Kasowe hity dostają szansę na Oscara dla najlepszego filmu

photo.title "Mroczny rycerz" nie zdobył nawet nominacji do Oscara w kategorii 'najlepszy film', ale dzięki temu inne kasowe przeboje będą miały szansę być nominowane w kolejnych latach. Taka jest reakcja na ogłoszoną wczoraj przez Sida Ganisa decyzję Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej o zwiększeniu liczby nominacji w najważniejszej kategorii z pięciu do dziesięciu.

Ceremonia wręczenia Oscarów z roku na rok cieszy się coraz mniejszą popularnością wśród widzów. Szansą na zmianę trendu w tym roku był "Mroczny rycerz". Kiedy jednak okazało się, że film nie otrzymał nawet nominacji dla najlepszego obrazu, fani nie byli zainteresowani oglądaniem gali. Podwojenie liczby nominacji ma sprawić, że znajdą się wśród nominowanych tytuły przyciągające uwagę widzów, a zatem i ich zainteresowanie nagrodami. Może to spowodować również, iż o głównego Oscara powalczą także animacji, filmy dokumentalne i zagraniczne, które dotąd były ignorowane, bowiem posiadają swoje własne kategorie.

Na zmianie mogą zyskać takie filmy jak "Star Trek" czy "Odlot". Czy jednak członkowie Akademii będą wrażliwi na 'delikatną' sugestię władz Akademii, dowiemy się dopiero w styczniu, kiedy zostanie podana lista kandydatów do Oscarów.

Decyzja o 10 nominacja w kategorii 'najlepszy film' nie jest niczym przełomowym. Jest to raczej powrót do przeszłości, gdyż w latach 1931-43 nominowano jako najlepszy film właśnie po ok. 10 tytułów.

komentarze

pozostało 255 znaków
  • martns

    filmweb nieco przekabacił wiadomość, oglądałem wideo z konferencji i nie było w niej ani słowa o szansie dla bardziej kasowych hitów, którą umożliwi zmiana z 5 na 10 nominacji. chodziło głównie o filmy, które są nominowane w innych kategoriach, jak "najlepszy film zagraniczny", "najlepszy dokument", czy animacja(lub te pomniejsze).

  • Davus

    Ceremonia "specjalna" będzie w listopadzie, nie w grudniu - sorki za błąd. :D

  • Davus

    Wygląda na to, że ta zmiana jest przede wszystkim po to, żeby przyciągnąć więcej ludzi przed telewizory w trakcie ceremonii. Nieważne nawet, czy Akademia nominuje jakieś blockbustery - z pewnością 10 filmów znajdzie więcej swoich fanów, niż 5. A dlaczego sądzę, że taki jest powód? Bo Akademia wprowadziła dzisiaj dwie kolejne zmiany - nagrody honorowe będą przyznawane w grudniu na specjalnej ODDZIELNEJ ceremonii (na Oscarach jedynie będzie krótsze oddanie honorów - coś, jak z nagrodami technicznymi). Poza tym wprowadzono zmiany w regulaminie dotyczącym najlepszej piosenki. Od przyszłego roku ŻADNA piosenka może nie być nominowana, może być tylko jedna albo dwie (do tej pory mniej niż 3 było niedopuszczalne). Zależy, ile przekroczy odpowiednią średnią ocen. Najwidoczniej nie chcą, żeby zbyt wielu ludzi przeciągało ceremonię. :)

  • Davus

    No tak, ale tak, czy owak "Imię róży" było przed "Braveheart". :P

  • Sqrchybyk

    No tak, "Imię róży" też, ale to jednak nieco nowszy film - rok 86 bodajże. Pisząc o tych dekadach miałem na myśli filmy z lat 30-70, w których średniowiecze było zazwyczaj czyste, a zęby bohaterów śnieżnobiałe.

  • Davus

    P.S. U mnie na stronie pojawił się niewielki temat związany z powyższym tekstem - co o nim sądzicie? :D

  • Davus

    No nie wiem... A "Imię róży"? Tam to dopiero jest brud i wszy!!! A film poza tym ZNAKOMITY. Co do "Bliżej" - to Julka trochę odstawała od reszty, ale przyznaję, że ten film zrobił na mnie spore wrażenie. IMO obok "Zakochanego bez pamięci" najlepszy film amerykański 2004 roku - a z pewnością lepszy od wszystkich podówczas nominowanych. :P

  • Sqrchybyk

    Hehe, no właśnie tak się składa, że też wole "Chicago" od "Pianisty" (o ile da sie te dwa filmy porównać). Swoją drogą "Pianiście" dałbym Oscara za reżyserię jedynie, pozostałe dwa dałbym najchętniej "Adaptacji" Jonze'a, którą uważam za najlepszy amerykański film 2002. Nie widzę w tym nic absurdalnego, no chyba że mam absurdalny gust, ale ocena mojego gustu to... Rzecz gustu. Nie wiem czy "brud i wszy" są trudne do osiągnięcia, faktem jest że przez kilka dekad nie było ich zupełnie widać w filmach o średniowieczu, nie tylko Hollywoodzkich. Jedynym wyjątkiem jaki widziałem jest znakomity francuski "Monsieur Vincent" z '48 (choć w sumie on się dzieje już po średniowieczu).

  • Howler

    Hehe ;) Wciąż wszyscy znają się najlepiej ;) Z "Milczeniem owiec" oczywiście żartowałem - szanuję, nie kocham. "Piękną i Bestię" kocham i mogę oglądać w nieskończoność. Scenariusz do "Miasta gniewu" jest pełen ogólników, nieszczerych kwestii, niedopracowanych postaci i bzdurnych metafor - to beznadziejny pomysł na opowieść o "prawdziwych" ludziach. Ciekawe jest to, że patetyczne sceny jakimś cudem tutaj działają - może właśnie dlatego mimo wszystko film mi się podoba. Moja ulubiona rola to zdecydowanie Sandra Bullock z "I'm angry and I don't know why" - jedyny konkretny występ w filmie, nie nastawiony na współczucie i oddający jedną z niewielu sensownych myśli scenariusza. A "Brokeback Mountain" mimo całego uwielbienia akurat nie jest dla mnie akurat wzorowym przykładem współpracy aktorów, nawet jeśli mówimy tylko o malutkich, czteroosobowych obsadach. "Bliżej"!

  • Davus

    Miało być, że "Kościół oczywiście potępiał...", nie "Średniowiecze oczywiście potępiało...". Idę spać, bo już mi się język plącze. :D

  • Davus

    Z Tobą jest trochę, jak z Akademią, która twierdzi, że "Pianista" ma lepsze aktorstwo pierwszoplanowe, lepszą reżyserię, lepszy scenariusz, ale generalnie jest gorszym filmem od "Chicago". :D Trochę to absurdalne, ale niech Ci będzie. :P Średniowiecze oczywiście potępiało "sodomię" zawsze - także w średniowieczu, ale nie o to mi chodziło. :) Wydawało mi się, że ginie, ale mogę coś mylić (tzn. możliwe, że tylko kochanek, co zresztą niewiele zmienia). Odtworzenie "brudu i wesz" nawet TVP w "M jak miłość" by się udało, gdyby się postarali. To trudne nie jest. :P Pozdrawiam.

  • Sqrchybyk

    Hmmm, książe chyba nie ginie. Zaś gdy chwaliłem kostiumy i scenografię to nie chodziło mi o widowiskowość ile raczej właśnie o dobre odtworzenie epoki, z jej brudem i wszami. A że średniowiecze było homofobiczne - chodziło mi o to, że homoseksualizm był znacznie bardziej potępiany niż dziś (choć różnie z tym i dziś bywa przecież), a wynika to z kościółkowości tego okresu. Ale ok, szczegółów nie znam, nie czytałem niczego na ten temat. Nie mogę się zgodzić że można obiektywnie wskazac lepszy film. Sztuki nie da obiektywnie ocenić, a nawet nie można obiektywnie stwierdzić że cos jest lub nie jest sztuką. Zgodziłem się, że Brokeback jest lepiej napisane i opowiedziane, co do aktorstwa chyba tez się zgodzę (nie wiem jak mogłem o nim zapomnieć), ale wciąż wole "Miasto". Po rozebraniu obu filmów na czynniki pierwsze faktycznie góruje "Brokeback", ale po złożeniu do kupy bardziej mi "Miasto" odpowiada. Po prostu bardziej trafia w mój gust, w moją wrażliwośc itd.

  • Davus

    Drogi Sqrchybyku (pozwolę sobie tak powiedzieć, bo przecież się znamy ze studiów): stwierdzenie, że średniowiecze było "homofobiczne" jest nieścisłe - w średniowieczu nie było gejów, a więc i nie było homofobów (co nie znaczy, że nie było czynów homoseksualnych, ale seks mężczyzny z mężczyzną nie tworzył jego tożsamości [choć był to "proceder" z pewnością nie rzadszy niż dzisiaj] - jeśli chodzi o szczegóły odsyłam do świetnego dzieła filozoficznego - "Historii seksualności" Michela Foucault). Zresztą - to, jak było w średniowieczu nie tłumaczy tego, jaki jest sam film. Obie postaci - i młodego księcia i jego kochasia są dosyć mizerne charakterologicznie, książę jest słaby, obaj giną (poniekąd za karę za swe "lubieżne" czyny). Co do kostiumów - to z tego, co pamiętam wszyscy tam (poza Marceau) chodzą w łachmanach, w kwestii scenografii - żyją jedynie w rozpadających się budach - trudno powiedzieć, by to było widowiskowe. Co do mocnych scen w "Mieście gniewu" to się nawet zgadzam, ale to jedynie dowód, że Haggis potrafi wykrzesać co nieco emocji ze swojego scenariusza - a więc i Oscar za scenariusz zasłużony, ale nie za film! Bo to znowu banalna historia, która stwierdza, że rasizm istnieje - i tyle. Natomiast "Brokeback..." jest filmem wieloznacznym, niejednoznacznym w ocenie bohaterów (bo przecież żony to nie są jakieś demonice, są krzywdzone przez Ennisa i Jacka, poza tym związek obu facetów rozwala im rodziny, a Jack jeździ na męskie dziwki do Meksyku), o niedopowiedzianym finale (bo przecież trudno stwierdzić z całą pewnością, jakie są przyczyny śmierci Jacka - a więc, czy ich "grzech" zostaje ukarany, czy nie), psychologicznie doskonałym, nie tylko świetnie nakręconym i napisanym, ale też (jak to brzmi?) mądrym. No i Heath Ledger+Jake Gyllenhaal+Michelle Williams+Anne Hathaway to najlepszy aktorski tandem ostatnich lat (z całym szacunkiem, ale w "Mieście gniewu" nikt nie tworzy roli, która choć w małym procencie mogłaby się równać z którąkolwiek z "TBM" - a już z pewnością nie Dillon, którego nominacji do Oscara zupełnie nie rozumiem). Niby o gustach się nie dyskutuje, ale są filmy lepsze i gorsze OBIEKTYWNIE. "TBM" jest właśnie lepsza od "MG" w taki sposób.

  • Sqrchybyk

    "Milczenie owiec" uważam za najlepszy film jaki widziałem, z prostego powodu. Otóż gdy obejrzałem go po raz pierwszy (24 lipca 2001 godz. 23.20 - pamiętam dokładnie), to przez 5 dni nie potrafiłem myślec o niczym innym. Serio. Zaden inny film nigdy czegoś podobnego u mnie nie spowodował. A nawet sie fajnie złożyło, bo w tych dniach zajmowałem sie burzeniem murku z gruzu takim fajnym, dużym młotem - jak nim waliłem to udawałem Lectera w scenie ucieczki ;-) JFK uważam za niesamowity film - 190 min. prawie samego gadania, a nudy ani sekundy. Z obejrzynych przeze mnie filmów politycznych tylko "Z" dorównuje mu jakośćią. "Piękna i Bestia" zaś trochę mnie rozczarowała. Genialna jest strona musicalowa tego filmu - zarówno muzyka, piosenki jak i choreografia. Pod tym względem to chyba najlepszy film ze stajni Disneya. Reszta zaś - fabuła, bohaterowie, klimat mogłyby być lepsze.

  • Sqrchybyk

    Dobra, dobra, najlepszy film dekady spośród tych, które widziałem. Rzecz gustu i tyle (znowu). Zgadzam się, że historia w "Brokeback" jest ciekawsza i chyba nawet ogólnie lepiej opowiedziana (dlatego nic nie mam do Oscarów za scenariusz i reżyserię), ale "Miasto" bardziej do mnie przemówiło, jest w nim pare momentów, w których mało z krzesła nie zleciałem ("postrzelenie" córki ślusarza - NIESAMOWITA scena). Może to dlatego, że to jednak ciut bardziej życiowa historia, powszechniejsza - oglądając ten film ma człek domyśla się, że podobne rzeczy dzieją się na codzień. Innymi słowy, wyczuwam w tym filmie prawdziwą magię kina. W "Brokeback" jej tyle nie wyczułem (swoją drogą 2: ten film też czas se "uodświzyć"). Braveheart zaś to po pierwsze: wykonanie. Piękna muzyka, takież zdjęcia, kostiumy, dekoracje i cała reszta. Po drugie zaś: klimat (znowu...). Gibson to mierny reżyser, tu zgoda, ale tu mu się cudem jakims wszystko udało. Nie nudzi film, wciąga, a parę razy nawet porywa. Homofobiczne zaś było (przynajmniej na wierzchu) całe średniowiecze. Poza tym chyba się niepotrzebnie czepiasz - książe, który woli swego kamrata od Sophie Marceau, jest przedstawiony jako słabeusz, ale przeciez ów kamrat to to zdolny chłop (za co zostaje zabity). Powtórzyć jeszcze raz frazes o rzeczy gustu?

  • Davus

    "Piękna i Bestia" to jedna z najurokliwszych animowanych historii miłosnych, jakie kiedykolwiek widziałem. Zresztą - o ile umieranie za wolność jest banalne, o tyle miłość nigdy nie jest. :D

  • Davus

    Btw lubię oba filmy ;)

  • Davus

    Piękna i Bestia? A jeśli można zapytać co w tej historii jest takiego niezwykłego skoro przed chwilą Bravheart był naciągany i infantylny(NIE UMRĘ!!WOLNOŚĆ!!).

  • Davus

    "Milczenie owiec" jest ciekawe narracyjnie - do dziś powala scena pod koniec, kiedy okazuje się, że Jodie i jej współpracownicy włażą do dwóch różnych domów - ona w łapy mordercy, a tamci gdzieś indziej. Poza tym ma film klimat i naprawdę całą masę niegłupich podtekstów. Np. czy można mówić o jakiejś "chemii" między Hopkinsem i Foster, czy nie? No i o co chodzi z tym zakichanymi owcami? Bo ta historyjka Foster o nich nie do końca wszystko wyjaśnia. Co się działo w jej przeszłości? Itp. Itd. To raczej rzadkie, by film głównego nurtu nie wyjaśniał wszystkiego do końca - i w tym wielka siła "Milczenia owiec". :P Ale przyznaję, że gdyby wygrała "Piękna i bestia", albo nawet świetny "JFK" nie miałbym nic przeciwko. :)

  • Howler

    Dżizys, Sqrchybyk tylko rzucał hasłami ;P, a najlepszy znaczyło ulubiony. Tak to już jest w Polsce że każdy zna się najlepiej ;) Ja też tak umiem! "Braveheart" jest ogromną kupą, a Gibson tragicznym reżyserem. "Miasto gniewu" jest przyzwoite, ale nierówne i nieoryginalne - sto klas za "Brokeback Mountain". "Milczenie owiec" - przeceniane, dzięki Hopkinsowi i Foster, bo co poza nimi jest tutaj wyjątkowego? Nada! To był zdecydowanie rok "Pięknej i Bestii". A pozostałych Sqrczybykowych ulubionych się nie czepię, bo sam uwielbiam.

  • Davus

    druid_3: ceremonia potrwa tyle samo - bo przecież 5 dodatkowych nominacji wydłuży ją raptem o... ich odczytanie. :P Co do prestiżu to naprawdę bym tak strasznie nie wyrokował. Zależy, co będą nominować. Bardzo możliwe, że prestiż wzrośnie. Na przykład (moim zdaniem) prestiż tegorocznych Oscarów byłby większy, gdyby nominowali: "Milka", "Lektora", "Slumdoga", "Drogę do szczęścia", "WALL-E-ego", "Mrocznego rycerza" i "Człowieka na linie" - na razie jedyne filmy ubiegłoroczne, które w sześciostopniowej szkolnej skali zasługują moim zdaniem na piątkę - wszystko to w jednej kategorii - wtedy nawet, gdyby obok były "Benjamin Button", "Frost/Nixon" i "Wątpliwość" całość wyglądałaby po prostu, jak same świetne wybory plus wypełniacze (do 10). Natomiast piątka nominowana w realu wyglądała, jak chybiona, bo pełna ważnych pominięć. Inna sprawa, że "Człowiek na linie" pewnie i tak by się nie załapał (bo dokumentów chyba nigdy jeszcze nie nominowano w kategorii najlepszy film), ale może na jego miejsce wskoczyłby nieco słabszy (ale wciąż dobry) "Zapaśnik".

  • Davus

    Najlepszy film dekady, powiadasz? :) Nie ośmieliłbym się wyrokować o jakimkolwiek filmie w ten sposób z tej prostej przyczyny, że... nie widziałem wszystkich filmów, jakie wyprodukowano na świecie w ciągu ostatnich 10 lat. To chyba oczywiste. Powiedzieć o "Mieście gniewu", że jest lepsze od "Tajemnicy Brokeback Mountain" to niemal, jak zgodzić się, że "High School Musical 3" powinno dostać Oscara. Co do "Bravehearta" - to co masz na myśli, twierdząc, że jest "kapitalny"? Pytam serio. Co w nim takiego "kapitalnego"? Przecież ten film jest banalny (och! Jak słodko jest ginąć za wolność!), nudny, a jedyną "widowiskowośćią", jaką się może pochwalić to cała armia gołych tyłków w jednej ze scen... :P No i Gibson... Reżyser z niego żaden, co "Pasja" i "Apocalypto" tylko potwierdziły, a aktor wcale nie lepszy. Pomijam już, że film jest homofobiczny, choć to nie taki znowu mały szczególik. Generalnie - najgorszy film, jaki nominowano do Oscara (przynajmniej z tych, jakie widziałem) i prawdopodobnie jeden z najgorszych filmów w dziejach kina. Jeden ma tylko plus - fajną muzę, ale muzę mogę słuchać i bez filmu. :P Pozdrawiam.

  • druid_3

    No prestiz nominacji sie przez to rozmywa... A ceremonia bedzie trwala o 90 minut dluzej, nie wiem czy tym zyskaja publicznosc.

  • Sqrchybyk

    Michal: Jak traci sens? Pare razy juz tu było pisane, że nominowane bedą zapewne te filmy, które i tak mają kilka innych nominacji (czyli np. "Mroczny Rycerz", "WAtpliwość" z tegorocznych).

  • Sqrchybyk

    Braveheart to kapitalny film - ipso facto! (Swoją drogą czas go sobie odświeżyć) I wiesz co jeszcze JackTwist?!? Otóż "Miasto gniewu" jest o klase lepsze od "Tajemnicy Brokeback Mountain"! HA! ;P Howler: "Spirited away" to nie jeden z najlepszych filmów dekady. To NAJLEPSZY film dekady i jeden z najlepszych w historii.

  • druid_3

    A najlepszy amerykanski film 2008 to "Synecdoche, New York" i juz ;P

  • _Michal

    Bez sensu, cala gala traci swoj sens, najlepiej niech sie polaczy z MTV Movie Awards i wszyscy beda zadowoleni. Do Oscara beda kandydowac Gladiator i High School Musical.

  • druid_3

    Nagradzanie "Gladiatora" bez nagrody dla Ridleya Scotta zupelnie mijalo sie z celem. "Braveheart" to tez nic ciekawego, w ogole wtedy dziwne te nominacje byly...

  • Howler

    Animacja to animacja? Film animowany jest FILMEM i powinien mieć święte prawo do startowania w głównej kategorii. Gdyby nie dziwne uprzedzenia, "WALL.E" miałby ogromną szansę nie tylko wejść do piątki nominowanych, a nawet wygrać. Utworzenie kategorii było głupim pomysłem, bo przez to filmy animowane nie są wystarczająco doceniane - chociaż co roku pojawia się coś, co z powodzeniem mogłoby konkurować z "filmami wysokich lotów" - według mnie "Spirited Away" jest jednym z najlepszych filmów dekady, więc dlaczego miałbym chcieć go zepchnąć do podrzędnej kategorii?

  • speiderman

    Nie wiem w sumie czy jest sens nominowania animacji jako najlepszy film (w końcu animacja to animacja), zwłaszcza gdyby dostał w obu kategoriach (a swoją drogą, do dziś się zastanawiam czemu ta kategorię wprowadzono tak późno).

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true