Dziś rozpoczyna się Międzynarodowy Festiwal w Berlinie – pierwsza w tym roku duża impreza filmowa. Festiwal, który zawsze stawiał nacisk na możliwie najobszerniejszą prezentację filmów z całego świata, jednocześnie kojarzony jest z kinem politycznym i uleganiem aktualnym nastrojom. Ostatnie lata wydają się temu przeczyć ( w zeszłym roku Złotego Niedźwiedzia zdobył kameralny chińskie dramat
"Małżeństwo Tui") Jak będzie tym razem?
Tegoroczne Berlinale może upłynąć pod znakiem muzyki. Odejście od politycznego image'u zapowiedział parę dni temu dyrektor imprezy Dieter Kosslick. Tak więc pierwszy raz w historii festiwalu na otwarcie (już dziś wieczorem) pokazany zostanie dokument. I to dokument muzyczny. „Rolling Stones w blasku świateł” to zapis jednego z nowojorskich koncertów grupy Micka Jaggera odbywający się w ramach trasy promocyjnej płyty „The Bigger Bang”. Film wyreżyserował
Martin Scorsese (to jego kolejna muzyczna podróż, żeby wspomnieć chociażby głośny dokument o
Bobie Dylanie). Obraz poza zapisem wspomnianego koncertu zawiera także archiwalne materiały, wywiady oraz zakulisowe making ofy. Swój przyjazd do Berlina zapowiedział sam reżyser jak i wszyscy członkowie zespołu.
Dokumenty muzyczne lub filmy nakręcone przez muzyków mogą poważnie zdominować tegoroczną edycję festiwalu. W stolicy Niemiec pojawi się m. in.
Pattie Smith. Film o tej niepokornej damie rocka ("Drem Of Life") będzie można zobaczyć w sekcji dokumentalnej. To nie jedyna produkcja z udziałem artystki. Wprost z festiwalu Sundance do Berlina zjedzie dokument o
Patti Smith i
Dereku Jarmanie. Gustavo Santaollala opowie subiektywną historię hiszpańskiego tanga (
"Café de los Maestros"), a ikona amerykańskiej kontestacji
Neil Young pokaże wyreżyserowany przez siebie dokument
"CSNY Déjà Vu", czyli nostalgiczną podróż w czasy antywojennej kontestacji i kontrkultury lat 60. W nowej roli zadebiutuje też
Madonna, która w sekcji Panorama pokaże film
"Filth and Wisdom" – opowieść o ukraińskim filozofie, który pewnego dnia postanawia zostać cygańskim muzykiem.
Mimo zmiany akcentów, na Berlinale nie zabraknie też kina kina stricte politycznego, w tym głośnego brazylijskiego
"Tropa de Elite" José Padilha (to najdroższy film w historii tej kinematografii). Tradycyjnie dostanie się Amerykanom za Irak: w obrazie
"S.O.P.: Standard Operating Procedure" reżyser
Errol Morris opowie po raz kolejny o więzieniu Abu Ghraib i okrucieństwach, jakich dopuszczali się na Irakijczykach amerykańscy żołnierze.
Kinematografia USA z roku na rok jest coraz bardziej obecna w Berlinie. W tym zza oceanu zaproszono takie obrazy jak
"Kochanice króla",
"Fireflies in the Garden" i
"Gardens in the Night", a do stolicy Niemiec zjadą m. in.
Scarlett Johansson,
Natalie Portman,
Willem Dafoe czy
John Malkovich. Jednak Berlin nie ma ambicji stania się sceną dla promocji celebrytów (jak chociażby Cannes) i wciąż stawia bardziej na kino niezależne i niszowe.
Wprost z festiwalu z Sundance zjadą do stolicy Niemiec chociażby:
"Ballast" Lance'a Hammera (nagroda za reżyserię i zdjęcia), czy nowy film
Michela Gondry'ego (
"Zakochany bez pamięci") -
"Be kind rewind".
Jednym z najbardziej oczekiwanych obrazów Berlinale będzie zapewne nowy obraz
Paula Thomasa Andersona (
"Magnolia")
"Aż poleje się krew". To dziejąca się w XIX wieku historia walki o wpływy, ropę i pieniądze z wielką (nagrodzoną już Złotym Globem) rolą powracającego do kina Daniela
Day–Lewisa. Film otrzymał osiem nominacji do Oscara i jest bardzo silnym kandydatem do Złotego Niedźwiedzia. Również w tym przypadku nie obyło się bez akcentów muzycznych. Ścieżkę dźwiękową do filmu skomponował
Jonny Greenwood z grupy Radiohead. Wielkie oczekiwania wzbudza też pierwszy od ośmiu lat film
Ericka Zonki (
"Wyśnione Życie Aniołów").
"Julia" nawiązuje fabularnie do głośnej
"Glorii" Johna Cassavetesa. W tytułową postać, kreowaną 28 lat temu przez
Glorię Swanson, wcieliła się tym razem
Tilda Swinton. To dobry rok dla tej aktorki: pamiętna gwiazda
"Orlando", poza nagrodą aktorską w Berlinie, ma też duże szanse na Oscara (
Swinton jest nominowana za drugoplanową rolę w obrazie
"Michael Clayton").
W Polsce czekamy na (niemiłosiernie przesuwaną przez polskiego dystrybutora) premierę głośnego obrazu
Kena Loacha "Polak potrzebny od zaraz" (fabularyzowany obraz życia polskich emigrantów na Wyspach Brytyjskich), tymczasem w Berlinie niepokorny Anglik (i niereformowalny lewak) pokaże swój najnowszy obraz zatytułowany
"Głupie szczęście". To słodko–gorzka historia miłosnych poszukiwań pewnej londyńskiej nauczycielki. Sporo zamieszania może wywołać najnowszy film
Isabel Coixet (
"Życie ukryte w słowach") będący adaptacją powieści "Konające zwierzę"
Philipa Rotha.
Penelope Cruz wciela się w rolę studentki nawiązującej romans z wykładowcą (
Ben Kingsley). Takie zderzenie aktorskich osobowości musi gwarantować odpowiednią temperaturę.
Z niezdrowym zainteresowaniem oczekiwany jest najnowszy obraz chińskiego reżysera
Johnny'ego To. Jego pokazywany w zeszłym roku w Wenecji
"Mad Detective" wzbudził sporo kontrowersji. W Berlinie reżyser pokaże swój najnowszy, bardzo tajemniczy obraz
"Sparrow" Wielkich mistrzów kina reprezentował będzie w tym roku
Luis Bunuel. W ramach tegorocznej imprezy zaprezentowana zostanie pełna filmowa retrospektywa twórcy
"Mrocznego przedmiotu pożądania".
Na Berlinale tradycyjnie już zabraknie Polaków. Swojskim akcentem będzie tylko pozakonkursowy pokaz
"Katynia" Andrzeja Wajdy oraz animowana
"Kizi Mizi" Mariusza Wilczyńskiego (obszerny wywiad z artystą dostępny jest w naszej zakładce
Powiększenie) pokazywana w sekcji filmów krótkometrażowych.