Darek Arest

Kalkulator mocy

Bez komentarza
/fwm/article/Kalkulator+mocy-126146
Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/fwm/article/Filmowa+wst%C4%99ga+Moebiusa-122165

Filmowa wstęga Moebiusa

PERSONAPodziel się

Od śmierci "papieża komiksu", czyli Jeana Girauda-Gira-Moebiusa mija właśnie pięć lat, ale wciąż słyszymy echa jego twórczości.

Podziwiał go Federico Fellini. Ogromnym szacunkiem darzył go Hayao Miyazaki. Współpracował z gigantami Hollywood: Ridleyem Scottem, George'em Lucasem, Jamesem Cameronem, Lukiem Bessonem, a jego spotkanie z Alejandro Jodorowskym zaowocowało wieloletnią artystyczną przyjaźnią. Od śmierci "papieża komiksu", czyli Jeana Girauda-Gira-Moebiusa mija właśnie pięć lat, ale wciąż słyszymy echa jego twórczości. 

Nie ulega wątpliwości – to będzie rok kina science fiction. Oprócz kolejnych odsłon "Gwiezdnych wojen" czy "Obcego" czekają nas premiery trzech innych filmów, które już dziś można uznać za wyjątkowo spójne stylistyczne. Mowa tu o "Blade Runnerze 2049" Denisa Villeneuve’a, czyli zrealizowanym po trzydziestu pięciu latach sequelu kultowego obrazu Ridleya Scotta, aktorskiej adaptacji japońskiej animacji "Ghost in the Shell" ze Scarlett Johansson w roli głównej oraz "Mute" Duncana Jonesa, mającym być rozwinięciem świata zaprezentowanego w "Moon". Gdy przyjrzeć się materiałom promocyjnym do tych trzech filmów, nie trudno ulec wrażeniu, że wszystkie stanowią część jednego uniwersum: pnące się w górę miasto skąpane w neonowym świetle billboardów, ściśnięte tłumy w wąskich ulicach, unoszące się nad ich głowami pojazdy… Choć wydaje się to niemożliwe, to rozwój tej – tak oczywistej dziś – estetyki świata przyszłości można wyprowadzić z jednego źródła – albumu komiksowego "The Long Tomorrow", wydanego po raz pierwszy w odcinkach w USA w magazynie "Heavy Metal". Jego autor? Moebius, dla śledzących europejski komiks – postać kultowa, dla przeciętnego widza – wciąż, niestety, anonimowa. 

Papież komiksu

Jean Giraud, bo takie jest prawdziwe nazwisko rysownika znanego jako Moebius i Gir, swoją karierę rozpoczął w latach sześćdziesiątych od publikacji komiksowego westernu "Blueberry" na łamach magazynu "Pilote". Seria ta przyniosła Giraudowi popularność i poczucie stabilizacji, ale nie realizowała buzującego w artyście pociągu do surrealizmu i metafizyki. 

Ten został rozbudzony w czasie jego niespełna rocznego pobytu w Meksyku, którego spieczone słońcem pustynie na zawsze zapisały się w pamięci rysownika. Giraud chciał zmiany i możliwości autoekspresji, jakiej nie dawały mu zakontraktowane dla "Pilote" projekty. Wraz z innym rysownikiem czasopisma Philippem Druilletem oraz dziennikarzem Jean-Pierrem Dionettem Francuz stworzył nowe wydawnictwo – Les Humanoïdes Associés, a w następnej kolejności magazyn "Métal hurlant". Poświęcony głównie science fiction i horrorowi, otwierał twórcom drogę do nieskrępowanej wolności twórczej. Publikowane w nim komiksy były eksperymentalne zarówno w formie, jak i treści, o często surrealistycznych fabułach, nie uciekające od erotyki, z rysunkami o wręcz epickim rozmachu. Magazyn stał się ważnym głosem w dyskusji na temat komiksu przeznaczonego dla dorosłego czytelnika, a jego wpływy sięgały daleko poza Francję – w latach siedemdziesiątych pod szyldem "Heavy Metal" zaczął być wydawany także w Stanach Zjednoczonych.

To właśnie wtedy Jean Giraud przyjął pseudonim Moebius, który od tej pory kojarzony będzie z jego twórczością związaną z science fiction. Przełomowym momentem w jego karierze było opublikowanie w pierwszym numerze "Métal hurlant" "Arzaka" – krótkiego komiksu pozbawionego choćby jednego dymku, w którym tajemniczy mężczyzna szybuje na ogromnym, kamiennym ptaku poprzez surrealistyczny krajobraz. 

Później nadszedł czas na współpracę z osobami związanymi wcześniej z kinem. Ze scenarzystą i reżyserem Danem O’Bannonem tworzy album "The Long Tomorrow", w którym science fiction spotyka się z kryminałem noir. Następnie "pożycza" zaprezentowany w tamtym komiksie świat i implementuje go do swojej drugiej najsłynniejszej obok "Blueberry’ego" serii – zrealizowanego do scenariusza Alejandro Jodorowsky'ego "Incala". 

Getty Images © Francois Durand

Moebius miał także okazję dołożyć cegiełkę do amerykańskiego komiksu superbohaterskiego. Spotkanie Jeana Girauda oraz Stana Lee zaowocowało w 1988 roku powstaniem wyjątkowego dwuzeszytu "Silver Surfer". Podobna kolaboracja nigdy więcej się nie powtórzyła, ale dla wielu amerykańskich rysowników stała się obietnicą zmian w przemyśle, otwarciem się na bardziej eksperymentalne formy, dopuszczeniem do głosu twórców spoza Stanów.

Przez piaski Diuny

"Komiks nie jest tak spektakularny jak kino" – mówi Giraud w poświęconym mu dokumencie "Życie w obrazkach". Za tymi słowami kryje się bez wątpienia żal, jaki do świata filmu musiał żywić twórca.
Joanna Birek
"Komiks nie jest tak spektakularny jak kino" – mówi Giraud w poświęconym mu dokumencie "Życie w obrazkach". Za tymi słowami kryje się bez wątpienia żal, jaki do świata filmu musiał żywić twórca. Ścieżki rysownika często przecinały się z kinem – wiele z tych kontaktów przyniosło mu jednak zawód. 

Lista nieudanych projektów Francuza jest bowiem długa. Naturalnym wyborem dla twórcy powieści graficznych była animacja, i w niej też Moebius próbował wielokrotnie swoich sił. Pierwszym fiaskiem okazał się pełnometrażowy "Starwatcher", którym Giraud planował zadebiutować na początku lat 90. w roli reżysera. Niestety, dyrektor należącego do Canal+ Medialab zatrzasnął drzwi przed możliwością jego realizacji, argumentując, że "animacja 3D nie ma przyszłości". Rysownik swój scenariusz musiał ostatecznie zrealizować w postaci albumu komiksowego.

Moebius brał także udział w powstawaniu dwóch międzynarodowych koprodukcji: "Przygód małego Nemo w krainie snów" oraz znacznie późniejszej "Thru the Moebius Strip". W przeciwieństwie do "Starwatchera", obrazom tym udało się trafić na ekrany kin – nie odniosły one jednak sukcesu. "Mały Nemo", japońsko-amerykańska adaptacja komiksu Winsora McCaya, przeszedł prawdziwe produkcyjne piekło: kolejne związane z nim osoby odchodziły, a scenariusz przepisywany był kilka razy – także przez Moebiusa, odpowiedzialnego również za część storyboardów. Z kolei "Thru the Moebius Strip", produkt współpracy Stanów Zjednoczonych, Chin i Hongkongu, przy którym Giraud nadzorował scenariusz, projekty graficzne i animację, natknął się na ścianę w postaci problemów finansowych. Początkowa koncepcja została zarzucona przez producentów, a inicjator projektu – Moebius – sam zrezygnował z kontynuacji pracy nad nim. Film okazał się porażką.

Mimo to chyba najbardziej spektakularnym fiaskiem w filmowej karierze Jeana Girauda była owiana legendą adaptacja "Diuny" Franka Herberta, do której zaangażował go meksykański reżyser Alejandro Jodorowsky. Filmowiec od dawna był miłośnikiem twórczości Moebiusa. Gdy w wyniku przypadku natknął się na rysownika w Paryżu, z miejsca zaproponował mu udział w projekcie. Film miał być dziełem science fiction zrealizowanym na niespotykaną dotąd skalę. Mówiło się o aktorskim udziale Salvadora Dalego, Orsona Wellesa, muzyce Pink Floyd, efektach specjalnych klasy "2001: Odysei kosmicznej", a wszystko to do projektów dwóch doskonałych artystów, H.R. Gigera oraz właśnie Moebiusa. "Diuna, z jej potworami, bataliami i krajobrazami wydawała się zbyt piękna, by była prawdziwa", wspominał Francuz. Miał, niestety, rację – amerykańskie firmy dystrybucyjne uznały koncepcję Jodorowsky’ego za zbyt ryzykowną i film nigdy nie został zrealizowany.

Zaproszenie na Olimp

Choć "Diuna" okazała się całkowitym fiaskiem, to włożona w nią praca francuskiego rysownika nie poszła zupełnie na marne. Przede wszystkim stała się zaczątkiem do współpracy z ważnymi dla późniejszej twórczości Moebiusa osobami: Alejandro Jodorowskym czy Danem O’Bannonem. Krótka, acz intensywna przygoda z "Diuną" otworzyła przed Jeanem Girauda jeszcze jedne drzwi – do świata kina. Dla autora komiksów zaproszenie do Hollywood było wówczas równoznaczne z zaproszeniem zwykłego śmiertelnika na Olimp; bez wahania na nie odpowiedział.

Pierwszym ważnym tytułem, przy którym pracował, był "Obcy: 8. pasażer Nostromo" Ridleya Scotta, który skoncentrował dookoła siebie zespół wcześniej związany z produkcją "Diuny": O’Bannona, tu w roli scenarzysty, H.R. Gigera oraz Moebiusa. Ten ostatni sam przyznaje, że w obliczu Scotta, który sam zajmował się konceptualizacją swojego filmu także pod kątem ilustracji, jego rola w tworzeniu projektów do "Obcego" była marginalna. Mimo to wykonane przez niego projekty skafandrów astronautów są dziś niemal tak samo ikoniczne jak ksenomorf Gigera

"Incal"
Później Scott zaproponował Moebiusowi pracę przy "Łowcy androidów" – rysownik jednak zmuszony był odmówić ze względu na swoje zaangażowanie w animację "Les Maîtres du temps". Choć Giraud nie brał czynnego udziału w przygotowywaniu projektów graficznych do "Łowcy androidów", to nie da się odmówić wrażenia jego obecności w ostatecznym kształcie dzieła. Echa jego "The Long Tomorrow" odnaleźć można w wyglądzie miasta, w mariażu science fiction i noir, w zderzeniu industrializmu z futuryzmem... Scott bez wątpienia inspirował się komiksem Moebiusa, tak jak i innymi dziełami europejskich rysowników, jakie odnalazł w "Heavy Metalu". 

Paradoksalnie, to nie udział Girauda w kolejnych hollywoodzkich produkcjach okazał się najbardziej kluczowy dla jego związków z kinem, a jego wpływ na twórczość innych filmowców.
Joanna Birek
Ścieżki Giraud skrzyżowały się także z innymi gigantami kina science fiction i fantasy: Jamesem Cameronem i George'em Lucasem. Dla tego pierwszego Francuz przygotowywał projekty podwodnych monstrów z "Otchłani". Z Lucasem rozmawiał o możliwej współpracy przy "Gwiezdnych wojnach". Ostatecznie z reżyserem spotkał się przy okazji "Willow", do którego przygotował szereg projektów scenografii i postaci. Podobnie było w przypadku "Władców Wszechświata", dla których opracował konceptualizację sali tronowej i dodatkowe projekty bohaterów. Charakter jego pracy w Hollywood bardziej przypominał więc pracę scenografa, bez możliwości większej ingerencji twórczej w kształt danego filmu. Giraud wspomina, że jedynie w przypadku "Trona", do którego przygotowywał projekty kostiumów i storyboardy, miał bliższy kontakt z reżyserem obrazu.

Jednym z ostatnich epizodów w filmowej karierze Moebiusa była produkcja, która w kontekście jego twórczości wzbudziła po swojej premierze kontrowersje – "Piąty element" Luca Bessona.

Zaangażowanie Girauda było dla francuskiego reżysera naturalnym krokiem, biorąc pod uwagę fakt, jak silnie związany z jego twórczością okazał się ostatecznie film. To właśnie z tego powodu Besson został zresztą oskarżony o plagiat: Les Humanoides Associés uznało, że zbieżności wizualne i fabularne pomiędzy filmem a "Incalem" wykraczają poza prostą artystyczną inspirację. Jednak fakt zaangażowania Moebiusa do pracy nad "Piątym elementem" sprawił, że to reżyser wyszedł zwycięsko z sądowej batalii z wydawcą. 

Po wstędze Moebiusa


Paradoksalnie, to nie udział Girauda w kolejnych hollywoodzkich produkcjach okazał się najbardziej kluczowy dla jego związków z kinem, ale jego wpływ na twórczość innych filmowców. Federico Fellini, wielki miłośnik rysunków artysty, marzył o wspólnym projekcie science fiction, którego jednak nigdy się nie podjął – ze strachu przed "niszczycielską wizją artystyczną" Moebiusa. Hayao Miyazaki, z którym Giraud miał okazję dzielić wspólną wystawę śledzącą analogie w ich twórczości, przyznał, że pracując nad "Nausicą z Doliny wiatru", był pod silnym wpływem "Arzaka". Widać to także w samej animacji: jej bohaterka odbywa loty nad pustynnymi terenami pełnymi monstrów, a surowość tego świata wiele wspólnego ma z wizją stworzoną przez Moebiusa. Pod wpływem twórczości Girauda byli także mangacy: Masamune Shirow, twórca "Ghost in the Shell", czy Katsuhiro Otomo, autor "Akiry". Ten ostatni podjął nawet próbę adaptacji jednego z komiksów Moebiusa, "Feralnego majora" – niestety, jak wiele innych, i ten projekt upadł. 

Nawet, jeśli nigdy nie doszło do oficjalnej współpracy George’a Lucasa i Anne GiraudauGirauda przy "Gwiezdnych wojnach", to i tak w sadze można odnaleźć liczne nawiązania do dzieł Francuza: od pustynnego Totooine do planety-miasta Coruscant, aż po arenę z Ataku klonów, niemal wyciętą z jednego z zeszytów "Incala". "Diuna" nigdy nie powstała, ale w jej miejsce otrzymaliśmy inną epicką sagę o podobnych wizualnych inspiracjach. 

Wpływy Moebiusa wykraczają zresztą poza komiks i kino. Pisarz William Gibson, twórca literackiego cyberpunku, uznaje francuskiego rysownika i innych twórców z "Métal hurlant" za głównych inspiratorów plastycznej wizji jego fikcyjnych światów. Także gry komputerowe nie są wolne od duchowej obecności Girauda: Keiichiro Toyama, kryjący się za serią "Gravity Rush", otwarcie mówi o inspiracjach komiksami Moebiusa przy tworzeniu projektów gry. Spójrzmy wreszcie na polski rynek i właśnie tworzonego przez CD Projekt Red "Cyberpunk 2077": szkice koncepcyjne przypominają, oczywiście, "Łowcę androidów", a o nim nie można mówić bez wspomnienia o wpływie Francuza na jego charakterystyczny styl wizualny.

 *

Choć dorobek Jeana Girauda w świecie filmu wydaje się wystarczająco bogaty, to trudno nie ulec pokusie zadawania pytań o to, jak mógłby wyglądać, gdyby okoliczności złożyły się inaczej. Gdyby powstała "Diuna", gdyby brał czynny udział w projektowaniu "Łowcy androidów" czy "Gwiezdnych wojen", gdyby doszło do jego współpracy z Davidem Fincherem przy nigdy niepowstałej produkcji "Spotkania z Ramą" na podstawie prozy Arthura C. Clarke’a… Wszystko to jednak traci znaczenie wobec ogromu dziedzictwa, jakie po sobie pozostawia w roli inspiratora innych wspaniałych dzieł. Moebius wciąż w żyje, nie tylko na kartach swoich komiksów, ale także w świecie filmu i gier komputerowych. 
27