Najbardziej żenujące zachowania widzów?

Chrupanie popcornu? Siorbanie coli? Głośne rozmowy? Standard. Ostatnio na seansie Ostatniej rodziny jakieś tłumoki z tylnego rzędu piły wódkę i brzękały kieliszkami albo flaszką w Atlanticu. Jakie najbardziej żenujące zachowania widzów podczas seansu filmowego udało Wam się zaobserwować?

8
      • Miałem kiedyś sytuację z kumplem, że butle mieliśmy w kurtkach, ale na delicje, czipsy i inne duperele nie starczyło kieszeni w kurtkach, a plecaków nie mieliśmy. Bileter powiedział, że nie może nas wpuścić, bo "widzi" co wnosimy, a tego zabrania mu regulamin! Więc my dwa-trzy kroki w tył, zdjąłem kurtkę ostrożnie by szkło nie wypadło ;p i zawinęliśmy cały towar w nią, a potem pod pachę i grała gitara, śmiał się tylko pod nosem i już słowem nie odezwał!

        • U mnie to raczej nie zwracają uwagi na to co wnosisz a zdarzają się sytuację, że na ostatnie seanse o 22:20 czy 22:30 to w ogóle nawet biletów nie sprawdzają, ostatnio tak miałem na Kobietach mafii i na Pitbullu, gdybym wiedział to bym sobie za darmoszkę wszedł, normalnie zero obsługi kina tylko pracownicy stoisk z jedzeniem i na stoisku Lecha z browarami.

          • :)
            To fajnie, gdzie tak bywa?

            Inny raz piliśmy, już nie pamiętam na jakim filmie, ale mało osób było i się ociągaliśmy na sali, to był przedostatni seans chyba ok. 21 i bileter tylko patrzył błagalnie żebyśmy wyszli, jak weszliśmy w korytarz wyjściowy, to wpuścił wtedy te kilka osób na ostatni seans i reklamy jakieś leciały, a ja tryknięty z butli zdjąłem korek i wsadziłem między drzwi a futrynę i mówię do kumpla, że chlapniemy do końca w alejce z żarciami i wrócimy jak "się ściemni" na sali, żeby OK było... Nawet patrzyłem w korytarzu ze 2-3 minuty, czy z drzwiami wszystko OK, no i poszliśmy "na chwilę" w galerię...
            Jak wypiliśmy, gadka się rozkręciła i poszliśmy... w miasto, dopiero podczas dalszego tankowania przypomniały mi się te zostawione drzwi... :[
            Do dziś mi trochę szkoda, bo mogła być fajna zajawka do wspominania, ale na Alzheimera nic nie poradzisz ;p

  • Hehe, teraz też mnie drażni jak ktoś mlaska i siorbie mi za plecami (sam nie kupuje żarcia na seans, żeby nikomu nie przeszkadzać), ale parę lat temu, jak człowiek był jeszcze młody i głupi, to i żarcie w nadmiarze się znajdywało i piwo też. Raz nawet gorzała, ale to jednorazowy nastoletni wybryk był :)

  • Za mną rok intensywnego kinomaniactwa, ach to Unlimited :) I wnioski raczej zatrważające. Mam świadomość publiczności przyciąganej przez multipleksy, ale mimo to festiwal schamienia i buractwa niejednokrotnie mnie zaskoczył. Nie ma sensu hasać na seansy przed 20.00. Samo bydło, swołocz, wycieczki z gimbazjum, przerwa między zakupami, między kawką z psiapsiami, bez przerwy na plotki, rodzice na siłę targający dzieci na filmy mocno nie dla dzieci, no ale tatuś chce obejrzeć i cała reszta menażerii. Żarcie, picie, buziaki mniej lub bardziej mokre, szelesty i inne chrupaczowanie mogę znieść. Gorzej z akcjami takimi jak odbieranie telefonu w środku filmu i szeptem słyszalnym na pół sali- no hej kotuś, jestem w kinie, nie mogę rozmawiać, ale o co chodzi? Siadanie na miejscach jak popadnie, bo przecież nikogo jeszcze tu nie ma, a jak przyjdzie to niech się na moje przesiądzie, rozwalanie butów, kurtek, zakupów jak leci to niestety też norma. Wszystko przebiła jednak grupka eleganckich paniuś 45 +, można by rzec urzędniczki, czy coś w ten deseń. Rozsiadły się z zamieszaniem godnym siadania na jeżu, po czym po swojsku wyjęły z torebek po żywcu, a nuty zapachowe dobiegające z feralnego rzędu świadczyły o pójściu w obieg także mocniejszych trunków. Zwiastuny i reklamy okraszone kawalkadą komentarzy, no nic, może się wygadają i na filmie spokojniej będzie, oooooo ja naiwna. Był to Paterson, i panie musiały trafić na niego mocno przypadkowo. Komentarze non stop- Jolka, czy tam inna Grażyna- Coś ty za film wybrała, huehue, paczcie wiersze pisze, no taki zdolny, huehue a autobus prowadzi, heh a ten film to siem kiedyś zacznie, czy nie? Podchmielona banda krokiem węża wytoczyła się z sali po jakimś kwadransie, niewybrednie złorzecząc koleżance odpowiedzialnej za wybór filmu. Owacji dla ewakuacji pań ze strony reszty widowni nie było, a szkoda.
    Pozdrawiam resztę cierpliwych Unlimited z Manu

  • Mnie bardzo denerwowało, jak byłam na ostatniej części Hobbita i przyszła matka z kilkuletnim dzieckiem. Film z napisami,dziecko czytać nie umie i cały czas głośno się drze "Mamo, a co oni mówią? A ty rozumiesz? A kto to jest?"... "Rozkoszny" malec siedział rząd wyżej ode mnie i wrzeszczał mi nad głową.

  • Mnie irytuje, jak przyjdą jakieś szkloniaki i piszą se na srajfonach. A jak się im zwróci uwagę, to popcornem będą rzucać...

  • Nieuzasadnione śmianie się z byle powodu... Ja rozumiem, że każdy ma swoje własne poczucie humoru, i każdy z nas inaczej na komizm reaguje, ale żeby z byle powodu rechotać na całą salę? Czasami w filmach zdarzają się sytuacje pseudo komiczne, które zasługują tylko na przymknięcie oka i kontynuowanie oglądania, a mimo to wielu widzów potrafi z takich "żartów" śmiać się przez pół filmu... Parafrazując klasyka... "Nic lepiej nie charakteryzuje człowieka jak to, co uważa on za śmieszne"

  • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

  • Ostatnio byłam byłam kinie o bardzo wczesnej porze. Film Jutro będziemy szczęśliwi, trąci kinem familijnym. I trafiła mi się familia. Pusta sala, nie licząc mnie i rodzinki. Tatuś Janusz mamuska Grazka i 3 dorosłych dzieci. Taki typ Janusza co towcale nie jeździ passatem. Janusz klasa średnia. Jakiś dobrze zarabijacy bo dzieciaki odpicowne żona w tapirze. Taka wiocha. Ciągle robili sobie zdjęcia "luszczanka" i zmieniali miejsca. Na prośbę o zamknięcie ryjow tylko się śmiali. Ogólnie ciągle się śmiali.

  • Chrupanie popcornu I innych smakołyków mi nie przeszkadza - dla mnie zapach I smak poprocnu, oraz jego włażenie w zęby to kwintesencja wizyty w kinie. Poza tym mam taki nawyk, że jak coś oglądam w kinie czy w domu to muszę coś wpieprzać I to najlepiej cały czas.

    Irytuje mnie za to chrapanie na ciekawych filmach bądź przepełnionych akcją - byłem świadkiem jak jakiś facet chrapał na pościgu samochodowym w Spectre. Szelest opakowania od chipsów niedaleko mnie może też mnie irytować.

    Na koniec zostawiam zabieranie małych dzieci na odrobinę dojrzalsze filmy. Nie mówię, że Prince of Persia to film dla dorosłych, ale dziadek z wnuczkiem, który jeszcze nie umiał pisać I pytał "Co powiedział?" to była przesada. Potem chodził sobie między miejscami z gadżetem dołączonym do zestawu (Sztylet, tematycznie).

  • Dłubanie w nosie.

  • Kiedy byłem w kinie na LEGO batman film obok mnie była rodzina z przynajmniej czwórką trzylatków, którzy ciągle się głośno śmiali. Niby nic, ale oni się śmiali przez kilka minut i powtarzali żart, z którego się akurat śmiali. Nie można im powiedzieć jak trzeba się zachowywać?

  • Kopanie siedzenia przed sobą, rozmowy i to jak 2 metrowy gość siada tuż przed dzieckiem gdy ma połowę wolnych siedzeń. żyrafy to w ogóle dość często sa chamskie, to ten sam syndrom który mają te gnoje które chlapią kałużami przechodniów siedząc w swoich metalowych pudłach na kółkach.

  • W kinie można zginąć i to dosłownie, o czym mieli okazje się przekonać widzowie „Mroczny rycerz powstaje” w stanach 2012 roku. Tak więc jakoś zniosę te inne niedogodności, byle tylko na podobnego szaleńca nie trafić :P

  • Mnie zawsze wkurzają dzieciaki, które kopią mnie w fotel albo chrupią/siorbają. :(

  • użytkownik usunięty

    Głośne gadanie, zabawa komórką, mlaskanie i uprawianie seksu xd

  • Seans "La Grande bellezza" w Kinotece w Warszawie. Siedzę i rozkoszuję się każdym kadrem, dźwiękiem, dialogiem. Oglądam zauroczona, gdy WTEM! chłopak 2 miejsca ode mnie wyjmuje pojemnik z kapustą kiszoną i widelec i zaczyna łapczywie wciągać tę kapuchę! Tak było ciemno, ale zapachu nie dało się pomylić. Chciałam mu coś powiedzieć po filmie, ale bardzo szybko się ulotnił.

    Żeby nie było - uwielbiam kiszoną kapustę, ale NIE W KINIE!!! Od tamtej pory rzadziej chodzę do kina, serio. Nikt mi nigdy tak nie popsuł seansu kinowego.

  • Śmiech młodzieży podczas oglądania horrorów.

  • Podczas seansu jednego z bondów jakiejś kobiecie zadzwonił telefon. Zapomniała wyłączyć głośność, dostała SMS - oki. Ona jednak zaczęła odpisywać na SMSa, a że nie miała wyłączonej głośności, to przy każdej jednej wciskanej literce pojawiał się charakterystyczny metaliczny dźwięk.

    Generalnie przywykłem też do tego, że widzowie przynoszą na seanse własne kusząco pachnące jedzenia. Jednak gdy ktoś postanowił przemycić Maca na Warszawski Festiwal Filmowy poczułem się z lekka zażenowany. Tyle dobrego że to nie był seans z twórcami.

    Za piwem na sali kinowej też nie przepadam, ale za samo otwarcie nie będę się czepiał. Tym niemniej jak poszedłem na DKF z filmem B klasy, z krótką prelekcją o jego historii, mocno się zdziwiłem jak zgaśnięcie świateł zbiegło się z połączonym, skoordynowanym multisyczeniem otwieranego browaru. Prawie jakby cała sala biła rekord Guinessa w jednoczesnym otwieraniu puszek i odkapslowywaniu butelek. Równie mocno się zdziwiłem jak po skończonym seansie prawie połowa widzów - bez żadnego zażenowania, czy skrywania się przed obsługą - wracała z opróżnionymi butelkami w ręku.

  • Niestety ja raz się zachowałem w żenujący sposób. Pamiętam, że po wypiciu dużej ilości coli zachciało mi się iść do łazienki, a że film mnie zaciekawił i nie chciałem przegapić żadnego momentu to wykonałem potrzebę fizjologiczną w tę miejsce, gdzie znajdowała się wcześniej cola.

    • Jeden z kumpli brata też coś kiedyś chciał, ale miał pecha bo nie miał butelki po coli i ... popłynęła rzeczka pod fotelami ;D Brat mówił, że trzoda była taka i ich grupa kilku byków pękała ze śmiechu, że ludzie uciekali i się przesiadali, byli też tacy co zrezygnowali z reszty seansu ;)
      To ze 20 lat temu było...

      Ciekawe czy trafiłby się tu ktoś kto to pamięta, bo tam był...???

  • Komentowanie filmu. Naprawdę istnieją ludzie którzy zachowują sie jak u siebie w domu na kanapie, komentują film, śmieją się tak głośno że nic innego nie słychać. Także kopanie foteli.

  • Pracuję w kinie na obsłudze widza od jakichś 2 miesięcy i powiem wam - ostro zwątpiłam w ludzi.
    Pomijam już fakt, że ludzie mylą piętra (w moim CC jest dwa piętra), bo na bilecie nie jest czytelnie zaznaczone, w której sali odbywa się seans i zazwyczaj musimy odsyłać ludzi na inne piętro co spotyka się z częstym "a gdzie to niby pisze?!".
    Najgorzej jest chyba, gdy przychodzi nam posprzątać sale po takich "Kobietach mafii" czy "Greyu". Ludzie chodzą na to MASOWO! Gdy jesteśmy na bramce, liczymy bilety, jednak przez około tydzień od premiery takich masówek, było ich tak dużo, że w naszej rozpisce wpisywaliśmy jednie: dużo, bardzo dużo lub full (te seanse są u nas wtedy w tych największych salach, które mieszczą 200 osób). Sprzątanie po tym to jest dramat - rozsypany popcorn, nachosy, rozlane napoje, pozostawione śmieci a nawet zdarzyło się, że rozlana została wódka na sali. Wiele razy spotkałam się, że ktoś przyszedł pod wpływem alkoholu na "Kobiety". Najśmieszniejsze a zarazem najsmutniejsze było, gdy na bajkę "Jaskiniowiec" przyszła pijana matka z dzieckiem.
    Poza tym, ja i moi znajomi z pracy wielokrotnie spotkaliśmy się z niemiłymi sytuacjami, chamstwem klientów i wysłuchiwaniem bezpodstawnych skarg na temat kina.
    Dlaczego to piszę? Dlatego, że niektórzy ludzie przychodzący do kina myślą, że fakt, że sprawdzamy legitymacje czy karty unlimited lub nie pozwalamy wchodzić z jedzeniem spoza baru, jest naszym chorym widzimisię. Otóż nie, nie jest. Mamy wyraźnie określone zadania co do naszej pracy, z których jesteśmy rozliczani i to że nie pozwalamy wchodzić na sale z żarciem z maka nie jest złośliwością z naszej strony :)

    Jeśli ktoś chciałby więcej o tym porozmawiać, zapraszam na priv (to nie jest moje główne konto)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: