Recenzja filmu Gloria (2013)
Sebastián Lelio

"Nie" dla smugi cienia

"Gloria" jest wszystkim, czym nie była "Święta rodzina", pełnometrażowy debiut Sebastiána Lelio. Tamten film stanowił świadectwo artystycznej niedojrzałości. Był nieudolną kalką duńskiej Dogmy; ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Gloria (2013)
"Gloria" jest wszystkim, czym nie była "Święta rodzina", pełnometrażowy debiut Sebastiána Lelio. Tamten film stanowił świadectwo artystycznej niedojrzałości. Był nieudolną kalką duńskiej Dogmy; wyważającą otwarte drzwi, epatującą pseudo-transgresjami, ubraną w szarpaną, histeryczną formę. Mamy jednak niezbity dowód, że Lelio zmienił się jako reżyser; dziś zresztą podpisuje się nawet innym nazwiskiem (wówczas był znano jako Sebastián Campos). "Gloria" to dorosły, subtelny, słodko-gorzki film z cudowną rolą Pauliny Garcii w centrum.

Już sam wybór tematu i bohaterki, świadczy o dojrzałości reżysera. Gloria (Garcia) to 58-letnia rozwódka, która stara się wciąż żyć pełnią życia. Wszelkie znaki na niebie i ziemi są jednak przeciwko niej. Dzieci dorosły, wyprowadziły się z domu i nie spieszno im do kontaktowania się z matką. Okulista diagnozuje u kobiety jaskrę i grozi, że jej kontakt ze światem zewnętrznym będzie się z czasem ograniczał. Ona nie chce się jednak poddać. Wieczorami regularnie odwiedza klub dla osób w średnim wieku, gdzie ma nadzieję poznać kogoś, kto dotrzyma jej towarzystwa. Którejś nocy spotyka Rodolfo, z którym zaczyna romansować. Z czasem zaczynają się do siebie zbliżać, ale Gloria zaczyna wątpić, czy mężczyzna – wbrew swoim deklaracjom – jest w stanie zaangażować się w prawdziwy związek.

W wielkich okularach, za którymi ukrywa się Gloria, można zobaczyć symbol jej niezgody na osuwanie się w metaforyczną (ale i dosłowną – patrz: pogarszający się wzrok) smugę cienia. Bohaterka i jej rówieśnicy niby dyskutują o Facebooku i Twitterze, ale stosują przy tym retorykę "my – oni", lokując siebie samych po odklejonej od rzeczywistości stronie. Spacerując ulicą, Gloria mija jakieś młodzieżowe protesty, ale sfera polityki, tego, co na czasie, również wydaje się być poza jej bezpośrednim doświadczeniem. Samotność kobiety dodatkowo potęguje fakt, że jej córka decyduje się opuścić kraj. W istocie bardziej namacalny kontakt niż z własnymi dziećmi ma Gloria z sąsiadem z góry, którego nocne lamenty nie pozwalają jej spać i którego kot regularnie odwiedza jej mieszkanie.

Lelio bardzo czujnie punktuje kolejne bolączki życia swojej bohaterki, ale mimo to nie popada w czarnowidztwo. Skok na bungee, sesja paintballu, koślawo zrobiona asana na zajęciach jogi – Gloria stara się, jak może. Walczy o każdy uśmiech, każdą chwilę szczęścia. Taką jak ta uchwycona w najbardziej pamiętnym ujęciu filmu, gdy kamera razem z bohaterką wiruje na karuzeli. To tylko kilkanaście sekund z szalonej nocnej wyprawy, która skończy się wraz z nadejściem świtu. Ale ten moment pozwala oderwać się od codziennych rozterek, zatracić.

Tak silnie oparty na głównej postaci film byłby niczym bez grającej ją aktorki. Na szczęście Paulina Garcia – słusznie nagrodzona za tę kreację Srebrnym Niedźwiedziem na Festiwalu w Berlinie – tworzy tu niesamowitą kreację. Nie boi się pokazać Glorii w jej najbardziej podatnych momentach, ujawniać śladów po ugryzieniach zęba czasu. Przede wszystkim jest jednak niezwykle subtelna. Lelio nie tylko świetnie ją obsadził – również doskonale wzmacnia jej grę. Leitmotivem filmu są długo trzymane kadry z jadącą samochodem bohaterką, która oddala się od jakiejś intensywnej sytuacji: a to konfrontacji z kochankiem, a to pożegnania z córką. Wynalazek Godarda z "Do utraty tchu" - cięcie w środku ujęcia – pozwala Lelio wydobyć niemal niezauważalne zmiany na twarzy aktorki, płynnie przepływającej między sprzecznymi emocjami. W drodze tak ścisłej współpracy reżysera i jego aktorki rodzi się intymny, niepozorny, wyjątkowy film.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 84% uznało tę recenzję za pomocną (50 głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)