"Turysta": wywiad z Ewą Woydyłło-Osiatyńską

  • Inne
Tomas i Ebba, jadą z dwójką dzieci w Alpy Francuskie na narty. Podczas obiadu na tarasie restauracji zaskakuje ich lawina. W chwili uderzenia matka instynktownie chroni dzieci, mąż zabiera telefon i ucieka. Wszyscy wychodzą ze zdarzenia bez szwanku, mogą wrócić do posiłków.  Niebezpieczne zdarzenie, z pozoru łatwe do opanowania, pozostawiające jednak spustoszenie w poczuciu bezpieczeństwa członków rodziny…
 

original.jpeg

O najnowszym filmie "Turysta" (reż. Ruben Ostlund), z Ewą Woydyłło-Osiatyńską, psycholożką, terapeutką uzależnień, rozmawia Martyna Harland.

Czy reakcja w czasie jednej sekundy może być ważniejsza niż całe wspólne życie? Nie myślimy przecież racjonalnie, badania mózgu pokazują, że rządzą nami emocje…

W kategoriach czarno-białych można skreślić człowieka, gdy nie skoczy w ogień dla ratowania czyjegoś życia. Lub gdy skoczy, sam zginie i osieroci swoich bliskich…W obydwu przypadkach można zawołać: "Jak mogłeś?!". Tak właśnie zareagowała główna bohaterka Ebba na oddalenie się Tomasa od niej i dzieci podczas nacierania lawiny.

Jesteśmy ofiarami naszych instynktów?
         
U zwierząt czy małych dzieci instynkt przetrwania jest dyktatorem. Im bardziej rozwijamy różne role życiowe ("nie tylko żyję, ale jeszcze mam potomstwo"), tym większa szansa, że osiągniemy pewien poziom transcendencji. Oznacza to, że będziemy w stanie zdobyć się na zachowania wykraczające poza ten biologiczny instynkt przeżycia. W taką zdolność wyposaża kobiety np. macierzyństwo, przez co najważniejsze może stać się dla nich przetrwanie dzieci, niż własne. Ale nie zawsze. Powiedzieć uczciwie? Kto wie na pewno, czy w obliczu lawiny zostałby ze swoimi małymi dziećmi, czy złapałaby telefon i uciekł? Na szczęście, większości z nas ta filmowa lawina nigdy się nie przytrafi. 

Z badań wynika, że w sytuacjach zagrożenia życia, mężczyźni częściej od kobiet uciekają i ratują głównie siebie…

W filmowym epizodzie Tomas nie wyszedł poza swój pierwotny instynkt przetrwania. Potem jednak popadł z tego powodu w straszliwe poczucie winy.

Czy nasze reakcje są wynikiem przekonań i wartości - możemy zaskoczyć samych siebie? 

Chyba każdy mógłby odwołać się do przykładów ze swego życia, kiedy "nie wie, dlaczego postąpił tak, a nie inaczej", często nawet drastycznie wbrew wyznawanym wartościom. Czy do końca można osiągnąć pełną zgodność między normami, jakie uważamy za właściwe i dobre, a tym, jak w rzeczywistości będziemy postępować? To chyba świetlany cel, nie wiem czy w ogóle osiągalny. Droga do niego zawiera sens życia. Na frontonie świątyni Apollona w Delfach wyryto sentencję: "Poznaj samego siebie". Tu też można ją przywołać. "Poznaj" to zaledwie postulat. Czy stanie się kiedykolwiek faktem dokonanym, pozwalającym na stuprocentową pewność, jak kiedy postąpimy — to zasadnicze pytanie, na które nikt nie zna odpowiedzi. 

Jak można obronić zachowanie Tomasa? 

Nie wzbudził we mnie ostrej niechęci. Podobnie jak Ebba chroniłabym swoje dzieci, ale w przeciwieństwie do niej, nie byłabym zaskoczona jego ucieczką. Mam doświadczenia z polskiej kultury, ona ze skandynawskiej. Sprawdziłam niedawno statystykę: u nas ośmiu ojców na dziesięciu ucieka od dziecka specjalnej troski; prawie pół miliona ojców nie płaci alimentów na swoje dzieci. W Skandynawii takich ojców prawie nie ma. A w filmie, cóż, w obliczu pędzącej lawiny Tomas zachował się po prostu jak wielu polskich ojców… Mnie nie zaskoczył.

CannesTourist.jpg

Po fakcie Ebba i Tomas różnią się w interpretacji zdarzenia. Ważne staje się ustalenie wspólnej wersji - "oboje wystraszyli się lawiny ale wszystko dobrze się zakończyło". Czy tego rodzaju kompromis w tym wypadku ma sens? 
             
Rozmawiając i nieustannie rozjątrzając sprawę dochodzą wreszcie do oczyszczenia. Ebba stała się reżyserką tego wszystkiego, chce przeciągnąć go na swoją stronę i dopina swego. To powinna być inspiracja dla nas wszystkich. Warto nauczyć się tego rodzaju podejścia - nawet jeśli mnie skrzywdziłeś czy zawiodłaś, to ja Ci ułatwię, żebyś zadośćuczynił. Dla mojego i twojego dobra. Dla dobra naszego związku. Bardzo podobał mi się klimat, w którym ludzie obrażają się ale jednocześnie idą do siebie. To jest to, co często podkreślam w terapii swoich pacjentów. Masz powody, żeby się zniechęcić do niego ale szukaj drogi, pokaż mu miejsce obok siebie. Niech ta osoba widzi, że może coś zmienić. 

Przebaczyć musi znaczyć zapomnieć? 

Nie zapomnieć, tylko przebaczyć. A więc zaakceptować ułomność, błąd, pomyłkę, czy jak w przypadku Tomasa — nagły impuls ratowania siebie zamiast dzieci. 

Kalifornijskim badaczom udało się ostatnio odbudować utracone połączenia między neuronami i odzyskać zapisaną w nich pamięć. Czy niezawodna pamięć, o której często marzymy, rzeczywiście jest nam tak bardzo potrzebna?
           
Funkcja pamięci zwana rozpamiętywaniem lub ruminacją może bardzo utrudnić, a nawet całkowicie zablokować przebaczenie. Człowiek wtedy zatrzaskuje się jak w pułapce w jakimś traumatycznym lub nieprzyjemnym wspomnieniu. Nie rusza do przodu, żyje tym, co było, a nie tym co jest. Bardzo szkodliwa skłonność. Na szczęście uleczalna.

Jaki jest nowy model ojcostwa? Czy to jak się zachowuje Tomas ma związek z kryzysem męskości w dzisiejszych czasach?
         
Kobiety nie stały się silniejsze, a mężczyźni nie stali się słabsi. One od zawsze były silne, ratowały dzieci i wiązały koniec z końcem. Mężczyźni szli w tym czasie na wojnę. Problem polega na tym, że mężczyźni weszli aktualnie w rolę, której sami nie znają. Co ciekawe, to właśnie kobiety szukają jej dla nich. Mają w tym duże doświadczenie. 

Straszny jest lęk przed zmianą ról zakodowanych od tysięcy lat. W swoim związku ustaliłam z partnerem na nowo moją rolę jako kobiety. Mimo to, stereotyp ciągle mnie goni…
         
Po to, żeby odciąć się od stereotypów trzeba pokoleń. Czego się nie nauczysz, tego nie umiesz. Tak jakby teraz wszyscy Polacy mieli poczucie winy z tego powodu, że nie znają języka japońskiego. To porównanie z językiem obcym jest niezwykle pojemne, bo pokazuje kiedy należy zacząć się uczyć. Faktycznie nauczysz się w dorosłym życiu mówić w obcym języku ale nikt nie pomyli Cię już wtedy z tubylcem. Po to, żeby wchłonąć jakiś sposób myślenia, musisz zacząć to robić gdy człowiek nasiąka najbardziej – od małego. Wtedy trzeba uczyć. 

original (1).jpeg

W tradycyjnym modelu każda rola społeczna była kompletna. Jak ktoś był profesorem, wiadomo jak się ubiera, gdzie mieszka. Teraz profesor może ubierać się jak chce. Praktykujemy różne role i relacje ale nie całościowo i nie całkiem się angażując. To lepiej czy gorzej?

Kiedyś w wieku 30 lat znałaby Pani smak kilku potraw - jakieś pierogi, kluski i schabowy. Dzisiaj nawet na jednej ulicy są dostępne wszystkie kuchnie świata: od włoskiej po tajską. Może Pani wybierać. To jest właśnie work life balance. Kiedyś kobiety zajmowały się tylko obsługą rodziny. Umiały to robić. Musiały to robić. Jeżeli Pani się do tego nie nadawała, to zostawała Pani kurtyzaną albo szła do klasztoru. Aktualnie najważniejszym wyzwaniem dla obu płci staje się work life balance, czyli pogodzenie ze sobą wielu ról na raz.

W szkole byłam dobra z języków ale świadomie pożegnałam się z przedmiotami ścisłymi. Przyznam, że całkiem sprawnie udaje mi się dzisiaj funkcjonować bez matematyki. Czy z pewnych ról także mogę bezpiecznie zrezygnować?
     
Ależ oczywiście. Przyszły czasy, w których wybieramy sobie różne rzeczy, również role. Im bardziej ktoś trzyma się kurczowo tego, co było - a nie tego co jest, tym trudniej jest sobie to wyobrazić. Dlatego, cały bunt przeciwko tej zmianie zwykle wywołują takie grupy i osoby, które czują że giną. To jest właśnie ten instynkt przetrwania. 

Skupiając się tylko na jednej roli tracimy. W XVIII wieku średnia umieralności wynosiła 35 lat. Dzisiaj tak długo żyjemy, że trzeba przewidywać co dalej? Tak naprawdę nie ma znaczenia, co kto wybierze. Chodzi o to, żeby nie żyć jak ameba - bez świadomości wyboru. Można tak oczywiście przeżyć do końca, są osoby które w ogóle nie analizują własnych myśli i emocji. Na szczęście nie uczymy się wszystkiego według własnego programu na życie. Świat udostępnia nam także doświadczenia za pośrednictwem innych. Czasami przychodzi ktoś z zewnątrz i pomaga nam dotrzeć do tej samowiedzy. 

Liczy się unisex.
       
Dawno temu zniknęły zajęcia, które wymagają siły fizycznej. Mężczyźni nie mogą być już osiłkami, bo nie mają z czym się siłować. Po raz pierwszy od czasów Mieszka I – czyli przeszło 65 lat, nie było w Polsce żadnej wojny. Po co mężczyzna ma być taki jak kiedyś, żeby wbijać gwoździe?. Jeżeli współczesny mężczyzna nadal chciałby realizować się za pomocą mięśni, to nie ma gdzie tego robić. To się po prostu stało.

Zobaczmy co się wydarzyło w krajach, gdzie kobiety zaprzestały walki o siebie, a znalazły się w pełnoprawnym, równoważnym społecznie porozumieniu. W Szwecji jest mniej rozwodów niż u nas w Polsce. Ktoś odpowie, że ludzie żyją tam po prostu ze sobą na kocią łapę. Możliwe, że to świetny pomysł - najpierw pożyć chwilę ze sobą. 

A jeśli ktoś koniecznie chce mieć swoją genderową specyfikę?

Wczoraj dłuższą chwilę przyglądałam się fajnemu, młodemu mężczyźnie w wełnianej czapce i bojówkach z małym dzieckiem. Uczył synka jeździć na desce. Możliwe, że sport to jest ta nisza, w której polski tata będzie się czuł mężczyzną. I super. 

To czym jest współczesna rodzina?

Tym samym co kiedyś, poza jedną różnicą - jest mniej dzieci. A dlaczego? Bo stały się dla nas większą wartością. 
Alvin Toffler w "Trzeciej fali" naliczył 92 typy rodzin tj. mama i córka; mama, mąż i babcia czy dwie dziewczyny (nawet nie lesbijki) wychowujące dziecko jednej z nich, to także rodzina. W Polsce ten model to nadal święty obrazek Rafaela: Matka Boska, św. Józef i Jezus. To rodzina nuklearna, fatalny wzór. Nie ma tam nawet miejsca na dziadków.

Generacja "me, myself and I" wydaje się najszczęśliwsza z dotychczasowych, bo ma nieograniczony wybór zachowań i ról społecznych. Czy jesteśmy z tą wolnością szczęśliwi?

Nawet jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi z tą obecną wolnością, to nie z powodu wolności, tylko niepełnej dojrzałości, by się nią dobrze posługiwać. To trochę tak, jak z jazdą samochodami po drogach. Jest owszem, dużo wypadków i ofiar, ale nikt nie proponuje cofnąć się do czasów konnych dyliżansów, tylko poprawiamy drogi, doskonalimy auta, lepiej uczymy kierowców. I tymi sposobami zmniejszamy liczbę wypadków. Proponuję tak samo podchodzić do wolności. Uczmy się korzystać z niej bez wypadków.

W filmie pada zdanie - "powinieneś sobie pokrzyczeć. Przez dwa lata chodziłem na terapie i nic nie pomogło. Pokrzyczałem 5 minut i od razu było lepiej". Piękna scena – tego, jak ważne jest uznanie nieprzyjemnych emocji, a potem wyrzucenie ich z siebie…

Terapeutyczny krzyk jako sposób na wyładowanie emocji świetnie nadaje się dla osób, które mają nawyk tłumienia uczuć, więc przeważnie mężczyzn. Taką formę powrotu do poziomu dziecka pierwsi stosowali psychoanalitycy, m.in. Wilhelm Reich, Alexander Lowen, Arthur Janov, głównie w przypadkach blokad i zaburzeń neurotycznych na tle seksualnym. Terapia humanistyczna i psychodynamiczna skupia się na rozpoznaniu tłumionych emocji, nazwaniu ich, wydobyciu na powierzchnię świadomości, dociekaniu ich źródeł i znajdowaniu racjonalnych sposobów na poradzenie sobie z wywołującymi te emocje trudnymi sytuacjami. Samo rozładowanie przez krzyk skumulowanych emocji doraźnie przynosi ulgę, ale na przyszłość niewiele uczy.

Czym jest dziś związek? A może, nie ma już związków - są tylko mniej lub bardziej trafione układy. Można mieć jednocześnie dziecko, męża i kochanka. Liczy się przekonanie, że to mi jest dobrze, a to przecież najlepsze co mogę dać moim dzieciom. Po co wybierać, jeśli mam jedno i drugie?

Może tak być, ale jest też punkt widzenia Ebby, która dostrzega wartość w trwaniu i walce o związek. Ona chciałaby się spotkać z Tomasem bez rozdźwięku, żeby nie był inny niż ona. 

Aktualnie idziemy w taką stronę, że coraz bardziej spotykają się ze sobą - kobieta i mężczyzna. Nigdy wcześniej tak nie było. 

Rozmawiała Martyna Harland, psycholożka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
Informacja sponsorowana

zobacz też:

o