• A
  • A
  • A

Dziennik Rzeczpospolita podsumowuje rok w polskim kinie
[Dystrybucja kinowa] (2005-12-29 08:03)

Uchwalona przez Sejm ustawa o kinematografii, nowe źródła finansowania produkcji filmowej, powstanie Instytutu Sztuki Filmowej - to dla polskich twórców i widzów powód do radości i nadziei na przyszłość.

A jaki rok mamy za sobą? W kinie europejskim - wspaniały. Na polskich ekranach mieliśmy wyborne filmy - "W stronę morza" Alejandro Amenabara, "Verę Drake" Mike'a Leigha, "Dziecko" braci Dardenne, "Ukryte" Michaela Hanekego. I wiele innych. Taki zestaw trafia się bardzo rzadko. Kino Starego Kontynentu potrafiło zaproponować filmy skromne, ale głęboko humanistyczne, stawiające najważniejsze pytania o sens życia, o odpowiedzialność człowieka za innych i za własne czyny. Prawdziwa uczta dla kinomanów.

W tym świetnym roku odnaleźli się na europejskim rynku dwaj twórcy polskiego pochodzenia. Paweł Pawlikowski za delikatne "Lato miłości" zdobył nagrodę BAFTY dla najlepszego obrazu brytyjskiego i nominację do Europejskiej Nagrody Filmowej, zaś "Cała zima bez ognia" Grega Zglińskiego stała się szwajcarskim kandydatem do Oscara. Do tych sukcesów trzeba dodać Grand Prix Krzysztofa Krauzego za "Mojego Nikifora" w Karlowych Warach i świetne recenzje "Persona non grata" Krzysztofa Zanussiego po konkursowym pokazie w Wenecji.

Mieliśmy też chwilę satysfakcji podczas tegorocznej edycji amerykańskich Oscarów. Jan A.P. Kaczmarek został uhonorowany statuetką za muzykę do filmu "Marzyciel" Marka Forstera. A muzyka ta jest rzeczywiście urzekająca. Znacznie mniej ilustracyjna od hollywoodzkiej, pomaga budować klimat filmu. Kaczmarek potrafi przełożyć europejskie wyobrażenia o sztuce i muzyce na język, który jest w Stanach akceptowany. Po wielkim sukcesie nie zapomniał o rodzinnym kraju. Wrócił nad Wisłę, by tu właśnie założyć Fundację Rozbitek, która ma wspierać twórczość młodych artystów.

Dla polskiego kina był to rok przeciętny. Pojawiło się kilka ciekawych filmów: od "Persona non grata" Zanussiego i "Komornika" Feliksa Falka aż do "Jestem" Doroty Kędzierzawskiej, "Mistrza" Piotra Trzaskalskiego, "Parę osób, mały czas" Andrzeja Barańskiego. Do tego "Oda do radości" - intrygujący debiut trojga młodych realizatorów, Anny Kazejak, Macieja Migasa i Jana Komasy. Jednak to za mało, by plusy górowały nad minusami. Bo choć polskie filmy zaczynają zaciekawiać, wciąż reprezentują poziom, do którego najlepiej przystaje określenie "przyzwoity". Ciągle czekamy na dzieła wybitne: ważne rozliczenia z przeszłością, mądre freski o współczesności.

Wielką bolączka polskiego kina jest frekwencja. Roczna spadła do poziomu 23 - 24 mln. Narzekają wszyscy - od dystrybutorów hitów hollywoodzkich po tych, którzy wprowadzają na ekrany filmy artystyczne. Zwłaszcza jednak ci ostatni. Wystarczy spojrzeć na wyniki: "Vera Drake" - 13 tys. widzów, zwycięzca Cannes, "Dziecko" - 15 tys., "Ukryte" - 20 tys. A polskie filmy? Powyżej 100 tys. widzów przyciągnęły tylko: "Skazany na bluesa" (188), "Komornik" (144), "Pitbull" (112). O innych lepiej nie mówić: "Trzeci" - 33 tys., "Persona non grata" - 26 tys., "Wróżby kumaka" - 6 tys., "Mistrz" - 5 tys., "W dół kolorowym wzgórzem" - 2 tys.
Barbara Hollender


Zachwyty i rozczarowania

ZACHWYTY:
- "Broken Flowers" Jima Jarmuscha
- "Ukryte" Michaela Hanekego
- "W stronę morza" Alejandro Amenabara
- "Persona non grata" Krzysztofa Zanussiego
- "Jestem" Doroty Kędzierzawskiej

ROZCZAROWANIA:
- "Aleksander" Olivera Stone'a
- "Królestwo niebieskie" Ridleya Scotta
Podziel się z innymi:
źródło:

komentarze

Dodaj komentarz
Maniaska Maniaska

frekwencja to wszystko jej wina!!! przez to, że prawie nikt nie chce chodzić na dobre filmy, do mnie do miasta one nigdy nie docierają :(
Ale i tak nie było źle byłam ok.20 razy więc coś się znalazło, były wśród nich Aleksandra (chce o tym zapomnieć), ale też takie perełki jak "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" "Marzyciel" i pare innych
Ludzie zacznijcie chodzić do kina!! mówicie "interesuję się filmem" ale oglądanie filmów na kompie, wcale o tym nie świadczy!!!
oczywiście ja też oglądam na kompie, ale nie mam tyle kasy żeby co tydzień jeździć do Kielc i wydawać na kino ponad 25zł (bo zadrogę też przecież trzeba)

jet jet

zawsze ubolewalem nad ta polska frekwencja w kinach, ale nie wiedzialem, ze az taka niska ! u nas cieszymy sie z sukcesu 100 tys ludu, a persona non grata, mistrz coz to za frekwencja, a takie szity jak hp po ile maja? a nie podali frekwencji jestes ;-) czyzby ponizej 2 tysiacy? zalosne...
powiedzmy tak, ze srednio bilet w polsce kosztuje 10 zl [tak nie jest, ale niech bedzie] to taki 'mistrz' zarobil 50000 to za co on zaplaci aktorom, bedzie mial lepsze efekty? trzeba najwyrazniej w polsce produkywac same gowienka pod publika jak 'czas surferow', albo wydac polowe zarobkow na reklame w tvp.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: