Bartosz M. Kowalski

Strach przed rzeczywistością

Hotspot
/fwm/article/Strach+przed+rzeczywisto%C5%9Bci%C4%85-127856
Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/fwm/article/Kalkulator+mocy-126146

Kalkulator mocy

BEZ KOMENTARZAPodziel się

"Liga Sprawiedliwości" to ostateczny dowód, że nawet w świecie superbohaterskim nie można liczyć na sprawiedliwość.

"Liga Sprawiedliwości" to ostateczny dowód na to, że nawet w świecie superbohaterskim nie można liczyć na sprawiedliwość. 

***

Być może nikt nie jest przywiązany do realizmu bardziej niż fani superbohaterów. Zgodzimy się na nieskończone naciągane fabuły i w nieskończoność będziemy zawieszać niewiarę, ale za swoje wysiłki oczekujemy szacunku dla reguł gry. Pokąsany przez radioaktywnego pająka Peter Parker może zyskać moc chodzenia po ścianach, bardzo proszę, ale jeśli powali Hulka w walce na piąchy – popukamy się z politowaniem czoło (jest słabszy i jest to fakt naukowy!). Bohaterowie mogą latać, strzelać z oczu zabójczymi promieniami, a nawet zmartwychwstawać, ale dla każdej takiej atrakcji powinno znaleźć się uzasadnienie – niekoniecznie logiczne, byle tylko spójne z resztą elementów fantastycznego świata. O taką spójność niełatwo w crossoverach – komiksach i filmach, w których na wspólnym gruncie spotykają się różni bohaterowie i różne, projektowane pod nich konwencje.

Opowieść skoncentrowana na jednej postaci pozwala dociąć świat do jej potrzeb. Batman swoje niedostatki mocy ukrywa w mroku i nadrabia aurą demoniczności. Raczej nie umawia się na popołudniową kawę z Green Lanternem – równie dobrze mógłby w pełnym rynsztunku wyskoczyć na zakupy do warzywniaka. Spider-Man wygląda spoko na tle nowojorskich drapaczy chmur, ale gdyby porzucił swoje środowisko naturalne i zaczął spacerować po bydgoskim blokowisku, szybko odbiłoby się to na jego zdrowiu i seksapilu. Superman musi z kolei otaczać się kosmicznymi zagrożeniami – gość o nieograniczonej niczym mocy nie może przecież walczyć z kieszonkowcami. Godnych przeciwników trzeba mu sprowadzać z innych galaktyk, żeby nie wyglądał jak Messi ogrywający na orliku trzecioklasistów albo John Cleese uczący kadetów, jak za pomocą rewolweru bronić się przed napastnikiem uzbrojonym w banana.

Warto było utworzyć kinową Ligę Sprawiedliwości choćby po to, by udowodnić, że nie ma sprawiedliwości na świecie, nawet tym superbohaterskim. Jedni dysponują mocą zdolną niszczyć całe uniwersa, inni mają fajne dziary i dobrze rzucają pięciozębem. Bogowie i barwni cudacy. Znacie tych nieboraków – gdyby superbohaterskie grupy powstawały tak, jak tworzy się drużyny na wuefie, byliby wybierani na szarym końcu. Dla niektórych celne strzelanie z łuku stanowi niewyczerpane źródło dumy, ale na przykład taki Falcon, skazany na życie w cieniu Kapitana Ameryki, w latach 70. popadł niemal w depresję. W najnowszym filmie spod znaku DC na przygnębionego wygląda Batman i nie ma się mu co dziwić – brzmi i porusza się, jakby miał ciężką grypę, każdy go bije, nikt się nie słucha, a jego magiczne sztuczki w rodzaju opuszczania się na lince na tle umiejętności nowych kolegów wypadają nieco mizernie. 

Jak porównać nieskończoność z nieskończonością?
Darek Arest
Na pewno istnieją jakieś kalkulatory mocy, statystyki i algorytmy, pozwalające sprawdzić, o ile procent Spider jest szybszy od Wolverinea i ile metrów wyżej skacze od Daredevila. Ale jak porównać nieskończoność z nieskończonością? Nawet najlepiej poukładane uniwersum nie jest odporne na absurd w rodzaju Wielkiej, Nieporównywalnej Z Niczym Mocy, którą rozrzutni twórcy potrafią czasem bez żenady obdarować kilka postaci funkcjonujących w obrębie jednego świata. Zbyt szczodrze wyposażony heros staje się raczej żywiołem i problemem filozoficznym niż postacią. Musi zdawać sobie z tego sprawę reżyser filmu Zack Snyder, który zajmował się przecież nie tylko Supermanem, ale i Doktorem Manhattanem ze "Strażników" – istotą tak potężną, że wymykającą się kryteriom moralności, a nawet czasoprzestrzeni. Niełatwo komuś takiemu zapewnić sensowne współistnienie z cieniasem polegającym na swoich kosztownych gadżetach. 

Pewnie dlatego zawsze bardziej fascynował mnie ukrywający pod kostiumem połamane żebra Batman i poobijany przez silniejszych przeciwników Spider-Man. Zresztą, nawet bohaterowie niemogący poszczycić się przedrostkiem "super" powinni sobie jakoś zasłużyć na końcowy tryumf – jeśli nie poświęceniem, to chociaż zmyślnym rozwiązaniem fabularnym. Niepokonany heros hackuje system i psuje zabawę. Pokonuje największe przeszkody i nawet się przy tym nie spoci, ośmieszając przy okazji wysiłki bohaterów z niższej ligi. Przypomina pod tym względem podejrzaną figurę Wybrańca. The Chosen One w rodzaju Lukea Skywalkera czy Neo z "Matrixa" niby musi przejść jakiś trening, zmierzyć się z przeszkodami, a ostateczne zwycięstwo odnosi dopiero w obliczu nadciągającej porażki, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że sukces ma zapisany w genach. Musi jedynie dotrwać do sceny, w której objawi się jego wyższość nad resztą świata. 

Gdy w "Batman vs Superman" Nietoperz mgliście tłumaczył konieczność zawiązania drużyny, wszyscy rozumieliśmy: gotowy był produkcyjny biznesplan, ale wciąż nie było scenariusza. Ostatecznie powstała opowieść o wymowie raczej paradoksalnej: trzeba się jednoczyć, bo w jedności siła, ale i tak wygrywa ten, kto ma po swojej stronie Supermana. Na pewno znajdzie się jakaś dobra dusza, która wytłumaczy mi, że "Liga Sprawiedliwości" to nie "Siódma pieczęć" Bergmana, więc wcale nie musi mieć sensu. Historia Batmana nie jest oparta na faktach, a crossover to akcja marketingowa nastawiona na finansowy zysk. To prawda, ale nie prawdy szukam w takich widowiskach. Oszukujcie nas, opowiadajcie bajki, ale róbcie to pięknie i porządnie. Częścią gry w uwodzenie, jaką prowadzą z nami komiksowi superherosi, jest balansowanie na linie rozpiętej między kompletną bzdurą a poruszającym czułą strunę mitem. Oto prawdziwy kryptonit uniwersalny. Aby odebrać herosowi moc, wystarczy obedrzeć go z kontekstu i wtłoczyć w ramy pozbawionego charakteru crossovera.    
89