Chcielibyśmy żeby FILM był w centrum zainteresowania - Rozmowa z Igorem Zalewskim, redaktorem naczelnym miesięcznika FILM

Filmweb: Jak to się stało, że Pan, dziennikarz "Życia", "Nowego Państwa" i "Wprost" autor wybitnie politycznej rubryki "Z życia koalicji, z życia opozycji" został redaktorem naczelnym pisma kulturalnego "Film"?
Igor Zalewski: I mnie to zaskoczyło. Chociaż z kulturą już wcześniej miałem wiele wspólnego. Studiowałem teatrologię na warszawskiej Akademii Teatralnej, więc ze sztuką aktorską i reżyserską miałem spory kontakt. Moje pierwsze teksty w poważnych magazynach dotyczyły filmów i książek. Potem mało zajmowałem się tą tematyką. Stałem się natomiast profesjonalnym dziennikarzem, a właśnie dziennikarza i redaktora potrzebował wydawca "Filmu". Ludzi znających się na filmie jest w miesięczniku dużo, natomiast brak kogoś, kto nasyciłby to pismo swoim doświadczeniem edytorskim, wiedzą, którą można wykorzystywać przy redakcji tekstu, układaniu gazety. Takie jest właśnie moje zadanie.
Nie roszczę sobie ambicji do bycia wyrocznią w sferach filmu i kultury. Oczywiście mam swoje zdanie na wiele tematów, natomiast przede wszystkim ufam ludziom z którymi współpracuję: Elżbiecie Ciaparze, Krzysztofowi Kłopotowskiemu, Mateuszowi Wernerowi, być może niedługo znowu Bartkowi Żurawieckiemu - jednemu z najlepszych krytyków w Polsce. Mam do nich pełne zaufanie.

Filmweb: Czyli po prostu ktoś zadzwonił "Panie Zalewski proszę objąć kierownictwo"?
Igor Zalewski: Eeee, bez przesady. Pewnego dnia rzeczywiście ktoś do mnie zadzwonił z propozycją rozmowy. Wcześniej nie miałem do czynienia ze światem wielkich koncernów wydawniczych, ani z kolorowymi miesięcznikami. Jednak wyrobiłem sobie jakąś tam pozycję w środowisku dziennikarskim. Wydawca chciał, abym korzystając ze swoich doświadczeń - zarówno w redagowaniu tygodnika jak i tych wyniesionych z Radiostacji - przyczynił się do ożywienia, rozwoju miesięcznika "Film".

Filmweb: Miał Pan pomysł jak pokierować tym rozwojem?
Igor Zalewski: Tak. Chciałem pismo ożywić, uczynić je bardziej nowoczesnym, opiniotwórczym, takim w którym mogłyby się pojawić kontrowersyjne teksty. Chciałem, aby czytelnicy mieli wrażenie, że na łamach pisma dużo się dzieje i toczą się w nim ważne dyskusje.

Filmweb: Takie jak ta zapoczątkowanej przez Krzysztofa Kłopotowskiego o baronach kina polskiego?
Igor ZalewskiIgor Zalewski: Tak. Chcemy uzyskać taki poziom opiniotwórczości, żeby - jeżeli kilka osób rozmawia ze sobą o interesujących wydarzeniach - mówili także o tekstach, ukazujących się w "Filmie".
Tej opiniotwórczości "Filmowi" troszkę brakowało. Rzadko wychodził poza stricte "kinową" publiczność, a my chcielibyśmy żeby był w centrum zainteresowania. Cykl artykułów o stanie kina polskiego rzeczywiście nam w tym pomógł. Odnoszono się do niego w wielu mediach np. w "Newsweeku", w "Rzeczpospolitej", "Polityce". Dla jednego pisma jest to zawsze splendor i chwała, gdy inne powołują się na nie.
Oczywiście jedna jaskółka wiosny nie czyni i czeka nas jeszcze wiele pracy, aby "Film" stał się pismem jeszcze bardziej opiniotwórczym.
Chcieliśmy też pokazać kino z trochę innego punktu widzenia. To znaczy nie traktować go jako sztuki kompletnie odizolowanej od świata, wręcz przeciwnie. Chcieliśmy spojrzeć na film od strony antropologicznej i kulturowej, jako na soczewkę w której skupiają się wszystkie najciekawsze współczesne zjawiska. Artykuły o niewieściejących mężczyznach czy mitologii greckiej w serialach, mają nam w tym pomóc. Inny temat: świat i kino się napędzają nawzajem - kino jest coraz szybsze, w związku z tym i świat jest coraz szybszy, a ponieważ świat jest coraz szybszy, to kino też przyspiesza.

Filmweb: Nowa formuła miała przyciągnąć nowych czytelników. A co ze starymi czytelnikami, którzy od wielu lat co miesiąc kupują FILM?
Igor Zalewski: To wielka sztuka - znaleźć złoty środek. Nie jesteśmy radykałami którzy chcą wszystko zniszczyć i na zaoranym polu coś nowego zasiać. Sądzę, że "Film" pełni też tę rolę, którą pełnił dotychczas: można w nim znaleźć informacje na temat reżyserów, aktorów, tego co się dzieje. O tym świadczy również fakt, że są w zespole i współpracują z nami ludzie, którzy tworzyli wcześniej "Film".

Filmweb: A nie jest tak, że starając się stworzyć pismo dla wszystkich, tworzy je Pan dla nikogo?
Igor Zalewski: Takie niebezpieczeństwo oczywiście istnieje. Dzisiejsze media są dosyć mocno sformatowane, to znaczy że, mają bardzo wyraźną grupę odbiorców i dostosowują się do nich.
Czytelnik miesięcznika "Film" jest bardzo "rozbity", głównie wiekowo. Czytają nas przede wszystkim młodzi ludzie - nastolatki, dwudziestolatki, którzy najchętniej chodzą do kina. Najprościej byłoby używać języka dostosowanego do ludzi młodych, co staramy się robić. Z drugiej strony istotną, choć nie dominującą grupę naszych czytelników stanowią ludzie po trzydziestce i starsi. Nie możemy ich lekceważyć, tylko dlatego, że stanowią mniejszość. Wykształtowanie takiego stylu, który zadowalałby i jednych i drugich nie jest łatwe.
Nie twierdzę, że już go osiągnęliśmy, ale myślę, że jesteśmy na najlepszej drodze.

Filmweb: A czy strona internetowa powstała także po to, aby znaleźć nowych czytelników?
Igor Zalewski: Oczywiście nie chcemy być konkurencją dla tak uznanych portali filmowych jak filmweb.pl czy stopklatka.pl (śmiech). Chcemy, aby strona i pismo stanowiły rodzaj tandemu. Nasza ma być miejscem, gdzie nasz czytelnik może znaleźć podstawowe informacje dotyczące aktualności kinowej oraz naszego miesięcznika.
Chcemy też, aby to co się dzieje na naszej stronie internetowej, miało odbicie na łamach pisma. Często opinie internautów drukujemy w papierowym wydaniu "Filmu". Dzięki ich dyskusjom znamy też opinie na temat "Filmu". Poza tym forum internetowe to kopalnia dobrych pomysłów. Nasi czytelnicy nie są głupsi od nas, a czasem są mądrzejsi, podsuwają nam fajne pomysły, koncepcje, z których potem korzystamy. Pismo staje się też przez to bardziej demokratyczne.

Filmweb: Forum odwiedza reprezentatywna grupa czytelników?
Igor Zalewski: Nie mam pojęcia. Internauci to mała grupa naszych czytelników, których jest ponad 300 tysięcy. Naszą stronę odwiedza kilka tysięcy osób.

Filmweb: Jednym z zarzutów, stawianych nowemu "Filmowi" jest szata graficzna "która przywodzi na myśli pisemka dla nastolatków". Dlaczego takie emocje wzbudza sama okładka "Filmu"?
Igor Zalewski: Najwyraźniej wszyscy się spodziewali, że skoro nie jesteśmy emerytami (razem z Igorem Zalewskim redaktorem naczelnym został Robert Mazurek - przyp. red.), to będziemy robili pismo dla dzieci i dla głupków. Nasze doświadczenia zawodowe zupełnie na to nie wskazują, ponieważ pracowaliśmy w mediach poważnych, nie pozbawionych ambicji. Zatem nie mieliśmy doświadczeń w robieniu z mózgu papki. Gdyby o to chodziło wydawcy, wybrałby zupełnie kogo innego. Obawy z nami związane były niepotrzebne, ale wpłynęły na to, że zmiany plastyczne w piśmie zostały przyjęte tak kontrowersyjnie.
Poza tym tuż po zmianie formuły próbowaliśmy przenieść na polski rynek wzorce z brytyjskiej prasy filmowej, moim zdaniem najlepszej na świecie. Te okładki, które w Wielkiej Brytanii uchodzą za progresywne estetycznie i wysmakowane w Polsce zostały zinterpretowane - mówię o okładkach z "Zemstą" i "Bondem" - jako przykład tandety. Wycofaliśmy się z nich, nie ma sensu uszczęśliwiać ludzi na siłę. Doszło potem kilka okładek, które zebrały bardzo dobre recenzje - na przykład te z "Władcą Pierścieni" i z "Matrixem.

Natomiast ostatnia okładka z Anną Przybylską jest rozmaicie oceniana, a to znaczy, że nie jest najlepsza. Chociaż w tym wypadku sądzę, że jest ona mylnie interpretowana. Jest to okładka żartobliwa, a niektórzy nasi czytelnicy odbierają ją na poważnie. To znaczy, że albo żart był za słaby, albo że nie należy w ogóle takich żartów robić. Bo jeżeli ktoś mi mówi, że nasza okładka przypomina tą "Playboya" to cóż.... Jest to wyraźnie parodia takich okładek. Anna Przybylska ma śmieszną minę, nie ocieka seksem, ma oczy wytrzeszczone nie z powodu seksualnego napięcia, ale z przerażenia, bo zaraz przewróci się razem z krzesłem. I to ma być zabawne i śmieszne. Nie jest zabawne i śmieszne? Pomyliliśmy się, przepraszamy czytelników, już nie będziemy robić żartobliwych okładek.

Filmweb: Czyli pełny konformizm?
Igor Zalewski: Dobre pytanie. Strasznie trudno jest znaleźć odpowiednią proporcję między narzucaniem swojej wizji czytelnikom, kreowaniem pewnych zjawisk, trendów, a automatycznym spełnianiem ich woli. Nie chcę tępo, automatycznie spełniać wszystkich oczekiwań. Mam ambicje, aby podbić czytelników, zaskoczyć ich nowym stylem, pomysłami. Są oczywiście granice tych zapędów. Jeżeli jakiś nasz pomysł wyraźnie się nie przyjmuje, nie ma sensu uszczęśliwiać nikogo na siłę. Swoje zdanie mogę zachować dla siebie, natomiast z tego pomysłu muszę się wycofać.

Filmweb: Co poza okładkami było źle przyjęte?
Igor Zalewski: Na przykład to, że z jednej strony "Życia towarzyskiego i uczuciowego" mamy teraz dwie. To był koronny argument, że stajemy się pismem plotkarskim, obciachowym, beznadziejnym.

Filmweb: Czytelnicy nie wyczuli ironii..?
Igor Zalewski: Niestety nie. Myślę, że gdyby nie kierowali się uprzedzeniami, ale dokładniej przeczytali to, co krytykują, zobaczyliby, że te rubryki mają charakter pół satyryczny. Nie polegają na zachwycaniu się i celebrowaniu ploteczek ze świata polskiego showbiznesu, tylko na pokazywaniu go w krzywym zwierciadle. Przyznaję, czasami jesteśmy dosyć brutalni dla gwiazd i gwiazdeczek, które opisujemy i ta rubryka ma zupełnie inny charakter niż wielu ludzi się spodziewało. Z czasem została zaakceptowana, są w niej żarty, które zaczęły się podobać. Myślę, że wielu ludzi zaczyna pismo od czytania właśnie tych dwóch stron.
Duże kontrowersje wzbudziła rubryka też "Filmy mojego życia", w której osoby ze świecznika, najlepiej kontrowersyjne, opowiadają o tym jaką rolę w ich życiu odegrał film. Było kilka takich osób: Jerzy Pilch, Jerzy Owsiak czy Kazik.
Pewnego razu odpytaliśmy Andrzeja Leppera. Oceny tego posunięcia były bardzo różne. Niektórzy byli zachwyceni, uważali że to śmieszne, zabawne i coś mówi o Lepperze, który chwalił "Potop", "Krzyżaków" czyli takie polskie, patriotyczne, "kobylaste" filmy. Inni uznali, że pomysł był zły, a film jest zastrzeżony dla ludzi innej kategorii i ich nie obchodzi co Lepper myśli na temat kina. Mimo to wolę, gdy temat jest kontrowersyjny niż nijaki i nie zauważany.

Filmweb: Woli Pan mieć mniej czytelników i być kontrowersyjny?
Igor Zalewski: To nie tak. Myślę, że jeśli coś jest kontrowersyjne, to wzbudza zainteresowanie, bo kontrowersja polega na starciu różnych opinii. A żeby było różne opinie, to musi być zainteresowanie tematem, dyskusje, spory a w rezultacie czytelników przybywa, a nie ubywa. I tak się na razie dzieje.

Filmweb: Czy długo zostanie Pan jeszcze w "Filmie"?
Igor Zalewski: O Boże, jakie pytanie!

Filmweb: Długo?
Igor Zalewski: Powiem tak. Zostałem tu sprowadzony w pewnym celu. Jeżeli tego celu nie osiągnę, to uznam, że byłem nieodpowiednim człowiekiem na niewłaściwym miejscu i podam się do dymisji, mówiąc górnolotnie. A jeżeli uda nam się i osiągniemy wielki sukces, to pocieszę się nim trochę, ponapawam, a jak obrosnę tak w tłuszczyk, to też trzeba będzie pomyśleć o jakiejś kuracji odchudzającej.

komentarze

pozostało 255 znaków
    WTF:false,ads:true