Zastanawiające...

Wielu amerykańskich (chociażby Johnny Depp), brytyjskich (Emma Thompson), francuskich (Ludivine Sagnier) aktorów zapytanych o życie (Depp) i karierę (Thompson i Sagnier) w Hollywood wypowiada się o tym z wyraźną niechęcią. Depp twierdzi, że życie w USA, zwłaszcza w Los Angeles jest bardzo niekomfortowe i dość niebezpieczne. On sam jako Amerykanin wielokrotnie powtarzał, że nie zamierza tam żyć i wychowywać dzieci, bo dla niego Stany są jak jeden wielki McDonald. Utalentowane, wspomniane wcześniej Thompson i Sagnier, nie wyobrażają sobie robić karierę i kręcić filmy w Hollywood, pozostając wierne odpowiednio brytyjskiemu i francuskiemu kinu. Oczywiście są to tylko 3 przykłady, starałam się wybrać po jednym z każdego większego kraju, lecz możnaby wiele innych takich osobistości jeszcze wymienić chociażby z Hiszpanii, Niemiec, Włoch itp. Nie to jest jednak treścią mojego wywodu, więc na tych 3. osobach pozwolę sobie zakończyć. Zastanawia mnie jednak ta kwestia od początku... Co sprawia, że większość dobrych aktorów unika od jakiegoś czasu Hollywood i samych Stanów? Co stoi za tym, że aktorzy amerykańscy wyprowadzają się masowo z Los Angeles (np. Sarah Jessica Parker) i przenoszą do Nowego Jorku, tłumacząc, że wolą hałas wielkiej nowojorskiej metropolii, która nigdy nie zasypia niż sztuczność i plastik Los Angeles? Co sprawia, że aktorzy z Europy wolą zostać tu i robić kariery na skalę europejską kręcąc mniej znane, niszowe wręcz filmy, ale dobre artystycznie zamiast hollywoodzkie superprodukcje kręcone z rozmachem? A nasza Ala od wielu lat z przekonaniem tłumaczy w wywiadach, że Nowy Jork jest dla niej okropny, że tylko w Los Angeles czuje przestrzeń i swobodne życie... Niestety od wielu lat kreuje się tendencja "antyhollywodzka". Wielu aktorów świadomie odwraca się od wzgórz Los Angeles, coraz częściej inwestuje w kino niezależne, niekomercyjne, w teatr, rezygnuje z pojawienia się na ceremonii rozdania Oscarów, które mimo, iż są najsłynniejszą filmową nagrodą, tak naprawdę nie znaczą nic. Aktorzy, którzy szanują swój talent, którym zależy na szlifowaniu go, na udziałach w czymś co jest zwyczajnie dobre unikają Hollywood, nie jest to dla nich celem samym w sobie, spełnieniem marzeń. Nie marzą o karierze, poklasku, chcą mieć swoją wierną publiczność i efekty pracy, których nie musieliby się wstydzić. A Alicja? Jakby w opozycji do nich uparła się na karierę w Hollywood... Owszem, ma ambicje, to dobrze... Ale mam wrażenie, że szuka niestety takiego taniego poklasku. Podobnie jak inna nasza rodzima "gwiazda" - Weronika Rosati, uparła się na Hollywood, na masowość, na komercję. Co daje Hollywood? Filmy, z których tylko niewiele wartych jest uwagi, swoisty luksus, brak prywatności, a co za tym idzie szybki status gwiazdy. Dalej wielkie gaże za role, zaproszenia na gale, sławni kochankowie... Ale w tym Aliicja już przecież ma doświadczenie... Na pewno zaraz się posypią na mnie gromy, że jestem zwyczajnie zazdrosna lub zgorzkniała w swym małym, nijakim życiu i stąd ten komentarz. Nic z tych rzeczy. Na początku, gdy Alicja zaczynała karierę bardzo jej kibicowałam. Wydawała się bardzo skromną dziewczyną, która może odnieść sukces. Miała pozycję w Polsce, próbowała sił za granicą, co prawda w nienajlepszych niemieckich filmach, ale wyrobiła sobie tam markę i nazwisko. Czekałam na jakieś świetne propozycje z Wlk. Brytanii, bo przecież język zna świetnie, lub z Francji, bo skoro zna 3 języki to nauka czwartego nie powinna być problemem. Potem może doświadczenie z jakimś teatrem, a potem kariera rasowej europejskiej gwiazdy, która tylko czasem kręci filmy w Hollywood, ale nie jest to jej priorytet, taka nasza rodzima Monica Bellucci. Niestety tak się nie stało, Ala wymarzyła sobie Hollywood i karierę w innym tego słowa znaczeniu. Tyle lat nam tłumaczyła w wywiadach o tym, jaką to chce być dobrą aktorką, ale chęć zaistnienia w Hollywood i istne wielbienie Los Angeles sugerują jedno - Ali nie zależy na byciu dobrą aktorką, chce być gwiazdą, wielka gwiazdą uwielbianą i podziwianą i jak to gwiazda zaszczutą przez media i paparazzich, I to zostać nią jak najszybciej, nie przebierając w środkach - jakiś mały skandalik, dziecko... Choć na temat jej życia prywatnego wolałabym nie wchodzić, bo nie wiadomo jak było. Jednak to "co było" i tak wywołało u mnie niesmak. Jednak co by nie było życzę jej tej kariery, skoro jest taka zdeterminowana, to na pewno jej się to uda, życzę jej nawet Oscara. Nie ma co prawda wielkiego talentu, ale czy Oscary są przyznawane za talent? A więc na tę nagrodę ma wielką szansę. Życzę jej tego, żebyśmy w końcu mogli powiedzieć, że mamy swoją gwiazdę w Hollywood, że Alicja to najsłynniejsza Polka w Hollywood. Cóż, skoro większość krajów ma swoich przedstawicieli w hollywoodzkim światku to i my możemy mieć taką Alicję. Tylko co z tego? NIC. A ja czekam z utęsknieniem na jakąś inną polską gwiazdę, o której będzie można powiedzieć, że jest aktorką przez duże A, aktorką z krwi i kości, prawdziwą aktorką europejską, która tylko czasem flirtuje sobie z Hollywood.

13
  • Johanna - Swietnie to wszystko opisalas ,chyba faktycznie tej Alicji zalezalo na "podbiciu" Hollywood i byciu przede wszystkim znana i podziwiana ,ale jak narazie nic sensownego z tego nie wyniklo poza "skandalikiem".
    A przeciez kino europejskie oferuje o wiele wiecej mozliwosci prawdziwemu aktorowi niz typowo komercyjne nastawienie w USA.
    Ale coz...

  • Johanna poruszyłaś w swoim komentarzu mnóstwo problemów, wyszedł z tego trochę taki misz masz, ale spróbuję odpowiedzieć na niektóre Twoje wątpiliwości.
    1. Dlaczego Alicja wybrała LA? Sama się nad tym zastanawiałam, dlaczego Alicja, która unika rozgłosu i paparazzi wybrała właśnie fabrykę snów. Wiemy , że w wieku 19 lat wyjechała do Nowego Yorku do szkoły Lee Strasberg'a, jak wiadomo jednej z najlepszych uczelni aktorskich na świecie. Czytałam wywiad, gdzie wspomina że podjęła decyzję o przeniesieniu się do LA, gdzie jest filia tej szkoły, ponieważ nie odpowiadał jej klimat NY zimą. Nie dziwię się jej , gdyż Kalifornia kojarzy się z piękną umiarkowaną pogodą i słońcem, sama bym pewnie zrobiła tak samo. :)
    2. Dlaczego wybrała Stany? Być może marzyła , żeby zaistnieć jako aktorka w Stanach, co jest praktycznie niemożliwe w przypadku aktorów z Europy Wschodniej z powodu akcentu, chyba że urodzili się i wychowali w USA, lub wyjechali tam jako dzieci. Specjaliści językowi wypowiadają się , że największe szanse na zdobycie amerykańskiego akcentu mają osoby, które zamieszkały w USA przed ukończeniem 17 lat. Alicja spóżniła się o dwa lata, ale myślę, że ma na to duże szanse, dzięki swojej ambicji i pracowitości radzi sobie z anglomamerykańskim bardzo dobrze.
    Aktorzy z akcentem wschodnim mogą oczywiście grać w produkcjach amerykańskich, ale role obcokrajowców, a tych oczywiście nie ma zbyt wiele i z powodzeniem mogą je odtwarzać amerykańscy akorzy, którzy nauczą się odpowiedzniego akcentu. A konkurencja na amerykańskim rynku w branży filmowej jest ogromna. Uwierz mi.:)
    cdn.

    • cd.
      3. Teraz aktorzy do których porównujesz Alicję. Johnny Depp i Emma Thompson są aktorami z górnej półki o milionowych gażach, zwłaszcza Johnny. Nie wiem czy jest aktor, który dostaje za rolę więcej, ale stawiam że nie ma takiego. On nie ma żadnych ograniczeń, może sobie kupić dom w dowolnej części świata i tam zamieszkać. Zwłaszcza, że z Hollywood nie ma zbyt dobrych wspomnień, bo w knajpie której był właścicielem zmarł z przedawkowania jego najlepszy przyjaciel River Phoenix. A Emma Thompson jest ikoną brytyjskiego kina, aktorką z dużym doświadczeniem, licznymi nagrodami, która może przebierać w rolach.
      Chyba zdajesz sobie sprawę jaka przepaść dzieli kino brytyjskie i kino polskie? Jaką szansę miałaby Alicja na zaistnienie na zachodzie grając w polskich produkcjach? Żadną!
      4. Jeśli chodzi o Oskary, to owszem wielu aktorów twierdzi, że nic dla nich nie znaczą, tylko jak już dostaną nominację a potem nagrodę to przeszczęśliwi biegną ją odebrać wraz z nieustającą litanią podziękowań.
      cdn.

      • 5. A propos życia osobistego Alicji , to uważam że każdy ma prawo układać życie tak jak mu się podoba i z kim mu się podoba. Nie rozumiem dlaczego oceniasz karierę i dokonania ALIcji przez pryzmat jej prywatnego życia, a właściwie tego co można przeczytać na plotkarskich portalach. To co tam przeczytasz ma niewiele wspólnego z prawdą, tam się sprzedaje tanią sensację dla rządnych skandali czytelników. Mam nadzieję, że do nich nie należysz.
        Może spróbujesz spojrzeć na Alicję inaczej? Może warto docenić jej talent, pracowitość i determinację w dążeniu do celu, docenić to że przeciera szlaki innym polskim aktorkom. Może warto trzymać kciuki za naszą rodaczkę, żeby się jej powiodło w Hollywood, żeby odniosła sukces, z którego będziemy wszyscy dumni. Ja to robię i zachęcam do tego innych. :)

        • Czy ja wiem, czy mój komentarz zawierał mnóstwo problemów i wątpliwości? To było raczej stwierdzenie faktu...
          Jednakże mimo to dzięki, że zadałaś sobie tyle trudu, żeby mi to wszystko "wyjaśnić". No to może po kolei: wg Ciebie Ala wybrała Stany, żeby zaistnieć w Stanach. Hm... Jedno wynika z drugiego. I co ma do tego akcent i wiek, w którym najlepiej wyjechać? Mnie interesuje, skąd u niej ta pogoń za karierą w hollywódzkim wydaniu, skoro mogła być świetną aktorką europejską, znacznie lepszą jakościowo, ze tak to ujmę. Zresztą, jak już wcześniej wspomniałam, ja nie postawiłam pytania, tylko stwierdziłam fakt. Ala wybrała Stany, zwłaszcza LA i już. Mam wrażenie, że nie zrozumiałaś trochę sensu i przesłania mojej wypowiedzi. Mnie nie interesują powody, dla których to zrobiła - możnaby ich wymieniać tysiące, ale sam fakt - woli sztuczne Hollywood od ambitnej Europy... Ende.
          Dalej - piszesz, że Depp i Thompson są aktorami o wielomilionowych gażach, więc mogą sobie na taką postawę pozwolić. Owszem, zgadzam się - są najlepsi w swoich kategoriach, więc zarabiają krocie. Ale do tego, żeby mieć taką postawę nie trzeba milionów. Wystarczy kawał charakteru, tzw. kręgosłupa. Jeżeli ktoś ma poukładane w głowie to może mieszkać sobie w Europie nawet w przyczepie kempingowej, choć wiadomo, że nikt zdolnego i w miarę popularnego aktora nie skaże na coś takiego. Może nie każdy może sobie pozwolić na willę z basenem, ale na przyzwoite mieszkanie jak najbardziej tak. Naprawdę nie rozumiem jak można takie podejście Deppa i innych uzależniać od pieniędzy. A więc tak - Depp i spółka zarabia miliony, więc może sobie pozwolić na wyprowadzkę z Hollywood, a biedna Alicja na razie nie jest wielką gwiazdą, więc musi się męczyć w USA... Wybacz mi ten sarkazm, ale musiałam to napisać. Ogólnie co do Deppa to na pewno sprawa śmierci z przedawkowania narkotyków Rivera miała duże znaczenie, zresztą jak i wiele innych demonów przeszłości Deppa, ale myślę, że jemu chodzi o samo podejście USA do wielu spraw. Sam wielokrotnie powtarzał, że nie wyobraża sobie wychowywać dzieci w kraju, w którym byle szaleniec może wejść do szkoły z bronią i zacząć strzelać. A Thompson i jej wielomilionowe gaże? Sama przyznała, że do dziś mieszka w swoim starym mieszkaniu w kamienicy w Londynie, gdzie za rogiem ma zaprzyjaźnione sklepy, a kilka ulic dalej mieszka jej matka, więc aktorka nie wyobraża sobie wyprowadzkę stamtąd lub budowę luksusowego domu, tylko po to, żeby pokazać, że ją na to stać, skoro kocha swje mieszkanie i minimalistyczne życie, a o Fabryce Snów wypowiada się jasno: "Jestem za mądra na Hollywood". Do takiego podejścia wystarczy kawałek charakteru, naprawdę.
          Zdaję sobie oczywiście sprawę przepaści między kinem polskim i brytyjskim. Choć nie wiem co to ma za znaczenie w przypadku Alicji. Wspomniałaś, że nie miałaby żadnej szansy na zaistnienie na zachodzie grając w polskich produkcjach. Polskich - jasne. Zresztą ile też miała tych polskich filmów, raptem sławna rola w "Panu Tadeuszu" i w serialu "Na dobre..." i koniec. Ja wcześniej napisałam, że Ala grając w niemieckich filmach zaczęła sobie powoli wyrabiać markę. Jej nazwisko do dziś tam coś znaczy. A co do kariery na zachodzie to... Muszę Cię gorzko rozczarować. Alicja przyznała kiedyś w wywiadzie, że przed wylotem do szkoły do Nowego Jorku dostała propozycję na film w Anglii, ale... Wolała USA. Tak więc powoli powoli, a zaistniałaby w brytyjskim kinie. Może na początku byłby to jakiś film niezależny, może film telewizyjny, potem stopniowo coś większego, aż wreszcie wielkie brytyjskie dzieła. Tak przecież zaczynali wszyscy! Nawet sławna Keira Knightley musiała od czegoś zacząć, by dojść do tego kim jest dziś. Tak więc szansa była i to spora, ale Alicja wolała Stany.
          Oscary... Drażliwy temat. Jasne, są tacy, dla których statuetka jest jedynym celem, spełnieniem marzeń, ale są też tacy, którzy owszem, przyjdą na galę, ładnie podziękują, ale twierdzą, że nagroda jak każda inna. Przykład - ostatni laureaci chociażby - Christoph Waltz i Colin Firth. Colin zapytany o to, co w jego życiu zmieni Oscar powiedział z typowym angielskim humorem, że od tego dnia każdy biograf opisujący jego sylwetkę będzie zaczynał tak: "Colin Firth - laureat Oscara...".
          Czy ja w moim poprzednim komentarzu aż tak bardzo skupiłam się na prywatnym życiu Alicji, że tak Cię to drażni? Napisałam jedno, może dwa zdania, zaznaczając, że nie chcę wchodzić na jej życie prywatne i dodałam tylko, że to co się stało wywołało u mnie niesmak, ale do tego chyba mam prawo? Chyba, że według Ciebie nie powinnam tak twierdzić i cieszyć się z Alicją, że doczekała się potomka z Colinem. Uwierz mi, jej życie to jej sprawa. Gdyby chciała sobie ułożyć życie z nim, pozostać w związku itp. ok, nie ma problemu. Ale wszystko powinno mieć swój czas. Jeżeli aktorka, która podczas kręcenia filmu poznaje sławniejszego od niej aktora, zachodzi z nim niedługo potem w ciążę, a potem się rozstaje to znak, że albo jest wyrachowana i ma głowę do interesów, albo nie potrafi korzystać z antykoncepcji i dziecko jest wpadką. Ot co! Nie powiedziałabym nic, gdyby pozostała w związku z Colinem jakiś czas, a potem okazałoby się, że nie wyszło, trudno, albo nawet fakt, że mieli romans na potrzebę wypromowania filmu - przecież wielu aktorów tak robi. Ale fakt, że między Alicją i Colinem wszystko poszło w takim tempie i do tego jest dziecko każe mi myśleć o Alicji nienajlepiej i do tego też mam prawo, więc jeśli to Cię bulwersuje - Twoja sprawa. Moja opinia nie jest wynikiem czytania plotkarskich portali, bo ich nie czytam, ale moich własnych przemyśleń i wniosków.
          Spojrzeć na Alicję inaczej... Owszem, pracowita na pewno jest, determinację ma ogromną, naprawdę, taką przez duże O, a talent? Hm... Urodzoną aktorką nie jest. Co prawda nie gra sztucznie, ale wiarygodnie też nie. Coś pośrodku. "Może warto trzymać kciuki za naszą rodaczkę, żeby się jej powiodło w Hollywood, żeby odniosła sukces, z którego będziemy wszyscy dumni" - napisałaś. To było tematem mojej poprzedniej wypowiedzi, a raczej jej końcówki. Ala odniesie sukces w Hollywood, będzie sławna, będzie zarabiała miliony, będzie miała swój wielki luksusowy dom, będzie zapraszana na wielkie gale, będzie grała w kasowych filmach, które zarobią miliony, będzie... Etc. Tylko pytam ponownie - co z tego? Nadal mam wrażenie, że nie zrozumiałaś sensu mojej poprzedniej wypowiedzi. Poza tym wydaje mi się, że jesteś swego rodzaju fanką Alicji, więc raczej nie możesz patrzeć obiektywnie na to co napisałam.
          Więc wobec tego na tym zakończę, bo chyba nie ma sensu dłużej dyskutować skoro się nie rozumiemy.

        • ja zgadzam się z e_koneserką .
          ja mając do wyboru kino polskie , brytyjskie a amerykańskie także wybrałabym pewnie amerykańskie .
          z jasnych powodów . moim zdaniem w USA jest o wiele więcej możliwości niż tu , w Europie .

          odwołałaś się do Deppa . Jeżeli naprawdę nie chcę grać czy mieszkać w LA to czemu nie przeprowadzi się do Europy i nie zacznie grać tutaj ?
          Większość aktorów pracujących w USA mówi o tym , jak to jest tam źle i w ogóle , ale nadal tam zostają i grają w filmach ...

          • No przecież w Hollywood dużo łatwiej zrobić karierę niż w Europie (mam na myśli prawdziwą karierę, a nie chwilowy szał). Tu trzeba mieć talent, TALENT ! I tylko tacy, prawdziwie utalentowani aktorzy, mogą na Starym kontynencie zrobić wielki, długofalowy (a nie "pięciominutowy") sukces. To jest naprawdę trudne. Większość obecnie sławnych aktorów czy aktorek zza wielkiego oceanu nie dałoby sobie w Europie rady. Tutaj kino stoi na bardzo wysokim poziomie i każdy kto ogląda europejskie filmy (a zwłaszcza francuskie - kocham :) ) doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

            3/4 popularnych, amerykańskich aktorów, a zwłaszcza aktorek to śmiech na sali :D

            • w połowie zgadzam się z Szata_Dejaniry . 3/4 popularnych , amerykańskich aktoró , a zwłszcza aktorek to śmiech na sali .
              dzisiaj , bardzo łatwo można stać się aktorką , choć nie ma się do tego w ogóle talentu ..
              to bardzo smutne , że nie trzeba się wiele starać , a już jest się znanym i gra się w filmach ..

              jeśli chodzi o filmy europejskie ..
              hmm. ja osobiście wolę te zza Oceanu . nie mówię , że są gorsze , po prostu nie przypadają mi do gustu ..

              • Rozumiem, że wolisz amerykańskie produkcje. Europejskie są bardziej specyficzne, nie do wszystkich trafiają, według mnie to właśnie stanowi o przewadze kina ze starego kontynentu nad amerykańskim ;) Ale nikt nie musi myśleć tak, jak ja przecież :)

                Sama też chętnie oglądam produkcje zza oceanu bo właściwie czemu nie, ale gdybym była aktorką i miała wybór między graniem w 'wielkich', amerykańskich, milionowych produkcjach, a graniem w ambitnych filmach europejskich (zwłaszcza hiszpańskich i francuskich) to nie zastanawiałabym się zbyt długo :) Europa wygrywa :)

                Wcześniej pisałaś, że gdybyś ty miała wybierać to wybrałabyś podobnie jak Alicja bo w Ameryce jest dużo więcej możliwości. Ujęłabym to inaczej, w Ameryce jest łatwiej zostać zauważonym (żeby tak się stało wystarczy zagrać w kilku serialach) i, co za tym idzie, sławnym (cokolwiek miałoby to znaczyć). To jest kwestia priorytetów. Dla mnie ważniejsze niż sława byłoby bycie cenionym, zdolnym aktorem, na miarę Claudi Cardinali chociażby :) I zdobywanie prestiżowych nagród, które tylko potwierdzałyby mój talent ;)

                Pozdrawiam :)

                • W USA jest o wiele więcej możliwości niż w Europie... Jasne, filmy tam kręcone są zazwyczaj robione z rozmachem, na który ogromny budżet pozwala. Np. filmy epickie, jakieś batalistyczne itd. Mnóstwo efektów specjalnych, ogrom statystów etc. Takie filmy zazwyczaj robią wrażenie, ale czy są dobre fabularnie? W ciągu ostatnich kilku lat Hollywood "brało" się za wiele takich dzieł z zamiarem nakręcenie czegoś wielkiego przez wielkie W, niestety zawsze kończyło się to klęską, albo chociaż umiarkowanym sukcesem. Więc jak widać możliwości są, gorzej z realizacją.
                  Dziwię się trochę, że większość Polaków skłania się bardziej ku filmom z Hollywood, robione na całkiem innej dla nas mentalności. Pewnie z tego powodu, że te filmy są zazwyczaj bardzo upraszczane, tak by były zrozumiałe dla wszystkich. A kino europejskie jest nastawione na specyficznego widza, który musi mieć podejście do takiego kina, odpowiednie nastawienie. Aż dziwne, że my jako Europejczycy często tego nie potrafimy.
                  Depp przecież od dawna mieszka w Europie. Odkąd tylko związał się z Vanessą Paradis ma dom na południu Francji, w Stanach wynajmuje tylko mieszkanie, kiedy wyjeżdża w sprawach zawodowych, żeby nie tułać się po hotelach. Co do filmów w Europie bardzo często powtarza, że kocha tutejszych twórców i chciałby zagrać w filmie prawdziwie europejskim, ale widocznie twórcy nie są zainteresowani nim. Do tej pory zagrał tylko w kilku europejskich filmach - "Parnassus", "Rozpustnik" i "I żyli długo i szczęśliwie". Na razie trzyma się kina amerykańskiego, gdyż ostatnio kręci się tam dużo filmów przeznaczonych dla młodszej widowni, a on jak twierdzi, chce teraz kręcić filmy, które mogłyby oglądać jego dzieci, czyli "Alicję...", "Charliego..." i inne.
                  Zgadzam się, że w Europie trudniej zrobić karierę niż w USA. Może więc wobec tego to by tłumaczyło wybór Alicji. Ma świadomość, że nie jest wielką wybitną aktorką, czego zresztą dowodzi jej gra, więc wolała Hollywood. Zresztą pewnie liczy się też aspekt "sławy". W Hollwood aktorzy są otaczani wielką czcią, mają swoich agentów, menedżerów, ochroniarzy, rzeczników prasowych i cały tabun ludzi i to tworzy tę otoczkę "wyjątkowości". Niestety niektórzy najwyraźniej wolą sławę niż talent.

                • Cieszę się, że jest ktoś, kto podziela moje zdanie odnośnie poziomu kina amerykańskiego :)
                  Tak, zdecydowanie aktorzy w Hollywood traktowani są inaczej przez opinię publiczną niż aktorzy w Europie. Dlaczego tak jest ? A no dlatego, że w Ameryce kręci się wielomilionowe produkcje z wielkim rozmachem. Wydaje się mnóstwo pieniędzy na promocje i efekty specjalne, które przyciągają publikę, publika z kolei widzi aktora i z reguły niestety ocenia jego wygląd zewnętrzny zamiast poziom gry. Dlatego w Hollywood prym wiodą aktorzy atrakcyjni, oni swoje braki w sztuce aktorskiej zasłonią ładną buzią. Zwolennicy amerykańskiego kina są mało wymagający (muszą tacy być skoro np. taki 'Avatar' był kasowym hitem), więc nie zwrócą uwagi na to, że ktoś jest kompletnie nie przekonujący w swojej roli, bo grunt że jest na czym oko zawiesić ;)
                  Smutne to ale cóż...nic nie poradzę na to, że większość zawsze stanowili, stanowią i stanowić będą ludzie o niskich potrzebach.

                  O kinie europejskim wypowiedziałam się wcześniej. Kocham je i uważam za najlepsze. Nikt nie musi podzielać mojej opinii ale fajnie by było gdyby ludzie obejrzeli kilka tytułów, a nie zniechęcali się tylko dlatego, że nie widzieli reklamy w telewizji.

                  Co do Alicji to ciężko jest mi się wypowiadać. Fakt faktem wyjechała do LA w wieku 17 lat ale kto wie jak to z nią było naprawdę. Może ona była pod wpływem rodziców, może to ich ambicja doprowadziła ją tam gdzie jest teraz, a może faktycznie głód wielkiej, światowej kariery. Tak czy inaczej jak już w Ameryce jest jakaś Polka to chciałabym żeby odniosła sukces i była godną reprezentantką naszego kraju.
                  Tak przy okazji jej osoby zaczęłam się zastanawiać dlaczego polscy aktorzy nie odnoszą sukcesów na skalę światową. Czy to naprawdę brak odpowiedniego akcentu jest za to odpowiedzialny ? Jakoś wierzyć mi się w to nie chce. Banderas chociażby też nie ma amerykańskiego akcentu, a jest wielkim aktorem (nie on jedyny z resztą, bo takich jest całe mnóstwo). Gdzie Polacy robią błąd ? Pomijam fakt, że Ala to mimo wszystko średnia aktorka, ale mamy w kraju też tych wybitnych, którzy marzą o wielkiej karierze, a szans na nią praktycznie nie mają. A może brak nam pokory i wszystko chcemy od razu, zamiast powoli, konsekwentnie dążąc do celu ?

                • O! Witam wobec tego w klubie Prawdziwych Europejek :D :) Również się cieszę, że ktoś uważa podobnie jak ja :)
                  Niestety masz rację. Zresztą co tu dużo mówić, wystarczy popatrzeć jak wygląda promocja filmu w Ameryce. Najpierw huczne zapowiedzi filmu, potem relacje, zdjęcia z planu, potem głośna premiera z jeszcze głośniejszymi zwiastunami, podczas której aktorzy ubrani w najnowsze kreacje promują film i... siebie? A na końcu konferencje prasowe, multum wywiadów z dziennikarzami i... czekanie na ogłoszenie nominacji do Oscarów. Mam wrażenie, że premiery filmu w Europie odbywają się w znacznie bardziej kameralnym i co dobre cichym tonie. Owszem, powoli ta moda z Ameryki dociera do nas, są więc konferencje, zwiastuny, promocje, ale to wszystko jest jakieś takie inne. Być może to przez uznanie, że to co głośne jest lepsze, idzie w świat, dociera do Europy, Azji, Australii, Ameryki Pd., a jak jeszcze do tego dochodzą jakieś plotki z planu lub jakiś mały skandal to już w ogóle jest o tym głośno. A film z Europy? Znany jest najbardziej w Europie :) Do Ameryki, jeśli już dotrze to zazwyczaj w ocenzurowanej wersji, bo zwykle europejskie kino ośmiela się pokazywać to, czego polityczna poprawność zakazuje w Ameryce. Ostatnio rozłożył mnie na łopatki fakt, że najpierw ocenzurowano, a potem wycofano z kin "Jak zostać królem", tegorocznego hitu i zgarniacza nagród. W pewnym momencie pomyślałam "po jakie licho?!", nie ma tam żadnej nieprzyzwoitej sceny, nikt nie uprawia seksu itp. Potem doczytałam, że chodziło o niecenzuralne słowa, które król na polecenie logopedy wykrzykuje, żeby pozbyć się jąkania, wiesz, typu "f***", "s***" itd. Odpadłam, całkowicie i totalnie :D Biedni Amerykanie :)
                  Dokładnie, też bym chciała, by nasz kraj reprezentował w Ameryce ktoś, kto jest tego wart, na razie niestety Ameryka zna Alicję tylko z tego, że masz dziecko z Colinem, nie ma się co oszukiwać, może z czasem to się zmieni. Ostatnio zresztą straciłam złudzenia, bo myślałam, że tylko w naszym kraju Ala nie cieszy się sympatią, ale w Ameryce jest inny punkt widzenia, więc być może mają tam o niej inną opinię, jednak nie, okazało się, że nawet wśród polonii w Chicago i pośród rodowitych Amerykanów widać w stosunku do niej agresję i komentarze typu "my Cię tu nie chcemy" (polonia) i "kolejna zagraniczna dziwka o wyjątkowo nieznośnym sposobie bycia" (Amerykanie)...
                  Też ostatnio nad tym myślałam i wymyśliłam, ze to nie jest raczej sprawa akcentu. W końcu tak jak piszesz o Banderasie, tak wiele innych aktorów i aktorek zachowało swój naturalny akcent, ale mimo to robią tam kariery, np. Salma Hayek, Penelope Cruz i wiele innych. Myślę, że to sprawa podejścia. Naprawdę wartościowi aktorzy nie marzą o Hollywood, nie dlatego, że się boją, tylko nie widzą tam siebie. Np. nasi wielcy aktorzy - Andrzej Seweryn, Daniel Olbrychski. Seweryn jest taką naszą prawdziwą europejską gwiazdą, być może nawet większą we Francji niż u nas. Olbrychski zawsze wolał polskie produkcje, niemieckie czy jeszcze wtedy radzieckie. Oni są naprawdę dobrymi aktorami - w prawdziwie europejski sposób. Znają swoją wartość, nie marnują talentu. A ktoś kto marzy o Hollywood to raczej ktoś nastawiony na tani poklask. Wśród nich tacy, którzy chcą, ale nic z tym nie robią i tacy, co chcą i działają, ale bez rezultatu typu Iza Miko, Rosati itp. Być może zbyt mało charyzmy, za mało determinacji? Bo przecież w Hollywood nie chodzi o talent. Ostatnio słyszałam, że Borys Szyc i Tomek Karolak wybrali się do Hollywood, ale dali sobie spokój, chodzą słuchy, że tacy jak oni w Polsce osiągnęli już jakąś pozycję, a tam musieliby się stawiać na castingach, walczyć o rolę, zaczynać od zera, a to już przeżyli. Wolą więc siedzieć w Polsce, grać w serialach lub komediach romantycznych, pojawiać się w reklamach i programach typu "gwiazdy tańczą, śpiewają, gotują" itp. Tak mi się wydaje. Byłoby tak jak piszesz - brak nam pokory. I tak zostajemy z jedyną prawdziwą polską gwiazdą w Hollywood, bardzo już zapomnianą - Polą Negri, z aktualnie grającą w filmach klasy B Joanną Pacułą i Izą Scorupco i... Nikt mi w tym momencie nie przychodzi do głowy jeszcze. Coś tam ostatnio Żmuda-Trzebiatowska nakręciła w Hollywood, może to jej się uda, chociaż to podobno jakaś zwykła amerykańska komedyjka, nic wybitnego.
                  W weekend TVN przypomniał "Troję", dzięki temu zaczęłam się zastanawiać nad osobą Diane Kruger. Dla tej niemieckiej aktorki był to pierwszy poważny film w Hollywood. Od tego czasu nakręciła kilka innych hollywoodzkich produkcji, m in. "Bękarty wojny", gdzie była genialna, kilka następnych filmów jest w trakcie montażu. Oprócz tego robi karierę w Europie, kręci filmy w Niemczech, Wlk. Brytanii, Francji. Zna biegle angielski i francuski, no i oczywiście niemiecki. Mimo, iż nie jest jeszcze gwiazdą z pierwszej ligi, choć to jest kwestią czasu, to już się liczy w Hollywood. Mówi się nawet o niej, jako o drugiej Marlenie Dietrich. Ale do czego zmierzam... Ile razy mam okazję oglądać z nią jakiś wywiad zachwyca mnie skromnością, naturalnością i takim natualnym ciepłem. Nawet czasem wydaje się onieśmielona tym wszystkim. Bardzo mi się to podoba. Niemcy ją po prostu kochają, za to jaka jest, Francuzi też, przez kilka lat była żoną znanego francuskiego aktora, no i do tego robi karierę w Hollywood, ale nie ma na nia takiego parcia, znalazłam nawet wczoraj taką oto jej wypowiedź: "Człowiek z Europy, choćby mówił, że to nieprawda, nie czuje się dobrze w Ameryce. Amerykańska gigantomania zabija europejską indywidualność". Cóż za podejście! Myślę, że jakiegoś ogromnego talentu na miarę Meryl Streep nie ma, ale wyczuwa się u niej ten kawałek charakteru, widzowie to lubią. Niestety tego samego nie widzę u Alicji. Jest sztuczna, nienaturalna, nie wywołuje sympatii, w pierwszym odruchu bardzo odpychająca, wyniosła. Wiem, że to może kwestia tego, że nie czuje się jeszcze pewnie w Ameryce, no ale Diane też kiedyś zaczynała, i mimo kilku lat w Hollywood potrafiła pozostać sobą, nadal trochę niepewną, ale sympatyczną dziewczyną, za to boję się pomyśleć, jaka może się stać Alicja po kilku latach w Hollywood.
                  Uff, ale się rozpisałam, proszę o wybaczenie :)

                • No cóż, wybaczam. Poza tym to, co piszesz jest szalenie interesujące, aż nie wiem jak odpisać :)

                  Co do promocji filmów europejskich. Wydaje mi się, że producenci przeznaczają na to po prostu mniej pieniędzy, ekipa nie jeździ po całym świecie i nie ma nachalnych plakatów reklamujących daną produkcję.

                  Jeżeli zaś idzie o aktorów europejskich to po mojemu mają oni po prostu inne priorytety. Jest aktor i aktorzyna. Aktorzyna chce blasku, chce być na okładkach, chce udzielać wywiadów, w których emanuje hipokryzją, że niby nigdy nie chciał tej sławy itd. ;) To jest puste. Z kolei aktor chce grać, grać i jeszcze raz grać. Chce dostawać nagrody, chce się rozwijać. I jedną rzecz chciałabym w tym miejscu podkreślić grubą krechą, w Europie szkoli się i ceni najlepszych aktorów, gdy ktoś jest dobry to będzie grał do końca życia, a już na pewno będzie miał do końca życia wyrobioną markę, raz wejdzie na szczyt i już tam zostanie. Tymczasem w Ameryce wchodzi się na ten rzekomy szczyt aby po chwili z hukiem z niego spaść. Tak to wygląda z mojej perspektywy.

                  Apropo Andrzeja Seweryna przypomniała mi się pewna sytuacja. Kiedyś wspomniałam o nim w jakiejś rozmowie ze znajomymi ;) Na co jeden z nich zapytał czy chodzi mi o tego z Czerwonych Gitar ;) No cóż.... Zdecydowanie tu w Polsce pan Andrzej nie jest zbytnio ceniony.

                  Gdybym miała robić karierę aktorską nie robiłabym jej w Hollywood. Po pierwsze, marne są tam szanse na rozwinięcie zdolności aktorskich i poszerzenie warsztatu. Po drugie, zwyczajnie bałabym się być tam gwiazdą. Dziś Cię kochają, jutro na Ciebie plują. Nie wiem co w tym wspaniałego. Nie wiem jak można kochać miejsce,w którym szufladkują aktora (np. Jenifer Aniston) albo lansują totalne beztalencia (np. Ashton Kutcher). Jak można chcieć być w tak pustym miejscu, w którym nic nie ma.

                  Pozdrawiam :)

                • Jeżeli chcesz się dowiedzieć, dlaczego nasi aktorzy czy aktorki nie mogą zrobić kariery w USA to polecam film dokumentalny "Aktorka" z 2015 roku >>> http://www.filmweb.pl/film/Aktorka-2015-722777 o Elżbiecie Czyżewskiej jak by co jest na gryzoniu, w tym filmie Annette Insdorf doskonale wyjaśniła, dlaczego nie anglojęzyczne aktorki nie mogą zrobić kariery w USA i to co tam powiedziała to prawda.

                • "nie anglojęzyczne aktorki nie mogą zrobić kariery w USA" - zawsze mnie zastanawia takie tłumaczenie... Podam tylko kilka przypadków - Salma Hayek (Meksykanka), Penelope Cruz (Hiszpanka), Marion Cotillard i Eva Green (Francuzki), Diane Kruger (Niemka), Monica Bellucci (Włoszka), Alicia Vikander (Szwedka)... Nie dociera do mnie takie tłumaczenie, że język czy w ogóle akcent, że bariera... Języka można sie nauczyć, a akcent? Z tej listy pracę domową odrobiły solidnie Eva Green i Diane Kruger, Vikander daje radę, natomiast reszta, zwłaszcza Salma i Penelope mają swoje akcenty i wcale tego nie chcą zmieniać, zrobiły z tego swój znak rozpoznawczy.
                  Co nie zmienia faktu, że nie widziałam jeszcze tego dokumentu o Czyżewskiej i nie wiem jakie tam padły powody uniemożliwiające zrobienie kariery, musze obejrzeć, dzięki za polecenie!

                • Właśnie o to chodzi, że wymienione przez ciebie aktorki, owszem zrobiły kariery, ale tylko o Penelope Cruz można powiedzieć, że przebiła się do mainstreamu, u starszych widzów może jeszcze Salma Hayek przez Desperado i to w sumie tyle, reszta wymienionych przez ciebie aktorek owszem coś tam zrobili w USA ale bardziej przeszli obok i nie przebiły się do masowego odbiorcy, niby coś tam nakręciły w stanach, ale jak zapytasz przeciętnego Amerykanina nie interesującego się europejskim kinem czy kojarzy/zna te nazwiska, to większość powie że nie, i to samo można odnieść do większości wymienionych przez ciebie aktorek, owszem karierę jakąś tam mniejszą czy większą zrobiły, ale mimo wszystko do masowego odbiorcy się nie przebiły, nawet te największe nominowane do Oscara. Taka np Juliette Binoche która jest aktorką z "górnej półki" która mimo że gra dużo w dobrych europejskich filmach, gra też w tych rozrywkowych, dużych Amerykańskich, nastawionych na spory marketing masę, i jak największy zarobek, a mimo to nie można o niej powiedzieć że przebiła się do mainstreamu i postawić na jednej półce z jakąkolwiek bardziej rozpoznawalną aktorką anglojęzyczną, jeśli chodzi o samą rozpoznawalność przez amerykanów.

                • nie uważam , że jestem mniej wymagająca tylko dlatego , że wolę kino amerykańskie .
                  zgodziłam się z tym , że wiele amerykańskich aktorek to dno . i tak jest . ale jest także wiele dobrych i bardzo dobrych aktorek / aktorów .
                  ja sama wolałabym grać w USA nie ze względu na sławę . nie uważam tego za coś wspaniałego . wręcz odwrotnie . nie lubię czegoś takiego . nie lubię "lansowanych na siłę gwiazdeczek . "

                  w Stanach robi się wiele dobrych filmów . osobiście lubę np. " Zieloną Milę " , " Mrocznego Rycerza " i wiele , wiele innych .

                  A co do Alicji .. cóż . według niektórych Streep jest okropna , a Liz Taylor w ogóle nie umiała grać . kazdy ma swoich ulubionych aktorów i tych , których lubi mniej .

                • Przede wszystkim: spokojnie. Jak już wcześniej pisałam sama też chętnie sięgam po produkcje amerykańskie bo czemu właściwie miałabym tego nie robić. Z resztą wystarczy wejść na mój profil i zobaczyć jak oceniam filmy zza oceanu. Stawiam wysokie noty, choć nie 9 i nie 10, ale 8 już tak :) W końcu daną produkcję trzeba oceniać z dystansem ;)

                  Nie mniej jednak z tym 'Mrocznym rycerzem' trafiłaś jak kulą w płot. Film, jak dla mnie, na jednej półce z 'Avatarem' - dużo szumu, dużo efektów i gotowe. Zdobyte nagrody mnie nie przekonują.
                  Pisząc, że amatorzy kina amerykańskiego są mniej wymagający miałam na myśli właśnie to, że wolą iść do kina (albo ściągać z neta) właśnie takie filmy, jak te wspomniane powyżej, efekciarskie i nic poza tym. 'Mroczny rycerz' miał jakieś przesłanie, dał do myślenia, skłonił do refleksji, przeżyłaś wewnętrzne katharsis, zrobił na tobie takie wrażenie, że przez kilka dni nie mogłaś się pozbierać ? Ja właśnie tego szukam w filmach i znajduję to, w tych europejskich właśnie. O to mi chodziło :)

                  Także reasumując. Ja chcę podczas seansu przeżyć coś głęboko w sobie, chcę zostać poruszona do głębi, wzruszona, zszokowana (nie potokami krwi). 'Zielona Mila' nie wyzwoliła we mnie takich uczuć ale zapadła mi w pamięci, to na pewno. Jednak drugi raz oglądać jej nie chcę.

                  Rzecz jasna nie ma nic złego w tym, że ktoś woli obejrzeć 'Avatara' Camerona niż np. 'Tango' Saury. Każdy ma prawo do własnego wyboru ale na litość niech mi nikt nie wmawia, że amerykańskie kino przewyższa europejskie !

                  Pozdrawiam i nie bierz tak personalnie tego co piszę ;) Nie chcę nikogo urazić, to tylko wymiana poglądów :)

                • Dokładnie :) My tu nie stwierdzamy wprost, że absolutnie całe kino amerykańskie jest do kitu, raczej tak generalizujemy, uogólniamy. Ja bym powiedziała, że 80% filmów robionych w Ameryce to chały, a te 20% to nieliczne niestety dobre filmy. Europejskie kino dokładnie odwrotnie 80% świetnych filmów, a 20 trochę mniej trafionych, robionych często na wzór amerykański ;) Ja do całego kina amerykańskiego nic nie mam, często zdarza mi się oglądać firmy made in USA, więc to nie tak, że w ogóle nie oglądam filmów stamtąd, a tylko krytykuję, bo tak też to możnaby odebrać. A już całkiem inna sprawa to to, że oglądając filmy ze Stanów zdarzy się, że 1 na 20 obejrzanych mnie zachwyci, przy pozostałych mruczę "czegoś tu brakuje", "coś nie wyszło", i najczęściej "za dużo patosu!!!" :)
                  Napisałaś, że wg niektórych Meryl Streep jest okropna, a Liz Taylor w ogóle nie umiała grać... Zakładam, że to Twoje opinie? Myślę, że jeśli ktoś mówi o Meryl, że jest okropna, to raczej określając jej urodę, bo fakt, pięknością nie jest, ale nie zdarzyło się, żeby ktoś krytykował jej talent, ona jest w końcu urodzoną aktorką. Chyba, że ten ktoś jest wielkim zazdrośnikiem. To samo odnośnie Liz Taylor... Można nie lubić tych aktorek, można nie lubić ich gry, ale nikt nie może zarzucić, że nie umieją grać! Kwestia ich lubienia lub nie schodzi na dalszy plan, ich umiejętności są bezdyskusyjne, natomiast taka Alicja... Jasne, ktoś ją może bardzo lubić lub w ogóle, ale dobrą aktorką to ona nie jest. Takiej Meryl i Liz mogłaby buty czyścić.

                • to nie są moje opinie :) ja uważam je wręcz za Królowe Kina :)
                  ale wiem , że niektórzy mogą tak twierdzić . każdy ma inny gust i to jest wspaniałe w ludziach . przecież wszyscy nie mogą rozpływać się nad jednym filmem . każdy ma inne priorytety :)

                  mi spodobał się Mroczny Rycerz :) być może i ten film nie zmienił mojego życia , nie wpłynął na mnie tak , że od razu inaczej patrzę na świat . nie :) po prostu lubię go oglądać .

                  jeśli chodzi o Alicję . nie twierdzę , że dorównuje Streep albo Taylor . na pewno nie i jeszcze daleko jej do nich.ale jest wiele ( i w Polsce i w USA ) aktorek , które robią karierę , a nie umieją w ogóle grać .

                  cieszę się , że choć raz mogę podyskutować na temat aktorstwa Alicji a nie jej życia prywatnego i często poruszanego w Internecie jej związku z Farellem . :)

                  Pozdrawiam !

                • Rozmawianie na temat prywatnego życia gwiazd (zwłaszcza gdy z reguły o wielu faktach zwyczajnie nie mamy pojęcia) jest poniżej pasa. Poza tym, że byli razem, spłodzili dziecko i w końcu się rozstali nie wiemy za wiele więc tym bardziej nikt nie powinien ferować wyroków, mimo że wygląda to tak, jak wygląda. Tyle na ten temat z mojej strony :)

                  Poza tym prywatne życie Alicji czy jakiejkolwiek innej gwiazdy mało mnie interesuje :)

                  Zaś co do jej talentu moje zdanie jest póki co niezmienne. Aktorka z niej średnia. Może to wynik tego, że tak naprawdę nie miała zbyt wielu okazji żeby sobie tak porządnie pograć, a może po prostu jest słaba. Mimo wszystko życzę jej powodzenia, w końcu nie od dziś wiadomo, że w Hollywood talent to (o zgrozo) tylko 1/4 sukcesu ;)

                  Pozdrawiam :)

                • należy tylko zastanowić się nad tym , czy gdyby nie to , że wyjechała do USA , ma dziecko z aktorem , który jest bardzo znany , to w ogóle pisalibyśmy o niej tak jak piszemy .
                  a może gdyby została w Polsce to wypowiedzi na forach byłyby typu , że fajnie zagrała w Panie Tadeuszu , że zagrała w niemieckich filmach i jest tam dość znana .

                • Ależ oczywiście, że inaczej byśmy o niej pisali. Tylko teraz należy zastanowić się czy tutaj w Europie nie stało by się z nią to samo co w Ameryce.

                  Nie sposób jest mi to sobie wyobrazić gdyż uważam ją za średnią aktorkę i szczerze pisząc, sądzę że tutaj byłoby z nią kiepsko.

                • Alicja już jakiś czas temu mówiła , że chce teraz grać głównie w Europie :)
                  np. 11 września 1683 .

                • No cóż, w końcu poszła po rozum do głowy ;) Jak to się mówi, lepiej późno niż wcale.

                  W takim razie będę śledzić jej dalsze losy może okaże się, że nie miałam racji co do niej ;)

                  Swoją drogą ostatnio dowiedziałam się, że Weronika Rosati gra w serialu, który ma duże szanse stać się hitem, pt. 'Luck', co więcej, jej postać miała wystąpić gościnnie ale jednak zagości na dłużej w produkcji :) bo postanowiono rozbudować rolę Weroniki :)
                  Czyli jednak można :) Skoro Rosati mogła to gdzie w takim razie popełniła błąd Ala ? A no może tu, że postawiła tylko na Amerykę i nie interesowały jej rodzime produkcje (w których bądź co bądź Weronika Rosati grała, mniejsze lub większe role, ale jednak).

                  Pozdrawiam :)

                • za Wroniką Rosati prywatnie nie przepadam ;]
                  jeżeli o jej aktorstwo , to raczej wolę się nie wypowiadać bo praktycznie nic z nią nie widziałam oprócz kilku odcinków serialu " Majka " .
                  ale mam nadzieję , ze uda jej się zrobić karierę nie tylko w Polace , ale także poza granicami naszego , jakże pięknego kraju ;]

                  Pozdrawiam ;]

                • Johanna przeczytałam całą dyskusję, widzę że przy okazji dyskusji o wyższości kina europejskiego nad amerykańskim próbujesz udowodnić przede wszystkim, że Alicja jest złą aktorką. W każdym swoim komentarzu o tym wpominasz, widać że jej nie lubisz , ale wyrażasz tylko swoje subiektywne zdanie
                  Nie rozumiem tylko po co to robisz?
                  Chyba przyjemniej Ci będzie spędzać czas na forum aktorki, którą podziwiasz za jej pracę , może właśnie Meryl Streep czy Liz Taylor. Ja osobiście nie cierpię gry aktorskiej Liz , ale nie zostawiam niepochlebnych komentarzy na jej forum, bo liczę się z uczuciami jej fanów.

                  Pozdrawiam serdecznie.

                • ja wielką fanką Alicji także nie jestem :)
                  chodzi mi tylko o to , że teraz , po jej związku z Colinem wszyscy twierdzą jaką to złą aktorką jest itp. a moim skromnym zdaniem , gdyby nie to , że stało sie to co się stało , komentarze byłyby typu :
                  " pokazała talent w Panu Tadeuszu " czyż nie ?
                  Podobnie jest moim zdaniem z Melem Gibsonem . genialny aktor a za to co wyprawia w życiu prywatnym znajduje się na miejscu 198 ( nie pamiętam dokładnie ) . i wcale nie chwalę go za to jak postępuję , bo sama gdybym spotkała go w jakiejś uliczce to skopałabym mu tyłek ! :) chodzi mi to , że to jest FILMweb a nie CELBRITYweb . tu nikogo nie obchodzi co oni robią poza planem filmowym .
                  a jestem pewna , że gdyby nie ten romans i mały Henry , wszyscy kipieliby z radości , że Polak Potrafi ! ;))

          • Pozwolę sobie na kilka słów komentarza bo cholera mnie bierze czytając odzew na post Johanna. Otóż nie do końca rozumiem sens udzielania się w temacie tylko po to aby napisać zdawkową odpowiedź na wyczerpującą wypowiedź kogoś kto reczywiście ma coś do powiedzenia, poświęcił dłuższą chwilę na opisanie tego a przy tym nakreślił myśl jasno, rzzeczowo i bez zbędnych emocji. Ot tak zwyczajnie każdy czasem ma ochotę podzielić się własnymi przemyśleniami... Dlaczego nie akurat tutaj?

            Co innego z kimś się nie zgadzać i zaprezentować swoje zdanie z odpowiadnią argumentacją a co innego zwykły HEJT bo tak wg. mnie należy traktować część z powyższych wiadomości. Tak hejt bo ktoś kto zamieszcza rzeczowy komentarz oczekuje że w odpowiedzi otzyma rzzeczową odpowiedź tak dla doba dyskusji - tak ogólnego dobra. Wszystko zdognie z maksymą "traktuj innych z wzajemnością".

    • "co jest praktycznie niemożliwe w przypadku aktorów z Europy Wschodniej z powodu akcentu" Czemu tylko ze wschodniej? Przecież każdy Europejczyk w dorosłym życiu będzie miał problem z nabraniem amerykańskiego akcentu.

  • Hollywood daje kasę, ten kto już ją ma, skupia się na kinie artystycznym.

  • Przeczytałem tylko Twój komentarz reszty sobie odpuściłem. Co z tego, że Depp nie mieszka w USA tylko we Francji? Wyjaśnię Ci dlaczego. Człowiek wyrobił sobie markę, jest znany na całym świecie. On już nie jest takim aktorem, który musi chodzić na castingi. Po prostu dostaje stos scenariuszy i wybiera te na które ma ochotę. Co z tego skoro mieszka we Francji jak ciągle gra w hollywoodzkich filmach? Po prostu nie wiesz co piszesz. Żeby najpierw wyrobić sobie markę trzeba po prostu pojechać do LA i tam zaistnieć. Gdyby Alicja miała tę samą markę co Depp to bardzo możliwe, że mieszkałaby w Polsce, na castingi by nie chodziła i wybierałaby najlepsze scenariusze. Rozumiesz teraz różnicę? Alicja jest znana tylko w Polsce i musi chodzić na castingi, Depp jest znany na całym świecie i już do końca kariery na żaden casting nie musi się wybierać bo sam ma w ch*** propozycji za które mu płacą ogromne gaże (chyba zarabia najwięcej ze wszystkich aktorów na dzień dzisiejszy) i może mieszkać, gdzie mu się tylko podoba. Ala w LA próbuje wyrobić sobie nazwisko tak jak Depp, który również zaczynał w LA jakbyś nie wiedziała i przez dłuższy czas tam przebywał, aż nie dorobił sobie ogromnego majątku i dobrej marki :) Powtarzam Ala jest znana tylko nam. Zresztą w USA są lepsze szkoły aktorskie niż w Europie, co za tym idzie wyższy poziom aktorski nie muszę wymieniać tych najlepszych bo bym się rozpisał, ale napisz mi nazwisko Europejskiego aktora z rocznika 70, który jest na tym samym poziomie (bo lepszy to na pewno nie) co Leonardo DiCaprio (który mieszka w LA) albo staruchów, którzy są na tym samym poziomie co (teraz to pewnie będzie śmieszne) Robert De Niro, Al Pacino, Jack Nicholson? Ten ostatni mieszka w Los Angeles :) Powiem tak nie jako aktor, ale jako człowiek. Gdybym miał wybrać pomiędzy NYC a LA wybrałbym LA. Zarówno w jednym jak i w drugim mieście świetna metropolia, świetne drogi (w porównaniu do Polski to przepaść, tam można niskopodłogowcem jeździć, w Polsce po zimie co tydzień musiałbym odwiedzać warsztat), ale to właśnie w LA przez cały rok jest świetna pogoda, nienawidzę zimy więc wybór jest jasny jak słońce :D Mam nadzieję, że Ci wyjaśniałam różnicę jaka dzieli między Deppem, a Curuś. Jeszcze jedno. Wielu bardzo dobrych, znanych aktorów mieszka właśnie w LA bo po prostu podoba im się te miasto (nie dziwie im się), jest fajna pogoda i wiele ciekawych atrakcji.

  • użytkownik usunięty

    Podnoszę, bo warto przeczytać.

  • Odpowiedz mocno po czasie :)

    Po rozwodzie z Farellem zostaly zasadzone alimenty w wysokosci 100,000 pln/msc. Jest jeden warunek. Alicja B.-C. nie moze opuscic na stale USA wraz z synem. Inaczej pieniadze przepadna. Nie bedzie przeciez mowila otwarcie, ze jej sie nie podoba w Stanach. Moze robi dobra mine do zlej gry albo naprawde jej sie tam spodobalo.

    Jak nie wiadomo o co chodzi to... wiadomo o co chodzi, hue hue hue.

  • Nigdy nie wyrobiła sobie nazwiska, jak piszesz, nigdy nie była cenioną ani dobrą aktorką, do LA każdy może się przenieść, a za odpowiednia kasę też zagrasz w czymstam u kogośtam.Najbardziej znana jest z bycia kolejną kochanka i kolejna matką synów Farrella i na tym zrobiła "karierę". Lansowana od samego początku z wejściem do kin "Pana Tadeusza" niczym nigdy sie nie wyróżniała i wyróżniać sie nie będzie. Każdy jej wywiad anglojęzyczny składa się z wdzięczenia i stawiania "you know" zamiast przecinków - taki jest jej wizerunek w US, wśród nielicznych Amerykanów, którzy mieli wątpliwą okazję jej posłuchać. Dowodem na jej beztalencie jest to jak schrzaniła tytułową rolę w "Ondine". Jej dialogi i jej angielski sa tak absurdalne że trudno to nawet opisać. Może sobie ktos pisać o zazdrości, zawiści, etc. Nie znoszę drewnianych pseudoaktorów jadących na micie bycie "high". I wspomniana przez Ciebie Rosati w kilku filmach zagrała naprawdę bardzo ok, a ma więcej pokory i mniej obnoszenia się ze sobą. Wystarczy spojrzeć na taką Irene Jacob - piękna, subtelna, zmysłowa, z uroczym akcentem mówi po angielsku, jest świetną aktorką i pozostała skromna. Mam wrażenie, że pani Alicja chce "być" aktorką - i na tym jej rola sie kończy. Dla mnie drewno jakich mało wśród polskich aktorek, samozwańcza gwiazda. Taki Karolak w spódnicy z plakietką LA na walizce.

    • Piszesz jakby współcześni drugoligowi aktorzy amerykańscy posiadali jakąś wybitną charyzmę i ogromny talent aktorski.
      Bachleda ma dobry wygląd i talent podobny do 95 % aktorów grających drugoplanowe role w filmach klasy B czy słabszych filmach kinowych. Problemem Alicji jest angielski akcent, który w jej przypadku nie jest perfekcyjny. Miko ma podobny niewyszukany wygląd, ale jej akcent jest lepszy i mimo wszystko grywa w filmach klasy B i innych średnich produkcjach.

  • Jak dla mnie to wyszło z niej parcie na szkło, najpierw wymyśliła sobie, że wystarczy zalanie formy z kimś znanym np. bożyszczem chyba wszystkich zakompleskionych lasek, a gdy to nie wypaliło, to dalej za wszelką cenę starała się tam zaistnieć, choćby w byle gównie czy jakiejś miernocie...
    Brak było jej szerszego horyzontu, aby mogła sobie spojrzeć na swoje perspektywy i na to, że kariera w Polsce owszem przyszła łatwo, co niekoniecznie znaczy, że za wielką wodą będzie dokładnie tak samo.

    Nota bene niezmiernie intryguje mnie fakt, że mamy XXI wiek i ogólnie wydawałoby się wysoką świadomość społeczną o antykoncepcji, HIV, AIDS itp. a tu trafia się taki artysta, który zdaje się przeczyć wszelkim zasadom zdrowego rozsądku i brzuchaci coraz to kolejne żądne poklasku i sławy u jego boku niewiasty!

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: