Recenzja filmu Capote (2005)
Bennett Miller

Łzy nad modlitwą wysłuchaną

Ten film to psychologiczne puzzle. Nie znający prawdziwej historii powstania powieści "Z zimną krwią" ani szczegółów biografii Capote'a widz zostaje niepostrzeżenie wciągnięty w subtelną grę, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Capote (2005)
Ten film to psychologiczne puzzle. Nie znający prawdziwej historii powstania powieści "Z zimną krwią" ani szczegółów biografii Capote'a widz zostaje niepostrzeżenie wciągnięty w subtelną grę, której reguły musi odkryć. Już osobowość Capote'a jest wystarczająco złożona i stanowi zagadkę, cóż dopiero motywy kierujące pisarzem podczas zbierania materiałów do książki. Co więcej - wygląda na to, że dla samego Capote'a te motywy jedynie pozornie, z początku były jasne, wydawało mu się tylko, że nad nimi panuje i że je rozumie; w rezultacie został bowiem schwytany w pułapkę, którą sam zastawił - na kogo? Na Perry'ego? Na wymiar sprawiedliwości? Kluczył i uwikłał się w splot zależności, z których konsekwencji nie zdawał sobie sprawy.

Czy już na wstępie Capote założył, że Perry będzie tylko narzędziem w jego ręku? Czy postanowił "z zimną krwią" wykorzystać go do swoich celów? Czy może jednak trochę się oszukiwał i również dla samego siebie, a nie tylko na użytek przyszłej powieści, zapragnął odkryć w nim człowieczeństwo i dotrzeć do źródeł dokonania zbrodni? A potem, w pewnym momencie zauważył, ku swojemu przerażeniu, że oba te motywy zaczynają się równoważyć, a wreszcie, że ten pozazawodowy zaczyna przeważać. Wtedy, gardząc sobą i nienawidząc się z jednej strony za słabość, której wbrew sobie uległ, a z drugiej za egoizm, który wcześniej był wszak motywem nadrzędnym i motorem działania, z premedytacją zaczął odmawiać Perry'emu pomocy i spotkań. Po fakcie szuka usprawiedliwień dla swojej egoistycznej postawy, której przecież nie wstydził się na początku. Mówi: "Nie mogłem ich ocalić", na co Nelle odpowiada "Ale i nie chciałeś." W pewnym momencie zabrnął za daleko i z tego punktu nie było już powrotu, a jakąkolwiek decyzję by podjął, nie byłaby ona dobrym wyborem. By mógł ukończyć i wydać książkę, mordercy musieli zostać uznani za winnych i skazani na śmierć. Aby tak się stało, Capote musiał przestać im pomagać, musiał wręcz modlić się o wyrok skazujący. Z drugiej strony popełnił we własnych oczach grzech zaniechania. I to zaniechania tym bardziej haniebnego, że odebrał nadzieję, którą sam wcześniej przyniósł. Wygrał jako pisarz, lecz przegrał jako człowiek. "More tears are shed over answered prayers than unanswered ones".

Hoffman gra brawurowo. Oscar całkowicie mu się należał. Prócz genialnie oddanej specyficznej fizyczności Capote'a, w migawkowych scenach spotkań i bankietów Hoffman świetnie portretuje swobodę i błyskotliwość pisarza w relacjach z nowojorską socjetą. Capote - wbrew temu, co można by sądzić na pierwszy rzut oka - porusza się w tym środowisku jak ryba w wodzie, ze swadą przytacza anegdoty, bez reszty angażuje uwagę słuchaczy, pozwala sobie na pieprzne dowcipy, zjednuje sobie ludzi, błyszczy w towarzystwie. Jest też, nie oszukujmy się, megalomanem, bezkrytycznie wierzącym w siłę swojego oddziaływania na ludzi jako pisarz, a przy bliższym poznaniu, jako człowiek. Taka postawa być może rekompensuje mu trudne dzieciństwo; sławę i odbierane zewsząd hołdy traktuje jako coś, co mu się należy w zamian. No i jest wirtuozem makiawelizmu, co ostatecznie staje się jego przekleństwem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 93% uznało tę recenzję za pomocną (56 głosów).
Diana
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)