Bezpośrednia relacja z tunezyjskiego planu zdjęciowego "W Pustyni i w puszczy"

  • Różne
Ostatnie zdjęcia do filmu "W pustyni i w puszczy" nakręcono 22 i 23 października w Tunezji, były to sceny z udziałem aktorów, natomiast ostatni klaps padnie po zrobieniu ujęć specjalnych z deszczem i będzie to w połowie listopada tego roku. Ekipa spędziła poza granicami kraju cztery miesiące - większość w Republice Południowej Afryki, a od 15 września twórcy filmu pracowali w Tunezji, min. w Tozeur, pobliżu miejsca gdzie kręcono "Gwiezdne wojny". Oprócz pary głównych bohaterów: Karoliny Sawki (Nel) i Adama Fidusiewicza (Stasia) w tycz ostatnich scenach udział wzięli także Artur Żmijewski (inżynier Tarkowski), Agnieszka Pilaszewska (pani Olivier), Andrzej Strzelecki (Rawlison) i Konrad Imiela (Chamis). W ekskluzywnej willi, nad brzegiem morza w miejscowości Hammamet kręcono scenę pożegnania pana Tarkowskiego i Rawlisona z dziećmi, ojcowie jadą na inspekcję kanałów i zostawiają dzieci pod opieką pani Olivier. Także w tej scenie Staś strzela ze sztucera, który wcześniej podarował mu ojciec. Mimo że, kręcona na końcu, będzie to w filmie jedna z pierwszych scen, rozgrywających się w Port Saidzie. "Dzisiaj siedzę tylko, bawię się z Sabą i pilnuje, żeby pies nie pogryzł parasolki pani Olivier"- mówi ośmioletnia Karolina."Ja za to strzelam ze sztucera do garnków ustawionych na pustyni, po każdym strzale Chamis zabiera szybko garnek, żeby wyglądało, że to ja celnie strzelam" - dodaje Adam, czyli filmowy Staś "Oczywiście podczas prób naboje nie są prawdziwe, zresztą później tez nie dadzą mi prawdziwych" - dodaje po chwili. Do południa kamera ustawiona jest wewnątrz willi, na tarasie, tak żeby z bliska pokazać zachowanie bohaterów, później po południu operator idzie na plażę i z oddali kręci te same sceny. Całość obserwuje i wskazówek udziela Gavin Hood - najważniejsza osoba na planie - reżyser. Południowoafrykański filmowiec, który zaraz na początku zastąpił Macieja Dutkiewicza, czuwa i pilnuje żeby wszystko przebiegało według scenariusza. Gavin jest dokładny, pedantyczny wręcz, krąży nawet anegdotka, że wystarczy aby pies, kot czy inne zwierze spojrzało w inną stronę niż powinno spojrzeć, reżyser natychmiast każe przerywać i zaczynać o nowa. Gavin Hood był jednym z trzech kandydatów, którzy mogli zastąpić Macieja Dutkiewicza, wybrano jego, bo pracował już z dziećmi, poza tym uznawany jest za jednego z najlepszych reżyserów młodego pokolenia, a jego film "A Resonable Man" był wielokrotnie nagradzany (min. na festiwalu w Karlowych Varach)."Dzisiaj wiem, że był to dobry wybór, Gavin wspaniale radził sobie z dziećmi i miał do nich naprawdę dużo cierpliwości" - powiedział o reżyserze Waldemar Dziki, producent filmu. Mimo że, "W pustyni i w puszczy" jest filmem polskim i dialogi będą polskie to "językiem urzędowym" na planie filmu był język angielski. Dochodziło tu do przezabawnych sytuacji: reżyser tłumaczy po angielsku polskim aktorom jak grać, a aktorzy odtwarzają swoje kwestie w języku, którego reżyser kompletnie nie rozumie. Zresztą scenariusz przetłumaczony na angielski przydawał się nie tylko reżyserowi i jego południowoafrykańskiej ekipie, ale większości, ponieważ oprócz małej garstki Polaków na planie pracowali Włosi, Niemcy, Tunezyjczycy.... Mówiło się tu w wielu językach, także po zulusku - w tym języku porozumiewał się min. Mzwandile Ngubeni, filmowy Kali. Mzwandile tutaj na planie spotkał krewnego z plemienia Zulusów i obaj zachwycili ekipę swoim dialektem."Gavin nie rozumie, co mówią polscy aktorzy, ale on widzi i wie co czują, dialog jest tylko powierzchnią, najważniejsze jest to, co się dzieje wewnątrz aktora" - przekonuje Mzwandile, który sztuki aktorskiej uczy się w szkole aktorskiej w RPA. Karolinie i Adamowi także nie przeszkadza fakt, że Gavin nie rozumie po polsku, bardzo polubili pracę z młodym reżyserem: "Na początku żal mi było pana Maćka i myślałem, że się nie przyzwyczaję o nowego reżysera ale później bardzo polubiłem Gavina, on potrafi szybko wytłumaczyć o co mu chodzi i jak trzeba zagrać" - twierdzi Adam Fidusiewicz, "I potrafi nas szybko rozśmieszyć" - dodaje Karolina Sawka. Reżyser wie, że polska widownia zastanawia się pewnie jaki będzie polski film wyreżyserowany przez filmowca z Afryki: "Pokaże tę historię z punktu widzenia osoby, która mieszka w tym kraju, jako dziecko dorastałem wśród wszystkich tych zwierząt, które pokażemy w filmie, to będzie Afryka widziana moimi oczami, ale to będzie zaleta tego filmu". Zdjęcia kręcone w Tunezji należały o tych łatwiejszych, a te ostatnie w willi pana Tarkowskiego miały charakter kameralny: na planie było kilkadziesiąt osób: aktorzy, operatorzy, ekipa techniczna, ale to nic w porównaniu ze scenami kręconymi w Republice Południowej Afryki. Tam, oprócz scen zbiorowych z udziałem rzeszy statystów (w całym filmie wzięło udział 4,5 tysiące statystów) kręcono jedne z trudniejszych ujęć: sceny ze zwierzętami. Na ekranie oprócz słoni i wielbłądów, zobaczymy kameleona, szympansicę Samanthe z johannesburskiego zoo, dwa konie występujące w rolach głównych oraz dwa konie - kaskaderzy plus kilka dodatkowych (w sumie około dziesięciu), zagra osioł, wielki pies o imieniu Shogun, czteromiesięczny pawian Chacma, skorpion, nietoperze, lew i dwie lwice.... Ekipa przyznaje, że praca z takim zwierzyńcem nie należała o najłatwiejszych. Trudno przecież nakłonić słonia, żeby zaryczał a psa żeby szczekał w tym momencie kiedy chce tego reżyser.... . Trzeba było nie lada sztuczek żeby zwierzęta działały według scenariusza, na przykład Sabie (wielkiemu dogowi niemieckiemu, szczycącemu się tytułem championa RPA) pokazywano faceta w żółtym kasku motocyklisty - wszystko po to, aby zaczął szczekać. Efekty czteromiesięcznej pracy ponad stu osobowej ekipy widzowie zobaczą za pięć miesięcy - w marcu 2001 roku. Twórcy filmu podkreślają, że choć "W pustyni i w puszczy" jest polską historią, będzie miała wymiar uniwersalny. Miłość, strach, zazdrość - to uczucia, które znają wszyscy i dlatego film zainteresuje publiczność w wielu krajach.M.G.

komentarze

pozostało 255 znaków