Recenzja filmu Książę Persji: Piaski czasu (2010)
Mike Newell

"...to my, tworzymy nasze przeznaczenie..."

Na wstępie wypadałoby zaznaczy, że jestem ogromnym fanem gry "Prince of Persia" i mam już dawno wszystkie cztery kolejne odsłony "Księcia" za sobą. Lecz gdy tylko usłyszałem o pomyśle nakręcenia ...
Filmweb sp. z o.o.
Na wstępie wypadałoby zaznaczy, że jestem ogromnym fanem gry "Prince of Persia" i mam już dawno wszystkie cztery kolejne odsłony "Księcia" za sobą. Lecz gdy tylko usłyszałem o pomyśle nakręcenia ekranizacji przygód bezimiennego bohatera, pierwsze co przyszło mi do głowy to: "Nie, nie róbcie tego, nie psujcie reputacji takiej świetnej grze jakimś marnym filmem". Skąd taka myśl?  Obawy wzięły się z doświadczenia. Zazwyczaj filmy na podstawie gier komputerowych okazują się nic nie wartym obrazem, nie mającym nic innego do zaoferowania oprócz tytułu.  Przykładem jest "Bloodrayne" i jego sequel, które pomimo ogromnego sukcesu gry i potencjału, jaki ze sobą niosła, okazały się kompletnym nieporozumieniem. Na szczęście moje  obawy okazały się na wyrost, a film spełnił wszystkie moje oczekiwania.

Dla osób niezaznajomionych z tematem, powiem, ze film "Książę Persji: Piaski Czasu" jest ekranizacją sławnej gry komputerowej pod tym samym tytułem, opowiadającej o przygodach bezimiennego, tytułowego księcia Persji. Fanom serii z pewnością może się wydawać, że znają fabułę na wylot. Nic bardziej mylnego. Wizja "Księcia" przedstawionego przez Mike'a Newella pod wieloma względami odbiega od pierwowzoru, dzięki czemu nawet najzagorzalsi fani nie będą się nudzić, ponieważ będą mogli odkrywać znajomą fabułę na nowo. Nie do końca jesteście przekonani do takiego pomysłu? Po co zmieniać coś, co było przecież dobre? Bez zarzutu? Może i racja, po co? Ale uwierzcie mi na słowo, wprowadzone przez scenarzystów nowe rozwiązania są naprawdę godne uwagi, zaś cała opowieść jest równie ujmująca jak ta, którą odkrywaliśmy podczas grania. Dodam tylko jeszcze, że dwie największe zmiany w stosunku do pierwowzoru to zmiana imienia księżniczki z Farah na Tamina i nadanie imienia samemu księciu, do którego wszyscy w filmie zwracają się Dastan.

Fani serii o księciu z pewnością nie będą rozczarowani. Doskonale odtworzone miasta (jak skąpany w słonecznym blasku Alamut), ogromne, nie do przebycia pustynie czy aparycja głównych bohaterów są imponujące. Wszystko zostało wykonane z niezwykła dbałością, nawet o najmniejsze detale. Głównych bohaterów, jak nawet i tych pobocznych jesteśmy w stanie rozpoznać na "pierwszy rzut oka". Wszyscy doskonale odzwierciedlają swoje komputerowe pierwowzory. Twórcy naprawdę włożyli dużo wysiłku, aby fani mogli bezproblemowo odnaleźć się w filmowym Alamucie. Od samego początku czujemy znany nam z pierwszej części gry specyficzny i  tajemniczy zarazem klimat. Również osoby, który nigdy wcześniej nie zetknęły się z przygodami księcia, od razu zostaną "wciągnięci" w ten czasem baśniowy, a czasem mroczny świat.

"Książę" doskonale się spisuje od strony audiowizualnej. "Prince of Persia the Sands of Time" jest filmem bardzo widowiskowym. Sceny walk, popisy akrobatyczne Dastana czy sceny związane z użyciem sztyletu i cofaniem się czasu wypadają rewelacyjnie. Zastosowany w filmie efekt wizualny bullet-time sprawdził się doskonale. Tutaj akurat był powód, aby go zastosować, ponieważ poprzez szybką i dynamiczną akcję ominęłoby nas wiele ciekawych i zarazem widowiskowych momentów. Podobnie ma się sprawa z dźwiękiem i muzyką. Jest szybka, rytmiczna, dobrze oddająca to, co obserwujemy na ekranie.

Także aktorstwo zasługuje na brawa. Dwójka  głównych bohaterów bardzo dobrze odegrała swoje komputerowe pierwowzory. Uszczypliwa i tajemnicza Tamina oraz zabawny, szczery, szlachetny i trochę niezdarny książę. Tak, tak właśnie wyobrażałem sobie dwójkę bohaterów. Jestem pełen podziwu dla Jake'a Gyllenhaala, który specjalnie do filmu "Książę Persji" uczył się, jak prawidłowo uderzać mieczem, widać, że bardzo zależało mu na poprawnym odegraniu roli. Razem z Gemmą Arterton włożyli dużo pracy i serca, aby odgrywane przez nich postacie były wyraziste, zabawne i chwytały widzów za serce. Mogę powiedzieć jedynie, że udało im się to.

Dzieło Mike'a Newella, pomimo iż jest zwykłym filmem przygodowym o baśniowym klimacie, rozśmiesza, wzrusza, a nawet wycisza. W "Księciu" odnajdziemy chyba wszystkie możliwe ludzkie emocje i uczucia, co jest niewątpliwym plusem produkcji, jak także drobne gagi, nagłe zwroty akcji, niebanalne dialogi czy zaskakujące zakończenie.

O nowym filmie Mike'a Newella mógłbym pisać w nieskończoność, ale nie to jest przecież ważne. Istotne jest to, że "Książę" jest filmem bardzo dobrym, godnym polecenia wszystkim kinomanom, którzy szukają solidnego i ponadprzeciętnego obrazu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (45 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)