Obywatel Kane, Łowca Jeleni, Ojciec Chrzestny, Człowiek z Żelaza itp.), czy jednak poszukać jakiegoś wspólnego klucza?A jeśli jak to jakiego? Historycznego?Może dzieła kina moralnego niepokoju?Mam wątpliwości czy udałoby się uwzględnić jakieś wspólne zdanie w tym temacie.I jeszcze taka mała uwaga a propos kwestii politycznej.Czy nie uważacie, że wprowadzenie obowiązkowych pozycji filmowych w szkołach byłoby sporą pokusą dla partii politycznych na taką maluteńką indoktrynację.Może to brzmi troszkę przesadnie, ale czy na przykład partia lewicowa będąca u władzy nie pokusi się o wprowadzenie do kanonu pozycji, które będą miały wydźwięk lewicowy i vice versa czy na przykład partia prawicowa nie zechce puszczać młodym ludziom filmów typu "Świadectwo" czy "Karol człowiek..."?Trzeba wziąć pod uwagę to, że film dla młodego człowieka jest dużo bardziej atrakcyjnym medium niż książka, i jeśli miałby być oglądany na jakiejś lekcji ma się dużo większą pewność, że dotrze do finalnego odbiorcy.

      Trochę się rozpisałem, pozdrawiam.

      • None200 None200

        "Tylko to wymagałoby od nauczyciela dodatkowej wiedzy"

        nauczyciele WOKu się na tym znają(lub powinni)

        • $user użytkownik usunięty

          Co to jest WOK??

          • None200 None200

            u dawno Cię nie było na forum głównym.
            Wiedza o Kulturze.

            • $user użytkownik usunięty

              Na wakacjach byłem, mogę Ci udostępnić galerię.

  • None200 None200

    A więc jednak jest wdrażany taki program.choć w innej formie niż myślałem.
    w ogóle to usłyszałem o tym przypadkiem w radiu pare dni temu.Szkoda że tylko w dużych miastach

    http://www.edukacja.nowehoryzonty.pl/edukacja/index.do

    • sensrebrny sensrebrny

      Właśnie, program jest. Mam kilka uwag zasadniczych co do samej idei edukacji filoznawczej:
      1. jest szalenie banalna, ale nie do pominięcia: czas, a raczej jego brak. Projekcja średniej długości filmu zajmie 1,5 h, czyli dwie godziny lekcyjne. A gdzie czas na dyskusję po? Wprowadzenie do filmu?
      2. Dobór filmów - jak określić te kanoniczne, by nie łamać np. ograniczeń wiekowych? Ja puszczałabym "Pulp fiction" jako sztandarowy przykład konwencjonalności (genialny, żeby nie było) identyczny z zabiegiem literackim znanym z np. "Pieśni o Rolandzie" (trup ściele się gęsto i nie robi żadnego wrażenia) - a co na to powiedzieliby rodzice 16 latków? Że są demoralizowane ich pociechy. I to w szkole.
      3. Poziom: truizm, ale inaczej "Panny z Wilka" obejrzą wyintelektualizowani humaniści z dobrego LO, a inaczej uczniowie technikum samochodowego. Nie generalizuję, ale zazwyczaj poziom wrażliwości estetycznej wśród uczniów takiego i takiego typu szkół się różni.
      P.S. nie jestem nauczycielką.

  • Birke_La_Folle Birke_La_Folle

    Pomysł dobry, niestety nierealny. Głównie ze względu na napięty do granic możliwości program nauczania (jeśli wierzyć profesorskiemu marudzeniu) i konieczność stłoczenia materiału z czterech klas liceum w trzech klasach. Najfajniejsze byłyby DKFy przy szkołach, ale tu problemem będzie brak chęci ich nadzorowania przez grono pedagogiczne.

  • 90210_xD 90210_xD

    Zaczęłam czytać tylko początek. Ale u nas na j.polskim to jest tak, że gdy przerabiamy daną lekturę, to może, może pójdziemy obejrzeć film do świetlicy. Ale tak tylko jak będzie jakaś godzina wolna, będzie tak luźno.
    Ale to już całkiem inna bajka, jak nie przerabiamy danej lektury, tylko akurat nie mamy co robić, idziemy do świetlicy i ktoś włącza jakiś film, żeby było cicho, o, akurat lektura, to sobie obejrzycie, bo będziemy kiedyś tam przerabiać. Hahaha, i jeszcze myślą że to nas naprawdę wtedy interesuje ;D Ja pamiętam tylko jak oglądaliśmy (ale to tak porządnie) Syzyfowe prace.. Ale to i tak nie do końca. Chyba..
    No i właśnie puszczali nam 'Stary człowiek nie może' i 'Antygone' czy cuś tam ale to wtedy jak nie mielim co robić xd

  • Martinn Martinn

    1. ja tam w liceum miałem masę filmów,

    2. nawet najlepszy film nie "potrafi przekazać tyle samo co książka";

    • Tajler Tajler

      Ad. 1
      Ja przez 3 lata obejrzałem w szkole bodaj jeden film (i to niecały z racji ograniczeń czasowych - 45 min). Na języku angielskim puszczono nam "Finding Nemo" w oryginale.

      Ad. 2
      dość głupawe wartościowanie

      • Martinn Martinn

        Po "ad" nie stawia się kropki. To nie jest skrót.

        Ad 2.
        „Głupawi” to są wielbiciele cywilizacji obrazkowej. Którzy potrafią się zdobyć tylko na postępowe (głupawe) teksty, aby broń boziu niczego nie wartościować i nie porównywać.
        I tak dzisiejszy piątkowo - szóstkowy maturzysta ma mniej wiedzy i umiejętności, niż przeciętniak ze starej matury (parę miesięcy temu właśnie to sprawdzono i szeroko opisywano w prasie), ta była krytykowana za obniżenie wymagań w stosunku do dawnej, staro PRL-skiej, tamta matura zaś mogła tylko buty czyścić przedwojennej. W rezultacie dzisiejszy przeciętny magister jest gorzej wykształcony, niż przedwojenny maturzysta.
        Więc jeszcze więcej filmów w szkołach, mniej książek!

        • Tajler Tajler

          I wcale nie jestem zdziwiony. Spodziewałem się, że wyjedziesz mi z czymś takim. Nie wiem po co odpowiadam, bo powyższe równie dobrze mogłoby wisieć na samym dole. To nie jest odpowiedź na mój post.

          Zgadzam się z tendencją, o której mówisz, ale co to ma do filmów?
          To jest (temat) gdybanie, mające na celu rozważyć czy istnieje możliwość wprowadzenia kina (czy też teatru itd) do szkół BEZ strat jakościowych w dotychczasowym programie.

          Ale my tu o książkach, a przecież żadna książka nie zastąpi półtoragodzinnej kontemplacji nad dziełem Dalego.

          Skoro w szkole się nie da, niech oglądają w domu, z nakazu. Z reguły mimo napiętego planu, poloniści mają sporo czasu na dygresje i lekcje pozaprogramowe. Wystarczy pare takich filmów (klasyków) w ciągu roku, a może ktoś złapie bakcyla i będzie ciągnął na własną rękę. Ja od "W pustyni i w puszczy" wiedziałem, że Sienkiewicz nie jest dla mnie, a mimo to zobligowany byłem przeczytać bodaj 4 jego inne dzieła. Nie zapominajmy też, że lektura książki to wydatek 10-30 godzin, filmu odpowiednio 1-2.

          • Birke_La_Folle Birke_La_Folle

            "Nie zapominajmy też, że lektura książki to wydatek 10-30 godzin, filmu odpowiednio 1-2."

            Niechże mnie piorun trzaśnie jeśli tym zdaniem nie postulujesz zamiany książek na ich celuloidowe ekwiwalenty. Powiem Ci tak: lekcje polskiego z założenia obejmują wiedzę o języku (traktowaną po macoszemu) oraz kanon literatury polskiej i powszechnej. Zresztą podobnie jak olimpiada z tego przedmiotu. Zauważ, że nauka w liceum jest obecnie nie tyle twórczym poszukiwaniem ile ekspresowym kursem przedmaturalnym. Wszystko obraca się wokół matury a wiedza filmoznawcza na egzaminie maturalnym nie jest wymagana. Sama w liceum widziałam jedynie dokument o eksperymentach na małpich mózgach. Natomiast polonista traktował filmy jak okazję do marudzenia. "O tempora o mores, nie widzieliście <<Czasu Apokalipsy>>?" "Jakże to? Nie znacie Tarkowskiego?"

            • Tajler Tajler

              Wystrzegaj się burz w takim razie. Nie postuluje takiej zmiany, nie uważam bynajmniej, że ekranizacja może zastąpić lekturę dobrej książki. Chodzi mi o to, że młodzieniec (tudzież ona) w wieku licealnym, zwłaszcza w liceum OGÓLNOkształcącym winien mieć jakieś tam horyzonty, a nie plotkować przez 3 lata o maturze, i choć to pewnie brzmi jak marzenia idealisty, to sądzę, że jeżeli jest czas wybrać się w liceum (na zajęciach) do teatru, do galerii, muzeum czy kina (najczęściej na gniotki) to można by znaleźć chwilę na dyskusję o baaaardzo wybiórczym kanonie kina.

              A czy to będzie na wiedzy o kulturze, czy na języku polskim to już kwestia dyskusji.

              Co do lekcji polskiego, to zaufaj mi nie wszędzie tak wyglądają. Mniemam, żeś z humanistycznego kierunku, bo u mnie o maturze zaczęli przebąkiwać w 3. klasie. A blisko 50% każdej lekcji polskiego zajmowało "odpytywanie przy tablicy".

              Ja to widzę mniej więcej tak:
              Polonista (tudzież inny wiedzący o kulturze) mówi z katedy: "Zamiast nowych Transformersów obejrzyjcie sobie >>Mechaniczną pomarańczę<<, tematycznie ładnie to nam gra, bo coś tam teraz pitolimy o s-f na polskim. W następnym tygodniu 30 min poświęcimy na dyskusję o tym filmie." I tak, dajmy na to, co dwa tygodnie.
              Nierealne? Kwestia leży tylko w kompetencjach belfra.

              • Birke_La_Folle Birke_La_Folle

                Przyznam Ci rację. Skoro seanse filmów miałyby być czymś w rodzaju Hausaufgaben, istniałyby pewne szanse realizacji tego projektu. W końcu filmy to też teksty kultury. W kwestii "jakichś tam horyzontów" jestem radosna jak Bruno na Campo di Fiori. Pamiętam jak się cieszyłam kończąc gimnazjum. Koniec życia z przygłupami, teraz podyskutujemy o teatrze, kinie, literaturze. No i się przeliczyłam. Najlepsze kuźwa liceum w mieścinie.

          • Martinn Martinn

            Bo też nie miałem najmniejszego zamiaru nikogo zadziwiać.

            Na głupawą ripostę dot. oczywistego stwierdzenia, że film nie zastąpi i stoi znacznie poniżej słowa pisanego, nie sposób nic innego odpowiedzieć. Szczególnie w dobie wypierania tegoż ostatniego przez emotki i ruchome, bądź nie, obrazki.

            Nie masz racji, że tematu to nie dotyczy – wszystko, co sprawia, że dzieciarnia czyta mniej (a zatykanie w liceach dziur w programie filmami sprawi), to kolejny gwóźdź do trumny i tak fatalnego systemu publicznej, masowej oświaty.

            I nie masz racji nawet z Dalim, którego skądinąd jak każdego surrealistę uwielbiam. Nawet Dali nie zastąpi półtoragodzinnej kontemplacji nad w miarę dobrą książką. Książka uczy wszystkiego, od umiejętności logicznego myślenia, poprzez fakty, aż do zasad poprawnego pisania i wysławiania się. Zaś czytanie to najlepsza znana ludzkości droga do tworzenia się warstwy inteligencji (Polsce akurat cholernie potrzebnej). Czytać, czytać, czytać! – to jedyna droga, żeby nie obudzić się w „Idiokracji”. Gdzie filmów dostatek.

            Jeśli filmy, to ewentualnie na zajęcia dodatkowe, nieobowiązkowe. Broń Boże zamiast czasu przewidzianego na czytanie. Ale do tego musiałby się radykalnie zmienić system matur i rekrutacji na studia – tak żeby posiadanie dodatkowych informacji i umiejętności uczniowi się zwyczajnie opłacało. Inaczej nic z tego nie będzie.

            • Tajler Tajler

              Nie skumałeś do końca, ale to nic.

              "Broń Boże zamiast czasu przewidzianego na czytanie." - nigdzie tego nie napisałem, a gdybyś przeczytał moje powyższe wypowiedzi, to zauważyłbyś, że tak nie myślę.

              Tzw. 'czas przewidziany na czytanie' to wolny czas ucznia, w szkole się nie czyta książek, a proponowane przeze mnie 2 filmy w miesiącu nie powinny licealistom tego uniemożliwić. Zajęcia dodatkowe mają taką specyfikę, że nie stoją zazwyczaj na najwyższym poziomie, a w dodatku żaden szanujący się uczeń nie zostaje w szkole ani chwili dłużej niż musi ;).
              Pozostaje też kwestia rozbudzania zainteresowań. Wierz lub nie, ale ja do 18 roku życia nie wiedziałem, że kocham kino. Tym samym, zostaję przy swoim, kino w programie, choćby w minimalnym zakresie, a kółka zainteresowań swoją drogą. Zapewniam, że w takim układzie znajdzie się więcej 'zainteresowanych'.


              "tak żeby posiadanie dodatkowych informacji i umiejętności uczniowi się zwyczajnie opłacało." - to jest chyba clue OFFTOPU na temat kondycji polskiej oświaty, który rozpocząłeś. Niestety jakieś nieznane lobby usilnie stara się aby termin 'erudycja' w jak najbliższym czasie stał się archaizmem. Ja się tu w całej rozciągłości z Tobą zgadzam, choć z racji wieku mam uboższe o tym wyobrażenie.
              pa

              • Martinn Martinn

                Może ty jednak nie skumałeś do końca. Kwestie techniczne mało mnie interesują i poruszone zostały tylko przy okazji (jednak na marginesie - jeśli dzieciarnia będzie więcej na zajęciach czy w domu oglądać, to mniej będzie czytać lektur i innych książek, czas i możliwości zadawania nie są z gumy).

                Nie podoba mi się kiedy ktoś wyjeżdza ni z tego, ni z owego z "głupawością". Szczególnie wobec twierdzenia, ktore po tym całym offtopie pozostaje wciąż nie podważone i moim skromnym zdaniem jest prawdziwe.

                • Tajler Tajler

                  "Szczególnie wobec twierdzenia, ktore po tym całym offtopie pozostaje wciąż nie podważone i moim skromnym zdaniem jest prawdziwe."

                  Widzisz, twoim skromny zdaniem prawdziwe, a moim, jeszcze skromniejszym, głupawe. Wartościowanie 'sztuk' (czyli czegoś z definicji niemierzalnego) na zasadzie arbitralności zawsze będzie dla mnie głupotą. Można przedstawiać SUBIEKTYWNE odczucie, swoje preferencje. Można się spierać, wskazywać pewne namacalne przewagi, ale 'obiektywne' ustawienie muz w układ nierówności jest raz niemożliwe, a dwa zupełnie zbędne i puste. Każda z dziedzin doczekała się dzieł wybitnych i miałkich, a stwierdzenia typu: "Ojciec Chrzestny jest gorszy od Guerniki, ale Guernica do pięt nie dorasta Idiocie" przypominają mi (bez urazy) przechwałki przedszkolaków na temat: "Czyj ojciec jest najzajebistszy."

                  na marginesie:
                  "jeśli dzieciarnia będzie więcej na zajęciach czy w domu oglądać, to mniej będzie czytać lektur i innych książek, czas i możliwości zadawania nie są z gumy"

                  Już widzę (oczyma wyobraźni) przyszłe pokolenia kinofilów, które rezygnują z książek z powodu braku czasu ;p
                  Zważ, że dzisiejszy przeciętny Jasiek z liceum nie interesuje się ani literaturą, ani kinem. A że jedno drugie pociąga i na odwrót od niepamiętnych czasów, że te dziedziny korelują nieustannie, też zdajesz się nie zauważać.
                  bez odbioru

                  • Martinn Martinn

                    Oj, Tajler, Tajler. Tyle gadania, żeby pokazać że od początku w ogóle nic nie kumasz.

                    Nikt tu nie wartościuje sztuk jako takich (choć akurat uważam, że i o to można by się pokusić, tyle że w nieco poważniejszy sposób... i obawiam się, że wygrałaby także literatura, co dla ciebie zapewne byłoby „głupawe”, podobnie jak analizy stanu edukacji – gdzie wszędzie i od dawna jako przyczynę zapaści wskazuje się: młodsze pokolenia za mało czytają, za dużo patrzą w ekrany).

                    >>> nawet najlepszy film nie "potrafi przekazać tyle samo co książka"
                    >>> w odpowiedzi na: „film potrafi przekazać tyle samo co książka, nierzadko nawet dobitniej”
                    – owa krótka fraza, jak widać na załączonym obrazku, wartościuje wartość edukacyjną "sztuk" /bardziej mediów, sposobów przekazu/ dla młodzieży licealnej.

                    • Tajler Tajler

                      No i widzisz. To byłoby nawet sprytne (chociaż z nas dwóch tylko ja mam oczywiste podstawy, żeby twierdzić, że nie zrozumiałeś części mojej wypowiedzi).

                      Byłoby, gdybyś zawarł to w pierwszej odpowiedzi, ale tam widnieje zamiast tego:
                      "„Głupawi” to są wielbiciele cywilizacji obrazkowej. Którzy potrafią się zdobyć tylko na postępowe (głupawe) teksty, aby broń boziu niczego nie wartościować i nie porównywać."


                      Więc taki tekst z twojej strony w tym momencie jest tylko wynikiem wycofywania się... ale też nie do końca. No bo jakże mógłbyś całkiem złożyć broń?;) Twierdzisz, że można by pokusić się o wartościowanie, i chociaż Ty nie uważasz się za osobę do tego kompetentną (?) to i tak wiesz, że wygrałaby literatura. ;D

                      Nie będę się odnosił do lamentów nad poziomem edukacji, bo już to zrobiłem. Na temat samego wartościowania sztuk też napisałem, co sądzę.

                      Ciekawi mnie tylko w dalszym ciągu to stwierdzenie: "nawet najlepszy film nie "potrafi przekazać tyle samo co książka" ", które jak zapewniasz zupełnie abstrahuje od konfrontowania sztuk.
                      Zatem chodzi o 'walor edukacyjny'. Trudno zaprzeczyć, że przeciętnie książka "potrafi przekazać" więcej niż film, skoro zawiera znacznie więcej treści (definiowanej na potrzeby tego porównania jako słowo) ;). Tylko posługiwanie się taką "skalą" jest w dalszym ciągu dla mnie niezrozumiałe, chyba że uważasz to za nadrzędną funkcję wszechsztuk. Tłoczenie treści kojarzy mi się z żołądkiem. Oczywiście można kłaść na jednej szali jednostronicowe opowiadanie Mrożka, a na drugiej "Alchemika" pana Coelho. Tylko po co?

                      Zapewniam, że nie oczekuje tym razem odpowiedzi; skończyłem.

  • frrozen_ frrozen_

    Ja miałam dwie godziny polskiego więcej w tygodniu (taki profil) i często przeznaczaliśmy ten czas właśnie na seanse.
    W dodatku polonistkę miałam świetną, więc kiedy omawialiśmy np. dramat antyczny to nie oglądaliśmy żadnej "Antygony", a "Jej wysokość Afrodytę" Allena i potem doszukiwaliśmy się w filmie cech tego dramatu właśnie. Przy omawianiu "Jądra ciemności" obejrzeliśmy "Czas Apokalipsy".
    Potem zawsze godzina lekcyjna była poświęcona omawianiu filmu w kontekście książki.
    Świetna rzecz, ale bez tych dwóch godzin ekstra byłaby niemożliwa do zrealizowania.


  • $user użytkownik usunięty

    Równiez zabiore głos w tej sprawie. Jeśli chodzi o szkoły podstawowa czy gimnazjum uwazam ze przerabianie filmów jest niepotrzebne w tym okresie nalezy skupic sie na podstawowych przedmiotach szkolnych. Wiem ze w tej chwili jest ogromny problem np z naborem na politechniki poniewaz uczniowie szkoł srednich nie znają matematyki i fizyki co z kolei spowodowane jest tym ze obecnie w naszych szkołach przedmioty te sa źle nauczane i traktowane po macoszemu. Jezeli chodzi LO to film jest swietnym pomysłem jednakze w ramach uzupełnień. Pozatym prawdę mówiać uwazam ze wiecej czasu mozna poswiecic teatrowi, filozofii oraz logice (w zależnosci od profilu szkoły średniej). Mozecie mi wierzyc lub nei ale wielu nauczycieli akademickich klnie na czym swiat stoi bo trudno tłumaczy sie pewne rzeczy ludziom nei znajacym podstaw ligiki tudziez filozofii. Jednakze zdaje sobie sprawe z tego ze i film i teatr i pozostałe przedmioty które wymienilem nigdy nie wejda na stałe do programu szkoł. Wysokie koszty pomocy dydaktycznych brak wykwalifikowanej kadry no i opór spoleczeństwa które jest ogolnei rzecz biorac glupie i takie chce pozostac. Juz słysze te głosy "a po co to moim dzieciom ja nei wiem i jestem szczesliwy" itd. Wracajac do filmów wyjasnie szybko dlaczego jako uzupelnienie. Zwyczajnie wydaje mi sie ze ich przerabianie i ogladanie w niektórych szkołach nic nie wniesie i stanei się zwykła farsa szkoda czasu i nauczyciela i półgówków ktorych uczy. Naszla mnie ejszcze jedna mysl kto zwrocił uwage na to ze mówi sie o tym ze szkola ma uczyc praktycznych umiejetnosci "jak korzystać z wiedzy" ale nikt nie mówi o tym ze zeby korzystać z jakiejkolwiek wiedzy nalezy ja najpierw posiadać:/

  • $user użytkownik usunięty

    Nie dosyć że książki już uczniom obrzydają, to jeszcze jakieś dobre filmy miałyby być okryte złą sławą "tych szkolnych"? Dobry pomysł ale nie do urzeczywistnienia (a jeszcze w naszych szkołach)

    • Panoptikon Panoptikon

      Zamiast zmuszać uczniów do oglądania filmów, dobrym pomysłem jest popularyzacja klubów filmowych w szkołach. Na studiach działał w mojej uczelni taki właśnie klub i nie opuściłem prawie żadnego seansu - filmy puszczano w oryginalnych wersjach językowych (angielskie i niemieckie), więc ich wartość poznawcza była jeszcze większa. Człowiek ma taką naturę (zwłaszcza młody człowiek), że nie znosi, gdy ktoś go do czegoś zmusza - dlaczego więc nie dać mu wyboru (ewentualnie można by określić listę ciekawych, ważnych filmów i uczeń mógłby z niej wybrać jeden, po czym napisać na zaliczenie np. recenzję).

      • ama ama

        Cytuję "Postawę programową kształcenia ogólnego"
        II etap edukacyjny (klasy 4-6)

        "7. Teksty użytkowe, publicystyczne, popularnonaukowe, przedstawienia teatralne, FILMY, słuchowiska radiowe, programy telewizyjne."

        Gimnazjum
        "11. Inne składniki kultury (np. przedstawienia teatralne, FILMY, słuchowiska radiowe, programy telewizyjne, przekazy ikoniczne, poezja śpiewana)."

        Liceum
        "teksty kultury (ADAPTACJE FILMOWE POWIEŚCI I INNE FILMY, spektakle teatralne, utwory muzyczne, obrazy, słuchowiska,programy telewizyjne, teksty prasowe)."
        Interesujące autora tematu słowo "film" wyodrębniłam specjalnie. Jak więc widzisz, filmy są w podstawie programowej i w programach nauczania. To od nauczyciela i uczniów zależy , jakie filmy (i czy w ogóle ) ogladają na zajeciach w szkole.

        • Sanjuro Sanjuro

          Żartujesz chyba - "od uczniów zależy" - chyba nie znasz nauczycieli, bo ja tak. Od wielu lat istnieje takie coś, jak "edukacja filmowa", która ma być realizowana na lekcjach polskiego. Chodzi o to, aby "przybliżyć" uczniom kwestie związane ze sztuką filmową. Żeby wiedzieli, kto to był np. Fellini, żeby znali gatunki filmowe, tudzież analizowali oglądane dzieła filmowe. To wcale nie muszą być adaptacje (lektur np.). A poloniści to olewają - totalnie. Bo muszą np. zrealizować program... Ale tak naprawdę to ich guzik obchodzi, że uczniowie zatrzymają się na melodramacidłach (dziewczyny) i na hororach albo nawalankach (chłopaki). Myślę, że wśród nich (nauczycieli) zdarzają się kinomani (chociaż nie spotkałam...). Uczniowie muszą zadbać więc sami - ci którzy chcą (a wielu chce) - o własną edukację filmową. Do tego służyły DKF-y. Prowadziłam taki jeden i 50% uczestniczących w seansach to były dzieciaki ze średniej szkoły. Trudno dziś uwierzyć, że oglądali każdego Greeneaweya np.
          Nauczycieli nikt nie rozlicza z edukacji filmowej, więc... Po co się wysilać?... Za słabo płacą, więc odwalił swoje i cześć.

  • TURSKI TURSKI

    Już od dawien dawna odkryto, że nie zastąpisz dzisiejszego glodu jutrzejszą kielbasą. Film operuje zupelnie innym nośnikiem, literatura innym i chociaż to truizm, dlaczego wciąz zapominamy, że literatura miala swój niekwestionowany wklad w rozwój filmu.Nie znaczy to jednak, że film jak o dzielo sztuki powinno się analizować tylko od strony literackiej, raczej należy się tego wystrzegać.

    No i kolejna sprawa, nie wyobrażam sobie oglądania (czyt. analizowania ) nie których filmowych dziel, bez znajomości literatury, jak wyobrażasz sobie taki przeskok przez taką lukę? Jeśli wprowadzimy do programu nauczania historię sztuki, a w niej zawarta będzie historia filmu poparta kilkoma seansami to może i będzie mialo to sens. Nie widzę jednak tego w praktyce, po prostu program jest zbyt obszerny, a sam przekrój filmu tylko poprzez typologii epok jest ogromny, zatem zostawmy to studentom, DKFom i innym Filmwebowym sukinsynom.

    • Birke_La_Folle Birke_La_Folle

      Gdyby w tygodniu nie było tyle godzin gównianego wf-u, które to cholerstwo spędza mi sen z powiek nawet na studiach, byłby czas i na filmy i na przedmaturalne fakultety.

      • Panoptikon Panoptikon

        Ja na studiach jechałem na zwolnieniach z wf-u (zresztą tylko na pierwszym roku jest w-f).

        • TURSKI TURSKI

          No ale czy jest sens prowadzenia zajęć o filmie w stylu best of? To nie o to chyba chodzi, zresztą ja tam na wf nie narzekalem,po prostu nań nie chodzilem:)

          • Birke_La_Folle Birke_La_Folle

            Że mam kiepełe, to od podstawówki konsekwentnie jadę na zwolnieniach. Na wf na studiach narzekałam, bo kręcili nosem na moje zwolnienia i próbowali wcisnąć gimnastykę korekcyjną albo aerobic. Jednak autorytet studenta MISH-u pomaga pokonać każde trudności.

        • $user użytkownik usunięty

          No ja raczej nie miałbym takiej możliwości :)

      • Tajler Tajler

        W zdrowym ciele zdrowy duch.

        A tak serio, to w przypadku męskiej części jeszcze bardziej od gówniarzy bez zainteresowań nastawionych na 'zdać, zdać, zdać' nie znoszę łajz, które piłki nie potrafią odbić.

        • $user użytkownik usunięty

          Ale agresja :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: