Adam Kruk

GDYNIA 2017: Cicha noc po jasnym dniu

Pol(if)onia
/fwm/article/GDYNIA+2017%3A+Cicha+noc+po+jasnym+dniu-125060 Getty Images © Alberto E. Rodriguez
Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/fwm/article/Jacques+Rivette+%E2%80%93+instrukcja+obs%C5%82ugi-123997

Jacques Rivette – instrukcja obsługi

PERSONAPodziel się

Na tegorocznych Nowych Horyzontach będzie można zobaczyć retrospektywę Rivettea.

Na tegorocznym festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty będzie można zobaczyć retrospektywę Jacques'a Rivettea. Ze wszystkich filmowych autorów francuskiej nowej fali Rivette jest nie tylko najmniej pamiętany, ale cieszy się także opinią najtrudniejszego, najbardziej hermetycznego twórcy. Potencjalnych widzów zniechęca często już sam czas trwania jego filmów, najczęściej zbliżający się do czterech godzin projekcji. 

Jednocześnie jest to twórca, który za wysiłek wkładany w odbiór swoich dzieł odpłaca się bardzo hojnie. Dorobek Rivette'a tworzy fascynującą mozaikę opowieści, w których powracają tematy paranoi, siły i bezsiły sztuki i wyobraźni, dynamiki miłosnej relacji. Filmy Rivette'a charakteryzują skomplikowane i fascynujące labirynty dygresyjnych narracji, gra z gatunkami filmowymi, surrealistyczny humor, oniryzm, przykuwające uwagę postacie w pamiętnych kreacjach – zwłaszcza kobiece.

Jak podejść do filmografii Rivette'a, by zniechęcić się przypadkiem przy pierwszym kontakcie? Od czego zacząć przygodę z reżyserem na Nowych Horyzontach? Co wybrać z jego dorobku?

Skandaliczny prolog

Największym kasowym sukcesem reżysera okazał się jego drugi pełny metraż – "Zakonnica" (1966). Jest to adaptacja epistolarnej, oświeceniowej powieści Denisa Diderota, przedstawiającej cierpienia młodej, pięknej, inteligentnej francuskiej dziewczyny, wbrew swojej woli zamkniętej w klasztorze, prowadzonym twardą ręką przez sadystyczne przełożone. 

Film stał się sławny, jeszcze zanim miał szansę wejść do kin; już na etapie produkcji kampanię przeciw niemu rozpętały środowiska katolickich fundamentalistów. Pod ich naciskami francuskie ministerstwo komunikacji usiłowało zablokować wejście obrazu do oficjalnej dystrybucji; ustąpiło dopiero pod wpływem zmasowanego protestu ludzi kultury. Całe to zamieszanie ściągnęło do kin tłumy. W czym pomogło też bez wątpienia obsadzenie w tytułowej roli przeżywającej wówczas swoje najlepsze lata nowofalowej gwiazdy Anny Kariny, znanej ze stałej współpracy (i małżeństwa) z Godardem

"Zakonnica" pozostaje do dziś jednym z najbardziej przystępnych i łatwych w obiorze filmów Rivette'a. Reżyser najmniej ze wszystkich dzieł wikła się w nim w dygresje i poboczne wątki, sprawnie rekonstruuje na ekranie dramat bohaterki powieści. Jednocześnie silnie obecny w filmie motyw wyobraźni jako przestrzeni wolności i ucieczki – zamknięta w klasztorze dziewczyna czuje się wolna tylko zatopiona we własnych marzeniach – jest bardzo "rivettowski", koresponduje z pozostałymi dziełami reżysera. 

We Wrocławiu "Zakonnicę" można więc potraktować jako bezpieczny prolog do twórczości Rivette'a, pierwszy krok zabierający nas do przedsionka jego dzieł.

Paryż przede wszystkim

Gdyby jednak ktoś we Wrocławiu planował obejrzenie tylko jednego filmu Rivette'a – najbardziej reprezentatywnego dla twórczości reżysera, to polecam "Paryż należy do nas" (1961), debiut twórcy. Zawarte są w nim wszystkie wątki i motywy, jakie później będą się rozwijać w jego twórczości, aż do ostatnich filmów.

"Paryż należy do nas"

Wizualnie "Paryż" przypomina inne nowofalowe debiuty: "400 batów", "Do utraty tchu" czy "Pod znakiem lwa". Zdjęcia kręcone są na paryskich ulicach; miasto staje się nie tylko tłem i przestrzenią działań filmowych postaci, ale równoprawnym bohaterem. Film przedstawia młode pokolenie rówieśników reżysera, nieobecne w skostniałym "kinie papy". 

Gdyby ktoś szukał jednego dzieła Rivette'a najbardziej znaczącego dla późniejszego okresu jego twórczości, to warto zapoznać się z "Piękną złośnicą".
Jakub Majmurek
Bohaterka "Paryża", Anne, przygotowuje się do swoich studenckich egzaminów. Dołącza jednocześnie do grupy teatralnej, pracującej nad wystawieniem jednej ze sztuk Szekspira. Wokół grupy dzieją się jednak dziwne rzeczy. Być może mają one związek z międzynarodowym spiskiem, sięgającym Hiszpanii generała Franco, a nawet Stanów Zjednoczonych, z ich antykomunistyczną paniką i polowaniem na "czerwone czarownice". A być może cały wątek spisku to tylko produkt wyobraźni Anne, nadpobudliwie działającej w rozgrzanym letnim słońcu Paryżu.

Fani Thomasa Pynchona w "Paryżu" znajdą wiele wątków korespondującym z późniejszym o cztery lata "49 idzie pod młotek". Wątki te – paranoja, drogi nadpobudliwej wyobraźni, poczucie braku sprawczości i politycznej bezsilności całego pokolenia, problem relacji między sztuką (reprezentowaną w kinie Rivette'a przez teatr) a życiem – będą wracać w kolejnych obrazach reżysera. W tym w takich pokazywanych we Wrocławiu produkcjach jak "Miłość szalona" (1969), "Kto wie" (2001) czy "Sekretna obrona" (1998). Ten ostatni film może być też interesujący dla polskich widzów także ze względu na obecność na ekranie Jerzego Radziwiłowicza.

Szacowny klasyk

Gdyby ktoś szukał jednego dzieła Rivette'a najbardziej znaczącego dla późniejszego okresu jego twórczości, to warto zapoznać się z "Piękną złośnicą". Mimo czasu projekcji (4 godziny) oraz powolnego tempa narracji, do którego trzeba po prostu przywyknąć i przemóc wywoływane przez nie na początku zmęczenie, jest to jeden z bardziej klasycznych, komunikacyjnie klarownych filmów twórcy.

Przedstawia historię pełnego napięcia relacji między starszym, powszechnie uznanym malarzem a jego modelką – partnerką życiową młodszego, zapatrzonego w mistrza twórcy. Rivette pokazuje z wielką pieczołowitością proces powstawania obrazu, z drugiej zaś strony buduje gęstą atmosferę, w jakiej toczy się gra między artystą a portretowaną przez niego kobietą. Nie wiadomo, co dokładnie jest jej stawką, wiadomo tylko, że każda ze stron rzuca na szale wszystkie zasoby, jakimi dysponuje: szacunek, pozycję, sławę, autorytet z jednej oraz młodość, żywotność, piękno, seks, z drugiej. Cały ten wątek pod wieloma względami przypomina kino Polańskiego, generuje psychologiczne napięcia znane nam dobrze z "Noża w wodzie" czy "Matni". Nie udałoby się ich uzyskać na ekranie, gdyby nie wybitne kreacje Michela Piccolego i Emmanuelle Béart

"Piękna złośnica"

Wiele dyskusji poświęcono zakończeniu filmu. Nie zdradzając go, polecam zwrócić szczególną uwagę na to, co się w nim właściwie dzieje. Dużo mówi to na temat tego, jakimi tropami biegnie refleksja Rivettea na temat relacji sztuki i rzeczywistości, artystycznej reprezentacji i jej przedmiotu, prawdy uzyskiwanej w artystycznym procesie.

Na głębszych wodach

Widzom bardziej odważnym polecam z kolei również trwający cztery godziny obraz "Celine i Julie odpływają".
Jakub Majmurek
Widzom bardziej odważnym polecam z kolei również trwający cztery godziny obraz "Celine i Julie odpływają" (1972). Rivette zabiera nas w nim w samo jądro swojej onirycznej wyobraźni; wspólnie z dwoma tytułowymi bohaterkami zaprasza do historii jak ze snu. Dwie kobiety trafiają do tajemniczego domu, w którym co dzień, w kostiumach z ubiegłego stulecia odgrywana jest ta sama historia, kończąca się za każdym razem w ten sam sposób: śmiercią młodej dziewczyny. Celine i Julie na różne sposoby usiłują zmienić bieg opowieści i ocalić kobietę.

"Celine i Julie" łączy w sobie klimaty znane z Lewisa Carrolla i Henry'ego Jamesa, ale koresponduje także z takimi obrazami kina kobiet jak "Stokrotki" Vĕry Chytilovej. Z pewnością stanowi wezwanie do emancypacji kobiecych bohaterek i kobiecej widowni. Te feministyczne motywy powracają zresztą w kolejnych dziełach Rivette'a z lat 70.

Dla prawdziwych kinomanów

Festiwal ma też prezent dla prawdziwych kinomanów – zaprezentowane zostanie monumentalne dzieło Rivette'a z 1971 roku "Out 1". Film liczy ponad dwanaście (!) godzin. We Wrocławiu będzie go można obejrzeć podzielony na cztery części.

"Out 1" w pełnej wersji nigdy nie weszło do kin, pokazywane z rzadka na różnego rodzaju przeglądach i festiwalach, obrosło kinofilską legendą. Dzieło – zbierające na planie takie legendy kina, jak Jean-Pierre Léaud czy Michel Lonsdale, w dużej mierze było improwizowane na planie; pierwotny scenariusz liczył wedle filmowej legendy zaledwie jedną stronę maszynopisu. 

"Out 1"

"Out 1" Rivette sięga po swoje ulubione tropy: Paryż, młodość, paranoiczne delirium, wielki polityczny spisek, który może być jedynie dziełem nadpobudliwej wyobraźni, teatr. Niezwykła forma filmu pozwala dziś w nim widzieć wczesnego prekursora współczesnej rewolucji serialowej. W XXI wieku "Out 1" mógłby zaistnieć jako ambitna, telewizyjna produkcja, autorski, reżyserski serial w typie nowego "Twin Peaks", wykorzystujący telewizyjną formę i jej niekończący się potok narracyjny do opowiedzenia historii niedającej się pomieścić w formule kinowego widowiska.

Lektury uzupełniające

Osobom, których twórczość reżysera szczególnie wciągnie, polecałbym na własną rękę poszukać dwóch lektur uzupełniających: "Duelle" i "Noroît".
Jakub Majmurek
Podsumowując, jeśli chcecie zobaczyć tylko jeden film Rivettea, zacznijcie od początku, od "Paryża". Jeśli z Wrocławia planujecie wynieść próbkę tego, co w twórczości reżysera najbardziej reprezentatywne i najlepsze, do "Paryża" dołóżcie "Piękną złośnicę" i "Celine i Julie". Odważnym i wymagającym widzom polecam zmierzyć się z "Out 1".

Nowohoryzontowa retrospektywa Rivettea jest bardzo obszerna i dobrze przygotowana, nie jest jednak kompletna. Dlatego osobom, których twórczość reżysera szczególnie wciągnie, polecałbym na własną rękę poszukać dwóch lektur uzupełniających: "Duelle" i "Noroît". Są to dwie części nigdy nieukończonej tetralogii, mającej budować nowoczesną, mitologiczną opowieść, sławiącą silne postacie kobiece. Mitologiczne, baśniowe wątki łączą się w obu filmach z estetyką kina gatunkowego lat 70. i współczesnymi problemami politycznymi – głównie tymi podnoszonymi przez ruchy kobiece. Podobnie jak "Celine i Julie" oba obrazy stanowią wielką pochwałę kobiecej siły i próbę renegocjacji pewnych prastarych kulturowych toposów w emancypacyjnym duchu.

"Duelle" pokazywany był na dostępnej także w Polsce platformie streamingowej MUBI. Warto – korzystając z możliwości legalnego dostępu do najbardziej niszowych dzieł, jakie dają tego typu miejsca w sieci – poszukać tych dwóch obrazów. 

Na bocznej ścieżce

Śmierć reżysera w zeszłym roku skłania do pytań o całościową ocenę jego twórczości i miejsce twórcy w historii kina. To drugie nie podlega dyskusji. Choć "Paryż" wszedł do kin dwa lata po debiutach Truffauta i Godarda, to właśnie Rivette jako pierwszy z krytyków z kręgu "Cahiers du Cinema" sam zaczął kręcić filmy, ośmielając innych kolegów do podążania tą drogą. Bez Rivette'a nie byłoby francuskiej nowej fali. 

Jednocześnie zajmuje on miejsce na uboczu tego nurtu. Choć kino Rivettea wyrasta z kinofilskiego impulsu, trudno w nim szukać obsesyjnego przetwarzania własnych filmowych lektur, tak charakterystycznego dla dorobku Truffauta czy w jeszcze większym stopniu Godarda. Ze wszystkich nowofalowców Rivette najszybciej porzuca nową falę, zbacza z jej drogi i podąża własną. Bada mniej uczęszczane ścieżki filmowej wyobraźni, czasem zarośnięte chwastami i nieprowadzące donikąd, równie często jednak wiodące w fantastyczne, magiczne miejsca. Kino Rivettea, poczynając od debiutanckiego "Paryża", przypomina spacer po mieście, w trakcie którego gubimy drogę, trafiamy w nieznane, trochę podejrzane rejony, a gdy już docieramy do miejsca przeznaczenia, zastanawiamy się, czy to, co zobaczyliśmy po drodze, nie było przypadkiem wyłącznie produktem naszej wyobraźni.
18